Lost Soul Aside to gra, która zdecydowanie przerosła możliwości początkujących twórców. Oferuje świetny system walki, lecz inne elementy są już co najwyżej średnie – dlatego tak bardzo niezrozumiała jest proponowana przez wydawcę cena.
Gdyby tytuł studia UltiZero był wyceniony rozsądniej, można by polecać go fanom slasherów – typu Devil May Cry. Lost Soul Aside potrafi bowiem sprawić frajdę, jednak pod paroma względami w ogóle nie spełnia oczekiwań, a na dodatek boryka się z problemami technicznymi na PC.
Zacznijmy od krótkiego przybliżenia fabuły, choć ta nie jest w żadnym stopniu angażująca. Akcja rozgrywa się w świecie, który przypomina nieco uniwersum Final Fantasy 15 – gdzie elementy fantasy łączą się ze współczesnością. Siostra bohatera zostaje zaatakowana przez demoniczne siły, a jej dusza zabrana to innego wymiaru. Kaser wyrusza więc w podróż, by ocalić Louisę i innych poszkodowanych.
Niestety, gra nie oferuje żadnej dobrze napisanej postaci. O charyzmatycznym protagoniście możemy tylko pomarzyć. Dialogi także nie budzą żadnych emocji – w efekcie szybko zaczynamy po prostu przeklikiwać i przewijać wszelkie wstawki fabularne, by przejść do rozgrywki, która wypada już lepiej.
System walki jest dynamiczny i efektowny, przywodzi na myśl połączenie wspomnianego już Final Fantasy 15, a także 16 i gier typu Bayonetta czy Devil May Cry. Mamy tu sporo kombosów do wyboru, w miarę postępów odblokowujemy dodatkowe typy broni z zupełnie innymi zestawami ataków. Krótko mówiąc: mechanika naparzania demonów jest przyjemna i rozbudowana.
Twórcy zadbali o idealny stopień płynności walki. W każdej chwili możemy wykonać unik, a broń możemy wymienić na inną nawet w trakcie wykonywania serii ciosów. Chociaż w grze zabrakło idealnych animacji okładanych przez nas wrogów, to nie da się ukryć, że wyprowadzanie imponujących kombosów jest po prostu szalenie przyjemne, szczególnie podczas walk z trudniejszymi przeciwnikami.
Tak naprawdę to jednak koniec większych zalet Lost Soul Aside. Lokacje, które zwiedzamy, są mocno generyczne i niczym się nie wyróżniają. Wiele misji jest zauważalnie wydłużonych na siłę – co czujemy szczególnie, gdy gra każe nam walczyć na kolejnych arenach z takimi samymi grupami przeciwników pięć czy sześć razy z rzędu. Tempo przygody jest po prostu źle przemyślane.
Oprawa graficzna jest porządna, a niektóre widoki mogą się podobać – gdy obserwujemy je z daleka. Wspomniane animacje wrogów nie są jednak tak dobre, jak można by oczekiwać, a mimika bohaterów podczas cut-scenek jest mocno przeciętna, podobnie zresztą jak pozbawiony życia i emocji angielski dubbing.
Różnego rodzaju elementy platformowe, gdy musimy skakać, chwytać się krawędzi i wykonywać tego typu akrobacje, czasem potrafią sfrustrować, a powodem jest lekkie niedopracowanie techniczne. Bohater powinien się czasem czegoś złapać, ale po prostu tego nie robi, bo skoczyliśmy pół milimetra w złym kierunku. Na szczęście punkty kontrolne są rozmieszczone rozsądnie.
Warto też wspomnieć, że optymalizacja wersji PC pozostawia sporo do życzenia. Na komputerze przekraczającym rekomendowane wymagania można zanotować zauważalne spadki płynności, nawet na średnich ustawieniach graficznych.
Lost Soul Aside powinno być grą krótszą, tańszą i mniejszą. Wtedy można by skupić się na walce, a gorsze elementy tej produkcji nie rzucałyby się może tak bardzo w oczy. Niestety, wyszło inaczej. Po ponad 20 godzinach spędzonych z grą pamiętamy głównie nijakość świata i fabuły.
Jedną z największych niespodzianek sierpniowego pokazu Opening Night Live była zapowiedź Warhammera 40,000: Dawn of War 4. Zaskoczeniem było też ujawnienie studia, które za produkcję gry odpowiada. Czy ten powrót kultowej marki może się udać?
Nad czwartą odsłoną cyklu popularnego wśród fanów strategii czasu rzeczywistego pracuje studio King Art, czyli twórcy Iron Harvest – był to RTS bez dwóch zdań inspirowany cyklem Company of Heroes. Historia niejako zatacza więc koło, ponieważ oryginalni deweloperzy Company of Heroes stworzyli właśnie, lata temu, cykl Dawn of War.
Wspomniane Iron Harvest było całkiem niezłą grą, choć momentami dało się zauważyć pewne niedociągnięcia spowodowane małym budżetem. Już teraz jednak widać, że Dawn of War 4 prezentuje się lepiej – i widać, że w projekt zainwestowano więcej środków. Ma to być najbardziej bogata w zawartość (na premierę) odsłona cyklu.
