Już 17 kwietnia o godzinie 17:00 w Showroomie Lenovo i Motorola w Warszawie odbędzie się kolejna odsłona Gamingowego Piątku — cyklicznego wydarzenia, które na stałe wpisało się w kalendarz atrakcji dla fanów gamingu. Tym razem uczestnicy zmierzą się w emocjonującym turnieju F1, w którym liczyć się będą refleks, precyzja i opanowanie na torze.
Gamingowy Piątek to organizowana co miesiąc impreza dla społeczności graczy, łącząca rywalizację, spotkania z influencerami i wspólne spędzanie czasu w gamingowej atmosferze. Każda edycja przyciąga uczestników, którzy chcą nie tylko sprawdzić swoje umiejętności w turniejach, ale też skorzystać z dodatkowych atrakcji przygotowanych na miejscu. Zagra z nami: Patryk Krutyj!
Podczas wydarzenia na gości czeka nie tylko turniej z nagrodami, ale również catering, obecność influencerów oraz quizy z atrakcyjnymi nagrodami. To świetna okazja, by spotkać innych pasjonatów gamingu, zobaczyć showroom Lenovo i Motorola oraz spędzić piątkowe popołudnie w wyjątkowym klimacie.
W turnieju F1 do wygrania będą:
1. miejsce – konsola Lenovo Legion Go S 2. miejsce – monitor Lenovo Legion R27U-10 3. miejsce – słuchawki Lenovo Legion H600
Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego obowiązuje wcześniejsza rejestracja.
To już kolejna impreza z cyklu Gamingowych Piątków i wszystko wskazuje na to, że także tym razem nie zabraknie emocji. Jeśli chcesz poczuć atmosferę gamingowej rywalizacji, spotkać twórców internetowych i spędzić czas w gronie osób, które dzielą tę samą pasję, warto wpaść i dołączyć do wydarzenia.
Wiosna to czas przebudzenia nie tylko w przyrodzie, ale też ewidentnie w branży gier. Kwiecień bieżącego roku jest bowiem wyjątkowo obfity w nowe, interesujące tytuły – i to nie tylko duże produkcje AAA, ale też ambitne projekty niezależne. Czekają nas mroczne horrory, kolejne nietuzinkowe symulatory, a nawet powrót legendarnego twórcy. Oto najważniejsze gry, które zadebiutują w nadchodzących tygodniach.
Kwiecień otwieramy, wchodząc w świat tzw. „bloodpunku”. Cursed Blood to bowiem tytuł, który rzuca wyzwanie standardowym grom akcji. Wyobraźcie sobie mroczną, brutalną krainę, w której wcielacie się w… antropomorficzne małpy-samurajów. Brzmi to jak szalony sen miłośnika japońskiej popkultury połączony z estetyką Bloodborne, i w rzeczywistości właśnie tym jest. Gra stawia na izometryczną perspektywę i niesamowicie dynamiczny system walki, w którym krew leje się gęsto.
Fishbowl [PC, PS5]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 2 kwietnia
Fishbowl to narracyjna przygoda typu „slice of life” z przepiękną, lo-fi pixelartową grafiką. Opowiada historię Alo, młodej dziewczyny, która próbuje poukładać swoje życie, pracując zdalnie i zmagając się z izolacją oraz żałobą. Rozgrywka polega na wykonywaniu codziennych czynności: edytowaniu wideo, porządkowaniu rzeczy po babci, rozmowach z przyjaciółmi przez komunikatory i dbaniu o zdrowie psychiczne. To gra o „dorosłości”, która nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli. Każdy wybór, każda spędzona godzina wpływa na samopoczucie Alo i na to, jak zakończy się ta melancholijna opowieść.
I Am Jesus Christ [PC]
Gatunek: przygodówka,, symulacja
Data premiery: 2 kwietnia
To prawdopodobnie jeden z najbardziej kontrowersyjnych i jednocześnie intrygujących projektów ostatnich lat. I Am Jesus Christ to symulator, który pozwala nam przeżyć najważniejsze momenty z życia Jezusa – od chrztu, przez cuda, aż po ukrzyżowanie i zmartwychwstanie. Gra od momentu pierwszej zapowiedzi budziła spore emocje, ale twórcy z SimulaM podeszli do tematu z dużą powagą i szacunkiem dla materiału źródłowego. Z perspektywy pierwszej osoby będziemy przemierzać historyczną Palestynę, pomagać potrzebującym i walczyć z pokusami szatana na pustyni. Czy to gra dla każdego? Pewnie nie.
Sunset Motel [PC, XOne, XSX/S]
Gatunek: symulacja
Data premiery: 2 kwietnia (konsole), 18 kwietnia (PC)
Jeśli kiedykolwiek marzyliście o prowadzeniu własnego biznesu na amerykańskim pustkowiu, Sunset Motel jest dla Was. To rozbudowany symulator renowacji i zarządzania motelem położonym przy kultowej Route 66. Zabawa zaczyna się od doprowadzenia ruiny do stanu używalności – sprzątamy, malujemy ściany, wstawiamy nowe meble i dbamy o estetykę pokoi. Jednak na samym remoncie się nie kończy. Jako menedżer musimy ustalać ceny, zatrudniać personel, radzić sobie z „trudnymi” klientami i dbać o zaplecze gastronomiczne
Xenonauts 2 [PC]
Gatunek: strategia turowa
Data premiery: 2 kwietnia
Fani klasycznego X-COM (tego z lat 90.) w końcu mogą odetchnąć z ulgą. Xenonauts 2 wychodzi z wczesnego dostępu, oferując dopracowaną, hardcore’ową strategię o odpieraniu inwazji obcych. Gra nie jest kontynuacją fabularną pierwszej części, lecz alternatywną historią osadzoną w realiach zimnej wojny. Xenonauts 2 poprawia jednak niemal każdy element pierwowzoru, od grafiki na nowym silniku, po bardziej elastyczny system walki powietrznej. To pozycja obowiązkowa dla strategów ceniących wyzwanie.
All Will Fall [PC]
Gatunek: strategia
Data premiery: 3 kwietnia
All Will Fall to ambitne podejście do gatunku city builder, w którym naszym największym wrogiem nie są braki w budżecie, a bezlitosna fizyka. Akcja gry toczy się w postapokaliptycznym świecie, w którym poziom wód drastycznie się podniósł. Musimy budować osady na platformach, które są podatne na fale, wiatr i korozję. Unikalność tego tytułu polega na tym, że każdy budynek ma swoją wagę i wpływ na stabilność całej konstrukcji. Jeśli postawimy zbyt ciężką wieżę na jednym boku naszej pływającej bazy, całość może się po prostu wywrócić, grzebiąc mieszkańców w głębinach. To ciągły proces planowania, wzmacniania fundamentów i walki o zasoby. Gra jest mroczna, trudna i wizualnie imponująca dzięki zaawansowanej symulacji wody.
Lay of the Land [PC]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 8 kwietnia
Lay of the Land to sandboksowa gra przygodowa, która kładzie ogromny nacisk na interakcję z otoczeniem. Twórcy przygotowali świat, w którym niemal wszystko można zniszczyć, zbudować od nowa lub przekształcić. To nie jest zwykły survival – to symulator przetrwania, w którym zrozumienie topografii terenu jest kluczem do sukcesu. Gracz musi zbierać surowce, konstruować narzędzia i schronienia, ale także dbać o logistykę. System fizyki sprawia, że transport ciężkich bali drewna pod górę jest wyzwaniem, a budowa mostów wymaga inżynierskiego podejścia. Eksploracja jest nagradzana odkrywaniem tajemniczych ruin i nowych biomów, a wszystko to podane w przyjemnej dla oka, stylizowanej oprawie graficznej.
