Recenzja Destiny 2: Porzuceni – takiego dodatku ta gra potrzebowała

Recenzja Destiny 2: Porzuceni – takiego dodatku ta gra potrzebowała

No cóż, podczas gdy podstawowa wersja Destiny 2 oferowała jeszcze całkiem niezłą zabawę, to już gorzej było z pierwszymi dwoma dodatkami do tej gry. Były one nieco nudne i powtarzalne, przez co zawiodły wielu graczy. W zeszłym miesiącu tytuł otrzymał swoje trzecie rozszerzenie, o podtytule Porzuceni. Przekonajcie się, czy jest ono powtórką z rozrywki, czy też wprowadza do Destiny 2 nową jakość.

Destiny 2 to strzelanina FPP za którą odpowiada studio Bungie Software. Jest ona kontynuacją gry, która pojawiła się na rynku w 2014 roku. Tytuł przeniósł nas w odległą przyszłość, do XXVIII wieku, w którym ludzkość próbuje odbudować swoją potęgę po niemalże całkowitej zagładzie.

W podstawowej wersji produkcji musieliśmy zmierzyć się ze złowrogim Czerwonym Legionem, który próbował przejąć kontrolę nad Podróżnikiem, odbierając Strażnikom ich moce. Po zażegnaniu kryzysu, w dodatku Klątwa Ozyrysa, otrzymaliśmy zadanie odnalezienia tytułowego Ozyrysa, który jako jedyny wiedział jak powstrzymać inwazję Veksów i pokonać nowego przeciwnika, Panoptesa. Kolejny dodatek, StrategOS (lepiej znany jako Warmind), zabrał nas na Marsa, gdzie musieliśmy pobudzić potężnego Rasputina – myślącą maszynę stworzoną w celu obrony ludzkości. W trzecim rozszerzeniu należy natomiast wybrać się do pozostałości tak zwanej Rafy, zlokalizowanej w pasie asteroidów między Marsem a Jowiszem. Tam, wraz z Caydem-6 musimy powstrzymać więzienny bunt.

Nowa jakość w Destiny 2

Akcja Destiny 2: Porzuceni rozpoczyna się prawdziwym hukiem. Jak można było zobaczyć na zwiastunach produkcji, podczas próby powstrzymania ucieczki z więzienia groźnych przestępców Cayde-6 ginie z ręki Uldrena Sova, brata nieżyjącej już królowej Przebudzonych. Co więcej, z więzienia wydostają się zbrodniarze zwani Baronami. Wbrew zakazowi, który został wydany przez Straż Przednią, my wybieramy się w pościg za przestępcami i na poszukiwania zemsty.

Jak można zauważyć już na samym początku, najnowszy dodatek do Destiny 2 zapewnia nam o wiele więcej emocji, niż poprzednie. Przez to o wiele łatwiej jest się w niego wciągnąć i czerpać przyjemność z zabawy w nim. Ale jak rozgrywka prezentuje się potem?

Nie zdradzając żadnych z elementów fabuły powiemy, że same misje, zarówno główne i poboczne, są dużo ciekawsze niż w poprzednich rozszerzeniach, choć i tutaj mamy do czynienia z pewną powtarzalnością. Wynika to jednak z tego, że w wielu z nich musimy złapać jednego z Baronów, którzy uciekli z więzienia. Na szczęście, przez to że każdy z nich został zaprojektowany nieco inaczej, nieco inaczej się ich tropi czy też z nimi walczy.

Cieszymy się niezmiernie, że po raz pierwszy od premiery podstawowej wersji Destiny 2, gra w końcu ma wyrazistego antagonistę. Uldren Sov jest bowiem postacią niezwykle intrygującą, której zamiary, przynajmniej początkowo, trudno jest zrozumieć. Dlatego też z wielką przyjemnością śledzi się jego poczynania, niezależnie od tego jak mroczne te by nie były. Wygląda na to, że Bungie w końcu ma dobrych scenarzystów.

Czy mamy jakieś zastrzeżenia względem fabuły Porzuconych? Szkoda jedynie, że była ona taka krótka. Oczywiście, w tym dodatku i tak przedstawiono o wiele dłuższą historię niż w poprzednich. Prezentowała się ona jednak tak ciekawie, że chciałoby się, aby ta nigdy się nie kończyła. Kto wie, czy w przyszłości gra otrzyma równie dobre rozszerzenia, które nie powtórzą błędów tych pierwszych.