Otrzymamy aż cztery kampanie fabularne, po jednej dla każdej z frakcji i w sumie obejmą one ponad 70 misji. Do tego kooperacja, sieciowe potyczki oraz ulubiony przez fanów Dawn of War 2 tryb Ostatniego Bastionu – obrony przed nacierającymi falami wrogów.
Wybór frakcji wydaje się świetny. Dostaniemy oczywiście Kosmicznych Marines oraz Orków, ale poza nimi w nasze ręce oddani zostaną także Necroni oraz frakcja kapłanów maszyn z Marsa – Adeptus Mechanicus. Szczególnie ta ostatnia grupa budzi spore emocje, ponieważ nigdy nie była to grywalna armia w żadnej odsłonie Dawn of War.
W sumie w grze zobaczymy około 110 jednostek, z których wiele doczeka się specjalnych animacji na polu bitwy. Powrócą bowiem tzw. „sync kille” – czyli rozbudowane animacje zadawania obrażeń lub wykańczania jednostek. Przykładem może być na przykład Marine przecinający mieczem wroga, lub grupa wojowników Orków wskakująca na mecha i próbująca go uszkodzić.
Animacje te mogą wydawać się drobnostką, jednak ich nieobecność w Dawn of War 3 była mocno odczuwalna. W dużym stopniu pomagają one bowiem budować niepowtarzalną atmosferę brutalnej wojny i pola bitwy w uniwersum Warhammera 40 000. Twórcy ewidentnie wiedzą, czego oczekują fani cyklu.
Warto podkreślić, że twórcy nie chcą wymyślać koła na nowo i nie szykują żadnej rewolucji. Od początku dają do zrozumienia, że ich zamysłem jest stworzenie gry w stylu pierwszego Dawn of War – z klasyczną budową bazy, rekrutowaniem jednostek i tradycyjną dla oryginalnej części cyklu rozgrywką.
Fanów fabuły ucieszy zapewne wiadomość, że w kampaniach zobaczymy bohaterów znanych z poprzednich odsłon. Twórcy chwalą się też, że przygotowują około 40 minut przerywników filmowych dla każdej z czterech kampanii. Pierwszy trailer sugeruje, że możemy liczyć na świetny klimat.
Oczywiście nie zapomniano też o miłośnikach projektowania własnych kolorystycznych wersji swoich armii. W grze znajdą się specjalny edytor malowania, który pozwoli wprowadzić na pole bitwy jednostki w naszych ulubionych barwach.
Dawn of War 4 zadebiutuje na PC w 2026 roku. Niewykluczone, że przed premierą doczekamy się testów beta trybu multiplayer. Pierwsze materiały i screeny sugerują, że doczekamy się fantastycznego powrotu do korzeni serii – pozostaje trzymać kciuki, żeby faktycznie tak się stało.
Wybierz idealny model dla siebie i odbierz cashback
Najnowsza promocja Lenovo obejmuje szeroką listę urządzeń – od praktycznych modeli IdeaPad, przez eleganckie i przenośne laptopy Yoga, aż po mocne urządzenia gamingowe z serii LOQ i Legion. W zależności od wybranego modelu, każdy klient może otrzymać od 100 do aż 1500 zł cashbacku.
Lenovo Yoga Slim 7i Aura Edition to ultralekki laptop premium, który łączy elegancję z mocą AI. Napędzany procesorem Intel Core Ultra 5 z NPU Intel AI Boost (40 TOPS) i grafiką Intel Arc, zapewnia płynność pracy i inteligentne wsparcie w codziennych zadaniach. 14-calowy wyświetlacz OLED WUXGA z Dolby Vision i fabryczną kalibracją X-Rite gwarantuje wierne odwzorowanie kolorów i wyjątkową jakość obrazu. Idealnie sprawdzi się w podróży dzięki niewielkiej wadze (zaledwie 1,19 kg) i certyfikatowi MIL-STD-810H. To stylowy Copilot+ PC stworzony dla użytkowników, którzy oczekują mobilności, nowoczesnego designu i wsparcia AI na najwyższym poziomie. Przy zakupie tego modelu można uzyskać 300 zł cashbacku.
Lenovo Yoga 7 2-in-1 to wszechstronny laptop konwertowalny nowej generacji, stworzony z myślą o użytkownikach poszukujących elastyczności i możliwości AI. Dzięki procesorowi Intel Core Ultra 5 z NPU Intel AI Boost (40 TOPS) oraz grafice Intel Arc oferuje płynną i energooszczędną pracę w trybie Copilot+ PC. 14-calowy wyświetlacz OLED WUXGA z obsługą dotyku i pióra Lenovo Yoga Pen zapewnia wyjątkową jakość obrazu oraz pełną kreatywną swobodę. Smukła, aluminiowa obudowa i waga zaledwie 1,38 kg sprawiają, że urządzenie świetnie sprawdza się w podróży i pracy hybrydowej. To stylowe i funkcjonalne 2w1, które łączy moc, mobilność i nowoczesny design z komfortem użytkowania. Decydując się na Lenovo Yoga 7 2-in-1 można uzyskać 300 zł cashbacku.