The Occultist [PC, PS5, XSX/S]
Gatunek: przygodówka, horror
Data premiery: 8 kwietnia
Jeśli lubicie horrory psychologiczne w klimacie Amnesia czy Outlast, The Occultist powinien znaleźć się na Waszym radarze. Wcielamy się w Alana Rebelsa, śledczego zajmującego się zjawiskami paranormalnymi, który przybywa na wyspę Godstone, by zbadać sprawę zaginięcia swojego ojca. Wyspa kryje mroczną historię kultów i zakazanych rytuałów, a my, krok po kroku, będziemy odkrywać prawdę, która może doprowadzić protagonistę do szaleństwa.
DarkSwitch [PC]
Gatunek: strategia, city builder
Data premiery: 9 kwietnia
DarkSwitch to ciekawa hybryda gry o budowaniu miasta z elementami tower defense. Akcja toczy się w świecie, w którym słońce świeci tylko przez połowę czasu, a gdy zapada noc, z cienia wyłaniają się mordercze bestie. Naszym celem jest zbudowanie samowystarczalnej osady i zabezpieczenie jej przed nocnymi atakami. To gra o zarządzaniu czasem i priorytetach – czy lepiej zbudować nowy magazyn, czy wzmocnić bramę zachodnią? Wybór należy do Was.
Soulmask [PC]
Gatunek: survival
Data premiery: 10 kwietnia
Soulmask to kolejny mocny zawodnik w gatunku survivalowych sandboksów, ale z unikalnym „twistem”. Gracze wcielają się w postać, która odnajduje starożytną, magiczną maskę. Artefakt ten pozwala nie tylko na zwiększenie statystyk, ale przede wszystkim na przejmowanie kontroli nad ciałami pokonanych wrogów oraz zwierząt. Ten mechanizm drastycznie zmienia podejście do rozwoju postaci. Na dodatek w grze budujemy własne plemię, rekrutujemy NPC-ów, zarządzamy bazą i walczymy o dominację w ogromnym, otwartym świecie pełnym tajemniczych świątyń i groźnych bestii.
Replaced [PC, XOne, XSX/S]
Gatunek: przygodówka akcji
Data premiery: 14 kwietnia
Replaced to oszałamiająca wizualnie platformówka akcji 2.5D, która łączy w sobie pixel art z nowoczesnym oświetleniem i efektami 3D. Akcja osadzona jest w alternatywnych latach 80. XX wieku, w świecie po katastrofie nuklearnej. Gracze wcielają się w R.E.A.C.H. – sztuczną inteligencję uwięzioną w ludzkim ciele wbrew własnej woli. Gra ocieka klimatem cyberpunkowego retro-futuryzmu. Rozgrywka skupia się na dynamicznej walce, elementach platformowych i niezwykle filmowej narracji. To jedna z tych produkcji, w których każda klatka animacji wygląda jak małe dzieło sztuki.
Pragmata [PC, PS5, XSX/S]
Gatunek: przygodówka akcji
Data premiery: 17 kwietnia
Capcom w końcu dostarcza swoją nową, tajemniczą markę. Pragmata od momentu pierwszych zwiastunów fascynowała surrealistycznym podejściem do science-fiction. Wcielamy się w astronautę, który w futurystycznym, prawdopodobnie opuszczonym świecie (w tym na Księżycu), opiekuje się małą dziewczynką o imieniu Diana. To ambitny projekt, który ma szansę stać się nową, wielką serią japońskiego giganta.
Masters of Albion [PC]
Gatunek: strategia
Data premiery: 22 kwietnia
Peter Molyneux powraca! Twórca takich legend jak Populous, Dungeon Keeper czy Fable, znów zabiera nas do krainy Albion. Masters of Albion to duchowy spadkobierca gier typu „god game”. Z lotu ptaka zarządzamy wioskami, projektujemy budynki, a nawet planujemy jedzenie dla naszych mieszkańców. Jednak Molyneux nie byłby sobą, gdyby nie dodał tu czegoś ekstra. Nocą nasz Albion zmienia się w niebezpieczne miejsce, a my możemy opuścić boski widok i przejąć bezpośrednią kontrolę nad dowolnym mieszkańcem (lub bohaterem), by z perspektywy trzeciej osoby walczyć z potworami. Ale czy Peter dotrzyma wszystkich obietnic? Przekonamy się już pod koniec kwietnia.
Outbound [PC, PS5, NS2, NS, XSX/S]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 23 kwietnia
Outbound to gra dla tych, którzy chcą uciec od zgiełku i po prostu cieszyć się drogą. To „cozy survival”, w którym naszym domem jest kamper. Możemy go dowolnie personalizować, rozbudowywać i wyposażać w nowoczesne technologie (jak panele słoneczne), podróżując przez otwarty świat inspirowany utopijną wizją przyszłości. Gra promuje ekologiczny styl życia i kreatywność. To idealny tytuł na odprężenie po ciężkim dniu.
Diablo IV: Lord of Hatred [PC, PS4, PS5, XOne, XSX]
Gatunek: RPG, hack’n’slash
Data premiery: 28 kwietnia
Największa premiera pod koniec miesiąca to bez wątpienia drugie rozszerzenie do Diablo IV. W Lord of Hatred wracamy do walki z Mefisto, Panem Nienawiści. Dodatek wprowadza nową, ogromną krainę, nową klasę postaci, dodatkowe poziomy mistrzowskie, unikalne przedmioty i całkowicie nowe mechaniki rozgrywki end-game’owej. Blizzard obiecuje, że Lord of Hatred to najmroczniejszy rozdział w historii czwartej części gry, a zmiany w systemie progresji sprawią, że walka z demonami będzie jeszcze bardziej uzależniająca.
Aphelion [PC, PS5, XSX/S]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 28 kwietnia
Studio Don’t Nod (twórcy Life is Strange) tym razem zabiera nas w kosmos. Aphelion to przygodowa gra akcji TPP, stworzona we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA). Opowiada historię naukowca uwięzionego na lodowej planecie, który musi przetrwać i znaleźć sposób na powrót do domu. To pozycja dla fanów twardego science-fiction, którzy od gier oczekują nie tylko akcji, ale i edukacyjnej głębi.
WILL: Follow The Light [PC, PS5, XSX/S]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 28 kwietnia
Kolejna propozycja dla fanów atmosferycznych przygód. WILL: Follow The Light to gra FPP, w której wcielamy się w latarnika na surowej, dalekiej północy. Kiedy nasz syn znika w niewyjaśnionych okolicznościach, musimy opuścić bezpieczną przystań i wyruszyć jachtem przez mroźne wody, kierując się jedynie światłem latarni i gwiazd. Gra stawia na realizm żeglugi, przetrwanie w ekstremalnych warunkach pogodowych i odkrywanie tajemnic, które pograniczają z realizmem magicznym. To piękna, smutna i bardzo wciągająca opowieść o nadziei.
Invincible VS [PC, PS5, XSX]
Gatunek: bijatyka
Data premiery: 30 kwietnia
Miesiąc kończymy mocnym uderzeniem – dosłownie. Invincible VS to bijatyka 2D/3D osadzona w brutalnym uniwersum komiksów i serialu Niezwyciężony. Twórcy ze Skybound Games przygotowali tytuł, który nie bierze jeńców – krew, łamanie kości i destrukcja otoczenia są tu na porządku dziennym. W grze znajdziemy szeroki wachlarz postaci: od samego Marka Graysona, przez Omni-Mana, aż po Battle Beasta czy Atom Eve. To pozycja obowiązkowa dla miłośników bijatyk.
