Mobilna konsola Lenovo Legion Go S w końcu trafiła do sprzedaży w naszym kraju — najnowsze modele z systemem SteamOS i procesorem AMD Ryzen Z1 Extreme można już kupić u Partnerów handlowych.
Konsola to sprzęt zoptymalizowany pod kątem bibliotek Steam i pracy na baterii dzięki systemowi Valve. Wydajność zapewnia AMD Ryzen Z1 Extreme – układ oparty na architekturze Zen 4, wytworzony w technologii 4 nm. Konsola wyposażona jest w 16 GB pamięci LPDDR5x‑7500 oraz dysk SSD PCIe 4.0 NVMe o pojemności 512 GB. Na pokładzie znajdziemy dotykowy ekran PureSight WUXGA 8″ o rozdzielczości 1920×1200, częstotliwości odświeżania 120 Hz, jasności 500 nitów i obsłudze VRR.
SteamOS optymalizuje działanie dla mobilnego gamingu – przynosi większą efektywność energetyczną i nawet do 17 proc. wyższą wydajność w grach w porównaniu do wersji z Windows 11. Zużycie energii spada z około 36 W do 22 W przy typowym zastosowaniu, co przedłuża czas pracy na baterii. SteamOS oferuje też wsparcie dla wtyczek Decky, precyzyjniejsze ustawienia trybów mocy i uproszczone zarządzanie biblioteką gier.
Obudowa konsoli stylowo odróżnia się od wersji z Windows – to jednolita konstrukcja bez odłączanych kontrolerów, z ergonomicznym układem przycisków i joystickami Hall effect. Za chłodzenie odpowiada system Legion ColdFront, który utrzymuje temperatury pod kontrolą nawet w trakcie intensywnych sesji gamingowych.
Recenzje techniczne wskazują, że to najpotężniejsza dostępna konsola z Linuxem na pokładzie. Jego główną zaletą jest mocny układ Z1 Extreme i kompaktowe wymiary – idealne do mobilnego grania AAA. Mimo krótszego czasu pracy na baterii (około 1,5 godziny w trybie wysokiej wydajności) konsola zdobywa uznanie za kulturę działania i efektywność.
Odświeżona wersja kultowego RPG z 2006 roku – The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered – zdobyła serca graczy na całym świecie. Bethesda ogłosiła, że gra przekroczyła próg 9 milionów użytkowników na wszystkich platformach, co czyni ją jednym z największych sukcesów tegorocznego Xbox Game Pass. Ten imponujący wynik może otworzyć drzwi do kolejnych remasterów klasyków z portfolio studia.
Miliony graczy, setki wspomnień
Oblivion Remastered zadebiutowało 22 kwietnia 2025 roku i już w pierwszym tygodniu przyciągnęło 4 miliony graczy. Odświeżona wersja powstała przy współpracy z firmą Virtuos i wykorzystuje nowoczesny silnik Unreal Engine 5, oferując ulepszoną grafikę, lepsze animacje oraz szereg usprawnień jakości życia w rozgrywce. Choć większość opinii graczy była entuzjastyczna, wersja na PC zebrała mieszane recenzje na Steamie, głównie ze względu na problemy z optymalizacją i błędy techniczne.
Pomimo wprowadzonych aktualizacji, w tym dużego patcha 1.2 dodającego m.in. nowy poziom trudności i poprawki stabilności, wielu użytkowników nadal zgłasza trudności z działaniem gry. Krytycy wskazują również na zbyt wolne tempo prac naprawczych – co może być związane z doniesieniami o masowych zwolnieniach w studiu Virtuos.
Bethesda patrzy wstecz – i planuje przyszłość?
Sukces Oblivion Remastered przyciąga uwagę nie tylko graczy, ale też samego studia. 9 milionów użytkowników to wynik, który może zachęcić Bethesdę do sięgnięcia po inne tytuły z przeszłości. Wśród kandydatów do remasteru wymieniane są The Elder Scrolls III: Morrowind, Fallout 3, a nawet kultowy New Vegas. Ich odświeżone wersje mogłyby powtórzyć sukces Obliviona, szczególnie jeśli Bethesda wyciągnie wnioski z technicznych potknięć obecnego projektu.
Na razie firma podziękowała fanom w mediach społecznościowych, publikując humorystyczną grafikę z postacią Adoring Fana, którego fryzura układa się w cyfrę „9” – symbolizującą osiągnięty kamień milowy.
Co dalej?
Oblivion Remastered pokazał, że klasyczne gry RPG nadal mają ogromny potencjał, zwłaszcza gdy otrzymają nowoczesną oprawę i trafiają do graczy bez dodatkowych kosztów – np. w ramach Xbox Game Pass. Choć techniczne niedociągnięcia pozostają problemem, liczby mówią same za siebie: gracze chcą wracać do Tamriel, a Bethesda zapewne nie zapomni o tym przy planowaniu kolejnych projektów.
Czasem z pozoru niewinna modyfikacja staje się początkiem czegoś wielkiego. Deweloperzy-amatorzy, zamiast tworzyć nowe silniki czy budować gry od podstaw, eksperymentują z istniejącymi tytułami. To właśnie z takich eksperymentów narodziły się jedne z największych fenomenów w historii branży. Oto nasza topka 10 gier, które zaczęły jako mody, a potem… no cóż, zmieniły oblicze gamingu.
Na początku 2019 roku mod Dota Auto Chess zawojował scenę „Dota 2”. Oparty na systemie figur ustawianych na planszy i automatycznie walczących między sobą, szybko stał się globalnym hitem. Twórcy moda – studio Drodo – odcięli się od Valve i wypuścili własne Auto Chess, a sam gatunek „autobattler” stał się hitem, prowadząc do powstania chociażby „Teamfight Tactics” (Riot) i „Hearthstone Battlegrounds” (Blizzard). A zaczęło się od naprawdę prostego pomysłu.
Chivalry: Medieval Warfare
„Age of Chivalry” to mało znany dziś mod do „Half-Life 2”, który postawił na walkę wręcz w klimatach średniowiecznych. Zamiast broni palnej – miecze, topory i tarcze, a do tego starcia drużynowe i klimat rodem z filmów o krucjatach. Na bazie moda powstało Chivalry: Medieval Warfare, które przekształciło ideę w pełnoprawny produkt. Dziś seria doczekała się kontynuacji i zyskała uznanie wśród miłośników sieciowej rąbanki z humorem i brutalnością godną Monty Pythona.
