Ball x Pit pokazuje, jak z banalnie prostej formuły rozgrywki można skonstruować doświadczenie, które jest naprawdę rozbudowane i wciąga na długie godziny. To jedna z najlepszych gier indie tego roku.
Pod względem pomysłowości i uzależniającej pętli rozgrywki nowa niezależna produkcja z pewnością zachwyca, a każdy element potęguje satysfakcję płynącą z gry.
Twórcy przygotowali dla nas pretekst fabularny. Miasto Ballbylon zostaje zniszczone przez tajemniczy meteor, który pozostawia po sobie gigantyczny, kuszący bogactwami Dół (tytułowe Pit). Fabuła jednak nie jest tu najważniejsza – stanowi tylko tło dla grupy poszukiwaczy przygód, którzy ruszają w głąb otchłani, by stawić czoła hordom potworów i zdobyć surowce potrzebne do odbudowy miasta.
Pod względem struktury Ball x Pit to genialna hybryda kilku gatunków. Mamy tu do czynienia z mistrzowskim połączeniem Arkanoida, Vampire Survivors, a nawet gry o budowaniu bazy. Eksplorujemy kolejne poziomy na których z góry ekranu schodzą w naszą stronę wrogowie. Naszym zadaniem jest niedopuszczenie, by dotarli na dół ekranu, co przypomina dynamiczne strzelanki w stylu „SHMUP”.

W kierunku przeciwników wystrzeliwujemy kule, które odbijają się rykoszetem w satysfakcjonującym pokazie fizyki. Pokonani wrogowie upuszczają klejnoty doświadczenia, które pozwalają nam zdobywać nowe, potężniejsze kule i upgrade’y podczas każdego zjazdu. Rodzajów kul jest mnóstwo – ogniste, stalowe, trujące, wywołujące powietrzne wiry, strzelające laserami i wiele, wiele więcej.
Gdy triumfalnie ukończymy poziom (lub zginiemy), wracamy na powierzchnię, a za zebrane złoto, drewno i kamień wznosimy nowe budynki. Te struktury są kluczem do rozwoju naszej potęgi, ponieważ zapewniają nam stałe ulepszenia pasywne, odblokowują kilkanaście unikalnych klas postaci (każda drastycznie zmienia styl gry) oraz generują zasoby, ułatwiając kolejne wyprawy.
Ważnym elementem gry jest też progresja podczas jednego „runu” i tutaj twórcy spisali się na medal. Ten aspekt rozgrywki jest bowiem głęboki i daje poczucie autentycznego rośnięcia w siłę. Zresztą to samo dotyczy wspomnianych ulepszeń w bazie – regularnie po prostu odczuwamy, że idzie nam coraz lepiej. To głównie kwestia tego, jak zaprojektowano całą pętlę rozwoju. Gra nagradza nas za poświęcony czas, a każda kolejna odblokowana umiejętność czy budynek daje namacalną przewagę.

Szczególnie odczuwalna jest siła synergii ulepszeń, które zdobywamy walcząc z potworami. Jeśli wylosujemy odpowiednio potężne ulepszenia podczas zjazdu, czujemy się jak niepowstrzymana maszyna do eksterminacji monstrów. Nie jest to tylko kwestia szczęścia, tylko naszych przemyślanych decyzji i budowania strategii – aczkolwiek losowość, jak w każdej grze tego typu, też ma tu spore znaczenie.
Perfekcyjnie wypada też interfejs użytkownika. Na ekranie dzieje się bardzo dużo, ale wszystkie najważniejsze informacje są zawsze czytelne. Nawet w największym chaosie doskonale wiemy, co się dzieje, co pozwala w pełni cieszyć się akcją. Projekt wizualny jest przy tym świetny. Ball x Pit całościowo jest w świetny sposób chaotyczny i dynamiczny. To tytuł, który przede wszystkim budzi ekscytację feerią barw i efektów. Pomaga doskonała, wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa, która jest jednym z najważniejszych punktów gry.
Ball x Pit można polecić śmiało każdemu, nie tylko fanom survivor-like’ów – ten tytuł wymaga bowiem więcej zaangażowania niż typowy klon Vampire Survivors. Za stosunkowo niską cenę otrzymujemy szalenie wciągającą produkcję, od której ciężko się oderwać.