Lenovo LOQ 15IRX10 to gamingowy laptop nowej generacji, który łączy wydajność i inteligencję AI w przystępnej cenie. Zasilany procesorem Intel Core i5-13450HX oraz kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 5060, oferuje płynną rozgrywkę wspieraną mocą 572 AI TOPS. 15,6-calowy ekran FHD IPS z odświeżaniem 144 Hz i technologią G-SYNC zapewnia szybki, wyraźny i realistyczny obraz. To solidny i niezawodny wybór dla graczy, którzy chcą cieszyć się mocą AI i wysoką wydajnością w codziennym gamingu. Wybierając ten laptop można odebrać do 400 zł cashbacku w zależności od konfiguracji.
Lenovo Legion Pro 5 16IAX10 to laptop, który łączy moc obliczeniową z możliwościami AI. Wyposażony w procesor Intel Core Ultra 7 255HX oraz kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 5060, zapewnia najwyższą wydajność w grach i aplikacjach kreatywnych. 16-calowy ekran OLED WQXGA o odświeżaniu 165 Hz i 100% pokryciu DCI-P3 gwarantuje kinową jakość obrazu i płynność rozgrywki. Dzięki integracji technologii AI Boost i audio sygnowanego przez Harman, laptop pozwoli na pełne zanurzenie się w świecie gamingu. To urządzenie stworzone dla graczy, którzy oczekują perfekcji w każdym detalu – od wydajności, przez obraz, po design. Nabywając ten model można uzyskać 400 zł cashbacku.
Producent objął ofertą szerokie portfolio laptopów. Każdy zatem, bez względu na potrzeby znajdzie model, który spełni oczekiwania i będzie wsparciem w codziennych obowiązkach i rozrywce.
Jak otrzymać cashback?
Aby wziąć udział w promocji, należy zakupić jeden z wybranych modeli Lenovo do 7 października 2025 r. oraz zarejestrować zakup. Pełną listę można znaleźć w regulaminie oraz na stronie http://www.lenovopolska.pl/cashback. Do złożonego w ciągu 14 dni od daty zakupu formularza należy dołączyć zdjęcie lub skan dowodu zakupu oraz skan lub zdjęcie wyciętego numeru seryjnego z kodem kreskowym urządzenia. Kwota zwrotu uzależniona jest od ceny wybranego modelu:
100 zł za zakup o wartości mniejszej niż 2 000 zł
200 zł za zakup o wartości pomiędzy 2000 a 2999 zł
300 zł za zakup o wartości pomiędzy 3000 a 4999 zł
400 zł za zakup o wartości pomiędzy 5000 a 9999 zł
Promocją objęte są urządzenia fabrycznie nowe, które zostały nabyte w następujących sklepach: Delkom, eLenovo, RTV Euro AGD, Komputronik, Media Expert, Media Markt, Morele, Neonet, Sferis oraz X-kom.pl. Promocja potrwa do 7 października 2025 r. lub do wyczerpania zapasów.
Lenovo zostało oficjalnym partnerem technologicznym międzynarodowego projektu Red Bull Tetris, nowej odsłony jednej z najbardziej kultowych gier logicznych w historii. W ramach współpracy firma dostarcza sprzęt mobilny na potrzeby aktywacji promujących turniej i finałów krajowych.
Rozgrywki Red Bull Tetris wystartowały pod koniec sierpnia i potrwają do końca października. Aby wziąć w nich udział, gracze rejestrują się online i rywalizują w specjalnej, 3-minutowej wersji gry dostępnej wyłącznie na urządzeniach mobilnych pod adresem https://www.redbull.com/pl-pl/events/red-bull-tetris-poland/. Najlepsi zawodnicy z 55 krajów wezmą udział w finałach narodowych, a następnie powalczą o mistrzowski tytuł w wielkim finale na 150-metrowej Ramie Dubajskiej, gdzie przebieg gry zostanie wyświetlony na ekranie stworzonym z ponad dwóch tysięcy dronów.
Lenovo wspiera projekt na kilku poziomach. Tablety marki są wykorzystywane w ramach stref aktywacyjnych na uczelniach, w gaming barach oraz w przestrzeniach publicznych, gdzie uczestnicy mogą zarejestrować się do udziału w turnieju i rozegrać swoje pierwsze podejścia. To właśnie mobilne urządzenia Lenovo stanowią kluczowe narzędzie interakcji w tej fazie wydarzenia.
Sprzęt Lenovo odegra także istotną rolę podczas krajowego finału, który odbędzie się 22 listopada w warszawskim Food Town w Fabryce Norblina. Gracze rywalizujący o miejsce w międzynarodowym etapie zawodów będą korzystać z komputerów stacjonarnych Lenovo, zaprojektowanych z myślą o wydajności w dynamicznych grach turniejowych. Tablety będą jednocześnie dostępne przy stanowiskach typu „free to play”, umożliwiając wszystkim obecnym spróbowanie swoich sił w nowej wersji Tetrisa.
Organizatorzy przewidzieli także możliwość wykorzystania sprzętu Lenovo jako nagród dla zwycięzców finału oraz uczestników aktywacji towarzyszących wydarzeniu. To kolejny element wsparcia, który podkreśla znaczenie partnerstwa technologicznego w budowaniu kompleksowego doświadczenia dla graczy.
