Po ogromnym sukcesie Shovel Knight studio Yacht Club Games mogło pójść na łatwiznę i stworzyć kolejną grę opartą na sprawdzonym schemacie. Zamiast tego deweloperzy postawili na zupełnie nową markę… i była to bardzo dobra decyzja.
Mina the Hollower jest przygodową grą akcji inspirowaną klasykami pokroju The Legend of Zelda, Castlevanii czy nawet współczesnych produkcji FromSoftware. Na przestrzeni kilkunastogodzinnej kampanii eksplorujemy tajemniczą wyspę, walczymy z potworami, odkrywamy sekrety i stawiamy czoła wymagającym bossom. Wszystko to w oprawie przypominającej najlepsze czasy konsolki Game Boy Color.
Historia rozpoczyna się od katastrofy, która sprowadza główną bohaterkę na przeklętą wyspę Tenebrous. Mina, będąca członkinią elitarnego zakonu Hollowerów, szybko zostaje wciągnięta w wydarzenia znacznie większe, niż początkowo mogłoby się wydawać. Fabuła nie jest może najważniejszym elementem gry, ale skutecznie zachęca do dalszej zabawy.
Twórcy stopniowo odkrywają kolejne tajemnice świata, a spotykane postacie mają wyraziste osobowości i często potrafią zaskoczyć nietypowym poczuciem humoru. Dzięki temu świat gry sprawia wrażenie żywego i autentycznego. Największą gwiazdą całego widowiska pozostaje jednak sama Mina. Bohaterka od samego początku wyróżnia się charakterem, a jej determinacja sprawia, że łatwo jej kibicować.
Gameplay opiera się na eksploracji, walce oraz charakterystycznej umiejętności kopania pod ziemią. To właśnie możliwość błyskawicznego zakopywania się stała się fundamentem całej rozgrywki. Mechanika służy zarówno do omijania ataków przeciwników, jak i rozwiązywania zagadek czy odnajdywania ukrytych przejść.
Już po kilku godzinach zabawy widać, jak dobrze twórcy zaprojektowali świat wokół tej jednej mechaniki. Niemal każda lokacja wykorzystuje ją w ciekawy sposób, regularnie prezentując nowe pomysły i sytuacje. Dzięki temu rozgrywka praktycznie przez cały czas pozostaje świeża.
System walki jest prosty do zrozumienia, ale oferuje sporo możliwości. Korzystamy z różnych rodzajów broni, dodatkowych przedmiotów oraz licznych ulepszeń pozwalających dopasować styl gry do własnych preferencji. Starcia są dynamiczne, a pokonywanie kolejnych przeciwników daje dużą satysfakcję.
Nie zabrakło również wymagających pojedynków z bossami. Potyczki często zmuszają do nauki schematów ataków i odpowiedniego wykorzystywania umiejętności bohaterki. Na szczęście większość walk jest zaprojektowana bardzo uczciwie, dzięki czemu porażki motywują do kolejnych prób zamiast frustrować.
Jedyny większy zgrzyt dotyczy systemu leczenia. Aby odzyskać zdrowie, musimy najpierw aktywnie walczyć i ładować odpowiedni zasób. W teorii zachęca to do agresywnej gry, ale w praktyce podczas trudniejszych starć potrafi niepotrzebnie podnosić poziom frustracji.
Lokacje są niezwykle różnorodne i zachęcają do dokładnego eksplorowania każdego zakamarka. Twórcy przygotowali mnóstwo sekretów, skrótów oraz opcjonalnych aktywności. Bardzo szybko pojawia się syndrom „jeszcze tylko jednego miejsca”, który skutecznie utrudnia oderwanie się od ekranu.
Na pochwałę zasługuje również oprawa audiowizualna. Pixelart prezentuje się znakomicie, animacje są pełne detali, a muzyka doskonale buduje klimat mrocznej przygody. Mina the Hollower wygląda jak gra sprzed wielu lat, ale jednocześnie korzysta ze współczesnych standardów projektowania, choćby w aspekcie przemyślanego projektu świata.
Mina the Hollower jest dokładnie tym, czym powinien być nowoczesny retro-hit. Łączy najlepsze elementy klasycznych gier przygodowych z nowoczesnymi rozwiązaniami i robi to niemal bezbłędnie. Yacht Club Games po raz kolejny udowodniło, że należy do ścisłej czołówki niezależnych deweloperów.








