Nvidia zaprezentowała DLSS 5, otwierając jednocześnie bramy piekieł. Tysiące wojowników klawiatury ruszyło do ostatecznej walki w mitycznym, socialmediowym Har-Magedonie. Co takiego wywołało to potężne zakłócenie mocy? Nowy DLSS nie spodobał się graczom. Trudno powiedzieć, jak licznej rzeszy, ale z pewnością bardzo głośnej w internecie.
Ad ovo. Nvidia pokazała krótki film prezentujący możliwości nowego DLSS 5, opartego na AI, w kilku grach. Resident Evil, Starfield, Hogwarts Legacy i FIFA to produkcje, w których możemy zobaczyć nowy wynalazek Nvidii. Sam DLSS pojawił się w 2018 roku i od samego początku był oparty na AI. Jego zadaniem było zwiększenie wydajności w grach – początkowo przez skalowanie rozdzielczości, a później także przez generowanie całych klatek. Zaimplementowano go już w setkach głośnych tytułów i nigdy nie był szczególnym punktem zapalnym. Aż do dziś.

Sam skrót DLSS oznacza Deep Learning Super Sampling – superpróbkowanie oparte na głębokim uczeniu – i aż do wersji czwartej dzięki niemu dostawaliśmy po prostu więcej FPS-ów w grach. Tym razem Nvidia poszła o krok dalej – albo, jak piszą niektórzy głośni komentatorzy, o jeden most za daleko. DLSS 5 ma już nie tylko zwiększać liczbę klatek w grach, ale także wyraźnie poprawiać ich grafikę, czyniąc ją bardziej fotorealistyczną. W miejsce dosyć uproszczonej grafiki twarzy dostajemy więc obraz niemal jak z fotografii – choć z ostatecznym entuzjazmem trzeba będzie poczekać do jesieni, kiedy DLSS 5 pojawi się oficjalnie na rynku, a wraz z nim tytuły, które będą go obsługiwać.
Na statycznych ujęciach wygląda to bardzo dobrze, choć wielu internautów opatruje te materiały hasztagiem #aislop. Czym właściwie jest AI slop? To termin określający niskiej jakości, masowo produkowane treści – teksty, obrazy, filmy czy wpisy w mediach społecznościowych – wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Słowo slop w języku angielskim oznacza pomyje albo odpadki, co dobrze oddaje pogardliwy stosunek do takich materiałów. Są one traktowane jako bezwartościowe, śmieciowe treści zalewające internet.

Z AI slopem stykamy się dziś już codziennie. Zalewają nas filmy generowane przez AI – lew ratujący dziecko, które w zoo wpadło za ogrodzenie, „śmieszne” scenki z babciami w absurdalnych sytuacjach czy bóbr skaczący na nartach na wielkiej skoczni. Filmy te osiągają miliony wyświetleń, a my coraz częściej, oglądając coś w social mediach, zastanawiamy się, czy to jeszcze rzeczywistość, czy już AI. I ten trend pogłębia się każdego dnia. Śmieciowych treści tworzonych przez sztuczną inteligencję powstają setki tysięcy dziennie – i będzie ich tylko więcej. Będą coraz bardziej przypominać prawdziwe materiały, aż w końcu sami przestaniemy odróżniać fikcję wygenerowaną przez AI od realnego świata.
Nic więc dziwnego, że powstał swoisty ruch oporu wobec Skynetu, który zabiera się za podbój ludzkości w zupełnie inny sposób niż jego pierwowzór z Terminatora. To właśnie ta frakcja odsądza Nvidię od czci i wiary, nazywając jej wynalazek największym błędem firmy.
W AI wpompowano już biliony dolarów – w infrastrukturę, badania i aplikacje. Nic też nie wskazuje na to, by prace nad sztuczną inteligencją miały się zatrzymać. Przeciwnie: wszystko sugeruje ich dalszą intensyfikację, a wraz z nią jeszcze większą obecność AI slopu. Czy jednak DLSS 5 można traktować jako slop? Według mnie – przynajmniej na tym etapie – zdecydowanie nie.
Obrazy, które Nvidia pokazała w swoim filmie promocyjnym, zrobiły na mnie duże wrażenie. Efekt DLSS 5 jest bardzo kinowy, a co ważne – działa z grami, które przecież nie były pisane specjalnie pod niego. Zamiast tradycyjnego renderowania oświetlenia i materiałów przez silnik gry, DLSS 5 wykorzystuje sztuczną inteligencję do „nasycania” pikseli fotorealistycznymi efektami świetlnymi i teksturami w czasie rzeczywistym. Ta technologia ma niemal całkowicie zacierać granicę między renderowanym obrazem a rzeczywistością. Odpalamy sobie takiego Starfielda i nagle mamy wrażenie, że oglądamy hollywoodzką superprodukcję.

W tym miejscu znajdą się oczywiście tacy, którzy powiedzą, że jest to raczej zatarcie obrazu przez obryzganie go hałdami AI. I jest w tym sporo prawdy. Tyle że… DLSS od samego początku był oparty na AI. Sztuczna inteligencja powstała właśnie po to, by przyspieszać procesy, usprawniać je i ulepszać. I od początku robiła to również za pomocą DLSS.
Na mnie piąta wersja zrobiła duże wrażenie, mimo że mam już odruch wymiotny, kiedy widzę na Facebooku kolejny film, w którym pies ratuje dziecko albo babcia skacze ze spadochronem z Mount Everestu. Tyle że wykorzystanie AI do poprawiania grafiki w grach uważam akurat za sensowne i właściwe zastosowanie tej technologii.
Studzę jednak entuzjazm do chwili, kiedy zobaczę jakiś tytuł, który rzeczywiście będzie z niej korzystał. Oczami wyobraźni widzę Cyberpunka w DLSS 5 i nie będę ukrywał, że jara mnie ta wizja. Nie jestem jednak niepoprawnym optymistą i zdaję sobie sprawę z tego, że efekt końcowy może wyglądać sztucznie. Ale to będzie można stwierdzić dopiero wtedy, gdy pojawią się pierwsze gry i sami będziemy mogli w nie zagrać.
Hejtowanie i demonizowanie DLSS 5 już na tym etapie wydaje mi się trochę przejawem wymuszonego nonkonformizmu na pokaz.
Tom Rollauer