To fascynujące, jak bardzo zmieniło się podejście do World of Warcraft w ciągu ostatnich dwóch lat. Kiedyś gracze unikający raidów i podziemi Mythic+ byli obywatelami drugiej kategorii. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej, zwłaszcza po premierze najnowszego dodatku – World of Warcraft: Midnight. Blizzard nie tylko utrzymał kurs obrany w The War Within, ale wręcz go zabetonował, czyniąc z najnowszego dodatku absolutne arcydzieło dla osób, które cenią swój czas i preferują samotną walkę z siłami Pustki.
Oto recenzja Midnight z mojej perspektywy – perspektywy gracza, który odpuścił pogoń za cyferkami, by po prostu cieszyć się światem gry i zanurzyć się w klimacie Quel’Thalas.
Ach tak, Blizzard nie zabiera nas w Midnight na żaden nowy kontynent, a pozwala w końcu wrócić na północne krańce Wschodnich Królestw, a to pierwsza z jego h zalet. Quel’Thalas zostało odświeżone i jest jeszcze bardziej monumentalne, choć królestwo krwawych elfów musi się teraz mierzyć z nowym wyzwaniem – inwazją zapoczątkowaną przez Xal’atath. Czuć tu zarówno historię i potęgę elfów, jak i grozę nadciągającej Pustki.
Krainy w Midnight są zaprojektowane z myślą o opowiadaniu historii samym otoczeniem. Widok Słonecznej Studni (Sunwell), wokół której niebo dosłownie pęka pod wpływem energii Voidu, zapiera dech w piersiach. Ghostlands w końcu zostało „uleczone” – no, w większości. Zul’Aman to już nie instancja a pełnoprawna kraina. Otrzymaliśmy też nowy, podziemny obszar Harandar zamieszkiwany przez Haranir, a także mroczny, eteryczny Voidstorm. Eksploruje się je z przyjemnością, zwłaszcza że latanie na szczęście jest tu odblokowane od samego początku.
Co ważne, nowe krainy wyglądają pięknie. Wysoka rozdzielczość tekstur robi robotę. Pochwalić muszę też muzykę, która jest naprawdę klimatyczna. Najbardziej klimatyczne i nostalgiczne utwory są jednak zarezerwowane dla tej części Quel’Thalas, którą może odwiedzać wyłącznie Horda. Szkoda.
Fabuła i Questy: jest nieźle, ale mogło być lepiej
Wątek fabularny nowego dodatku chyba najtrudniej ocenić obiektywnie. Myślę, że nie każdemu spodoba się kierunek obrany przez Blizzard, ale mnie on przypadł do gustu. Główna kampania obraca się oczywiście wokół prób stawiania czoła Pustce i Xal’atath, ale duże znaczenie mają też konflikty na Azeroth, także te wewnętrzne – konflikt Arathora z jego ojcem, konflikt Allerii z mieszkańcami Silvermoon, konflikt krawych elfów z Armią Światłości, konflikt krawych Elfów z Trollami Amani itp. Co ciekawe, kampania stara się pokazywać, że Światłość nie jest synonimem dobra, choć czasem robi to w dość pokraczny sposób.
Myślę jednak, że zadania poboczne są w najnowszym dodatku ciekawsze niż główna kampania. Dlaczego? Dlatego, że pozwalają lepiej poznać mieszkańców Wschodnich Królestw, a także historię miejsca znanego dziś jako Voidstorm czy Harandaru. Wprowadzają też naprawdę interesujące nowe postaci, takie jak Tul’amar czy Taemin.
Wśród zadań nadal nie brakuje typowych dla WoWa questów typu zabij x mobów, ale na szczęście są one przeplatane innymi formami. To powiedziawszy, chciałoby się, żeby Blizzard w końcu podszedł do sprawy jeszcze kreatywniej.
System Prey i inne nowości
Porozmawiajmy teraz o nowych systemach wprowadzonych w Midnight. Chyba najważniejszym jest system Prey. Na czym on polega? W skrócie wybieracie elitarny cel, na który chcecie polować w otwartym świecie, a potem na niego polujecie, mierząc się z nim w starciach o trzech poziomach trudności. Trzeba przy tym uważać, żeby samemu nie zostać upolowanym. To oczywiście okazja do zdobycia specjalnych nagród, w tym lepszych przedmiotów i elementów kosmetycznych. Nieco urozmaica on rozgrywkę, ale fajne jest to, że to aktywność zupełnie opcjonalna – jeśli nam się znudzi, nie musimy się w nią więcej zagłębiać.
W grze obowiązują także inne specjalne wydarzenia. Co tydzień możemy jak zwykle pokonywać „world bossów”, wykonywać kolejne world questy i nie tylko. Każda kraina ma też unikalny dla siebie event, choć muszę przyznać, że nie każdy przypadł mi do gustu. Stormarion Assault odbywający się w Voidstorm jest niebywale… nudny. Unikam go jak ognia. Polega na bezmyślnym odpieraniu fal wrogów przez 15 minut. Uhh.
Muszę też niestety zauważyć, że część eventów powoduje w grze ogromne lagi. Jeśli też grasz w Midnight i zastanawiasz się, skąd w grze takie opóźnienie, to odpowiadam: w krainie, w której jesteś odbywa się event pod nazwą Abundant Harvest i akurat wykonuje go raidowa grupa graczy. Jeśli chcesz uniknąć tych lagów, przenieś się do innej krainy. Nie stoi za nimi Twój Internet.
Moja ulubiona część dodatku (poza questami) – Delves
Pamiętacie Delvy (Delves, nawet nie wiem jak to tłumaczyć na polski)? To instancje, które można pokonywać w grupie do 5 graczy, albo solo – i za to je lubię, bo mimo że WoW jest grą multiplayer, to użeranie się w niej z innymi ludźmi bywa męczące. Delvy pozwalają progresować w grze w spokoju, bez presji, zwłaszcza że niezależnie od ich poziomu, nie goni nas w nich żaden licznik.
Nowy zestaw tych instancji jest bardzo zróżnicowany i co ważne – to już nie tylko jaskinie, ale też bardzo otwarte przestrzenie. Naszym towarzyszem nie jest już Brann Bronzebeard, a Valeera Sanguinar, która dla mnie jest znacznie ciekawszą postacią. Oczywiście każdy z Delve’ów ma kilka rotujących wersji, które dodatkowo urozmaicają rozgrywkę. Aha, jeśli lubicie grać wieloma altami, to wspomnę, że w Delvach możecie zdobywać gear dla aktualnego bohatera, a przy okazji też dla tych pozostałych, potrzebujących innego typu uzbrojenia.
Przy okazji dodam, że w Midnight system Warband osiągnął swoją ostateczną formę. Prawie wszystko jest teraz współdzielone między postaciami na koncie. Reputacja, waluty, bank, a nawet postępy w niektórych questach. Blizzard w końcu zrozumiał, że jeśli chcę zagrać Altem, to chcę się bawić nowymi umiejętnościami, a nie powtarzać przez 20 godzin te same czynności, by odblokować dostęp do nowych funkcji dodatku.
