Recenzja Marathon. Hardkorowa zabawa i niezrozumiałe decyzje twórców

Recenzja Marathon. Hardkorowa zabawa i niezrozumiałe decyzje twórców

Marathon to gra bez wątpienia wyróżniająca się, oferująca wyjątkowy charakter oraz styl. To także tytuł, w którym zastosowano parę dziwnych rozwiązań, które potrafią skutecznie zepsuć przyjemność z zabawy.

Bungie przygotowało naprawdę hardkorowego extraction shootera, czego może nie wszyscy oczekiwali po tym studiu. Destiny 2 było w końcu grą niemal dla każdego, tymczasem Marathon bardziej niedzielnych graczy raczej szybko odrzuci. Fani większego wyzwania będą zadowoleni, pod warunkiem, że lubią gatunek ewakuacyjnych strzelanek.

Zasady są proste – trafiamy na jedną z kilku map (kolejne odblokowujemy wraz z postępami), by wykonywać zlecenia od różnych korporacji i szukać łupów, a na końcu dotrzeć do punktu ekstrakcji, by powrócić bezpiecznie z wyprawy. Jeśli zginiemy, stracimy wszystko, co przy sobie posiadamy w momencie zgonu.

Od razu zauważamy, szczególnie grając solo, że komputerowi przeciwnicy – czyli roboty sił bezpieczeństwa – spotykani podczas gry potrafią naprawdę solidnie nam dokopać. Są celni i agresywni, choć czasami też niezbyt mądrzy, bo nie potrafią nawet otworzyć niektórych drzwi. Starcia z nimi jednak zazwyczaj nie są po prostu formalnością, a poważnymi wyzwaniami. Musimy korzystać z osłon i celnie strzelać.

Taki poziom trudności nie przypadnie do gustu każdemu, ale jednak wyzwanie jest przyjemne, a wygrane starcia satysfakcjonujące. Oczywiście każda wymiana ognia to ryzyko, że zwróci na nas uwagę inny gracz – i być może zechce dołączyć do strzelaniny. Starcia PvP są intensywne i emocjonujące, co w dużej mierze jest zasługą dobrego systemu strzelania.

Bungie zna się na rzeczy, dlatego zarówno poruszanie się, animacje trafionych wrogów i korzystanie z różnych rodzajów uzbrojenia jest w Marathon świetne. To główny powód, dla którego regularnie powracamy do gry i podejmujemy się kolejnych misji. Szkoda tylko, że niektóre rodzaje broni trafiają się niezwykle rzadko – choćby genialnie wykonane strzelby.

Podczas eksploracji map trafiamy na różne skrzynie z przedmiotami i zasobami, czasem z uzbrojeniem. Tu pojawia się duży problem gry, czyli niezbyt czytelne ikony symbolizujące różne kategorie lootu. Sprawia to, że spędzamy nieco zbyt dużo czasu na przyglądaniu się łupom po każdemu zajrzeniu do jakiejś szafki czy torby porzuconej przez pokonanego gracza – a w extraction shooterze marnowanie cennych sekund może być bardzo ryzykowne.

Inny problem z czytelnością to kwestia stylu oprawy wizualnej. Chociaż kierunek artystyczny obrany przez Bungie jest świetny i wyróżnia się na tle innych gier, to momentami taka kolorystyka i projekt elementów otoczenia mogą trochę przeszkadzać w dobrym „czytaniu” pola bitwy, co bywa irytujące.

Warstwa audio z pewnością jest natomiast fantastyczna, szczególnie jeśli chodzi o szeroko pojęty ambient. Odgłosy otoczenia pomagają tutaj budować naprawdę niezły klimat, który sprawia, że praktycznie cały czas czujemy, że jesteśmy w niebezpieczeństwie. Pasuje do do hardkorowej otoczki gry.

Rozwój postaci jest ściśle związany z wykonywaniem misji frakcji i zdobywaniem u nich reputacji. Każda frakcja oferuje inne drzewko rozwoju, które w jakiś sposób poprawia możliwości naszej postaci w boju. System ten jest jednak nieco żmudny i sprawdza się gorzej, niż rozwój oparty po prostu na punktach doświadczenia – jak w Arc Raiders.