Udział Lenovo w projekcie Red Bull Tetris to kontynuacja zaangażowania marki w świat gier i nowoczesnych technologii. Firma regularnie wspiera projekty gamingowe, esportowe i edukacyjne, udostępniając innowacyjne rozwiązania – zarówno w obszarze sprzętu dla profesjonalnych graczy, jak i uniwersalnych urządzeń konsumenckich.
Współpraca z Red Bull Tetris to nie tylko wsparcie jednego z najbardziej widowiskowych turniejów 2025 roku, ale także kolejny przykład tego, jak technologia Lenovo staje się integralnym elementem nowoczesnej rozrywki cyfrowej.
W tym roku Epic Games zaskoczyło graczy, wprowadzając do Fortnite zupełnie nową, skondensowaną i niezwykle intensywną wersję rozgrywki. Mowa o „Blitz Royale” – specjalnym, limitowanym trybie dla 32 graczy, który pojawił się w grze w czerwcu 2025 roku. I nie, to nie jest klasyczny, 100-osobowy tryb Blitz, który weterani pamiętają. To coś zupełnie nowego, co miało trafić do gry tymczasowo, a jednak zostało w niej na stałe. Jeśli jeszcze nie wypróbowaliście Blitz Royale, oto wszystko, co musicie o tym trybie wiedzieć.
Czym jest Blitz Royale i dlaczego zdominował grę?
Blitz Royale to skondensowana do granic możliwości esencja Fortnite. Zapomnij o długich minutach spędzonych na zbieraniu łupów czy przemierzaniu pustych przestrzeni. Tutaj liczy się tylko czysta, nieprzerwana akcja od pierwszej do ostatniej sekundy.
Kluczowe filary, które definiują ten tryb:
1. 32 Graczy na małej arenie
Każdy mecz rozpoczyna się na niewielkiej mapie zawierającej fragmenty z przeszłości Fortnite – znacznie mniejszej niż mapa głównego trybu. Jako że mamy tu zaledwie 31 przeciwników, rozgrywka jest idealnie nasycona akcją. Nie ma gdzie się ukryć, a pierwsze starcie jest kwestią sekund, nie minut. To idealne rozwiązanie dla graczy, którzy cenią swój czas i szukają natychmiastowej dawki adrenaliny.
2. Równy Start i System Błogosławieństw
Koniec z frustracją spowodowaną brakiem broni po wylądowaniu. W Blitz Royale każdy zaczyna z tym samym podstawowym wyposażeniem. Rozwój postaci opiera się na unikalnym systemie „Błogosławieństw” i „Medalionów” – potężnych ulepszeń zdobywanych ze specjalnych, złotych skrzyń oraz zrzutów zaopatrzenia. Oczywiście, ze skrzyń i zrzutów można zdobywać też lepsze wyposażenie. Dla większej frajdy możliwości zapewniane przez poszczególne błogosławieństwa i medaliony powinniście odkryć sami – zatem nie będziemy ich Wam zdradzać.
3. Brak Ujawniania Pozycji przez Medaliony
W przeciwieństwie do standardowych trybów, posiadanie medalionu w Blitz Royale nie oznacza, że Twoja pozycja jest widoczna dla wszystkich na mapie. To kluczowa zmiana, która promuje bardziej taktyczne podejście i pozwala na organizowanie zasadzek bez obawy o natychmiastowe zdemaskowanie.
Dlaczego gracze pokochali Blitz Royale?
Sukces trybu nie jest przypadkowy. Blitz Royale odpowiada na potrzeby współczesnych graczy w sposób, w jaki klasyczne Battle Royale już nie potrafiło:
Eliminacja „Nudnych” Momentów: Tryb skutecznie wyciął najwolniejsze elementy gry, pozostawiając samo sedno – walkę i strategię.
Idealny dla Krótkich Sesji: Masz tylko 15-20 minut na grę? Blitz Royale gwarantuje, że w tym czasie rozegrasz pełen emocji mecz.
Niższy Próg Wejścia: Dla nowych i powracających graczy, prostsze zasady i mniejsza skala są znacznie mniej przytłaczające niż nauka ogromnej mapy i skomplikowanych mechanik w trybie dla 100 osób.
Jak wygrywać w Blitz Royale?
Skoro Blitz Royale jest już stałym elementem gry, warto opanować go do perfekcji. Oto kilka kluczowych strategii, które pomogą Ci regularnie świętować zwycięstwa:
1. Myśl Jak Łowca, Nie Jak Ofiara
Pasywność to wyrok śmierci. Od samego początku musisz aktywnie szukać przeciwników i okazji do zdobycia Błogosławieństw. Twoim celem jest nieustanne ulepszanie ekwipunku poprzez otwieranie złotych skrzyń i przejmowanie zrzutów. Każda chwila zawahania to przewaga dla Twoich rywali.
2. Opanuj Mini-Areny
Blitz Royale wykorzystuje różne fragmenty głównej mapy. Naucz się topografii tych małych stref walki. Znajomość najlepszych miejsc do rotacji, ukrycia się czy zastawienia pułapki da Ci ogromną przewagę nad graczami, którzy traktują każdą lokację tak samo.