Counter-Strike
Dwóch miłośników „Half-Life’a”, Minh „Gooseman” Le i Jess Cliffe, stworzyło w 1999 roku realistyczną modyfikację, w której gracze wcielali się w antyterrorystów lub terrorystów. Prosty pomysł, oparty na rundach i szybkiej eliminacji przeciwnika, szybko pochłonął tysiące graczy. Valve zauważyło potencjał moda i wkrótce przejęło projekt, wypuszczając pełnoprawną wersję. Tak narodził się Counter-Strike, który z biegiem lat ewoluował, by stać się fundamentem e-sportu i jedną z najbardziej wpływowych gier sieciowych wszech czasów. Właśnie dlatego dzisiaj możemy cieszyć się CS’em 2.
DayZ
Kiedy modder o pseudonimie Dean „Rocket” Hall wypuścił moda DayZ do „ARMA 2”, świat gier nie był gotowy na to, co się wydarzy. Otwarty świat, realistyczne mechaniki przetrwania, permadeath i zombiaki – a do tego to, co najważniejsze: nieprzewidywalni, nieufni gracze. DayZ zainspirował falę gier survivalowych, w tym „Rust”, „The Forest” czy „SCUM”. Choć samodzielna wersja DayZ była długo opóźniana i nie spełniła wszystkich oczekiwań, mod przeszedł do historii jako początek nowej ery w grach o przetrwaniu.
Dota 2
„Defense of the Ancients” to klasyczny przykład gry, która przerosła produkcję, z której się wywodzi. Mod do Warcraft III, stworzony przez społeczność, oferował nowatorską formułę: dwie drużyny, każda broniąca swojej bazy, walczą przy użyciu unikalnych bohaterów i zdolności. Dota stworzyła nowy gatunek – MOBA – i zainspirowała cały tłum naśladowców. Finalnie Valve zatrudniło IceFroga i stworzyło Dota 2 – duchowego (i formalnego) następcę moda, który dziś gości na najważniejszych turniejach e-sportowych z pulą nagród liczoną w milionach dolarów.
Garry’s Mod
Niewiele gier oddaje graczowi tak dużą swobodę jak Garry’s Mod, który początkowo był tylko fizycznym eksperymentem bazującym na silniku Source i grze „Half-Life 2”. Właściwie trudno nazwać to „grą” w tradycyjnym sensie – to bardziej zestaw narzędzi, który pozwala graczom na tworzenie, zabawę i testowanie. Z czasem Garry’s Mod stał się inkubatorem mini-gier, filmików na YouTube i setek kreatywnych pomysłów. Tryby takie jak „Trouble in Terrorist Town” czy „Prop Hunt” narodziły się właśnie tutaj – a dopiero potem trafiły do mainstreamu.
Heroes of the Storm
Choć Heroes of the Storm nigdy nie osiągnęło takiego sukcesu jak „League of Legends” czy „Dota 2”, to jego korzenie sięgają tych samych źródeł. Blizzard stworzył własną wersję moda DOTA pod nazwą „Defense of the Ancients: Allstars”, zanim odciął się od marki i wypuścił swój tytuł. „HotS” wyróżniało się bardziej przystępnym podejściem do gatunku MOBYA i łączeniem postaci z różnych uniwersów: Diablo, StarCrafta, Warcrafta i Overwatcha. Mimo że Blizzard w końcu porzucił rozwój gry, Heroes of the Storm pozostaje ciekawym pomnikiem mocy moderskiej spuścizny.
PUBG: Battlegrounds
Zanim narodził się gatunek „battle royale” branży, Brendan „PlayerUnknown” Greene majstrował przy modach do „ARMA 2” i „ARMA 3”, tworząc modyfikacje wzorowane na filmie „Battle Royale”. I tak się składa, że tryb gry „wszyscy na jednego” z losowo rozrzuconym sprzętem okazał się dla wielu szalenie wciągający. W 2017 roku powstało samodzielne PUBG, które – mimo konkurencji w postaci Fortnite – rozkręciło gatunek na dobre. Dzisiaj PUBG: Battlegrounds to jedna z najpopularniejszych gier na Steam. Codziennie grają w nią setki tysięcy graczy.
The Stanley Parable
W 2011 roku graczom przedstawiono niecodzienny mod do „Half-Life 2” – The Stanley Parable. Narracyjna gra bez akcji, w której to głos narratora komentuje każdy ruch gracza i… wchodzi z nim w dialog, jeśli ten wybierze inną ścieżkę. Absurdalna, inteligentna i przełamująca czwartą ścianę gra szybko stała się kultowa. W 2013 roku doczekała się samodzielnej wersji z odświeżoną grafiką, a w 2022 – rozszerzonej edycji „Ultra Deluxe”. The Stanley Parable to dowód, że moda można zamienić w dzieło artystyczne.
Team Fortress Classic
Zanim pojawił się kultowy Team Fortress 2, istniał Team Fortress – modyfikacja do „Quake’a”. Później pojawił się Team Fortress Classic, będący już modem do „Half-Life’a”. Pozytywne opinie na jego temat sprawiły, że w 2000 roku Valve zdecydowało się wydać go w formie pełnoprawnej gry, znanej pod nazwą Team Fortress 1.5. TF stawiał na grę drużynową, podział ról i unikalne klasy postaci. Choć podobne zasady obowiązują w wielu typu multiplayer (Overwatch, Apex Legends, Rainbow Six Siege…), to Team Fortress był jednym z pionierów tego podejścia. Łączył strzelankę z taktyką i lekkim humorem, a to się przyjęło.
Mechy mają w sobie coś wyjątkowego. Są po prostu wspaniałą kwintensencją słowa „cool”. Nie bez powodu gry z metalowymi maszynami w rolach głównych regularnie przyciągają wielu odbiorców.
Doczekaliśmy się sporej liczby różnorodnych gier z mechami, reprezentujących wiele gatunków. Dziś chcemy polecić te nieco bardziej współczesne, dostępne na PC, które zapewnią solidną porcję świetnej zabawy.
Zacznijmy od jednej z nowszych gier uznanego studia From Software. Najnowsza odsłona serii rzuca nas w sam środek konfliktu o tajemniczą substancję na planecie Rubicon. To, co wyróżnia tę produkcję, to niesamowicie dynamiczna i widowiskowa walka. Można zapomnieć o powolnych, ociężałych maszynach – tutaj nasze mechy ślizgają się, latają i wykonują błyskawiczne uniki.