A jak oceniam nowe podziemia i raidy? Po po opinie o raidach odsyłam Was do innych graczy. Ja ledwie je musnęłam. Podobnie jest w przypadku podziemi, choć w nim spędziłam nieco więcej czasu. Na pewno chciałabym, by moby rozmieszczone między bossami miały zdecydowanie mniej życia, bo są zbyt czasochłonne. Poza tym niektóre podziemia mają zbyt wiele nietypowych mechanik. To, jak ocenicie Wasz czas spędzony w Dungeonach będzie jednak w dużej mierze zależał od tego, na jakich graczy traficie w swojej drużynie.
Werdykt: Czy warto wrócić?
Słuchajcie, na to pytanie trudno odpowiedzieć. World of Warcraft: Midnight na pewno nie jest dla każdego i najlepiej jeśli sami spróbujecie w nim swoich sił, by się o tym przekonać. Ja się jednak bawię w nim dobrze, a przynajmniej na razie. Dobra wiadomość jest taka, że oferuje on coś (prawie dla każdego) – nowe zadania dla miłośników warstwy fabularnych, Delvy dla tych, którzy lubią solowe aktywności, a także nowe podziemia i raidy dla miłośników progresji i cyferek.
I casualowy, i hardkorowy gracz się tu odnajdzie. Blizzard w końcu zrozumiał, że ich baza graczy się zestarzała. Nie każdy ma już czas na pięciogodzinne raidy trzy razy w tygodniu. To powiedziawszy, sporo rzeczy można by tu poprawić, na czele z cotygodniowymi eventami i lagami.
Crimson Desert ma trochę problemów i daleko tej produkcji do ideału, jednak granie w tytuł studia Pearl Abyss najczęściej po prostu sprawia frajdę, a mocne strony przesłaniają na dłuższą metę wady.
Mamy tu do czynienia z rozbudowaną pod wieloma względami grą akcji w otwartym, ogromnym świecie. Nie jest to RPG, więc i – siłą rzeczy – historia czy zaawansowany rozwój postaci schodzą raczej na dalszy plan. Najważniejsze elementy Crimson Desert to eksploracja oraz walka.
Fabuła nie zapada w pamięć – i to trzeba przyznać. Nie jest to więc gra dla tych, którzy oczekują ciekawej, wciągającej narracji. Nie pomaga fakt, że Kliff, czyli główny bohater, jest jednym z najbardziej nijakich i bezbarwnych protagonistów ostatniej dekady. Wątek stopniowego odbudowywania najemniczej kompanii Szarogrzywych i zemsty na rywalach z wrogiego klanu wojowników, to tylko pretekst, by odwiedzać kolejne obszary na wielkiej mapie.
Świat natomiast jest nie tylko pięknie wykonany, ale motywuje też do eksploracji. Warto tu czasem po prostu pobłądzić, pokręcić się po różnych lokacjach, nawet bez celu, ponieważ jest duża szansa, że trafimy na jakąś interesującą drobnostkę. A to jakiś skarb, a to zagadka prowadząca do czegoś ciekawego. Crimson Desert wynagradza nas za bycie turystą i zwiedzanie krainy Pywel. Nagrody często nie są potężne czy wyjątkowo cenne, ale to nie przeszkadza.
Cały kontynent składa się z kilku krain, które w dosyć typowy sposób podzielone są ze względu na środowisko i warunki pogodowe. Zaczynamy w lokacji leśno-zielonej, później mamy też obszary pustynne czy zimowe – absolutna klasyka wielu gier z otwartymi światami. Obecne w tych lokacjach frakcje czy miasta potrafią już być jednak charakterystyczne i jakoś się wyróżniać.
Do tego dochodzi jeszcze dodatkowa warstwa świata, czyli archipelag podniebnych wysp, do złudzenia przypominających te z The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom. Crimson Desert zresztą czerpie wiele pomysłów i mechanik z różnych hitów i wcale się tego nie wstydzi. Unoszące się wysoko nad ziemią lokacje są liniowe i bogate w różne środowiskowe zagadki. Często wygodnym rozwiązaniem jest skorzystanie z podniebnego punktu szybkiej podróży, by się tam przenieść, a potem zeskoczyć na powierzchnię i poszybować do celu wybranej misji.
Struktura zadań rzadko jest oryginalna czy wyjątkowo interesująca. Zlecenia i misje są tu po prostu pretekstem do walki czy zdobycia jakichś przedmiotów, choć od czasu do czasu trafią się jakieś zabawne epizody, najczęściej związane z drobnymi prośbami od różnych mieszkańców miasteczek czy wiosek.
Walka jest trochę chaotyczna, lecz na pewno mocno angażuje. Momentami można poczuć się tutaj niczym w grach typu Devil May Cry, choć Crimson Desert nie jest aż tak dynamiczne. Twórcy dobrze bawili się z projektowaniem systemu starć, co widać choćby po tym, że zaimplementowano tutaj nawet chwyty i ciosy rodem z wrestlingu.
Potyczki nie są więc tylko machaniem bronią czy blokowaniem tarczą. Możemy chwycić wroga i rzucić nim w jego kolegów, czasem na kogoś szarżujemy, wykonamy potężny cios obrotowy, czy nawet… zetniemy drzewo i uderzymy nim w większego oponenta. Czujemy się naprawdę potężni i jest to niezaprzeczalna zaleta.
Podczas gry możemy zająć się wieloma różnymi rzeczami, bo twórcy przygotowali mnóstwo różnych systemów – począwszy od gotowania czy łowienia ryb, poprzez rozwój naszego obozu, kończąc na okazjonalnym przełączaniu się na dwójkę innych bohaterów, których niestety potraktowano po macoszemu. Zajmiemy się też łapaniem zbiegów albo szukaniem magicznych ruin i artefaktów.
Nagromadzenie mechanik sprawia, że sterowanie jest trochę przekombinowane i niezbyt wygodne. Przyzwyczajenie się do schematu ruchów, ataków, ciosów, interakcji i zachowań Kliffa wymaga nawet kilku godzin. Niejeden raz wkurzymy się, gdy podskoczymy zamiast podnieść przedmiot leżący na ziemi. Akcje można przypisywać dowolnie do różnych klawiszy klawiatury, niestety zabrakło podobnych opcji dla pada.
Crimson Desert jest grą naprawdę przyjemną dla oka, choć może niektóre efekty pogodowe są przesadzone i nienaturalne. Jednak zasięg rysowania i krajobrazy potrafią tutaj zachwycić. Co najważniejsze – mamy do czynienia ze świetną optymalizacją, która jest w dzisiejszych czasach rzadkością. Za to duży plus dla Pearl Abyss.
W tej produkcji spędzić można nawet 100 godzin. To ogromna gra, w której niektóre elementy są po prostu średnie, ale inne potrafią wciągnąć i przytrzymać na dłużej przy ekranie. Nie jest to może kandydat na grę roku, ale najzwyczajniej w świecie przyjemna ekscytująca przygoda, która daje sporo radości, gdy przyzwyczaimy się do jej bolączek.
Gamingowy Piątek w Showroom Lenovo i Motorola (odbył się 20 marca) ponownie udowodnił, że połączenie esportowych emocji, nowoczesnej technologii i społeczności graczy to przepis na wyjątkowe wydarzenie. Tym razem spotkaliśmy się na wirtualnej murawie EA SPORTS FC26, gdzie od pierwszych minut nie brakowało zaciętej rywalizacji, efektownych akcji i głośnego dopingu.
W wydarzeniu wzięło udział aż 60 uczestników, a atmosfera była naprawdę wyjątkowa – część graczy pojawiła się w koszulkach swoich ulubionych drużyn i piłkarzy, przez co czuliśmy się jak na prawdziwym stadionie.