CO PORZUCENI WNOSZĄ DO DESTINY 2

Nareszcie możemy lepiej poznać świat gry

Na dodatkową pochwałę Porzuceni zasługują ze względu na fakt, jak wiele przerywników filmowych można było w nich obejrzeć. Niezwykle wzbogacało to prezentowaną opowieść i pozwalało na dokładniejsze poznanie bohaterów jej opowieści – Uldrena Sova, Baronów, czy nawet postaci, w którą… wcielamy się my.

Oprócz przerywników filmowych fabułę dodatku i historię całego świata Destiny wzbogaciły także możliwe do znalezienia w grze książki, które w tym rozszerzeniu wprowadzono. Na coś takiego czekało wielu graczy. Nie są one zbyt długie, ale jest ich dość sporo, zatem na przeczytanie ich trzeba poświęcić co nieco czasu.

Oprawa audiowizualna jak zwykle nie zawodzi

Jeśli czymś Destiny 2 od zawsze zachwycało, to z pewnością swoją grafiką. Tak samo jest w przypadku porzuconych. Nie dość że bardzo ładnie wyglądają załączone cutscenki, świetnie prezentuje się nowa lokacja dostępna w grze. Mowa o Splątanym Brzegu, będącym częścią wspomnianej wcześniej Rafy. Jest to dość mroczne miejsce, w którym możemy nie tylko spotkać mnóstwo przeciwników, ale także zobaczyć ciekawe widoki. Uważajcie tylko na przepaście, w które bardzo łatwo wpaść.

Jeśli chodzi o muzykę stworzoną do rozszerzenia, jest ona bardzo miła dla ucha. Tam gdzie trzeba uspokaja, czy też zachęca do walki, ale przede wszystkim dobrze oddaje klimat porzuconych. Oby w kolejnych dodatkach było równie dobrze pod tym względem.

W Porzuconych jest co robić

Destiny 2 od początku swojego istnienia oferuje wiele trybów rozgrywki. Możemy w nim przechodzić kampanie fabularne, przemierzać świat, wykonując zadania poboczne, brać udział w Strike’ach, czy nawet Raidach. To wszystko możemy robić w towarzystwie znajomych czy też innych graczy. Dotychczas tylko jednak w miejscu zwanym Crucible mogliśmy się z innymi graczami mierzyć. Teraz opcji jest więcej.

Wraz z Porzuconymi w Destiny 2 pojawił się bowiem tryb rozgrywki o nazwie Gambit, który łączy elementy PVP i PVE. Musimy w nim pokonać szybciej niż przeciwna drużyna jak najwięcej przeciwników, aby być w stanie przyzwać pierwotne zło i je zabić. Raz na jakiś czas gracze mogą jednak co nieco przeszkadzać przeciwnej grupie, albo posyłając jej dodatkowych adwerszarzy, albo udając się osobiście do jej świata. W tym rybie gracze muszą napełniać bowiem banki energii, które przez tych dodatkowych adwersarzy są blokowane. Jeśli natomiast zabijemy członka przeciwnego zespołu, zgubi on zgromadzoną energię.

Ten tryb stał się w Porzuconych naszym ulubionym. Trudno zliczyć, ile razy braliśmy w nim udział. PVP i PVE jest w nim idealnie połączone, tak jak ich zalety. Daje on zatem ogromną frajdę i satysfakcję, tak jak przedmioty w nim zdobywane.

Musimy powiedzieć, że nie spodziewaliśmy się, iż Porzuceni okażą się tak dobrym rozszerzeniem. Interesująca i wciągająca fabuła, nowy tryb gry, który dobrze łączy PVP z PVE, antagonista, o którym chce się wiedzieć więcej – wszystko to sprawia, że ten dodatek wnosi do Destiny 2 o wiele więcej niż poprzednie. Jeśli Bungie w przyszłości znowu pójdzie w tym kierunku, być może przyszłość gry będzie się całkiem dobrze rysować. Właśnie na to liczymy!