Świetnym elementem gry są spore możliwości personalizacji naszego mecha – od wyboru nóg, korpusu i ramion, po montowanie dziesiątek rodzajów broni i wewnętrznych generatorów. Każda, nawet najmniejsza zmiana, ma realny wpływ na zachowanie mecha w walce.
Do tego gra oferuje po prostu naprawdę niepowtarzalny klimat. Minimalizm jest odczuwalny zarówno w warstwie fabularnej, jak też w lokacjach, które przemierzamy. Przez to wszystko trudno porównać Armored Core do innych gier z mechami.
Battletech
Jeśli zamiast zręcznościowej walki wolicie chłodną kalkulację i strategiczne planowanie, to Battletech jest propozycją idealną. To fantastyczna gra taktyczna osadzona w rozbudowanym uniwersum, w której dowodzimy oddziałem najemników pilotujących potężne mechy.
Rozgrywka toczy się w systemie turowym, gdzie każdy ruch trzeba starannie przemyśleć. Ciężar kilkudziesięciotonowych maszyn czuć na każdym kroku – nie ma tu miejsca na szybkie uniki, jest za to pozycyjonowanie, zarządzanie przegrzaniem i precyzyjne celowanie w konkretne części pancerza wroga.
Pomiędzy misjami zarządzamy naszą kompanią najemników, naprawiamy uszkodzone mechy, modyfikujemy ich uzbrojenie i dbamy o finanse. Niesamowitą satysfakcję daje możliwość odzyskiwania części ze zniszczonych na polu bitwy maszyn wroga i montowania ich we własnych jednostkach.
Metal Wolf Chaos XD
To jedna z najbardziej absurdalnych, a jednocześnie napakowanych akcją gier z mechami, jakie kiedykolwiek powstały. Metal Wolf Chaos to tytuł, który pierwotnie ukazał się tylko w Japonii.
Wcielamy się tu w Michaela Wilsona, 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w potężnym mechu bojowym musi własnoręcznie odbić kraj z rąk buntowników. Fabuła jest tu pretekstem do siania totalnej destrukcji.
Ta gra to czysta, nieskrępowana frajda. Nasz mech jest uzbrojony po zęby w arsenał, który obejmuje ponad sto różnych broni – od karabinów maszynowych, przez strzelby i wyrzutnie rakiet, aż po absurdalnie potężne działa. Celem jest zazwyczaj zniszczenie wszystkiego, co widzimy na ekranie, przy akompaniamencie patetycznej muzyki i celowo przerysowanych, komicznych dialogów.
Into the Breach
Into the Breach udowadnia, że do stworzenia genialnej gry strategicznej nie potrzeba fotorealistycznej grafiki, a jedynie fenomenalnego pomysłu. To minimalistyczna, turowa perełka od twórców FTL: Faster Than Light, którą można opisać jako szachy z mechami i potworami.
Dowodzimy tu trzyosobowym oddziałem mechów, broniącym resztek ludzkości przed inwazją gigantycznych bestii zwanych Vek. Każda bitwa toczy się na niewielkiej, ośmiopolowej planszy, a naszym celem jest przetrwanie określonej liczby tur i ochrona cywilnych budynków.
Fenomen tej gry polega na tym, że znamy każdy ruch, który przeciwnik wykona w następnej turze. Naszym zadaniem nie jest więc bezmyślne atakowanie, a inteligentne reagowanie – przesuwanie wrogów za pomocą naszych ataków tak, by strzelali w siebie nawzajem, blokowali się lub wpadali do wody. Każda potyczka to fascynująca łamigłówka.
Titanfall 2
Na końcu małe oszustwo – w końcu w Titanfall 2 sterujemy także człowiekiem, a nie tylko mechem. Jednak z uwagi na to, jak świetnie zaprojektowano rozgrywkę za sterami Tytana, trudno było po prostu pominąć ten wspaniały tytuł od studia Respawn.
Gra oferuje jedną z najlepszych i najciekawiej zaprojektowanych kampanii fabularnych w historii pierwszoosobowych strzelanek, co do tego zgodni są niemal wszyscy. Choćby już dlatego warto po ten tytuł sięgnąć.
Ponadto, multiplayer na PC cały czas jest aktywny – i to właśnie w trybie wieloosobowym możemy przetestować kilka różnych mechów, by stawić czoła innym graczom, wykorzystując szereg efektownych ataków i zdolności wielkich maszyn.
Kiedy XCOM: Enemy Unknown przypomniał światu o tym, jak wciągające mogą być tego typu taktyczne strategie, a XCOM 2 pobił rekordy popularności, wielu zainspirowało się projektami studia Firaxis.
Chociaż prawdziwy boom na gry w stylu XCOM-a już minął, to przez ostatnie lata na rynek trafiło mnóstwo gier oferujących podobną rozgrywkę. Właśnie dlatego to najlepszy moment, by polecić te najbardziej godne uwagi – i zignorować te nieco gorszej jakości. Oto pięć propozycji, wśród których każdy znajdzie choć jeden świetny tytuł dla siebie.
Jedyną wadą tej produkcji, niezwykle mocno docenionej przez graczy, jest oprawa graficzna – twórcy zdecydowali się bowiem na styl, który pewnie nie każdemu przypadnie do gustu.
Rozgrywka jest jednak świetnie przemyślana i niezwykle wciągająca. Budowanie swojej kompanii wojowników od podstaw uzależnia, podobnie jak rozwijanie jednostek i starcia z coraz trudniejszymi wrogami.
Turowa walka jest prosta w założeniach, ale starcia bywają niezwykle wymagające. Każda decyzja na placu boju ma duże znaczenie. Zdobywana z czasem wiedza i umiejętności pozwalają nam grać coraz lepiej, a taka nauka gry naprawdę sprawia frajdę.
Warhammer 40,000: Mechanicus
Pozycja obowiązkowa dla fanów uniwersum Warhammera, choć nie tylko. Mechanicus to po prostu świetnie zrealizowana gra taktyczna z niesamowitym klimatem.
Kierujemy tutaj poczynaniami grupy Adeptus Mechanicus, czyli cybernetycznych Tech-Kapłanów, którzy muszą stawić czoła mrocznym siłom Necronów wybudzonych z wielotysięcznego snu.
Twórcom udało się perfekcyjnie uchwycić charakter frakcji technologicznych fanatyków z marsa, co doskonale słychać chociażby we wspaniałej ścieżce dźwiękowej. Oprawie wideo też nie można nic zarzucić, a rozgrywka po prostu wciąga.
