Heroes of Might and Magic: Olden Era to powrót, na który fani kultowej serii strategii turowych czekali od lat. Zapowiedziana przez Ubisoft gra miała ambitny cel: odciąć się od błędów poprzednich, nieco przekombinowanych części i wrócić do korzeni, które uczyniły trzecią odsłonę serii grą wiecznie żywą. Czy nowa odsłona serii to strzał w dziesiątkę, czy jedynie żerowanie na nostalgii? Zapraszam do recenzji.
Nowoczesny powrót do tradycji
Nowa odsłona już od pierwszych minut rzuca czytelny komunikat: to jest list miłosny do klasycznej rozgrywki. Twórcy ze studia Unfrozen doskonale zrozumieli, co decydowało o magii dawnych odsłon, dlatego zachowali uwielbiany, tradycyjny rzut izometryczny na mapie przygody. Zamiast eksperymentować z drastycznymi zmianami perspektywy, skupiono się na dopieszczeniu oprawy wizualnej w formule dwuipółwymiarowej. Świat jest kolorowy, niezwykle czytelny i tętni życiem, a ekrany zamków budzą natychmiastowe skojarzenia z najlepszymi latami marki.
Tradycyjny podział na tury, eksploracja terenu, zbieranie surowców i rozbudowa królestwa działają dokładnie tak, jak powinny. Walka wraca na klasyczną siatkę opartą na sześciokątach, gdzie każda jednostka ma swoje unikalne zdolności, a pole bitwy potrafi zaskoczyć przeszkodami taktycznymi. Rozwiązania stojące za systemem rozwoju bohaterów są głębokie, ale przejrzyste, co eliminuje nielubianą przez graczy losowość, która w nowszych odsłonach potrafiła zepsuć planowany rozwój postaci w najmniej odpowiednim momencie.
Dobrze znane frakcje i powiew świeżości
W grze znajdziemy miks doskonale znanych zamków oraz zupełnie nowych sił, z których każda ma unikalny styl gry, mechaniki oraz dedykowane systemy magii. Tradycjonaliści odnajdą się w szeregach Świątyni, reprezentującej klasycznych rycerzy stawiających na wysokie morale i defensywę, lub Nekropolii, która pozwala na wskrzeszanie poległych i osłabianie wroga. Do dyspozycji oddano także skupiające rdzenne rasy kontyntentu Lochy, duchy żywiołów – Sylvanów oraz podwodną Shizmę.

Zupełnie nowym elementem w uniwersum jest Rój, czyli frakcja owadoidzich najeźdźców. Wprowadzenie tej siły to genialny ruch ze strony twórców, wnoszący do rozgrywki unikalną dynamikę opartą na szybkim namnażaniu jednostek i mechanice pożerania zasobów mapy. Świetnie kontrastuje to z bardziej tradycyjnymi armiami i zmusza do całkowitej zmiany dotychczasowych nawyków taktycznych.
Nowe mechaniki, grywalność i opowieść z kontynentu Jadame
Ewolucja serii przynosi ze sobą też kilka zupełnie nowych mechanik, które mocno pogłębiają warstwę strategiczną. Najważniejszą z nich są prawa frakcji, czyli specjalny system pasywnych modyfikatorów i unikalnych zasad, które gracz może wybierać i dostosowywać w trakcie rozwoju swojego królestwa. Pozwala to na znacznie większą personalizację stylu gry danej armii i sprawia, że nawet grając tym samym zamkiem po raz kolejny, możemy przyjąć zupełnie inną strategię ekonomiczną lub militarną.
Drugą kluczową nowością jest tak zwane Obserwatorium, które całkowicie reorganizuje sposób zarządzania własną księgą czarów. Zamiast polegać wyłącznie na tradycyjnych gildiach magów w miastach, możemy wykorzystywać Obserwatorium do odblokowywania zupełnie nowych zaklęć oraz ulepszania tych już znanych.

Jeśli zaś chodzi o samą rozgrywkę, to na pewno można tu doświadczyć syndromu jeszcze jednej tury. Mapy są wypełnione zawartością i z przyjemnością się je eksploruje. Walki mogą z czasem robić się powtarzalne, ale progresja, jakiej może dokonać i nasz bohater i cała jego drużyna, jest satysfakcjonująca.
Warto jednak wyraźnie podkreślić, że zwłaszcza poza kampanią ta gra absolutnie nie wybacza błędów. Poziom trudności potrafi zszokować, a deklarowany przez twórców poziom łatwy w rzeczywistości okazuje się zaskakująco wymagający i powinien być znacznie prostszy, aby nie odrzucać mniej doświadczonych graczy. Osobiście mi grało się bardzo przyjemnie, ale już podczas kampanii na najłatwiejszym poziomie musiałam nauczyć się, by nie lekceważyć przeciwnika i faktycznie aktywować strategiczne myślenie.

Skoro o kampanii mowa, to ta jest co ciekawe kampanią nieliniową. Przenosi nas na kontynent Jadame znany z gier RPG i pozwala spojrzeć na konflikt z perspektywy kilku różnych frakcji, co pomaga lepiej zrozumieć motywacje poszczególnych stron konfliktu i urozmaica opowiadaną historię. Twórcy przygotowali angażujące misje ze zróżnicowanymi celami, sprawnie łącząc klasyczne budowanie potęgi z unikalnymi wyzwaniami taktycznymi oraz fabularnymi wyborami. Choć dialogi bywają momentami sztampowe, to rozmach opowieści i liczne nawiązania do historii uniwersum Might and Magic sprawiły, że śledziłam rozwój fabuły z dużym zainteresowaniem.
Audiowizualny strzał w dziesiątkę?
Co do warstwy audiowizualnej, to muzyka w grze jest absolutnym arcydziełem, które garściami czerpie z kultowych, klasycznych kompozycji. Motywy muzyczne poszczególnych miast budują niesamowity, baśniowy klimat i potrafią wywołać gęsią skórkę, zwłaszcza gdy po raz pierwszy wchodzimy na ekran rozbudowanego zamku. Dźwięki i oprawa wizualna idealnie dopełniają mechanikę, tworząc spójną całość.

A grafika? To kwestia gustu, ale mnie oprawa graficzna tej odsłony serii jak najbardziej się podoba. Uważam, że jest ponadczasowa, a więc nie zestarzeje się przesadnie szybko. Jednocześnie cała gra nie jest przesadnie wymagająca, bo udało mi się w nią grać na cieniutkim, kiepsko chłodzonym laptopie ze zintegrowaną kartą graficzną.
Podsumowanie
Heroes of Might and Magic: Olden Era to według mnie najlepsza gra z serii od czasu Heroes of Might and Magic V. Czy jest idealna? Nie, ale jako że to Wczesny Dostęp, to można to wybaczyć. Na pewno można by do niej dodać więcej szkół magii, nieco poprawić balans (także ten poziomów trudności), pozbyć się kilku błędów i dodać pewne funkcje, które na przykład pozwoliłyby poprawić widoczność pewnych elementów na ekranie.
Wygląda na to, że póki co Heroes of Might and Magic: Olden Era cieszy się dobrymi opiniami graczy, więc mam nadzieję, że gra będzie w przyszłości prężnie rozwijana i szybko zadebiutuje w pełnej wersji, a potem jeszcze szybciej otrzyma dodatkową zawartość. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się doczekać.