3. Błogosławieństwa to Twój Priorytet
Twoja strategia na cały mecz powinna kręcić się wokół zdobywania ulepszeń. Zamiast bezcelowo biegać po mapie, wyznaczaj sobie trasy prowadzące od jednej potencjalnej złotej skrzyni do drugiej, jednocześnie obserwując niebo w poszukiwaniu zrzutów zaopatrzenia.
4. Adaptuj się do Zmieniającej się Mety
Jako stały tryb, Blitz Royale zapewne będzie regularnie aktualizowany o nowe bronie, przedmioty i Błogosławieństwa. Kluczem do długoterminowego sukcesu jest elastyczność i gotowość do szybkiej nauki nowych mechanik, które wprowadzi Epic Games.
Blitz Royale pokazuje, jak powinno wyglądać nowoczesne Battle Royale. Jeśli jeszcze nie dałeś mu szansy, to najwyższy czas. Wskakuj do gry!
Po dwóch latach przerwy Le Mans Virtual Series ma powrócić w wielkim stylu. Potwierdza to nowy raportem finansowy 397 – dla nas, ludzi oddychających sim-racingiem, to jak wigilia połączona ze świętami wielkanocnymi i sylwestrem. Bo to Le Mans — LEGENDA. Wyścig który dla każdego fana motorsportu i simracingu jest świętością. Wygrać w Le Mans to jak zdobyć mistrzostwo świata.
Od totalnego cyrku do potencjalnie największego wydarzenia simracingowego
Edycja 2023 była katastrofą. Najwięcej na ten temat mógłby pewnie powiedzieć aktualny (jeszcze) mistrz Formuły 1 — Max Verstappen. Holender prowadził w wyścigu, gdy gra (rFactor 2 bo to na tej platformie odbywał się ten wielki wyścig) trzy razy wyrzuciła go z serwera. Trzy razy! W efekcie stracił ponad okrążenie i jego szanse na zwycięstwo wyparowały. Max nie krył frustracji. Publicznie nazwał całe wydarzenie „cyrkiem” i jasno dał do zrozumienia, że coś takiego nie powinno mieć miejsca w imprezie, która nosi miano legendy. No dobra. Powiedział na żywo znacznie więcej ale nie będę go tutaj cytował.
Ten moment był symbolem – skoro nawet aktualny mistrz świata, od lat angażujący się w simracing, nie mógł liczyć na stabilne i uczciwe warunki rywalizacji, to znaczyło, że trzeba było odbudować całą strukturę od podstaw.
Technologia idzie do przodu
Na szczęście od tamtego czasu wiele się zmieniło. Przede wszystkim pojawiło się LE MANS ULTIMATE. LMU już zdążyło udowodnić, że można zrobić to inaczej i lepiej. Gra przeszła długa drogę bo pojawiła się we wczesnym dostępie w lutym 2024 roku a dopiero w lipcu tego roku Studio 397 wydało pełną wersję. Testowy wyścig Six Hours of Qatar z wymianą kierowców – absolutnie kluczowym elementem w wyścigach endurance – zakończył się dużym sukcesem. System RaceControl, który w rFactor 2 był raczej ciekawostką, teraz stał się solidnym fundamentem. Strukturalne kwalifikacje, stabilna organizacja i większy profesjonalizm – to wszystko ma sprawić, że powrót w 2026 roku nie będzie tylko remedium na dawne błędy, ale zupełnie nową jakością.
Jako fan czuję, że to naprawdę może być moment przełomowy. W końcu mówimy o wirtualnym wyścigu 24-godzinnym – a to oznacza, że w jednym aucie startuje trzech kierowców, którzy co kilka godzin zmieniają się za kierownicą. To nie jest tylko zabawa przy komputerze. To walka z czasem, z rywalami, ale też z własnym ciałem. Nocne stinty, skupienie o trzeciej nad ranem, gdy oczy same się zamykają, a każdy błąd kosztuje – czasami bardzo wiele. To naprawdę męczące, a zmęczenie potrafi uderzyć jak Tyson w swoim prime time.
I właśnie w tym tkwi magia Le Mans – nie tylko szybkość, ale wytrzymałość, konsekwencja, nerwy ze stali.
Sceptyków pewnie nigdy nie zabraknie ale ja wybieram wiarę – że tym razem będzie inaczej. Że Le Mans Virtual Series wróci z pełną mocą i pokaże światu, że to nie „gra”, tylko prawdziwy test charakteru.
I jeśli faktycznie tak się stanie, to w 2026 roku czeka nas widowisko, które może na nowo zdefiniować, czym jest wirtualna wytrzymałość.
Początek roku szkolnego to idealny moment na uzupełnienie technologicznego ekwipunku. Lenovo i Motorola przygotowały wyjątkową promocję, która z pewnością ucieszy uczniów i ich rodziców. Od 18 sierpnia do 13 września 2025 r. każdy, kto odwiedzi Showroom Lenovo & Motorola i zrobi zakupy na kwotę minimum 1000 zł brutto, może skorzystać z 15% zniżki na wybrane produkty.