Jagged Alliance 3
Trzecia część tej kultowej serii ukazała się w 2023 roku i udowodniła, że studio Haemimont Games. To fantastyczna gra taktyczna, oferująca wymagającą, ale dobrze zbalansowaną i rozbudowaną kampanię.
Naszym celem jest zbudowanie oddziału najemników o różnych talentach, by odbić tropikalną wyspę z rąk wojskowej junty. Odbijamy kolejne regiony, zarabiamy pieniądze, a później kierujemy nawet kilkoma oddziałami żołnierzy ulokowanymi w różnych obszarach.
To nie tylko gra o walce z wrogiem, ale też z czasem i ograniczonym budżetem. Takie podejście zmusza nas do podejmowania rozsądnych decyzji odnośnie przebiegu kampanii, dbania o nasze jednostki i ostrożności. Całość jest zrealizowana niemal bezbłędnie.
Gears Tactics
Tak, tak – Gears Tactics nie jest grą tak rozbudowaną i głęboką jak choćby XCOM 2 czy niektóre tytuły obecne w naszym zestawieniu. Jest jednak niezwykle przyjemną taktyczną produkcją, która może stanowić idealną propozycję dla wszystkich, którzy chcą w tym gatunku postawić pierwsze kroki.
Wszystko jest tu wygodne, przemyślane i solidnie dopracowane. Gra działa płynnie, skróty klawiszowe są intuicyjne, a wszystkie informacje są zawsze pod ręką. Wraz z postępami rekrutujemy nowych żołnierzy i rozwijamy ich umiejętności. Każda z pięciu klas posiada rozbudowane drzewko talentów, co pozwala specjalizować nawet dwie jednostki tej samej profesji w zupełnie różny sposób.
Na szczególną uwagę zasługują starcia z bossami – choć nieliczne, robią wrażenie. Te potyczki zmuszają do porzucenia utartych schematów i często wymagają wykorzystania ataków samego bossa do eliminowania zwykłych wrogów.
Mutant Year Zero: Road to Eden
Macie ochotę na grę w stylu XCOM, lecz oferującą niebagatelny świat, a także proponująca przemyślane i wyjątkowe rozwiązania w rozgrywce? W takim razie na pewno musicie zainteresować się tym tytułem.
Mutant Year Zero pozwala sterować naszym oddziałem w czasie rzeczywistym. Walka turowa rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy oddamy pierwszy strzał, albo też kiedy dostrzegą nas przeciwnicy. Takie podejście jest naprawdę niesamowicie przyjemnym powiewem świeżości w gatunku taktycznych turówek.
Akcja gry osadzona jest w uniwersum postapokaliptycznym, a członkowie naszego oddziału to różnorodne mutanty – człekokształtny dzik czy też kaczka. Nie zabrakło tu także jednak ludzi, nieraz dysponujących świetną zręcznością. Każdy bohater posiada inne umiejętności, dzięki czemu walka nigdy nie nudzi.
Holstin od polskiego studia Sonka nie ma jeszcze daty premiery, ale bez wątpienia jest jednym z najciekawszych nadchodzących survival horrorów, który już zdążyli docenić gracze z całego świata.
W ciągu ostatnich trzech lat twórcy w sprytny sposób zwracali na grę uwagę. Udostępnili dwie różne wersje demonstracyjne gry, krótkie fragmenty, które pozwoliły ocenić założenia fabularne, atmosferę i gameplay. Teraz na Steamie obecne jest kolejne, najbardziej dopracowane demo.
Akcja gry osadzona jest roku 1992 w małej, fikcyjnej miejscowości Jeziorne-Kolonia nieopodal Olsztyna. Nieudany eksperyment doprowadził tam do powstanie dziwnej, niebezpiecznej i panoszącej się wszędzie mazi, która zagraża mieszkańcom – a niektórych zamienia w groźne potwory.
Nasz bohater trafia do miasta, by odnaleźć swojego zaginionego przyjaciela. Szybko musi dostosować się do niezbyt idealnych warunków, które zastaje na miejscu. Poznaje pierwszych sojuszników w walce z czającymi się dookoła okropnościami, zdobywa broń, poznaje tajniki eksploracji.
Świat gry jest ponury, ale jednocześnie fascynujący i wręcz przesiąknięty polskością. Choć Holstin spodobał się wielu graczom z różnych krajów, to bez dwóch zdań Polacy docenią tę produkcję najbardziej. Wszelkie odniesienia i nawiązania do znanych postaci, wydarzeń, popkultury lat 90. nie są tu wplecione na siłę, ponieważ idealnie wpleciono je do miejsca akcji i okresu historycznego.
Ten horror nie zwraca jednak uwagi wyłącznie świetnym klimatem, bo oferuje też wciągającą i dopracowaną rozgrywkę. Podczas zwiedzania różnych lokacji i rozwiązywania prostych zagadek środowiskowych akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym, ale to się jednak zmienia, gdy celujemy z broni palnej – wtedy już kamera przenosi się za plecy bohatera. To nietypowe, ale niezwykle udane rozwiązanie, które robi wrażenie.
Odnośnie kamery, warto też dodać, że możemy dowolnie obracać ją dookoła, co sprawia, że zwiedzanie obszarów jest ciekawsze, a twórcy mogli pozwolić sobie na rozmieszczenie w świecie większej liczby przedmiotów, schowków czy elementów zagadek – które mogą polegać na przykład na szukaniu bezpieczników, tajnych przejść czy różnych skrytek.
Walka nie jest przesadnie wymagająca, choć musimy uważnie celować, by nie marnować amunicji. Największym problemem jest konieczność dbania o zapas pocisków, ale też innych przydatnych przedmiotów. W końcu mamy do czynienia z rasowym survival horrorem, więc na nadmiar zapasów nigdy w Holstin nie będziemy cierpieć.
Gra bez wątpienia zwraca też uwagę stylem oprawy graficznej. Grafika jest pikselowa, w stylu retro, jednak ma sznyt nowoczesności. Wszystko to udało się osiągnąć dzięki autorskiemu silnikowi przygotowanemu przez deweloperów. Na dodatek gra działa bezproblemowo, a nawet przedpremierowe dema praktycznie pozbawione są błędów.