Marathon to naprawdę niezła strzelanka, choć parę problemów sprawia, że nie rozwinęła jeszcze skrzydeł. Różne niedopatrzenia twórców przeszkadzają w pełnym czerpaniu radości z angażującej rozgrywki – a do tego boli też trochę opóźnienie endgame’owej zawartości na kolejne tygodnie marca. Mimo wszystko, trzymamy za Marathon kciuki, bo miło byłoby, gdyby ostatecznie utrzymał się na rynku.

Lenovo i CampusAI Twoim portalem wiedzy na temat sztucznej inteligencji

Lenovo i CampusAI Twoim portalem wiedzy na temat sztucznej inteligencji

Lenovo wzmacniając pozycję lidera w dziedzinie AI skupia się na wymianie wiedzy, współtworzeniu rozwiązań oraz aktywnym uczestnictwie w kształtowaniu przyszłości sztucznej inteligencji. Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, powstawanie wyspecjalizowanego sprzętu AI i nieustanne innowacje zgodne z ideą Lenovo „Smarter AI for All” napędzają przeobrażenia branży technologicznej, a najnowsze rozwiązania firmy regularnie prezentowane są na prestiżowych wydarzeniach, takich jak CES, IFA czy MWC. Podczas Lenovo Tech World na CES 2026, Lenovo zaprezentowało Qira – wbudowaną, kontekstową inteligencję działającą w całym ekosystemie urządzeń, która łączy sprzęt i usługi oraz wspiera realizację codziennych zadań w sposób płynny i spersonalizowany.

– Lenovo jest liderem w obszarze sztucznej inteligencji i dysponuje szerokim portfolio innowacyjnych urządzeń opartych na tej technologii. Kolejny etap współpracy z CampusAI, jednym z wiodących ośrodków zajmujących się sztuczną inteligencją, stanowi dla nas ważny kamień milowy, który wzmacnia dotychczasowe działania i otwiera nowe możliwości dalszego doskonalenia kompetencji każdego użytkownika. Chcemy oferować najnowocześniejsze technologie i jednocześnie uczyć ich praktycznego zastosowania, aby każdy mógł bezpiecznie i efektywnie wykorzystać je w życiu codziennym, czy rozwoju zawodowym. – komentuje Wojciech Zaskórski, General Menager w Lenovo Polska.

Roczny dostęp do platformy Campus AI

W ramach projektu, do każdego zakupionego modelu Lenovo Yoga lub Lenovo Legion dołączany jest pełny pakiet kursów CampusAI o wartości 1300 zł, w którym obecnie znajduje się 40 kursów na temat sztucznej inteligencji. Dostęp przyznawany jest na 12 miesięcy od momentu aktywacji kodu na dedykowanej stronie za pomocą formularza.

Platforma oferuje kilkadziesiąt rozbudowanych kursów prowadzących użytkownika krok po kroku – od podstaw po zaawansowane wdrożenia. Każdy z nich opiera się na scenariuszach odpowiadających rzeczywistym wyzwaniom: od analizy danych i tworzenia prezentacji, przez automatyzację powtarzalnych zadań, po rozwiązywanie problemów biznesowych czy przygotowanie do negocjacji.

W ramach platformy użytkownicy mogą testować i porównywać wiele modeli AI w jednym miejscu, ucząc się świadomego doboru narzędzi do konkretnych zadań. Uzupełnieniem są gotowe biblioteki promptów, które przyspieszają pracę i pokazują sprawdzone schematy działania. Nauce towarzyszą cotygodniowe aktualizacje wiedzy w ramach newslettera AI-Flash oraz portal ekspercki hAI Magazine. Kursy obejmują pracę z tekstem, obrazem, wideo, 3D, głosem i automatyzacjami, tworzenie asystentów i agentów AI, a także specjalistyczne ścieżki zawodowe dla menedżerów, HR, sprzedaży, marketingu, finansów, prawa i edukacji. Szkolenia są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania, dzięki czemu są dostępne zarówno dla osób bez doświadczenia technicznego, jak i dla zaawansowanych użytkowników.

Uczestnicy otrzymują feedback do wykonywanych zadań, a po ukończeniu etapów – certyfikaty potwierdzające zdobyte kompetencje.

