Siedem lat oczekiwań, ponad 3 miliony dolarów zebrane od wiernych fanów na Patreonie i małe, 15-osobowe studio rzucające wyzwanie gigantowi, który od ponad dwóch dekad trzyma całą kategorię w bezwzględnym uścisku. 25 maja 2026 roku gra Paralives w końcu zadebiutowała we Wczesnym Dostępie na Steamie. Jako fanka symulatorów życia nie mogłam odmówić sobie przyjemności sprawdzenia, czy EA (Electronic Arts) ma powody do paniki, czy też może spać spokojnie.
Spędziłam w Paralives więcej niż kilka godzin i mam dla Was ważny wniosek. Choć w sieci pojawiło się mnóstwo pozytywnych opinii na temat tej produkcji, moim zdaniem ma ona jeszcze wiele do nadrobienia. Daleko jej do symulatora idealnego. Dlaczego? Czytajcie dalej.
Tryb budowania: Potęga detalu, która przytłacza?
Zacznijmy od tego, czym Paralives chwaliło się od samych zapowiedzi – rewolucyjnymi narzędziami budowania i projektowania wnętrz. Trzeba oddać twórcom jedno: pod wieloma względami gra podnosi poprzeczkę tak wysoko, że powrót do The Sims 4 bywa bolesny.
Możliwość swobodnego rozciągania mebli, precyzyjna zmiana rozmiarów okien, brak sztywnej siatki i wbudowane koło kolorów dają niemal nieograniczoną wolność. Chcesz stworzyć idealne łóżko mansardowe pod skosem? Proszę bardzo. Marzy Ci się stół o niestandardowej długości? Kilka kliknięć i gotowe.

Gdzie leży haczyk? We Wczesnym Dostępie ta niesamowita elastyczność bywa przekleństwem. Narzędzia są potężne, ale interfejs wciąż cierpi na brak intuicyjności. Projektowanie bywa momentami toporne, a precyzyjne ustawienie elementów potrafi zmęczyć i zająć znacznie więcej czasu niż w konkurencyjnych grach. Co więcej, baza podstawowych obiektów i tekstur jest na ten moment dość skromna – bez zaawansowanej zabawy suwakami, domy szybko zaczynają wyglądać powtarzalnie. Nie da się tu nawet zbudować fundamentów. W grze nie ma dedykowanych drzwi garażowych, a to tylko przykłady.
Kolejnym problemem jest to, że wiele przedmiotów w grze to tylko atrapy. Tostery, ekspresy, głośniki i inne przedmioty pełnią tylko rolę dekoracyjną, mimo że w trybie kupowania nie znajdują się w zakładce dekoracji.
Tworzenie postaci, czyli styl, który trzeba polubić
Kolejnym filarem gry jest kreator postaci, czyli naszych Parafolków. Twórcy postawili na unikalną, pastelowo-malarską oprawę wizualną z charakterystycznym, delikatnym konturem. Taki styl graficzny ma ogromną zaletę: zestarzeje się znacznie wolniej niż fotorealizm.
Samo tworzenie postaci oferuje genialne opcje – od niezależnego dostosowywania wzrostu (funkcja, o którą fani The Sims proszą od lat!), przez asymetrię twarzy, aż po zaawansowane nakładanie warstw ubrań.

Niestety, na obecnym etapie Parafolki sprawiają wrażenie nieco… plastikowych. Choć statyczne modele w kreatorze wyglądają uroczo, w samej rozgrywce ich animacje bywają drętwe i nienaturalne. Brakuje im tej charakterystycznej ekspresji i iskry życia, którą – mimo swoich wad – posiadają Simowie.
Życie codzienne: Gdzie podziała się głębia?
Największy problem Paralives ujawnia się jednak wtedy, gdy wciśniemy przycisk „Play” i pozwolimy czasowi płynąć. Symulatory życia stoją opowieściami i relacjami, a te we Wczesnym Dostępie są na razie mocno umowne.
Autonomia postaci kuleje. Parafolki miewają spore problemy ze znajdowaniem ścieżek, potrafią blokować się w prostych przestrzeniach lub ignorować swoje podstawowe potrzeby. System cech charakteru i interakcji społecznych jest obecnie zbyt powierzchowny – nie wspominając o tym, że jest niedokończony. Rozmowy między postaciami szybko stają się powtarzalne, a ich wpływ na długofalowe relacje nie wydaje się tak organiczny, jak zapowiadano. Ogólnie rzecz biorąc uważam, że cały system rozmów powinien zostać zaprojektowany na nowo, bo polega na przemian czekaniu, aż zapełni się pasek dialogowy i wybieraniu kolejnych interakcji. W tej chwili po prostu aż nie chce się wchodzić w interakcje z innymi postaciami w grze.

Niektóre systemy interakcji są też wysoce nieintuicyjne, tak jak te związane ze staraniem się o dziecko. Musiałam poszukać informacji w Internecie, by dowiedzieć się, jak pomyślnie zainicjować ten proces. Irytuje też brak pewnych detali – na przykład, nasze postaci nie rozmawiają jedząc przy stole.
Co ważne, w tej grze co noc otrzymujemy do wyboru karty, które mają gwarantować specjalne bonusy bądź posuwać dalej „fabułę”. Problem w tym, że te karty szybko robią się powtarzalne, a wiele z nich ma znikomy wpływ na dalszą rozgrywkę.

Trochę brakuje mi też w tej grze zawartości. Jasne, to Early Access, ale po 7 latach oczekiwań chciałoby się zobaczyć coś więcej niż podstawową pętlę „praca-dom-sen”. Świat gry wydaje się na razie pusty, a interakcji z otoczeniem jest jak na lekarstwo.

Podsumowanie: Czy EA ma się czego bać?
Paralives to fascynujący projekt z ogromnym potencjałem. Pokazuje gigantowi z Electronic Arts, że małe studio potrafi stworzyć technologie, na które fani czekali dekadami. Darmowe aktualizacje i brak płatnych DLC w planach to wspaniała obietnica, która przyciąga do gry rzesze zmęczonych monetyzacją graczy.

Jednak odpowiadając na pytanie z tytułu: czy na ten moment Paralives jest lepsze niż Simsy? Nie, jeszcze nie. To na razie świetnie rokujący fundament pod grę, wypełniony rewelacyjnymi narzędziami, ale pozbawiony „duszy” i zawartości, która zatrzymałaby nas przy ekranie na setki godzin. Jak widać nie wystarczy tylko naprawić błędy Simsów, by stworzyć świetny symulator życia – cały szereg innych rzeczy trzeba też zrobić co najmniej tak samo dobrze.
Osobiście życzę deweloperom tej gry powodzenia. Naprawdę chcę, by powstał symulator życia, który pokaże EA gdzie raki zimują. Na realne zagrożenie dla pozycji The Sims musimy jednak jeszcze trochę poczekać.








