Na rynku nie brakuje gier, które oferują charakter rozgrywki podobny do Minecrafta. Wiecie, jest chociażby Valheim, Vintage Story, Enshrouded, Terraria. Do wyboru jest natomiast zaskakująco mało produkcji, w których świat niczym w Minecrafcie zbudowany jest z dużych wokseli. Niedawno dołączyło do nich jednak Hytale, które mimo wielu przeciwności losu po latach zadebiutowało w ramach wczesnego dostępu. Ale czy warto w tę produkcję zgrać? W skrócie: Tak. Już wyjaśniam, dlaczego.
Spis treści
- Kilka słów o historii Hytale
- Wczesny dostęp, ale nie taki jak myślisz
- Pierwsze kroki Orbis (bo tak nazywa się świat w Hytale)
- Więcej niż tylko kopanie
- Optymalizacja i błędy
- Werdykt: Feniks powstał z popiołów
Kilka słów o historii Hytale
No właśnie, wspomniałam o przeciwnościach losu, z jakimi Hytale miało do czynienia. O jakich przeciwnościach losu mowa? W skrócie musicie wiedzieć, że jeszcze do niedawna można było pomyśleć, że ta gra nigdy nie ujrzy światła dziennego.
Prace nad Hytale ruszyły już w 2015 roku. Za grę odpowiadało Hypixel Studios – z tym samym zespołem, który prowadził w Minecrafcie słynny serwer Hypixel. Początkowo studio finansowało proces rozwoju gry samodzielnie, ale wkrótce uzyskało w tym zakresie pomoc od Riot Games.
W 2018 roku ukazał się pierwszy zwiastun Hytale – zwiastun, który w ciągu miesiąca doczekał się 31 milionów wyświetleń, W 2020 roku studio Hypixel zostało w całości przejęte przez Riot. Premiera gry planowana na 2021 została zaś wielokrotnie przesunięta, między innymi dlatego, że skala produkcji cały czas rosła. Ku zaskoczeniu wielu, w 2024 roku ogłoszone przeniesienie gry na nowy silnik, a ten proces miał potrwać do końca roku. Niemniej jednak 23 czerwca 2025 roku, po ponad 10 lat prac, gra został anulowana, a studio Hytale… zamknięte.
Na szczęście nadzieja umiera ostatnia, bo Simon Collins-Laflamme, założyciel Hypixel Studios, postanowił, że nie da swojemu projektowi umrzeć i zaczął starać się o nabycie Hytale od Riot Games. Te starania okazały się owocne, bo w listopadzie minionego roku Collins-Laflamme zdołał prawa do Hytale odkupić. Potem ponownie zapowiedział premierę gry, zatrudnił z wielu deweloperów, którzy dotychczas nad nią pracowali i wkrótce potem, bo 13 stycznia 2026 roku, wydał ją we wczesnym dostępie – na starym, a nie na nowym silniku, ale dla graczy nie powinno mieć to oczywiście większego znaczenia. Wow.
No dobra. Pytanie brzmi, w jakim stanie Hytale ukazało się na rynku. W jakim stopni jest ukończone? O tym mogłam przekonać się tylko grając.
Wczesny dostęp, ale nie taki jak myślisz
To co zwraca uwagę to fakt, że Hytale nie jest dostępne na platformie Steam. Grę można zakupić za pośrednictwem dedykowanej strony internetowej, która zawiera też launcher do pobrania. Collins-Laflamme usprawiedliwia to tłumacząc, że gracze często oceniają gry z Wczesnego Dostępu na Steam jak pełnoprawne produkcje, zostawiając przedwczesne negatywne recenzje. No cóż, trudno nie przyznać mu racji.

Od razu zaznaczę, że Hytale nie kosztuje dużo, bo zakup podstawowej wersji bez szeregu dodatkowych elementów kosmetycznych, to wydatek rzędu około 90 złotych. Co ważnę, tę grę odpalicie nie tyko na Windowsie, ale też na Linuxie i sprzęcie Apple z układami Apple M2 lub nowszymi.
Pierwsze kroki Orbis (bo tak nazywa się świat w Hytale)
Po uruchomieniu gry miałam okazję przejść przez zaskakująco rozbudowany, ale intuicyjny kreator postaci, który pozwala na stworzenie własnego awatara. Jasne, do Minecrafta możemy wgrać dowolną skórkę postaci, stworzoną samodzielnie lub przez kogoś innego, ale wbudowany kreator ma swój urok.

Na ten moment Hytale oferuje dwa główne tryby rozgrywki – eksploracyjny, czyli odpowiednik survivalu z Minecrafta, a także kreatywny. Od razu powiem, że tryb kreatywny oferuje tu znacznie więcej opcji niż w Minecrafcie, ale w tym tekście skupię się na trybie eksploracyjnym, w którym grałam solo, lokalnie. Dostępne są już też jednak internetowe serwery gry i jest możliwość hostowania serwera lokalnie, dla grupy znajomych. W przyszłości mają zadebiutować też minigry i tryb przygodowy.
Co ciekawe, tworząc swój własny świat możemy nieco zmodyfikować pewne zasady rozgrywki. Dokładniej mówiąc, skrócić lub wydłużyć cykl dnia i nocy, a także wpłynąć na stopień konsekwencji wiążących się ze śmiercią postaci – ilość gubionych przedmiotów oraz poziom utraty wytrzymałości przez uzbrojenie i narzędzia.