Warto też wspomnieć o dubbingu, który jest po prostu fantastyczny. Polscy aktorzy spisali się na medal, a dialogi i wypowiedzi postaci są też świetnie napisane – wszystko to pomaga budować niesamowicie dobry, swojski klimat.
Choć Holstin może ukazać się dopiero w 2026 roku, to bez dwóch zdań jedna z najciekawszych polskich gier, na które warto czekać. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji przetestować dema, koniecznie znajdźcie je na Steamie – nie pożałujecie.
Lenovo zostało oficjalnym partnerem sprzętowym Esports World Cup 2025 – największego na świecie wydarzenia e-sportowego.
Podczas rozgrywek zawodnicy będą korzystać z komputerów i laptopów z serii Legion, a także z urządzeń peryferyjnych zaprojektowanych z myślą o wymagających rozgrywkach turniejowych.
Współpraca została ogłoszona 1 lipca przez Fundację Esports World Cup i Lenovo. Zgodnie z komunikatem, sprzęt Legion zostanie wykorzystany zarówno w strefach turniejowych, jak i treningowych. Organizatorzy podkreślają, że celem jest zapewnienie stabilności, wydajności i komfortu gry na najwyższym poziomie.
Zawodnicy będą korzystać m.in. z komputerów Lenovo Legion Tower 7i oraz Tower 5i, wyposażonych w karty graficzne NVIDIA GeForce RTX odpowiednio 5080 i 5070 Ti. Oba modele dysponują rozbudowanymi systemami chłodzenia (Legion Coldfront), a także szeroką gamą portów, co jest istotne przy konfiguracjach wymagających podłączenia wielu urządzeń jednocześnie.
Na miejscu dostępne będą także laptopy Legion Pro 7i, które mają umożliwić zawodnikom pracę i trening również poza stanowiskami stacjonarnymi. Modele te wykorzystują karty graficzne GeForce RTX 5090 i wyświetlacze OLED o przekątnej 16 cali. Zastosowany system chłodzenia pozwala utrzymać wysoką wydajność nawet przy dużym obciążeniu sprzętu.
Partnerstwo obejmuje również wspólne działania promocyjne, transmisje cyfrowe i obecność Lenovo w strefach festiwalowych. Uczestnicy wydarzenia będą mogli wypróbować sprzęt Legion na miejscu oraz wziąć udział w aktywnościach skierowanych do fanów.
Esports World Cup 2025 odbędzie się w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej, w dniach 7 lipca – 24 sierpnia. W programie zaplanowano 25 turniejów w 24 grach, z udziałem około 2000 zawodników reprezentujących ponad 100 krajów. Łączna pula nagród wyniesie ponad 70 milionów dolarów, co czyni tegoroczną edycję rekordową pod względem finansowym.
Oprócz rywalizacji, wydarzenie zaoferuje również atrakcje dla odwiedzających – m.in. koncerty, strefy cosplay, stanowiska retro gamingowe czy kawiarenki tematyczne. Dla widzów śledzących wydarzenie online przygotowane zostaną dodatkowe materiały – także we współpracy z Lenovo, które zapowiedziało m.in. relacje zza kulis i prezentacje sprzętu wykorzystywanego przez zawodników.
Są gry, które niezwykle mocno inspirują się innymi produkcjami. Tak jak Lost in Random: The Eternal Die inspiruje się hitowym Hadesem. Nie ma w tym jednak nic złego, bo rozgrywka po prostu sprawia frajdę.
Jeśli gameplay jest przyjemny, to czy powinniśmy narzekać, że gra mocno przypomina inną? Raczej nie – szczególnie, gdy twórcy starają się do znajomej formuły i struktury wpleść własne, ciekawe pomysły. W tym przypadku tak się właśnie stało. The Eternal Die nie jest najlepszym roguelitem roku, ale zapewni wiele godzin dobrej zabawy.
Gdy tylko zaczynamy grać, poruszać się, obserwować jak postać płynnie porusza się po mapie, od razu czujemy, że to – brzydko mówiąc – „klon” Hadesa. Taka sama perspektywa, bardzo podobne odczucia towarzyszące temu, jak zachowuje się kontrolowana przez nas postać.
Przemierzamy kolejne pomieszczenia, w którym najczęściej walczymy z wrogami – czasem zamiast tego musimy omijać pułapki. Po wszystkim otrzymujemy nagrodę i przechodzimy do następnej komnaty, by wreszcie dotrzeć do walki z bossem i dzięki temu zyskać szansę na pokonanie go oraz przejście do następnej krainy. Brzmi znajomo, prawda?
Po każdym zgodnie wracamy do bazy wypadowej, gdzie – zgodnie z utrwalonymi już zasadami gatunku – możemy ulepszyć broń, nabyć nowe umiejętności pasywne, czy nawet wymienić garderobę. Z czasem pojawiają się dodatkowe opcje, bo nie wszystko dostępne jest od początku. Przykładowo, najpierw musimy spotkać kowala podczas rozgrywki, by zaprosić go do bazy i być w stanie odblokować nowy rodzaj broni.
Niestety twórcy przygotowali tylko cztery rodzaje broni, czyli podstawowy miecz, a także łuk, buławę oraz włócznię. Każda co prawda zupełnie różni się od pozostałych, jednak w podobnych grach arsenał jest zazwyczaj nieco większy. To jednak w zasadzie jedyna większa wada The Eternal Die.
Walka jest płynna, sterowanie responsywne, a pokonywanie wrogów sprawia sporo satysfakcji, szczególnie w późniejszych etapach i podczas bardziej wymagających potyczek. Starcia urozmaica stosowanie magicznych zdolności, a nawet rzutów kością – magiczną kością, która stale nam towarzyszy niczym wierny psiak.
Kiedy rzucimy kością w wybrane miejsce, zadajemy tam obrażenie obszarowe. W trakcie gry możemy rozwijać bohaterkę i wybierać takie ulepszenia, które zmodyfikują tego typu ataki – sprawiając na przykład, że przy rzucie kością, jeśli wypadnie na niej konkretna liczba oczek, zadamy wrogom dodatkowe obrażenia. Ciekawych upgrade’ów tego rodzaju jest tu kilka.
Rozwój postaci w trakcie jednego podejścia do gry i przemierzania wrogich krain opiera się na układaniu zdobytych ulepszeń na ograniczonym obszarze. Musimy odpowiednio dobierać kolejne wzmocnienia, tym bardziej że niektóre potrafią wchodzić między sobą w interakcje. To dobrze przemyślany system, choć nie pozwala na tworzenie zbyt wielu różnych buildów.