Na miejscu nie zabrakło również gości specjalnych. Wśród nich pojawił się dziennikarz CD-Action, który miał okazję przyjrzeć się wydarzeniu z bliska i sprawdzić, jak wygląda społeczność Lenovo Legion w akcji. Duże zainteresowanie wzbudziła także obecność influencera Krzy Krzysztofa, który podczas eventu testował najnowszy sprzęt Lenovo. Na jego warsztat trafił m.in. Legion Go 2 – mobilna konsola gamingowa nowej generacji, a także Legion Glasses Gen 2, czyli okulary pozwalające zamienić dowolne miejsce w prywatny, wielkoformatowy ekran do grania i oglądania treści. To rozwiązanie szczególnie przypadło do gustu uczestnikom, którzy mogli zobaczyć, jak wygląda immersja na zupełnie nowym poziomie.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się również najnowsze laptopy Lenovo Legion, które reprezentują aktualną generację sprzętu dla najbardziej wymagających graczy. Wyposażone w topowe podzespoły i technologie poprawiające wydajność oraz jakość obrazu, pozwalały na płynną rozgrywkę i maksymalne wykorzystanie możliwości EA SPORTS FC26. Dla wielu uczestników była to okazja, by nie tylko zagrać, ale też przetestować sprzęt, który na co dzień oglądają w materiałach online.
Sam turniej dostarczył mnóstwo emocji – nie brakowało wyrównanych pojedynków, zwrotów akcji i bramek zdobywanych w ostatnich sekundach meczu. Poziom był wysoki, a rywalizacja trwała do samego końca.
Gamingowy Piątek to jednak nie tylko turniej, ale przede wszystkim spotkanie społeczności, która dzieli tę samą pasję. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za obecność, energię i świetną atmosferę.
Już teraz zapraszamy na kolejną edycję wydarzenia – w kwietniu zmieniamy klimat i przenosimy się na tor wyścigowy. Będzie szybko, dynamicznie i jeszcze bardziej emocjonująco. Szczegóły już wkrótce!
Rok 2026 zapowiada się jako przełomowy moment dla wszystkich miłośników mrocznego fantasy i kultowej serii Diablo. Po miesiącach spekulacji, Blizzard Entertainment przygotowuje się do domknięcia epickiej sagi o nienawiści, którą sami twórcy określają mianem „The Age of Hatred”. Rozszerzenie zatytułowane Lord of Hatred nie jest jedynie zwykłym dodatkiem; to fundamentalna przebudowa gry, która ma na celu przywrócenie Sanktuarium jego mrocznej chwały i zaspokojenie oczekiwań najbardziej wymagających weteranów.
Stawka w nadchodzącej kampanii jeszcze nigdy nie była tak wysoka. Gracze staną oko w oko z samym Mefistem, a jedyną nadzieją na ratunek okaże się sojusz, który jeszcze niedawno wydawał się niemożliwy. Przedstawiamy kompletne zestawienie informacji, które pozwolą Wam przygotować się na nadchodzące starcie z Najwyższym Złem.
Oficjalna data światowej premiery Diablo IV: Lord of Hatred została wyznaczona na 28 kwietnia 2026 roku. Blizzard zdecydował się na jednoczesny debiut na wszystkich wiodących platformach, co jest doskonałą wiadomością dla zróżnicowanej społeczności graczy.
Tego samego dnia do walki z hordami demonów ruszą posiadacze komputerów osobistych z systemem Windows oraz użytkownicy konsol PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One oraz Xbox Series X i S. Deweloperzy zapewniają, że dołożyli wszelkich starań, aby optymalizacja na każdej z tych platform pozwalała na płynną rozgrywkę nawet podczas najbardziej intensywnych bitew na nowym, wymagającym obszarze.
Fabuła: Szokujący powrót Lilith i desperacki sojusz
Główna oś fabularna w Lord of Hatred rozpoczyna się niemal bezpośrednio po dramatycznym finale rozszerzenia Vessel of Hatred. Mefisto, Pan Nienawiści, coraz śmielej realizuje swój okrutny plan, dążąc do dotarcia do mitycznych Sadzawek Stworzenia (Pools of Creation). Jego celem jest skąpanie całego Sanktuarium w wiecznej nienawiści, co doprowadziłoby do całkowitej zagłady ludzkości i tryumfu Piekła.
Największym i najbardziej zaskakującym zwrotem akcji jest jednak powrót Lilith, Matki Sanktuarium, o której myśleliśmy, że odeszła na zawsze. W obliczu potęgi Mefista, która zagraża istnieniu zarówno ludzi, jak i demonów, nasz bohater zostaje zmuszony do zawarcia z nią niebezpiecznego i toksycznego sojuszu.
Partnerstwo to opiera się wyłącznie na rozpaczliwej konieczności przetrwania, a nie na zaufaniu, co z pewnością doprowadzi do wielu napiętych i nieprzewidywalnych momentów w kampanii. Okazuje się, że Lilith miała rację co do nadciągającego zagrożenia, a my musimy zaryzykować wszystko, by wspólnie powstrzymać jej ojca przed zniszczeniem świata.
Nowa kraina: Egzotyczny archipelag Wysp Skovos
Dodatek zabierze nas w zupełnie nowy, dotąd niedostępny rejon Sanktuarium – na tajemnicze Wyspy Skovos. Jest to miejsce o ogromnym znaczeniu dla mitologii uniwersum, będące niegdyś domem dla Lilith i archanioła Inariusa. Obecnie terytorium to funkcjonuje jako matriarchat rządzony twardą ręką przez Królową Amazonek oraz tajemniczą Wyrocznię.
Archipelag Skovos zachwyca różnorodnością krajobrazów, które będziemy przemierzać podczas kampanii. Odwiedzimy spalone słońcem wulkaniczne wybrzeża, gęste i mroczne lasy deszczowe, w których nieustannie szaleją burze, oraz upiorne, na wpół zatopione ruiny starożytnych miast.
Eksploracja tych terenów będzie wiązała się z walką z zupełnie nowymi rodzajami przeciwników. Na graczy czekają morskie koszmary wyłaniające się z głębin oraz fanatyczni, zdeprawowani kultyści służący woli Mefista. Wyspy te pierwotnie planowano wprowadzić już w Diablo 3, jednak dopiero teraz gracze otrzymają szansę na ich pełne odkrycie.
Nowe klasy postaci: Paladyn i Czarnoksiężnik
Blizzard zaskoczył społeczność, ogłaszając, że dodatek wprowadzi nie jedną, lecz aż dwie grywalne klasy postaci. Pierwszą z nich jest Paladyn – absolutny faworyt fanów, o którego proszono od momentu zapowiedzi czwartej części gry. To ciężkozbrojny obrońca wiary, który w walce posługuje się młotami, tarczami oraz niszczycielską mocą Świętego Światła.
Paladyn oferuje satysfakcjonującą rozgrywkę opartą na potężnych atakach w zwarciu oraz aurach wspomagających sojuszników. Co ważne, klasa ta jest dostępna jako bonus dla osób decydujących się na przedsprzedaż dodatku, co pozwala na jej rozwijanie jeszcze przed oficjalną premierą rozszerzenia.
Drugą nowością jest Czarnoksiężnik (Warlock), mistrz zakazanej wiedzy i mrocznych sztuk magicznych. Są to postacie potrafiące naginać demony do swojej woli i wykorzystywać potęgę samego Piekła przeciwko swoim wrogom. Warlock zadebiutuje oficjalnie w dniu premiery dodatku, oferując unikalne mechaniki przywoływania sług oraz destrukcyjne czary dystansowe.
