Czy wiecie, że gry, które kupiliście wcale nie są Wasze?

Czy wiecie, że gry, które kupiliście wcale nie są Wasze?

Lata 90. były pięknym czasem dla miłośników i kolekcjonerów gier komputerowych. Pudełkowe wydania można było z dumą postawić na półce, a gdy dana gra się znudziła - odsprzedać ją innemu graczowi. Wraz z rozpowszechnieniem się platform dystrybucji cyfrowej wszystko się jednak zmieniło.

Naprawdę niewielu młodych graczy pamięta to, jak wyglądał świat gier komputerowych przed nastaniem ery Steama. Gracze nie tylko kupowali pudełkowe edycje gier dystrybuowanych na dyskietkach, a potem płytach CD i DVD, ale polowali także na "płytki" dodawane do czasopism. Szał na wirtualna rozrywkę wtedy rozkwitał i nikt chyba nie spodziewał się tego, że kilkanaście lat później gier nie będzie można nabyć na własność... Zgadza się! Gry, które kupujecie ochoczo na Steamie, Originie lub Epic Games Store wcale nie są Waszą własnością! Nie wiedzieliście?

Słuchajcie...

Kiedyś sytuacja z grami była całkiem jasna. Kupujecie grę, pogracie w nią, znudzicie się, możecie ją odsprzedać. Proste, prawda? Proste i jakie satysfakcjonujące, gdy grę udało się kupić taniej i sprzedać z niewielkim zyskiem! Rozwój nowych technologii wprowadził jednak z czasem nową formę dystrybucji gier: dystrybucję w formie cyfrowej.

Lenovo Legion

Steama dobrze znacie - to tam wszystko się zaczęło. W dzisiejszych czasach dochodzi do absurdów, w których kupując pudełkowe wydanie gry i tak musicie je przypisać do danej platformy (Origin, Uplay, Steam), co czyni płytę z grą bezużyteczną i niesprzedawalną. Ba, niektórzy dystrybutorzy wersji pudełkowych w pudełku dostarczają... sam kod, bez płyty z grą! Wraz z przypisaniem klucza do danej platformy przestajecie być właścicielem danej gry. Sprawa ta budziła przez lata wielkie emocje - dlaczego kupując grę nie można jej komuś odsprzedać? Wszystkim zainteresowały się instytucje Unii Europejskiej.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 3 lipca 2012 roku uznał, że firmy sprzedające dobra cyfrowe nie mają prawa ograniczać prawa do dalszej odsprzedaży tych dóbr. To właśnie w związku z tym właściciele najpopularniejszych platform zaczęli zabezpieczać się przed pozwami zmieniając brzmienie swoich regulaminów. Wtedy to powstało pojęcie gier jako usług. Czy potentaci branży gier komputerowych mogli tak zrobić?

Lenovo Legion

Otóż zgodnie z literą prawa własności intelektualnej, programy (a zatem i gry) dostarczane za pośrednictwem drogi elektronicznej, rozpowszechniane są zgodnie z regulaminem określającym warunki użytkowania danej platformy. Czytaliście kiedyś Ogólne Warunki Użytkowania Steama, GOG.com, Origina, Uplaya lub dowolnego innego sklepu z aplikacjami? Przypuszczamy, że nie. Nikt w dzisiejszych czasach nie czyta regulaminów, a... szkoda. Rejestrując się na każdej z tych platform musicie zaakceptować postanowienia umowy, której zapewne nie analizujecie. Gdybyście to zrobili, widzielibyście, że od jakiegoś czasu nie kupujecie wcale gier.

Kupujecie licencję na bezterminowe użytkowanie gier, czasem ich bezterminową subskrypcję.

Licencja na użytkowanie nie ma wiele wspólnego z faktycznym prawem własności. Prawo własności daje Wam pełną swobodę dysponowania daną rzeczą, na czele z jej zbyciem. Prawo do użytkowania natomiast drastycznie zawęża możliwości działania. Przyjrzyjmy się platformie Steam.

Lenovo Legion

Zgodnie z regulaminem platformy dystrybucji cyfrowej od Valve, płacąc za daną grę nie nabywacie jej na własność. Płacicie tak naprawdę za możliwość bezterminowego korzystania z gry udostępnianej za pośrednictwem platformy cyfrowej, czyli de facto subskrypcję. Nic poza tym! Jeśli postanowicie usunąć konto - nie dostaniecie zwrotu pieniędzy. Konta w serwisie Steam nie możecie sprzedać, bo tak naprawdę... Też nie jest Wasze! Szok?

Zgodnie z warunkami użytkowania platform dystrybucji cyfrowej, jesteście wyłącznie użytkownikami założonych przez Was kont. To właśnie dlatego nie możecie sprzedawać ich na serwisach ogłoszeniowych i aukcyjnych. To właśnie w ten sposób niektórzy próbowali kiedyś niemożność sprzedawania indywidualnych gier. Niestety, to tak nie działa.

Lenovo Legion

Jedną z niewielu platformy dystrybucji cyfrowych, które starają się wyjść naprzeciw graczom jest w pewnym sensie polski GOG.com. Wprawdzie serwis zakazuje sprzedaży gier, ale licencja na użytkowanie dopuszcza na przykład tworzenie kopii zapasowych na własny użytek na zewnętrznych nośnikach, co jest zakazane w przypadku innych platform. Gry pozbawione są wprawdzie zabezpieczeń DRM, ale w dalszym ciągu nie można się nimi dzielić ze znajomymi. O dzieleniu się grami ze znajomymi stworzyliśmy osobny artykuł, którego lekturę Wam polecamy.

ak dzielić się biblioteką gier z rodziną i znajomymi? PoradnikJ

Niestety, prawo własności intelektualnej nie nadąża za błyskawicznym rozwojem nowych technologii i póki co gracze wciąż znajdują się na straconej pozycji. Kradzież konta, jego przypadkowe skasowanie lub usunięcie odbiera im jakiekolwiek prawa do szukania rekompensaty finansowej za utraconą bibliotekę gier. Właściciele platform dystrybucji cyfrowych posuwają się nawet do stosowania w swoich regulaminach klauzul sprzecznych z prawem unijnym - na czele z... "wyłączeniem prawa wystąpienia do sądu i poleganiu wyłącznie na arbitrażu", co swojego czasu zrobiło zarówno Valve, jak i EA, Microsoft i Sony. Póki co żadne państwo nie interweniowało w tej sprawie i nie zrobiło nic, aby chronić interesy społeczności graczy.