Co trzeba zrobić? Wystarczy podczas zakupów okazać oryginał lub kopię świadectwa szkolnego z ostatniego roku. To właśnie on stanowi przepustkę do uzyskania rabatu – niezależnie od ocen!
Promocja skierowana jest do uczniów szkół podstawowych i średnich, a rabat obejmuje produkty Lenovo i Motorola dostępne na miejscu. To doskonała okazja, by przed rozpoczęciem nowego semestru zaopatrzyć się w niezawodny laptop, tablet lub nowoczesny smartfon – idealny do nauki, zabawy i kontaktu z rówieśnikami.
Promocja w Showroomie Lenovo i Motorola to coś więcej niż tylko rabat – to forma uznania dla uczniów za wysiłek włożony w cały rok nauki. Wystarczy jedno świadectwo, by skorzystać z realnej zniżki na zakup nowoczesnego sprzętu, który przyda się zarówno w szkole, jak i po zajęciach. Laptopy Lenovo, tablety, akcesoria czy smartfony Motorola to urządzenia, które doskonale wspierają naukę zdalną, dostęp do materiałów edukacyjnych i płynną komunikację.
Oferta obejmuje zarówno produkty do codziennej pracy, jak i rozwiązania dla bardziej wymagających uczniów, np. zafascynowanych programowaniem, grafiką czy montażem wideo. Co ważne, rabat dotyczy zakupów dokonywanych bezpośrednio w showroomie – to oznacza możliwość osobistego sprawdzenia sprzętu i rozmowy z doradcami, którzy pomogą dobrać najlepszy model pod konkretne potrzeby.
To również świetna okazja, by odświeżyć domowy zestaw narzędzi cyfrowych na nadchodzący semestr – nie tylko dla ucznia, ale też dla całej rodziny.
Showroom Lenovo & Motorola to wyjątkowe miejsce na mapie Warszawy – nie tylko sklep, ale przestrzeń, w której technologia spotyka się z designem i codziennymi potrzebami użytkowników. To tu można na spokojnie przetestować najnowsze urządzenia, sprawdzić ich możliwości i porozmawiać z ekspertami, którzy naprawdę znają się na rzeczy. Niezależnie od tego, czy szukasz laptopa do nauki, smartfona z dobrym aparatem, czy słuchawek do pracy i relaksu – w showroomie zobaczysz i porównasz wszystko na żywo, bez pośpiechu.
Dla uczniów i ich rodziców to idealne miejsce, by świadomie wybrać sprzęt, który będzie nie tylko wydajny, ale i wygodny w codziennym użytkowaniu. Kameralna atmosfera, nowoczesne wnętrze i możliwość sprawdzenia produktów w praktyce sprawiają, że zakupy w showroomie są po prostu przyjemniejsze. To również przestrzeń spotkań, prezentacji i wydarzeń – regularnie organizowane są tu premiery, warsztaty czy testy nowych technologii.
Warto pamiętać, że promocja nie łączy się z innymi ofertami specjalnymi. Wszystkie szczegóły znajdują się w regulaminie akcji: https://lenovopolska.pl/backtoschool/regulamin_showroom.pdf
Nie czekaj do września – odwiedź Showroom, pokaż świadectwo i wejdź w nowy rok szkolny z przewagą technologiczną!
Kluczem do stworzenia dobrej gry typu soulslike jest zaprojektowanie porządnego systemu walki, ciekawego świata oraz zadbanie o kwestie techniczne. Niestety, w Wuchang nie wszystko wyszło tak, jak powinno.
Fallen Feathers opowiada historię wojowniczki Bai Wuchang, która z amnezją budzi się w świecie ogarniętym niebezpieczną zarazą. Przedzierając się przez świat inspirowany okresem dynastii Ming musi znaleźć lekarstwo, bo jej też grozi przemiana w dziwną bestię. Zarys fabuły nie jest zbyt oryginalny, lecz historia i tak jest na tyle minimalistyczna, że trudno śledzić ją z zainteresowaniem.
Na szczęście nieciekawy zarys fabularny nie jest potrzebny do czerpania radości z walki. Nie jest on w tej grze odkrywczy, jednak system oparty na unikach, kontrach i parowaniu ciosów zrealizowano na tyle dobrze, że po prostu potrafi sprawić satysfakcję, gdy już go opanujemy. Pomaga spora liczba broni do wyboru.
Na uwagę zasługuję na pewno system magii. Wyspecjalizowanie się w korzystaniu z ofensywnych zaklęć jest tutaj możliwe – i świetnie, bo wiele soulslike’ów zaniedbuje tego typu rozwiązania, robiąc z nich tylko skromny dodatek. Tutaj naprawdę możemy stać się, jeśli mamy ochotę, potężną czarodziejką z mieczem w jednej dłoni, a drugą ciskającą ogniste kule.
System rozwoju postaci jest dobrze przemyślany i pozwala eksperymentować z różnymi rodzajami stylów rozgrywki. Pomaga też fakt w miarę łatwego zresetowania talentów, jeśli chcemy zmienić sposób, w jaki podchodzimy do walki.