Na uwagę zwraca z pewnością styl graficzny. Podobnie jak w oryginalnym Lost in Random, gra przypomina pod względem wizualnym filmy Tima Burtona. Całość zrealizowano z pomysłem, modele wrogów i postaci potrafią zaciekawić, a jednocześnie rozgrywka i walka są po prostu czytelne. Cały czas widzimy, co się dzieje na ekranie i nic nie odwraca uwagi od pola bitwy.
Lost in Random: The Eternal Die to po prostu dobry roguelite. Znajomość oryginału nie jest absolutnie wymagana – to zupełnie inne gry. Mamy oczywiście do czynienia z grą wyraźnie i mocno inspirowaną serią Hades, jednak w żadnym stopniu nie jest to coś, co przeszkadza w czerpaniu przyjemności z rozgrywki.
Lipcowy kalendarz gracza zapełnia się wieloma interesującymi tytułami. No, może nie dostarczy on przesadnie wielu gier AAA, jak to w wakacje bywa, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wśród nachodzących premier nie zabraknie bowiem odświeżonych klasyków i gier naprawdę innowacyjnych. Sprawdźcie sami! Oto przegląd najciekawszych gier, które ukażą się w lipcu 2025 roku.
Mecha Break to dynamiczna gra multiplayer, w której zasiądziecie za sterami potężnych mechów i ruszycie do walki na futurystycznych polach bitew. Ta osadzona w ponurej wizji przyszłości gra opowiada historię świata zniszczonego przez katastrofę słoneczną, gdzie nowy minerał – EIC – zmienił oblicze cywilizacji i zapoczątkował erę uzbrojonych maszyn zwanych Strikerami. Rozgrywka stawia na efektowne starcia z perspektywy trzeciej osoby – mechy różnią się klasą, uzbrojeniem i stylem walki, a mimo swoich rozmiarów poruszają się z niezwykłą zwinnością. Gracze mogą personalizować maszyny i pilotów, odblokowywać moduły oraz wybierać spośród kilku trybów, od klasycznych potyczek drużynowych po battle royale. Wszystko to podane jest w widowiskowej oprawie graficznej, pełnej wybuchów, laserów i imponujących projektów mechów.
Everdeep Aurora [PC, NS]
Gatunek: przygodówka, platformówka
Data premiery: 10 lipca
Everdeep Aurora to klimatyczna przygodówka 2D, osadzona w świecie dark fantasy, w którym nieustanny deszcz meteorytów zmusił mieszkańców do zejścia pod ziemię. Wcielicie się w niej w młodą kotkę Shell, która wyrusza na poszukiwania zaginionej matki, przemierzając coraz głębsze rejony tajemniczego Everdeep. Rozgrywka łączy elementy platformówki i eksploracyjnej przygody – jako Shell będziecie bowiem skakać po platformach, drążyć przejścia i rozmawiać z dziwacznymi podziemnymi stworami. Oprócz głównego wątku czekają Was też liczne zagadki, minigierki i opcjonalne misje. Całość wyróżnia się pixelartową grafiką w ograniczonej palecie barw i nastrojową muzyką, idealnie oddającą melancholijny klimat podziemnego świata.
Islanders: New Shores [PC, Switch, PS5, XSX]
Gatunek: strategia
Data premiery: 10 lipca
Islanders: New Shores to relaksująca gra typu city builder, która rozwija pomysł z pierwszej części, stawiając na prostotę, piękno i kreatywność. Z lotu ptaka budujemy miasta na losowo generowanych, malowniczych wyspach, starając się jak najlepiej wykorzystać ograniczoną przestrzeń. Każdy budynek dodaje punkty, ale tylko gdy pasuje do otoczenia – kluczem jest więc planowanie i strategiczne rozmieszczanie struktur. Nowa odsłona wprowadza więcej budowli, zróżnicowane wyspy oraz Łaski – jednorazowe bonusy, które wpływają na rozgrywkę. Dostępne są dwa tryby: sandbox bez ograniczeń i punktowy, nagradzający za przemyślaną grę. Całość utrzymana jest w kolorowej, minimalistycznej grafice low poly, która tworzy naprawdę przyjemny klimat.
The Sims 4: Czar natury [PC, PS4, XONE]
Gatunek: symulacja
Data premiery: 10 lipca
Jeśli tęskniliście w „Simsach” za wróżkami, to wiedzcie, że w The Sims 4: Czar natury, znów nimi zagracie. Najnowszy dodatek do ostatniej odsłony serii symulatorów życia, skupiający się na życiu w zgodzie z naturą, pozwoli Wam też odwiedzić fantastyczną krainę Innisgreen i nowe parcele stworzone we współpracy z członkami społeczności, pozyskać nowe umiejętności i zdolności, skorzystać z szeregu nowych przedmiotów i nie tylko. Rozszerzenie wprowadzi też wiele nowych mechanik, nową aspirację czy nowy zawód… naturopaty.
Tony Hawk’s Pro Skater 3+4 [PC, PS4, PS5, XONE, XSX, NS, NS2]
Gatunek: sportowa
Data premiery: 11 lipca
Tony Hawk’s Pro Skater 3+4 to oczywiście odświeżona kompilacja kultowych gier deskorolkowych. Zremasterowane przez Iron Galaxy Studios klasyki wracają w świetnej formie, oferując dobrze znaną zręcznościową jazdę na desce w nowym, efektownym opakowaniu. Na graczy czekają rozbudowane mapy, masa tricków do wykonania i zadania, które przetestują refleks i kreatywność. Nowe lokacje, nieznani wcześniej skaterzy oraz dodatkowe cele na znanych arenach dodają świeżości. Nie zabrakło też kreatywnych trybów – możemy stworzyć własnego skatera, zaprojektować park i wymyślić zadania, którymi podzielimy się ze społecznością. Całość dopełnia dynamiczny soundtrack i tryb multiplayer – lokalny oraz online.
Twierdza: Krzyżowiec – Edycja ostateczna [PC]
Gatunek: strategia
Data premiery: 15 lipca
Tak, kultowa Twierdza: Krzyżowiec doczekała się kolejnego wydania, ale myślę, że jej miłośnicy nie będą na to narzekać. Gra nie dość, że została bowiem odświeżona graficznie, to zawiera dodatkowe historyczne kampanie. Co więcej, twórcy powiększyli tu mapy, poszerzyli liczbę opcji dostępnych w trybie potyczki, przygotowali nowych żołnierzy i nowych władców, z własnymi zamkami i taktyką. Kolejna nowość to szlaki potyczek znane jako „Piaski czasu”. Nie zabrakło rzecz jasna trybu multiplayer i wsparcia dla Warsztatu Steam. No cóż, nie zostaje nam nic innego, jak grać.