Zmiany w rozgrywce: Itemizacja i Kostka Horadrimów
Lord of Hatred przynosi najbardziej fundamentalne zmiany w mechanice rozgrywki od czasu debiutu gry. Deweloperzy wzięli pod uwagę krytykę fanów i całkowicie przebudowali system przedmiotów (itemizację), aby oferował on większą głębię i sensowny rozwój postaci w późniejszych etapach gry.
Wraz z dodatkiem na serwery trafi bezpłatna aktualizacja, która znacząco zmodyfikuje drzewka talentów dla wszystkich klas, wprowadzając dziesiątki nowych wariantów biegłości. Maksymalny poziom doświadczenia zostanie zwiększony, co otworzy drogę do zdobywania jeszcze potężniejszego ekwipunku.
Do gry powraca również legendarny artefakt – Kostka Horadrimów. Zaoferuje ona graczom zupełnie nowe możliwości w zakresie rzemiosła i modyfikacji zdobytego sprzętu, co ma kluczowe znaczenie dla optymalizacji buildów. Dodatkowo wprowadzono wyczekiwany Filtr Łupów (Loot Filter), który pozwoli nam automatycznie namierzać tylko te przedmioty, których realnie potrzebujemy.
Nowym elementem wyposażenia będą Talizmany, które pozwolą na stałe aktywowanie potężnych premii po skompletowaniu określonych zestawów pancerza. Wszystkie te zmiany mają sprawić, że poszukiwanie „tego jedynego” przedmiotu będzie znacznie bardziej ekscytujące niż dotychczas.
Endgame i nowe aktywności
Faza gry końcowej doczekała się solidnej rewizji, której celem jest uniknięcie monotonii. Najważniejszą nowością w tym segmencie są Plany Wojenne (War Plans). Jest to system pozwalający graczom na niemal nieograniczoną personalizację ścieżki postępów, w której sami wybieramy rodzaj aktywności, ich modyfikatory oraz trudność, by maksymalizować szanse na konkretne nagrody.
Dla osób chcących przetestować siłę swoich buildów przygotowano tryb Echoing Hatred, oferujący ekstremalne wyzwania bojowe. Z kolei fani luźniejszej rozrywki ucieszą się z wprowadzenia mechaniki łowienia ryb, dostępnej na wybrzeżach Sanktuarium. To ciekawy sposób na chwilę wytchnienia i kolekcjonowanie unikalnych trofeów między kolejnymi wyprawami do lochów.
Przedsprzedaż, ceny i edycje dodatku
Dodatek Lord of Hatred jest już dostępny w przedsprzedaży w trzech wariantach: Standard, Deluxe oraz Ultimate. Każda z edycji oferuje inne korzyści, jednak wspólnym elementem jest nielimitowany dostęp do klasy Paladyna, którym można grać już teraz.
Oto co można zyskać, decydując się na zakup przed premierą:
Edycja Standard: Gwarantuje dostęp do klasy Paladyna oraz dodatkową zakładkę w skrytce na przedmioty.
Edycja Deluxe: Zawiera wszystkie bonusy ze Standardu, a dodatkowo unikalne zestawy pancerza dla Paladyna i Czarnoksiężnika oraz dwa dodatkowe miejsca na postacie.
Edycja Ultimate: Najbogatszy pakiet, który oprócz powyższych bonusów zawiera ekskluzywnego wierzchowca o nazwie Skartaran Basilisk oraz specjalne elementy ozdobne inspirowane światem World of Warcraft.
Diablo IV: Lord of Hatred zapowiada się na ostateczne odkupienie serii, łącząc mroczny klimat klasyków z nowoczesnymi rozwiązaniami, o które fani prosili od lat. Czy jesteście gotowi, by stanąć ramię w ramię z Lilith przeciwko Panu Nienawiści?
Czasem domowy budżet potrzebuje chwili wytchnienia, a chęć na wieczorny relaks z grami wcale nie maleje. Dobra wiadomość jest taka, że w marcu 2026 roku rynek gier darmowych i tych free-to-play obfituje w świetne tytuły, które potrafią wciągnąć na dziesiątki, a nawet setki godzin – i to bez wydawania ani grosza.
Oto zestawienie najciekawszych darmowych propozycji, które ratują sytuację, gdy portfel musi odpocząć. Oczywiście podejrzewam, że takie tytuły jak League of Legends, Fortnite czy Counter-Strike 2 doskonale znacie i dlatego skupiłam się tu na innych produkcjach.
Był Overwatch 2, znowu jest Overwatch. Ta gra przeszła na przestrzeni lat wiele zmian, ale uwierzcie mi – w Overwatcha nigdy nie grało się lepiej. Jeszcze większa baza dostępnych postaci, dynamiczna i satysfakcjonująca rozgrywka, możliwość zdobycia skrzynek z przedmiotami za darmo. Nie można też zapominać o tym, jak wiele trybów rozgrywki mamy tu do dyspozycji – krótką grę dla tych ograniczonych czasowo, rozgrywkę kompetytywną dla miłośników rywalizacji i co najważniejsze – Stadium, który pozwala w ciekawy sposób ulepszać postaci. Choć system mikropłatności pozwala na zakup elementów kosmetycznych, sama esencja rozgrywki jest w pełni darmowa, sprawiedliwa i dostarcza niesamowitych emocji na długie wieczory pełne sportowej rywalizacji. I tak, uważam, że Overwatch jest znacznie lepiej dopracowany niż Marvel Rivals.
The Sims 4
Wiele osób o tym zapomina, ale tak podstawowowa wersja The Sims 4 jest darmowa. To absolutny ewenement, że gra o tak gigantycznym zasięgu i możliwościach przeszła na model free-to-play, dając nam bezpłatny dostęp do tego niesamowitego, wirtualnego świata. Kiedy portfel domaga się litości, a my odczuwamy ogromną potrzebę ucieczki od codziennych, szarych obowiązków, to właśnie ten symulator życia sprawdza się po prostu najlepiej. Zamiast przejmować się rachunkami w prawdziwym życiu, możecie spędzić długie, relaksujące godziny na budowaniu wymarzonej willi dla swoich wirtualnych podopiecznych. Kreator postaci to potężne narzędzie, w którym bez problemu stworzycie kogo tylko zapragniecie – od idealnych wersji samych siebie, po przedziwne istoty o skrajnych cechach charakteru. Podstawka oferuje naprawdę mnóstwo świetnej zawartości na start: możecie rozwijać karierę, budować skomplikowane relacje międzyludzkie, organizować szalone imprezy czy po prostu obserwować, jak wasi Simowie radzą sobie z prozą życia.
Once Human
Jeśli czujecie przesyt standardowymi grami survivalowymi, w których po prostu rąbiecie drewno i bronicie się przed zombie, Once Human to produkcja, która zdecydowanie odświeży wasze spojrzenie na ten gatunek. To niesamowicie wciągające, postapokaliptyczne MMO wrzuca nas do świata, który został całkowicie skażony przez tajemniczą, kosmiczną siłę zwaną Gwiezdnym Pyłem. Zamiast sztampowych umarlaków, na naszej drodze stają tu przerażające, zmutowane bestie przypominające najgorsze koszmary z powieści grozy. Gra robi gigantyczne wrażenie swoim rozmachem i fenomenalnym, niezwykle swobodnym systemem budowania bazy, który pozwala na wznoszenie imponujących konstrukcji niemal w każdym miejscu na mapie. Zbieranie surowców, tworzenie potężnego uzbrojenia i dbanie o potrzeby naszej postaci niesamowicie angażuje, a eksploracja tego mrocznego, pełnego zagadek świata to czysta przyjemność. Co ważne, możecie w to grać całkowicie samotnie, powoli odkrywając fabułę, lub połączyć siły z innymi graczami, by wspólnie rzucić wyzwanie gigantycznym bossom. I pomyśleć, że tak ogromna, dopracowana produkcja z tak piękną oprawą graficzną jest w całości dostępna za darmo!
