Asasyńska seria od Ubisoftu lata świetności ma już za sobą, o czym szczególnie przypominają takie premiery, jak Black Flag Resynced. Okazuje się bowiem, że najwięcej frajdy sprawia właśnie remake Assassin’s Creeda wydanego ponad dekadę temu.

Assassin’s Creed Black Flag Resynced od początku miał przed sobą wyjątkowo trudne zadanie. Oryginał do dziś uznawany jest za jedną z najlepszych odsłon cyklu, dlatego każda zmiana mogła wywołać kontrowersje. Na szczęście Ubisoft nie próbował na siłę przebudować tej przygody. Zamiast tego postawił na odświeżenie sprawdzonej formuły i w większości przypadków była to bardzo dobra decyzja.

Pierwsze wrażenie po uruchomieniu gry to oczywiście zachwyt nad oprawą graficzną. Karaiby nigdy wcześniej nie wyglądały tak dobrze. Gęsta roślinność, turkusowa woda, szczegółowe miasta i efektowne warunki pogodowe sprawiają, że zwykłe żeglowanie między wyspami potrafi cieszyć równie mocno, jak udział w największych bitwach morskich.

Ponownie przeżywamy historię Edwarda Kenwaya, pirata, który początkowo kieruje się wyłącznie chęcią wzbogacenia, lecz z czasem zostaje wciągnięty w konflikt asasynów i templariuszy. To wciąż jedna z najlepiej napisanych opowieści w całym Assassin’s Creed. Edward pozostaje świetnym bohaterem, a jego przemiana została pokazana w przekonujący sposób. Nowe przerywniki i dodatkowe dialogi tylko jeszcze bardziej wzmacniają tę historię.

Pierwsze skrzypce gra jednak oczywiście gameplay. Największą atrakcją pozostaje swobodne przemierzanie Karaibów na pokładzie naszego okrętu, a żeglowanie, abordaże i morskie bitwy nadal dostarczają ogromnej satysfakcji. Poprawiony model sterowania sprawia, że całość jest bardziej dynamiczna i zwyczajnie przyjemniejsza niż trzynaście lat temu.

Zmiany w walce również wyszły grze na dobre. Pojedynki są bardziej płynne, animacje robią świetne wrażenie, a skradanie otrzymało szereg drobnych usprawnień. Nie jest to całkowita rewolucja, ale właśnie tego oczekiwałem od remake’u – zachowania charakteru oryginału przy jednoczesnym wyeliminowaniu najbardziej archaicznych elementów.

Nie zabrakło także zmian w eksploracji. Świat jest bardziej szczegółowy, a część aktywności pobocznych została przebudowana lub lepiej rozplanowana. Nadal jest tu mnóstwo sekretów, wraków do odkrycia, fortów do zdobycia i wysp zachęcających do zejścia z głównego szlaku. Karaiby po prostu wciągają i bardzo łatwo zgubić się w nich na długie godziny.

Remake nie usuwa jednak wszystkich problemów oryginału. Niektóre misje nadal są powtarzalne, a część aktywności pobocznych z czasem zaczyna przypominać wypełniacze. Twórcy poprawili sporo elementów, ale nie byli w stanie całkowicie ukryć faktu, że fundament tej gry powstał kilkanaście lat temu.

Na szczęście tempo przygody pozostaje bardzo dobre. Misje główne przeplatają się z eksploracją i walkami morskimi w taki sposób, że praktycznie cały czas mamy ochotę wykonać jeszcze jedno zadanie albo dopłynąć do kolejnej wyspy. To jedna z tych gier, które nieustannie nagradzają ciekawość gracza.

Ogromną rolę odgrywa również warstwa audio. Udźwiękowienie stoi na bardzo wysokim poziomie, szanty nadal potrafią wpadać w ucho, a efekty bitew morskich robią jeszcze większe wrażenie niż przed laty. To właśnie podczas rejsów najlepiej czuć, dlaczego Black Flag do dziś pozostaje tak wyjątkową grą.

Największym sukcesem Resynced jest to, że nie próbuje być zupełnie nową grą. To przede wszystkim bardzo dobrze przygotowany remake, który szanuje materiał źródłowy i modernizuje go tam, gdzie było to rzeczywiście potrzebne. Dzięki temu zarówno nowi gracze, jak i osoby pamiętające premierę z 2013 roku znajdą tutaj mnóstwo powodów, by ponownie wypłynąć na Karaiby.

Share This