Na pewno udała się także eksploracja – element niezwykle ważny w grach reprezentujących ten gatunek. Lokacje są zaprojektowane świetnie, a odkrywanie kolejnych przejść i połączeń sprawia sporo frajdy. Zwiedzanie tego świata jest po prostu satysfakcjonujące, chociaż trzeba przyznać, że parę obszarów jest nieco zbyt dużych.
Trudno jednak czerpać pełnię radości z walki czy eksploracji w grze, która nie chce dobrze działać. Pecetowa wersja Fallen Feathers boryka się ze sporymi problemami z optymalizacją. Ghosting, stuttering czy po prostu spadki płynności są na tyle częste, że obcowanie z tym tytułem jest najczęściej irytujące, a nie przyjemne.
Odnośnie kwestii technicznych – wypada też wspomnieć o pracy kamery, ponieważ ten element także bywa źródłem frustracji. Szczególnie, gdy walczymy z poważnym przeciwnikiem w nieco ciaśniejszej lokacji albo przedzieramy się przez wąskie jaskinie.
Wuchang: Fallen Feathers nie imponuje też zestawem proponowanych przeciwników. Dosyć często widzimy podobnych wrogów, można wyczuć po prostu lekki recykling modeli oponentów. Bossowie z kolei starają się wyróżniać, ale niewielu z nich oferuje ekscytujące pojedynki i praktycznie żaden nie zapada w pamięć.
Problemem z bossami jest też wyjątkowo nierówny poziom trudności. Część tych ostatecznych wrogów jest zbyt łatwa do pokonania, a nieco później trafiamy na takich, którzy nagle zawyżają poziom trudności dziesięciokrotnie w stosunku do poprzednio spotkanego bossa. Twórcy zdecydowanie muszą lepiej zbalansować wyzwanie w kolejnych aktualizacjach.
Fallen Feathers to porządny soulslike, który wymaga poprawek. Deweloperzy z pewnością zajmą się palącymi problemami w najbliższej przyszłości – i dopiero wtedy warto będzie rozważyć ewentualny zakup wersji PC. W chwili obecnej jest duża szansa, że i tak radość z niezłego systemu walki będzie przysłonięta kiepską optymalizacją.
Mafia: The Old Country to prequel, który cofa nas nie tylko w czasie, ale i w filozofii projektowania gier. To porządna i liniowa przygoda, choć momentami sprawiająca wrażenie niedostatecznie dopracowanej.
Fabuła jest dosyć przewidywalna i nie zaskakuje, jeśli obejrzeliśmy w życiu choć trochę filmów o tematyce gangstersko-mafijnej. Wcielamy się w Enzo, który ucieka z niewolniczej niemal pracy w kopalni siarki, by trafić prosto w objęcia mafijnej rodziny charyzmatycznego Dona Torrisiego. Z biegiem czasu obserwujemy, jak nasz bohater zmienia się w twardego człowieka honoru, nad którym ciąży ciężar lojalności.
Opowieść trzyma poziom, a jej siłą napędową są postacie. Niestety, o ile cut-scenki po prostu dobrze się ogląda, to różni bohaterowie niezależni są mocno archetypowi. Zresztą, sam Enzo też jest postacią, która jest po prostu nieciekawa. Dlatego warto zdecydować się na dubbing z sycylijskim dialektem – wtedy braki scenariuszowe można sobie wynagrodzić świetnym klimatem.
Odnośnie klimatu – można śmiało powiedzieć, że atmosferę z powodzeniem buduje też to, jak wygląda przedstawiona w grze Sycylia. Jest tu po prostu pięknie, a często chcemy po prostu pójść jakąś ścieżką tylko po to, by podziwiać krajobrazy.
Nowa Mafia porzuca otwarty świat z trzeciej części. Sycylijskie okolice pozwalają zboczyć z głównej ścieżki, ale nie ma tu żadnych ukrytych misji, wyzwań, minigier – mamy do czynienia ze strukturą podobną do tej z pierwszej odsłony cyklu. Miasto i świat były tam tylko tłem, podobnie jest też tutaj. Można powiedzieć, że to miła odskocznia od niezwykle popularnych „open worldów”.
System walki oparty na osłonach jest fundamentem rozgrywki i… jest po prostu w porządku. Strzelanie z broni palnej z epoki, takiej jak rewolwery i strzelby, potrafi być satysfakcjonujące, a starcia bywają intensywne, zwłaszcza na wyższych poziomach trudności. Jednocześnie jest to do bólu generyczny system, który nie wnosi absolutnie nic nowego do gatunku i który widzieliśmy w setkach innych gier w ciągu ostatniej dekady.
Prawdziwym problemem jest jednak nowa, szumnie zapowiadana mechanika pojedynków na noże. Te starcia, pełniące rolę walk z bossami, są po prostu dosyć nudne. Szybko okazują się powtarzalne, schematyczne i pozbawione jakiegokolwiek wyzwania. Na myśl przychodzą tutaj niesławne potyczki z bossami z The Order 1886.
Segmenty skradankowe również nie zachwycają. Są niezwykle proste, a sztuczna inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia. Co gorsza, twórcy często uciekają się do archaicznego i frustrującego rozwiązania, jakim są misje z natychmiastową porażką po wykryciu, co odbiera graczowi swobodę i prowadzi do niepotrzebnej irytacji.