Vampire’s Fall 2
Dla wszystkich fanów gęstego, mrocznego klimatu i klasycznych gier RPG z rzutu izometrycznego mam fantastyczną wiadomość – Vampire’s Fall 2 to darmowa perełka, obok której po prostu nie można przejść obojętnie. Jako długo wyczekiwana kontynuacja, gra od razu rzuca nas w sam środek bezlitosnego świata dark fantasy, w którym jako nowo narodzony wampir musimy przetrwać i wywalczyć sobie odpowiednią pozycję. Największe wrażenie robi tu niezwykle płynna eksploracja rozległego, mrocznego świata, która odbywa się bez żadnych irytujących ekranów ładowania podczas przechodzenia do walki. Same starcia zostały zrealizowane w fantastycznym, staroszkolnym systemie turowym. Wymaga to od nas nieustannego kombinowania, taktycznego myślenia oraz umiejętnego żonglowania wampirycznymi zdolnościami, cenną maną i punktami życia. Twórcy przygotowali mnóstwo angażujących zadań pobocznych, a mroczna intryga napędzająca wątek główny potrafi przykuć do monitora na wiele długich wieczorów. To jeden z tych rzadkich przypadków darmowej gry, w której w ogóle nie czuć nachalnych mikropłatności, a sama rozgrywka broni się świetną, niesamowicie wciągającą mechaniką od samego początku.
Snowbot
Czasem mam takie dni, kiedy nie mam najmniejszej ochoty na głośne strzelanki czy skomplikowane gry RPG z setkami statystyk. Wtedy szukam czegoś wyciszającego i dokładnie czymś takim jest uroczy Snowbot. Ta niewielka, niezależna przygodówka to istny dowód na to, że w darmowych grach wciąż drzemie ogromna, artystyczna dusza. Przejmujemy tu kontrolę nad przeuroczym, dwukołowym robotem, który z jakiegoś powodu zagubił się pośrodku wielkiego, zjawiskowo zaśnieżonego pustkowia. Rozgrywka opiera się przede wszystkim na bardzo spokojnej eksploracji oraz sprytnym rozwiązywaniu zagadek środowiskowych przy użyciu specjalnego promienia grawitacyjnego, którym nasz blaszany bohater przenosi różne obiekty. Gra ma niesamowicie melancholijny, wręcz odprężający zimowy klimat, który w połączeniu ze świetną, nastrojową ścieżką dźwiękową i minimalistyczną oprawą graficzną, działa na nerwy lepiej niż niejedna sesja medytacji. To stosunkowo krótka produkcja, idealna na jeden czy dwa luźniejsze wieczory, ale gwarantuję wam, że pozostawi po sobie bardzo przyjemne, ciepłe wspomnienia. Świetna, darmowa odskocznia od głośnych, rynkowych gigantów.
Dark and Darker
Zestawienie zamykam tytułem, który zdecydowanie nie należy do gier relaksujących, ale za to dostarcza takich emocji, że trudno o nich zapomnieć. Dark and Darker to bezlitosna hybryda, łącząca w sobie najlepsze cechy gatunku extraction shooter oraz mrocznego, klasycznego dungeon crawlera. To darmowe wyzwanie wyłącznie dla graczy o naprawdę mocnych nerwach. Koncept jest genialny w swojej prostocie: wybieramy jedną z dostępnych klas (takich jak mag, łotrzyk, wojownik czy kleryk), a następnie zanurzamy się w mroczne, niemal całkowicie pozbawione światła lochy, by wynieść z nich jak najwięcej cennych skarbów. Problem polega na tym, że w podziemiach roi się nie tylko od śmiertelnie groźnych pułapek i potworów, ale także od innych graczy, którzy bez mrugnięcia okiem wbiją nam nóż w plecy, by przejąć nasze łupy. Adrenalina skacze tu do granic możliwości, zwłaszcza gdy z pełnym plecakiem szukamy desperacko uciekającego portalu ewakuacyjnego. Każda śmierć boli, bo tracimy wszystko, co udało nam się zdobyć, ale satysfakcja z udanej ucieczki jest po prostu nie do opisania. Warto dać tej grze szansę, bo potrafi wciągnąć jak prawdziwe ruchome piaski.
Solasta 2 zadebiutowała na Steamie w dziale Wczesnego Dostępu. Widać tu obiecujący zalążek porządnej gry RPG, choć trzeba jeszcze poczekać, aż projekt rozwinie skrzydła na przestrzeni kolejnych miesięcy.
Sequel wydanej w 2021 roku produkcji oferuje obecnie pierwszy akt kampanii fabularnej. Na starcie tworzymy czteroosobową drużynę śmiałków, którzy podczas swojej przygody trafią do tajemniczej krainy elfów i spróbują rozwikłać zagadkowy wątek misji zleconej przez pewną boginię.
Każdego bohatera tworzymy sami, tak jak w oryginale. Tym razem jednak wszystkie nasze postacie są powiązane fabularnie – są bowiem przybranym rodzeństwem. To dobre rozwiązanie, które sprawia, że łatwiej nam odczuć bliskość pomiędzy członkami grupy. Nie jest to po prostu zbieranina przypadkowych najemników.
Główny wątek historii rozwija się ciekawie, zahacza nie tylko o wspomnianą tajemnicę bogini światła, ale też o podejrzane działania elfiego królestwa, które stara się pozostać odizolowane od reszty świata. Obecnie w grze fabuły jest jednak za mało, by można było dobrze ją ocenić.
Dialogi są napisane nieźle, a wiele postaci niezależnych, które spotykamy podczas przygody, to ciekawe osobowości. Pomaga fakt, że Solasta 2 oferuje pełny dubbing, więc każdy ma swój charakter. Gra oferuje polskie napisy, jednak jakość tłumaczenia momentami bywa niezadowalająca i wymaga poprawek.
Podczas dialogów podejmujemy czasem różne wybory, które mogą w jakiś sposób wpłynąć na daną sytuację czy przebieg wydarzeń, jednak warto podkreślić, że nie kształtujemy tutaj historii w tak dużym stopniu, jak choćby w Baldur’s Gate 3. Nasze decyzje miewają znaczenie, ale nie są aż tak bardzo istotne w ogólnym rozrachunku – przynajmniej w fabularnej części gry, która jest obecnie dostępna.
W grze zwiedzamy stosunkowo małe lokacje, zaprojektowane jednak tak, żeby zawsze było gdzie zajrzeć w poszukiwaniu jakichś skarbów. Eksplorować możemy jedno większe miasto i poboczne obszary – lasy czy jaskinie. Jeśli chcemy zaskoczyć czających się gdzieś wrogów, możemy włączyć tryb skradania.
Walka to porządne przełożenie mechaniki Dungeons & Dragons (w piątej edycji) na płaszczyznę gry wideo. Starcia są dobrze zbalansowane, wrogowie rzucają przyjemne wyzwanie, a strategiczne myślenie jest niezbędne, by wyjść z każdej potyczki cało. Oczywiście wiele zależy od tego, jak skomponujemy ekipę i jakich zdolności będziemy używać.