– Sztuczna inteligencja nie jest już ciekawostką technologiczną, staje się codziennym narzędziem pracy. Coraz więcej osób ma dostęp do modeli językowych i generatorów obrazu czy wideo, ale wciąż niewielu potrafi wykorzystywać je świadomie, efektywnie i odpowiedzialnie. CampusAI to spójne środowisko budowania kompetencji AI. Platforma daje nie tylko wiedzę, ale pewność, że potrafi się z niej korzystać – świadomie, odpowiedzialnie i z mierzalnymi efektami – komentuje prof. Aleksandra Przegalińska, CampusAI.

Wykorzystaj potencjał AI dzięki najwyższej klasy urządzeniom marki Lenovo

Laptopy Lenovo Yoga zostały stworzone dla osób twórczych i kreatywnych, bez ograniczeń w sposobie korzystania. Urządzenia z tej serii wykorzystują najnowsze procesory oraz funkcje AI, takie jak Smart Modes w przypadku modeli Aura Edition, które automatycznie optymalizującą pracę aplikacji i ustawienia systemu. Wszystko to dopełnia długi czas pracy baterii, bez konieczności ładowania np. w podróży. Z kolei urządzenia Yoga w wersji 2-in-1, z dotykowymi ekranami OLED oferują całkowitą wolność użytkowania. Lenovo Yoga 7 2-in-1 (14ILL10) to 14-calowy konwertowalny laptop z procesorem Intel® Core™ Ultra 5, ekranem PureSight OLED 1920×1200 90 Hz i dołączonym rysikiem Lenovo Yoga Pen, zoptymalizowanym pod rysowanie, edytowanie i prezentacje. Yoga 7 2-in-1 (14AGP11) to 14-calowy model z procesorami AMD Ryzen AI 400 Series jako Copilot+ PC, wyświetlaczem PureSight Pro OLED z Dolby Vision, opcjonalnym rysikiem Yoga Pen Gen 2, długim czasem pracy oraz szybkim ładowaniem z Rapid Charge Express, funkcjami Smart Note i ochrony wzroku. Oba modele oferują konstrukcję 360°, wsparcie dla rysika, wysokiej klasy wyświetlacze OLED oraz mobilność i funkcje AI wspierające twórczą pracę i produktywność.

Natomiast linia Lenovo Legion to propozycja dla wymagających użytkowników, łącząca wysoką wydajność z cichą pracą dzięki dedykowanemu systemowi chłodzenia. Seria oferuje najnowsze karty NVIDIA z serii 50 z wysokim TGP, ekran w proporcji 16:10 z odświeżaniem od 165 Hz oraz inteligentną optymalizację działania komputera wspieraną przez sztuczną inteligencję. Legion 5i (15IRX10) to smukły laptop łączący gaming i pracę twórczą, wyróżniający się procesorami Intel Core Ultra, grafiką NVIDIA GeForce RTX 50 Series, ekranem PureSight OLED i złączami Thunderbolt 4, oferując wydajność zbliżoną do desktopu. Legion 5a (15AHP11) to mobilny laptop dla graczy i twórców, który cechuje się zaawansowanym chłodzeniem Legion Coldfront: Hyper z wentylatorami Falcon i miedzianymi rurami, procesorem AMD Ryzen z jednostką AI, grafiką NVIDIA GeForce RTX 5050 oraz funkcją Acoustic AI Sound Sync. Oba modele to 15-calowe maszyny zoptymalizowane pod gry i pracę kreatywną, z Lenovo AI Engine+ (LA1+LA3) zarządzanym przez Legion Space dla automatycznej optymalizacji wydajności oraz wysokiej klasy wyświetlaczami.

Jak wziąć udział w akcji?

Aby skorzystać z oferty należy kupić wybrany laptop Lenovo objęty ofertą w okresie od 6 marca do 31 maja 2026 r. i zachować dowód zakupu. Formularz zgłoszeniowy powinien zostać wypełniony w ciągu 14 dni kalendarzowych od daty zakupu, po pomyślnej weryfikacji i akceptacji zgłoszenia przesyłana jest wiadomość elektroniczna z kodem aktywacyjnym do platformy CampusAI, którego aktywacja zapewnia roczny dostęp do zasobów platformy. Lista produktów objętych promocją jest dostępna na stronie akcji, a numer seryjny znajduje się na opakowaniu lub w ustawieniach systemu, dlatego konieczne jest przygotowanie zdjęcia dowodu zakupu i numeru seryjnego.