Drill Core [PC]
Gatunek: strategia
Data premiery: 17 lipca
Drill Core to strategiczna gra w pixelartowej oprawie, w której będziecie zarządzać górniczą ekspedycją na obcych planetach. Zajmiecie się nadzorowaniem ekipy, która drąży w głąb powierzchni w poszukiwaniu cennych surowców. Nie będziecie jednak sterować nimi bezpośrednio, a wyznaczać tylko miejsca kopania, dbając o sprawne zarządzanie zasobami. W dzień skupicie się na wydobyciu, nocą zaś obroną Waszej platformy przed falami agresywnych kosmitów. To mieszanka spokojnej strategii i dynamicznej obrony, która potrafi zaskoczyć i wciągnąć na dłużej.
Shadow Labyrinth [PC, PS5, XSX, NS, NS2]
Gatunek: gra akcji, platformówka
Data premiery: 18 lipca
Shadow Labyrinth to dynamiczna platformówka akcji z elementami science fiction, która jest… nietypową reinterpretacją klasycznego Pac-Mana. Wcielamy się tu w Miecznika nr 8 – enigmatycznego wojownika, który budzi się na obcej planecie pełnej ruin i śladów starożytnej wojny. Towarzyszy mu PUCK – złota kula o własnej woli i tajemniczych zamiarach. Razem przemierzają labiryntowe lokacje, pokonując pułapki, potwory i potężnych bossów. Naszym głównym orężem jest miecz, ale z czasem zdobywamy nowe moce i zdolności bojowe, które można łączyć w efektowne kombinacje. PUCK nie tylko wspiera nas w walce, ale potrafi też zmieniać formę i pożerać wrogów. Gra łączy klasyczną zręcznościową formułę z intensywną akcją i unikalnym klimatem retro sci-fi, tworząc świeże i intrygujące doświadczenie.
Le Mans Ultimate [PC]
Gatunek: wyścigi
Data premiery: 22 lipca
Le Mans Ultimate to zaawansowany symulator wyścigów długodystansowych, wiernie odwzorowujący realia mistrzostw WEC organizowanych przez FIA, który w końcu wychodzi z Wczesnego Dostępu. Ta produkcja studia Studio 397, znanego z rFactor 2, oferuje realistyczną fizykę jazdy, złożony model zachowania pojazdów i dynamiczne warunki pogodowe. Mimo wysokiego poziomu symulacji gra jest przystępna także dla mniej doświadczonych graczy – dzięki licznym asystom nie trzeba mieć kierownicy, by czerpać z niej frajdę. Oprócz legendarnego 24-godzinnego Le Mans, ścigamy się w niej na torach takich jak Monza, Spa czy Fuji, zasiadając za sterami maszyn z klas Hypercar, LMP2 i LMGT3. Dostępne są zarówno pojedyncze wyścigi, jak i tryby multiplayer, w tym kooperacyjne zmagania rozgrywane asynchronicznie. Całość bazuje na dziedzictwie rFactora 2, ale z nową, odświeżoną oprawą graficzną i zawartością stworzoną z myślą o fanach motorsportu z najwyższej półki.
Luto [PC]
Gatunek: przygodówka, horror
Data premiery: 22 lipca
Luto to psychologiczny horror inspirowany kultowym P.T. i będący debiutem hiszpańskiego studia Broken Bird Games. Wcielimy się w nim w postać uwięzioną we własnym domu, która próbuje uciec nie tylko z zamkniętej przestrzeni, ale i z pułapki własnego umysłu. Mowa o postaci, która mierzy się z żałobą, depresją i fobiami, a której rzeczywistość nieustannie się zmienia. Dom ulega przeobrażeniom, a otaczające go lokacje – jak mroczny wąwóz czy dziwaczna jaskinia – są odbiciem psychicznych traum bohatera. W cieniu czai się jednak coś jeszcze: humanoidalna postać skryta pod prześcieradłem, która potrafi niespodziewanie zaatakować.
Killing Floor III [PC, PS5, XSX]
Gatunek: gra akcji, horror
Data premiery: 24 lipca
Killing Floor III to brutalny FPS nastawiony na kooperacyjną rzeź w futurystycznym świecie roku 2091. Przejmiecie w nim kontrolę nad członkami ruchu oporu Nightfall, który staje do walki z bioinżynieryjnymi potworami – Zedami – stworzonymi przez bezwzględną korporację Horzine. Walka będzie toczyć się tu z perspektywy pierwszej osoby i opierać na intensywnej współpracy między graczami, konieczności dobrego zarządzania zasobami oraz rozwijaniu postaci i ekwipunku. Zeds to nie tylko bezmyślni przeciwnicy – wrogowie potrafią zaskakiwać agresją i różnorodnością. Rozgrywkę napędza krwawa akcja i dynamiczne starcia, a wszystko to oprawione zostało w realistyczną, efektowną grafikę.
Tales of the Shire: Gra ze świata Władcy Pierścieni [PC, PS5, XSX, NS]
Gatunek: RPG
Data premiery: 29 lipca
Tak, Tales of the Shire to spokojna i przytulna gra osadzona w świecie Władcy Pierścieni, która pozwali Wam wcielić się w hobbita prowadzącego sielankowe życie w Nad Wodą – wiosce marzącej o przynależności do Hobbitonu. Jako niziołek będziecie uprawiać ogród, łowić ryby, gotować pyszne dania i urządzać swoją norę – dokładnie tak, jak Wam się podoba. Ważną rolę będą odgrywać relacje z sąsiadami, również z postaciami znanymi z książek Tolkiena. Rytm życia będą wyznaczają zmienne pory roku i pogoda, a okolica skrywać sekrety i skarby czekające na odkrycie. Całość oprawiona została w barwną, akwarelową grafikę, tworzącą przyjemną i relaksującą atmosferę. To gra idealna dla tych, którzy wolą filiżankę herbaty i dobre towarzystwo od miecza i mrocznych lochów.