Po trafieniu do mojego pierwszego świata gry spotkało mnie kolejne zaskoczenie: stary silnik daje radę. Obawy o to, że rezygnacja z nowej technologii Riotu sprawi, iż gra będzie wyglądać przestarzale, okazały się bezpodstawne. Hytale wygląda dokładnie tak, jak zapamiętałam to z legendarnego zwiastuna z 2018 roku, a może nawet lepiej. Stylistyka jest spójna, oświetlenie klimatyczne, a animacje – to one robią największą różnicę. Sposób, w jaki nasza postać się wspina, macha mieczem czy wchodzi w interakcje z otoczeniem, sprawia, że świat wydaje się żywy i dynamiczny, a nie sztywny i statyczny.
Jak wygląda świat gry? Tak jak Minecraft jest proceduralnie generowany, z podziałem na biomy. Tutaj różne biomy charakteryzują się jednak różnym poziomem trudności. Poza tym znajduje się w nim znacznie więcej gotowych struktur i zróżnicowanych mobów. Bardzo szybko poczułam, że eksploracja w tej grze jest ciekawsza niż w Minecrafcie – nie dlatego że Minecrafta już bardzo dobrze znam, bo grałam w niego latami, a dlatego że Hytale zostało zaprojektowane tak, by eksploracja miała sens.

Różne biomy skrywają tu różne zasoby. Można trafić w nich na wioski uroczych Kweebeców albo agresywnych Trorków i innych frakcji. Nie trudno też o katakumby pełne goblinów, wieże zamieszkane przez szkielety, tajemnicze, opuszczone miasta, no ale najlepsza jest niespodzianka, która skrywa się pod ziemią w biomie zalanym lawą. Sory, musicie ją odkryć sami, dla własnej satysfakcji. Czuć, że za tym projektem stoją ludzie, którzy latami analizowali, czego brakuje graczom w Minecrafcie. Warto wspomnieć o ciekawym systemie wspomnień, który pozwala odblokowywać dodatkowe nagrody właśnie poprzez eksplorację. Dodam też, że gra ma wbudowaną mapę.

Więcej niż tylko kopanie
Co możemy robić w Hytale oprócz eksplorowania świata gry? Oczywiście walczyć z przeciwnikami, uprawiać rolę, hodować zwierzęta, a przede wszystkim craftować i budować.
System walki jest tu mięsisty – do wyboru jest szereg typów broni, a każda z nich ma swój unikatowy specjalny atak. Są tu też nawet kostury pozwalające operować magią, ale ich jeszcze nie sprawdziłam.

Mechaniki związane z uprawą roli i hodowlą zwierząt na pewno wymagają jeszcze dopracowania, bo zwierząt jeszcze nie można rozmnażać, a kwestia nawadniania roślin budzi wątpliwości – niektórzy gracze podobno są w stanie nawadniać je blokami wody, ale w moim przypadku działała tylko konewka. Do wyboru już jest jednak kilkadziesiąt nasion, z których jest w stanie wyrosnąć mnóstwo przeróżnych roślin.

Wisienką na torcie jest tu jednak kwestia budowania. Na start gra oferuje całe mnóstwo przeróżnych bloków. Przykład? Samych typów drzew jest tu więcej niż w Minecrafcie, a poza tym możemy tu stawiać nie tylko poziome, ale też pionowe „slaby” czyli płyty. Ta gra pozwala stworzyć naprawdę niesamowite budowle, którym klimatu dodaje ambientowe oświetlenie – bo źródeł tego oświetlenia jest tu mnóstwo.

Crafting został tu rozwiązany w inny sposób niż w Minecrafcie, bo nie polega na łączeniu przedmiotów. Jasne, do stworzenia pewnych rzeczy potrzebujemy szeregu zasobów, ale nie chodzi tu o to, aby odpowiednio ułożyć je na siatce 9×9, a dokonać dwóch klików na odpowiednim stole craftingowym – odpowiednim, bo ta gra ma dedykowane stoły do twrzenia narzędzi, broni, zbroi, mebli i budulców. Ba, są też stoły do tworzenia mikstur, a nawet… portali.
Optymalizacja i błędy
Czy jest idealnie? Oczywiście, że nie. To wciąż wczesny dostęp. Zdarzyły mi się w grze drobne błędy, a gra potrafiła nieco zlagować przy generowaniu gęstego lasu, nawet na mocnym sprzęcie. Jednak w porównaniu do wielu innych tytułów startujących we wczesnym dostępie, działa zaskakująco stabilnie.

Werdykt: Feniks powstał z popiołów
Widać, że Hytale nie jest grą ukończoną, ale zawartości ma na pewno mnóstwo. Podejrzewam, że wkrótce, po około dwóch tygodniach rozgrywki, odkryję w niej wszystko, co już mogłam, ale na pewno jeszcze mam w niej dużo do roboty. Przede mną przede wszystkim jeszcze dużo budowania. Chętnie pobawię się też więcej trybem kreatywnym.

Ale czy warto wydać na ten tytuł te 90 złotych? Moim zdaniem tak. To gra bardzo podobna do Minecrafta, ale jednocześnie tak bardzo się od niego różniąca, że nie daje wrażenia deja vu. To projekt stworzony z pasji, która wylewa się z każdego postawionego woksela. Mimo braku Steama i burzliwej przeszłości, Hytale w końcu jest z nami. I wygląda na to, że zostanie na długo. Widać, że twórcy starają się już rozwijać, bo już otrzymała dwie pierwsze aktualizacje, a kolejne są w drodze.