To właśnie na walce spędzamy najwięcej czasu – i choć czasem brutalne rozwiązania można ominąć, to nie jest to gra, w której większość sytuacji spornych rozwiążemy za pośrednictwem dialogu czy sprytu. Możliwość uniknięcia walki pojawia się tylko czasami, na przykład po wyborze odpowiedniej opcji podczas rozmowy.
Pierwsza Solasta sprawiała sporo frajdy w kooperacji, dlatego dziwi brak co-opa na premierę wersji Early Access. Momentami irytuje też interfejs, bo niektóre jego elementy są zbyt duże i sprawiają, że podczas rozgrywki na ekranie robi się po prostu niezły śmietnik informacyjny. Trzeba też zaznaczyć, że gra obecnie boryka się z różnymi problemami, choćby nienajlepszą optymalizacją i okazjonalnymi bugami – na szczęście zazwyczaj tylko wizualnymi.
Solasta 2 nie oferuje na razie zbyt wiele do roboty, a twórcy muszą poprawić stan techniczny gry. Przygotowana przez nich zawartość jasno sugeruje jednak, że finalna wersja ma szansę być naprawdę porządnym i rozbudowanym RPG z głębokim, angażującym systemem walki.
Nvidia zaprezentowała DLSS 5, otwierając jednocześnie bramy piekieł. Tysiące wojowników klawiatury ruszyło do ostatecznej walki w mitycznym, socialmediowym Har-Magedonie. Co takiego wywołało to potężne zakłócenie mocy? Nowy DLSS nie spodobał się graczom. Trudno powiedzieć, jak licznej rzeszy, ale z pewnością bardzo głośnej w internecie.
Ad ovo. Nvidia pokazała krótki film prezentujący możliwości nowego DLSS 5, opartego na AI, w kilku grach. Resident Evil, Starfield, Hogwarts Legacy i FIFA to produkcje, w których możemy zobaczyć nowy wynalazek Nvidii. Sam DLSS pojawił się w 2018 roku i od samego początku był oparty na AI. Jego zadaniem było zwiększenie wydajności w grach – początkowo przez skalowanie rozdzielczości, a później także przez generowanie całych klatek. Zaimplementowano go już w setkach głośnych tytułów i nigdy nie był szczególnym punktem zapalnym. Aż do dziś.
Sam skrót DLSS oznacza Deep Learning Super Sampling – superpróbkowanie oparte na głębokim uczeniu – i aż do wersji czwartej dzięki niemu dostawaliśmy po prostu więcej FPS-ów w grach. Tym razem Nvidia poszła o krok dalej – albo, jak piszą niektórzy głośni komentatorzy, o jeden most za daleko. DLSS 5 ma już nie tylko zwiększać liczbę klatek w grach, ale także wyraźnie poprawiać ich grafikę, czyniąc ją bardziej fotorealistyczną. W miejsce dosyć uproszczonej grafiki twarzy dostajemy więc obraz niemal jak z fotografii – choć z ostatecznym entuzjazmem trzeba będzie poczekać do jesieni, kiedy DLSS 5 pojawi się oficjalnie na rynku, a wraz z nim tytuły, które będą go obsługiwać.
Na statycznych ujęciach wygląda to bardzo dobrze, choć wielu internautów opatruje te materiały hasztagiem #aislop. Czym właściwie jest AI slop? To termin określający niskiej jakości, masowo produkowane treści – teksty, obrazy, filmy czy wpisy w mediach społecznościowych – wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Słowo slop w języku angielskim oznacza pomyje albo odpadki, co dobrze oddaje pogardliwy stosunek do takich materiałów. Są one traktowane jako bezwartościowe, śmieciowe treści zalewające internet.
Z AI slopem stykamy się dziś już codziennie. Zalewają nas filmy generowane przez AI – lew ratujący dziecko, które w zoo wpadło za ogrodzenie, „śmieszne” scenki z babciami w absurdalnych sytuacjach czy bóbr skaczący na nartach na wielkiej skoczni. Filmy te osiągają miliony wyświetleń, a my coraz częściej, oglądając coś w social mediach, zastanawiamy się, czy to jeszcze rzeczywistość, czy już AI. I ten trend pogłębia się każdego dnia. Śmieciowych treści tworzonych przez sztuczną inteligencję powstają setki tysięcy dziennie – i będzie ich tylko więcej. Będą coraz bardziej przypominać prawdziwe materiały, aż w końcu sami przestaniemy odróżniać fikcję wygenerowaną przez AI od realnego świata.
Nic więc dziwnego, że powstał swoisty ruch oporu wobec Skynetu, który zabiera się za podbój ludzkości w zupełnie inny sposób niż jego pierwowzór z Terminatora. To właśnie ta frakcja odsądza Nvidię od czci i wiary, nazywając jej wynalazek największym błędem firmy.
W AI wpompowano już biliony dolarów – w infrastrukturę, badania i aplikacje. Nic też nie wskazuje na to, by prace nad sztuczną inteligencją miały się zatrzymać. Przeciwnie: wszystko sugeruje ich dalszą intensyfikację, a wraz z nią jeszcze większą obecność AI slopu. Czy jednak DLSS 5 można traktować jako slop? Według mnie – przynajmniej na tym etapie – zdecydowanie nie.
Obrazy, które Nvidia pokazała w swoim filmie promocyjnym, zrobiły na mnie duże wrażenie. Efekt DLSS 5 jest bardzo kinowy, a co ważne – działa z grami, które przecież nie były pisane specjalnie pod niego. Zamiast tradycyjnego renderowania oświetlenia i materiałów przez silnik gry, DLSS 5 wykorzystuje sztuczną inteligencję do „nasycania” pikseli fotorealistycznymi efektami świetlnymi i teksturami w czasie rzeczywistym. Ta technologia ma niemal całkowicie zacierać granicę między renderowanym obrazem a rzeczywistością. Odpalamy sobie takiego Starfielda i nagle mamy wrażenie, że oglądamy hollywoodzką superprodukcję.
W tym miejscu znajdą się oczywiście tacy, którzy powiedzą, że jest to raczej zatarcie obrazu przez obryzganie go hałdami AI. I jest w tym sporo prawdy. Tyle że… DLSS od samego początku był oparty na AI. Sztuczna inteligencja powstała właśnie po to, by przyspieszać procesy, usprawniać je i ulepszać. I od początku robiła to również za pomocą DLSS.
Na mnie piąta wersja zrobiła duże wrażenie, mimo że mam już odruch wymiotny, kiedy widzę na Facebooku kolejny film, w którym pies ratuje dziecko albo babcia skacze ze spadochronem z Mount Everestu. Tyle że wykorzystanie AI do poprawiania grafiki w grach uważam akurat za sensowne i właściwe zastosowanie tej technologii.
Studzę jednak entuzjazm do chwili, kiedy zobaczę jakiś tytuł, który rzeczywiście będzie z niej korzystał. Oczami wyobraźni widzę Cyberpunka w DLSS 5 i nie będę ukrywał, że jara mnie ta wizja. Nie jestem jednak niepoprawnym optymistą i zdaję sobie sprawę z tego, że efekt końcowy może wyglądać sztucznie. Ale to będzie można stwierdzić dopiero wtedy, gdy pojawią się pierwsze gry i sami będziemy mogli w nie zagrać.
Hejtowanie i demonizowanie DLSS 5 już na tym etapie wydaje mi się trochę przejawem wymuszonego nonkonformizmu na pokaz.