Niestety wersja PC też nie oferuje idealnego doświadczenia. To kolejny przykład gry na Unreal Engine 5, która sprawia problemy – optymalizacja pozostawia po prostu wiele do życzenia. Wydaje się, że priorytetem były dla twórców wersje konsolowe.
Na szczęście nic nie można zarzucić oprawie audio, ponieważ udźwiękowienie stoi na wysokim poziomie, a ścieżka muzyczna została skomponowana tak, by idealnie współgrać z klimatem pięknej Sycylii. To ponownie przypomina, że właśnie atmosfera jest jedną z głównych zalet nowej Mafii.
Mafia: Dawne strony to gra, która mogłaby ukazać się dekadę temu. Nie pędzi za trendami, oferując liniową, prostą rozgrywkę, która stawia na pierwszym miejscu fabułę i mafijny klimat. Niestety nie każdy aspekt rozgrywki jest dostatecznie dopracowany, a optymalizacja wymaga jeszcze poprawek.
Czy Battlefield 6 jest idealny? Oczywiście, że nie – żadna odsłona cyklu nigdy nie była pozbawiona wad w okresie testów i premiery. Najnowsza odsłona zapowiada się jednak na najlepszą od niemal dekady.
Beta najnowszej odsłony cyklu od EA pozwala przede wszystkim przekonać się, że fundamenty rozgrywki po prostu sprawiają frajdę. Zarówno poruszanie się żołnierzem, sterowanie pojazdami oraz – co najważniejsze – model strzelania są odpowiednio satysfakcjonujące.
Domyślny system klas budzi lekkie wątpliwości, bowiem wszystkie profesje mogą korzystać z dowolnego rodzaju broni. Zaburza to nieco unikatowy charakter każdej klasy, obecny w starszych częściach serii, choć z drugiej strony pozwala czasem dostosować się do warunków – i wybrać broń, która bardziej pasuje do sytuacji.
Twórcy przygotowują oddzielne Playlisty – listy rozgrywek, które pozwolą grać w systemie ograniczonego uzbrojenia. Wtedy już każdy będzie mógł wybrać przede wszystkim broń dedykowaną – inżynier skorzysta z pistoletów maszynowych, szturmowiec z karabinów automatycznych i tak dalej – jednak takie rozwiązanie wydaje się swego rodzaju półśrodkiem, szczególnie że nie oferuje się w ten sposób wszystkich dostępnych trybów gry.
Odnośnie broni, z pewnością można powiedzieć, że korzystanie z każdego typu uzbrojenia jest przyjemne. RKM-y mają odpowiednią moc, strzelby są zabójczo skuteczne z bliska, karabiny szturmowe są uniwersalne i posiadają świetnie wyważony odrzut. Rozprysk pocisków i wszystkie cechy broni możemy oczywiście modyfikować poprzez system dodatków i akcesoriów.
Wszystkie elementy związane z walką nie budzą raczej żadnych wątpliwości. Siła granatów jest odpowiednio zbalansowana, pojazdy nie są zbyt potężne, ale stanowią spore zagrożenie, a czas potrzebny do wyeliminowania wroga nie jest ani zbyt długi, ani zbyt krótki.
Mapy dostępne w becie mogą wydawać się małe w porównaniu z największymi lokacjami z poprzednich części, jednak ważniejsze jest to, że są zaprojektowane z głową – każdy punkt na mapie jest sensownie ulokowany, projektanci dobrze zaplanowali wszystkie budynki i elementy otoczenia, które mogą stanowić dla nas cenną osłonę.
Z pewnością pozytywnie wypadają mapy miejskie, których brakowało w Battlefield 2042. Twórcy bez wątpienia mieli większe szanse, by właśnie na takich mapach popisać się nowym systemem destrukcji. Ten – gdy odpowiednio działa – robi spore wrażenie, choćby wtedy, gdy po ataku czołgu zapada się cała fasada kamienicy.
Destrukcja nie wygląda jednak tak pięknie, jak na oficjalnym zwiastunie. Czasem musimy strzelić w ścianę pociskiem z wyrzutni trzy razy, zanim zniszczymy cel. Wypada to w praktyce nieco dziwne, ale jest pewnie podyktowane koniecznym dla balansu rozgrywki ograniczeniem szybkiej destrukcji całego otoczenia.
Świetnym dodatkiem związanym ze współpracą drużynową jest możliwość odciągania postrzelonych towarzyszy, tak by móc podnieść ich na nogi nieco dalej – poza wrogim ostrzałem. Cały system klasowych bonusów jest zresztą nieźle przemyślany, choć nie warto się na nim skupiać, bo do premiery na pewno zostanie jeszcze zmodyfikowany.
Battlefield 6 oferuje satysfakcjonujący system strzelania, dobrze zaprojektowane mapy, cieszącą oko oprawę i budujące niezły klimat udźwiękowienie. Gra w żadnym stopniu nie zachwyca, ale jest pozbawiona zupełnie chybionych pomysłów znanych z Battlefielda 2042 – i czuć, że na serwerach będzie można z dużą przyjemnością spędzić dziesiątki, albo setki godzin.