Echoes of Aincrad od pierwszych minut sprawia wrażenie produkcji, która miała spełnić marzenia fanów Sword Art Online. Po kilku godzinach widać jednak, że pod atrakcyjną oprawą kryje się przeciętny RPG akcji, któremu brakuje odwagi i pomysłów.

Największą siłą gry jest sam świat. Aincrad nadal potrafi działać na wyobraźnię, a widok charakterystycznych miast, zielonych równin czy monumentalnych konstrukcji przywołuje skojarzenia z pierwszym sezonem anime. Twórcy dobrze oddali klimat uniwersum i pod względem wizualnym trudno mieć większe zastrzeżenia. Modele postaci prezentują się bardzo dobrze, a stylistyka pozostaje wierna oryginałowi. Niestety sama estetyka nie wystarcza, by utrzymać zainteresowanie przez kilkadziesiąt godzin.

Historia również nie wykorzystuje swojego potencjału. Zamiast angażować od początku do końca, dość szybko wpada w rytm powtarzalnych dialogów i długich przerywników, które bardziej spowalniają tempo niż budują napięcie. Nowi bohaterowie wypadają poprawnie, ale trudno się do nich przywiązać, a kolejne wydarzenia rzadko potrafią zaskoczyć. To jedna z tych fabuł, które spełniają swoje zadanie, lecz niewiele ponad to.

Pierwsze skrzypce gra oczywiście walka. System opiera się na unikach, blokach, lekkich i ciężkich atakach oraz wykorzystywaniu umiejętności specjalnych. Wszystko działa wystarczająco dobrze, by starcia były przyjemne, ale trudno mówić o większej satysfakcji czy poczuciu rozwoju. Po kilku godzinach większość potyczek wygląda niemal identycznie.

Nie pomaga w tym również przeciętna sztuczna inteligencja przeciwników. Wrogowie często zachowują się bardzo schematycznie, a kolejne pojedynki sprowadzają się do wykonywania tych samych uników i tych samych kombinacji ciosów. Bossowie bywają efektowni wizualnie, jednak pod względem mechanik rzadko zapadają w pamięć. Walka jest więc po prostu poprawna – ani zła, ani szczególnie ekscytująca.

Sporo można było oczekiwać po eksplorowaniu Aincradu. W końcu to właśnie odkrywanie kolejnych pięter i nieznanych zakątków było jednym z fundamentów całej serii Sword Art Online. Tymczasem gra bardzo często prowadzi nas za rękę i ogranicza swobodę poruszania się. Gdy próbujemy zboczyć z wyznaczonej ścieżki, szybko okazuje się, że po prostu nie możemy tam wejść.

Przez to eksploracja staje się zaskakująco nudna. Lokacje są estetyczne, ale niewiele w nich sekretów czy nagród, które faktycznie zachęcałyby do schodzenia z głównej drogi. Otwieranie kolejnych skrzyń albo eliminowanie następnych grup identycznych przeciwników po pewnym czasie zaczyna przypominać wykonywanie obowiązków zamiast przeżywania przygody. Trudno nie odnieść wrażenia, że świat jest znacznie bardziej ograniczony, niż sugerowały materiały promocyjne.

Nieco lepiej wypada rozwój postaci. Zdobywamy nowe wyposażenie, odblokowujemy umiejętności i stopniowo wzmacniamy naszego bohatera. Problem polega jednak na tym, że większość ulepszeń nie zmienia wyraźnie sposobu prowadzenia walki. To bardziej zwiększanie statystyk niż faktyczne budowanie własnego stylu gry.

Gra działa natomiast bardzo dobrze od strony technicznej. Animacje są płynne, oprawa graficzna prezentuje niezły poziom, a efekty specjalne podczas walk potrafią robić dobre wrażenie. Na pochwałę zasługuje również ścieżka dźwiękowa, która skutecznie przypomina, że nadal znajdujemy się w świecie Sword Art Online.

Największym problemem Echoes of Aincrad okazuje się jednak cena. To produkcja, która sprawia wrażenie gry ze średniego segmentu, tymczasem wyceniono ją jak pełnoprawny wysokobudżetowy hit. Gdyby kosztowała około połowę obecnej kwoty, wiele wad łatwiej byłoby zaakceptować. W obecnej cenie trudno jednak nie oczekiwać znacznie lepszej eksploracji i ciekawszego systemu walki.

Nie oznacza to, że jest to zła gra. Fani Sword Art Online prawdopodobnie odnajdą tutaj sporo przyjemności wynikającej z samego przebywania w Aincradzie i spotykania znajomych elementów uniwersum. Osoby szukające po prostu dobrego RPG akcji mogą jednak szybko dojść do wniosku, że podobnych produkcji na rynku nie brakuje – i wiele z nich oferuje więcej za podobne pieniądze.

Echoes of Aincrad to tytuł pełen niewykorzystanych możliwości. Ma solidne fundamenty, ładną oprawę i poprawny system walki, ale praktycznie żaden z elementów nie wybija się ponad przeciętność. Najbardziej rozczarowuje eksploracja, która w grze osadzonej w Aincradzie powinna być jednym z największych atutów. Ostatecznie jest to produkcja, po którą najlepiej sięgnąć dopiero podczas większej promocji.

Share This