Z oferty można skorzystać w Showroomie Lenovo & Motorola w Warszawie (pl. Powstańców Warszawy 9, wejście od ul. Świętokrzyskiej) oraz u partnerów: Delkom, eLenovo, Komputronik, Media Expert, Media Markt, Morele, Neonet, RTV Euro AGD, Sferis, X-Kom. Regulamin i szczegóły oferty dostępne są na dedykowanej stronie.

Prezenty z okazji Dnia Mężczyzn w Showroomie Lenovo & Motorola

Prezenty z okazji Dnia Mężczyzn w Showroomie Lenovo & Motorola

Przy jednorazowym zakupie produktów marki Lenovo za co najmniej 999 zł klienci mogą odebrać bezprzewodowy zestaw klawiatury i myszy Lenovo 700 Modern Multi Device Wireless Combo, a przy zakupie produktów marki Motorola o wartości co najmniej 999 zł, klienci otrzymają słuchawki Motorola Moto Buds Blueberry.

Zestaw Lenovo 700 Modern Multi‑Device Wireless Combo to smukła i cicha klawiatura, która w parze z ergonomiczną, pełnowymiarową myszą zapewniają komfort i precyzję przez cały dzień pracy i rozrywki. Zestaw łączy się jednocześnie z trzema urządzeniami przez Bluetooth lub odbiornik 2,4 GHz, oferuje regulowane DPI do 4000, wbudowany i zdejmowalny uchwyt na telefon w klawiaturze oraz długi czas pracy na baterii sięgający nawet do 36 miesięcy. Praktyczne funkcje takie jak odporność na rozlania oraz możliwość personalizacji w Menedżerze akcesoriów sprawiają, że to nie tylko stylowy, ale i funkcjonalny gadżet.

Motorola Moto Buds Blueberry oferują dynamiczny głośnik 12,4 mm i dźwięk Dolby Atmos®, zapewniając głębokie basy i zrównoważoną scenę, a zaawansowane tłumienie hałasu z trybem przezroczystości i pełna personalizacja w aplikacji moto buds pozwalają dopasować odsłuch do potrzeb. Do 9 godzin odtwarzania na jednym ładowaniu (42 h z etui), potrójny system mikrofonów z redukcją hałasu wiatru oraz wodoodporność czynią je idealnym urządzeniem na długie podróże i dodatkiem do aktywnego trybu życia.

Wybrane produkty Lenovo i Motorola biorące udział w promocji

Lenovo Legion 5i to laptop idealny dla każdego chcącego łączyć pracę i przyjemność, gaming i mobilność w jednym urządzeniu. Design pasuje zarówno do codziennej pracy, jak i do wieczornej sesji w ulubionej grze. Intel® Core™ Ultra i NVIDIA® GeForce RTX® 50 Series poradzą sobie znakomicie z tytułami AAA oraz zadaniami kreatywnymi. Dodatkowo 16-calowy ekran OLED z odświeżaniem 240 Hz zapewnia płynną rozgrywkę i niezapomniane wrażenia wizualne dzięki niesamowitej reprodukcji barw.

Lenovo Legion Tower 7i to stacjonarna platforma dla osób, które traktują gaming i streaming jak pełnoprawne środowisko pracy. Konfiguracja z procesorami Intel® Core™ Ultra 9 oraz najwydajniejszymi kartami serii NVIDIA® GeForce RTX® 50 zapewniają zapas mocy pod rozgrywkę AAA czy esport z wykorzystaniem DLSS 4 oraz akceleracji AI. Dyski SSD PCIe Gen 5, pamięć DDR5 do 192 GB i łączność 2.5G Ethernet oraz Wi-Fi 7 skracają czasy ładowania i redukują opóźnienia do minimum. Konstrukcja z chłodzeniem Legion Coldfront (powietrznym lub cieczą), radiatorem VRM ograniczającym throttling oraz panelem bocznym zdejmowanym bez narzędzi pozwala utrzymać wysokie taktowania i bezproblemowo ulepszać konfigurację w przyszłości.

Lenovo Yoga 7 2-in-1 to praktyczny i smukły laptop dla osób ceniących mobilność i wszechstronność, sprawdzający się na zajęciach, w pracy i w podróży. Zawias 360 stopni umożliwia płynne przełączanie między trybem laptopa, tabletu i namiotu, a ekran dotykowy PureSight OLED 1920 x 1200 px z odświeżaniem 90 Hz, opcjonalny rysik Yoga Pen z wykrywaniem kąta nachylenia i siły nacisku oraz wydajny procesor Intel Core Ultra 5 sprawiają, że twórcza i precyzyjna praca staje się przyjemnością.

