Kiedy na Steam trafiło demo Half Sword, tytuł ten zyskał oddane grono wiernych fanów, którzy wyczekiwali premiery wersji Early Access. Ta już zadebiutowała i bez wątpienia potrafi sprawić frajdę. Problem w tym, że stan techniczny pozostawia sporo do życzenia.

To gra dosyć trudna do szybkiego zaszufladkowania. Jest to produkcja dla jednego gracza, jednak pozbawiona jakiejkolwiek kampanii czy trybu fabularnego. Podstawą rozgrywki są po prostu walki na arenach z różnymi przeciwnikami, a głównym celem jest wygrywanie kolejnych pojedynków i potyczek (także grupowych), by odblokowywać starcia z lepszymi rywalami i coraz bardziej profesjonalne wyposażenie.

Zaczynamy bowiem z niczym – w samej koszuli i wytartych spodniach, a za broń służy nam młotek, narzędzia kowalskie czy sierp albo motyka. Dopiero po jakimś czasie mamy dostęp do pierwszych mieczy, poważniejszej zbroi oraz hełmu. Na samym szczycie takiej „kariery” możemy już kupić i wyposażyć pełną zbroję płytową i pobawić się w rycerza z prawdziwego zdarzenia.

Słowo „pobawić” jest tu niezwykle istotne, bo Half Sword to przede wszystkim czysta frajda z mechaniki rozgrywki. System operowania bronią jest oparty na zaawansowanym modelu fizyki – ruszając myszką, sterujemy bezpośrednio ostrzem (czy inną końcówką, zależnie do dzierżonej broni), tak jakby było ono przedłużeniem naszej dłoni.

W praktyce wypada to śmiesznie, gdy rozpoczynamy grę i dopiero zaczynamy się uczyć. Postać szaleńczo wymachuje bronią i zazwyczaj udaje się kogoś trafić. Jednak kolejne godziny spędzone z Half Sword pokazują, że nauka faktycznie czyni mistrza. Kiedy poznamy tajniki sterowania, nawet najmniejsze ruchy myszką sprawią, że wykonamy takie cięcie czy uderzenie, jak chcemy.

W zasadzie każdy rodzaj broni jest tutaj trochę odkrywaniem gry od nowa. Zupełnie inaczej walczy się mieczem półtoraręcznym, a inaczej halabardą – każdy oręż ma swoje plusy oraz minusy. Niektóre sprawują się lepiej w typowych pojedynkach, ale okażą się słabsze, kiedy staniemy naprzeciwko grupy wrogów.

Model obrażeń jest realistyczny, więc wystarczy celne trafienie – przykładowo – w szyję czy głowę, by powalić oponenta, jeśli nie ma odpowiedniej ochrony. Half Sword jest też niezwykle brutalne i krwawe, więc niektóre walki szybko potrafią zamienić się w iście makabryczne sceny. Tu warto nadmienić, że poziom brutalności można modyfikować w opcjach.

Rozgrywka jest więc wciągająca i przyjemna, aczkolwiek na drodze do pełnej radochy płynącej z gry staje optymalizacja. Wczesna wersja Half Sword działa gorzej niż dostępne wcześniej demo i nawet na konfiguracjach spełniających zalecane wymagania sprzętowe potrafi działać po prostu beznadziejnie. Do tego dochodzą okazjonalne crashe.

Deweloperzy są świadomi problemów i w pocie czoła pracują nad poprawkami. Wstępne aktualizacje zostały już wprowadzone, jednak nie ma co się oszukiwać – z zakupem lepiej chwilę poczekać. Pełna wersja i tak zadebiutuje najpewniej dopiero w 2027 roku. Half Sword ma bowiem ogromny potencjał, ale naprawdę satysfakcjonujące będzie dopiero wtedy, gdy możliwe będzie bezproblemowe cieszenie się płynną rozgrywką.

Share This