Grand Theft Auto V zadebiutowało dokładnie 17 września 2013 roku, a to oznacza… tak, że ma blisko 12 lat. Oczywiście posiadacze pecetów mogą cieszyć się tą grą dopiero od 2015 roku, ale mniejsza o to. Ważniejsze jest to, że nadal nie możemy grać w GTA VI! Oczywiście, premiera tej produkcji jest już jednak dosyć blisko. W związku z tym postanowiłam ostatnio odświeżyć sobie wydarzenia z GTA V, sięgając po tę grę na nowo. Nie spodziewałam się, że będzie mi się w nią grać tak dobrze.
Okej, na wstępie zaznaczę jedno. Ten tekst poświęcony jest singleplayerowej części GTA V. Nie grałam w GTA Online i nie zamierzam, a dlatego powstrzymam się od jego oceny. Ważny jest też fakt, że odnoszę się tu do GTA 5 w wersji Enhanced. Ta wersja została wydana na PC stosunkowo niedawno, bo w marcu bieżącego roku. Dotychczasowe wydanie, znane dziś pod nazwą Legacy, wciąż jest dostępne na Steam, ale każdy, kto już je posiadał, otrzymał GTA V Enhanced za darmo.
Co wprowadziło GTA V Enhanced? To wersja ulepszona z myślą o konsolach nowej generacji. Wprowadza poprawioną grafikę, dźwięk przestrzenny, szybsze wczytywanie dzięki rozwiązaniu Direct Storage, a także obsługę dla takich technologii jak DLSS i Ray Tracing.
Nowa gra, nowa maszyna, nowe wrażenia
Po raz ostatni w GTA V, to dziś znane jako GTA V Legacy, grałam w 2019 roku. To na tyle dawno, że dziś po prostu nie pamiętam jak dokładnie prezentowała się grafika tej gry. Pamiętam tylko, że wyglądała dobrze, nawet nie przy najwyższych ustawieniach graficznych – bo najmocniejszego komputera to ja nie miałam.
Na szczęście mój dzisiejszy komputer to naprawdę porządna maszyna, zwłaszcza że mój narzeczony ostatnio go ulepszył. Na pokładzie mam RTXa 5080, procesor Intel Core Ultra 7 265K i 32 GB pamięci RAM DDR5. Dlatego po pierwszym uruchomieniu GTA V Enhanced bez jakichkolwiek obaw wymaksowałam ustawienia graficzne gry. Jakość grafiki ustawiłam na Ultra, włączyłam Ray Tracing i DLAA. Potem rozpoczęłam nową rozgrywkę.
Te kilka lat temu nie udało mi się GTA V ukończyć (zauważyłam, że z grami Rockstara mam tak często). Jako że jednak nie pamiętałam, gdzie dokładnie skończyłam zabawę, a poza tym nie wiedziałam, czy zapisy z pierwotnej wersji gry da się przenieść, postanowiłam poznać fabułę tej odsłony serii od nowa.
Pierwsze zaskoczenia i zachwyty (ale upływ lat widać)
Już w pierwszych minutach rozgrywki zaskoczyło mnie to, jak świetnie GTA V Enhanced wygląda. Jasne, pewne tekstury, wyglądające na dość stare, rzuciły mi się w oczy, ale można by pomyśleć, że ta gra miała premierę dopiero co. Odświeżenie grafiki naprawdę dało radę. Na mój pozytywny odbiór gry wpłynęły zwłaszcza odbicia i oświetlenie, które dzięki Ray Tracingowi nadały światu gry większego realizmu.
Oczywiście, prolog do GTA V rozgrywa się w bardzo ograniczonym obszarze, a więc dopiero to, co dzieje się po nim, daje pełniejszy obraz na temat nie tylko oprawy graficznej, ale również optymalizacji gry. Główna część fabuły ma bowiem miejsce w otwartym świecie miasta Los Santos i jego okolic. Mam jednak dobre wieści. W Los Santos grafika wypada jeszcze lepiej, zwłaszcza nocą i po deszczu, kiedy okolicę rozświetlają neony, których światło odbija się od ulicznych kałuż.
W GTA 5 Enhanced urzekły mnie widoki zastane nie tylko w środku miasta, ale też o zachodzie słońca na okolicznych wzgórzach, o każdej porze dnia na plaży, a także nocą na pustyni Grand Senora. Co ważne, w grze nie doświadczyłam problemu z doczytywaniem się tekstur, nawet przy bardzo szybkich pościgach.
Ale czy jest coś, po czym można poznać, że GTA V Enhanced to tylko odświeżona wersja 12-letniej gry? Wspomniane już niektóre tekstury, a także to, jak w grze wygląda… zwykła trawa. To w dużej mierze kolejna dwuwymiarowa tekstura, miejscami dziwnie porozciągana i dość ubogo wzbogacona trójwymiarowymi dodatkami innymi niż krzewy, a przynajmniej zbyt ubogo jak na dzisiejsze standardy.
Podobno w nowej wersji gry nie działa też większość modów. Mnie to jednak nie przeszkadza, bo nie czuję, bym kiedykolwiek miała z nich korzystać.
Rozgrywka nadal daje frajdę
Po tych wszystkich latach pozytywne wrażenie wywarła na mnie nie tylko grafika GTA V Enhanced, ale również struktura rozgrywki. Cutscenki nie są nudne i po prostu chce się ich słuchać. Zadania są dość zróżnicowane, nawet te poboczne, a rozgrywka nie jest na tyle trudna, by zniechęcała (choć latanie w GTA będę przeklinać zawsze). Świetny feeling dają też mechaniki gry, czy to podczas jazdy wszelakimi pojazdami, czy podczas strzelania bronią.
Dotychczas GTA V Enhanced ukończyłam w 30 procentach i kto wie, być może tym razem zdołam tę część serii faktycznie przejść. Trzymajcie kciuki!
Czekając na GTA VI…
To, jak ponadczasowe jest GTA 5, zwłaszcza po odświeżeniu grafiki gry, daje mi nadzieję na to, że warto było czekać na GTA VI tak długo. Już nie mogę doczekać się momentu, w którym zobaczę Vice City na konsoli nowej generacji (albo na pececie, ale to zapewne kilka lat później ). Jestem bowiem przekonana, że oprawa graficzna w nowej grze będzie prezentować się jeszcze lepiej, o niebo lepiej.
Oczywiście grafika to jednak nie wszystko, dlatego liczę na to, że GTA VI zaoferuje ciekawą fabułę, satysfakcjonujące zadania do wykonania, a przede wszystkim – że będzie świetnie zoptymalizowane i pozbawione problemów technicznych.