Motorola Signature (PANTONE Carbon) to smartfon klasy ultra-premium, łączący elegancki, ultracienki design z najnowszymi technologiami mobilnymi. Urządzenie wyposażono w 6,8-calowy wyświetlacz AMOLED o częstotliwości odświeżania do 165 Hz oraz wydajny procesor Snapdragon® 8 Gen 5, wspierany przez 16 GB pamięci RAM i 512 GB pamięci wewnętrznej. Zaawansowany i doceniony przez niezależnych ekspertów DXOMARK, system aparatów z trzema sensorami 50 Mpix – w tym teleobiektywem z 3-krotnym zoomem optycznym – pozwala rejestrować zdjęcia pełne szczegółów oraz nagrywać wideo w jakości do 8K. Smartfon oferuje również baterię o pojemności 5200 mAh z szybkim ładowaniem TurboPower™ 90 W oraz ładowaniem bezprzewodowym 50 W. Dzięki odporności na wodę i kurz (IP68/IP69) oraz solidnej konstrukcji potwierdzonej militarnym standardem odporności (MIL-STD-810H) sprawdzi się zarówno w pracy, jak i w codziennym użytkowaniu.

Jak otrzymać prezent?

W ramach trwającej promocji, obowiązującej od 9.03.2026 r. do 14.03.2026 r. lub do wyczerpania puli nagród, należy w Showroomie Lenovo & Motorola, podczas jednej transakcji zakupić jeden lub więcej produktów promocyjnych marki Lenovo lub Motorola o łącznej wartości minimum 999 zł oraz przy dokonaniu płatności potwierdzić sprzedawcy chęć udziału w akcji. Warunek minimalnej wartości rozpatrywany jest oddzielnie dla każdej z marek.

Przygotowana promocja obowiązuje wyłącznie podczas wizyty w Showroomie Lenovo & Motorola w Warszawie przy Placu Powstańców Warszawy 9 (wejście od ul. Świętokrzyskiej). Więcej informacji na stronie promocji oraz na stronie showroomu.

iRacing Arcade – miały byc przemówienia, kwiaty, wizyty w zakładach pracy

iRacing Arcade – miały byc przemówienia, kwiaty, wizyty w zakładach pracy

W świecie simracingu są marki, które zna każdy, kto jeździ na wirtualnych torach. Assetto Corsa, Automobilista, rFactor czy iRacing to symulatory, które od lat rządzą i na chwilę obecną nie ma na horyzoncie rywali, którzy mogliby im odebrać pałeczkę pierwszeństwa.

Kiedy więc usłyszałem, że iRacing zamierza wypuścić grę wyścigową nastawioną na arcade, jarałem się niczym Joanna d’Arc 30 maja 1431 roku. iRacing Studios to gwarancja dużego realizmu i świetnie odwzorowanych samochodów, choć wiadomo, że w grze arcade to akurat nie jest najważniejsze. Wcześniej dostaliśmy już dwie podobne gry, jak #DRIVE Rally czy Formula Legends, które były naprawdę udane. Zawsze była posucha, jeśli chodzi o gry wyścigowe arcade, w których ścigaliśmy się po torach. iRacing Arcade miał być doskonałym uzupełnieniem tych gier, bo tu mieliśmy dostać nie tylko bolidy, ale także samochody oddające realia GT3 czy LMP2.

Kiedy więc gra ukazała się na rynku, natychmiast ją zakupiłem. I pierwsze zdziwienie to samochody. Jest ich zaledwie dziesięć, co jest liczbą wręcz skandalicznie niską. Większość z nich to pojazdy przypominające daną klasę. Poza Fiatem 500 i Porsche 911 GT3 nie spodziewajcie się żadnych licencji. Listę wszystkich samochodów możecie zobaczyć poniżej.

• Fiat 500
• Formula 4
• Formula GP (F1)
• Formula Junior (Ray FF1600)
• GTP (fictionalized Porsche 963)
• LMP2
• Porsche 911 GT3 Cup
• Touring Car

Czy to jednak aż taka duża wada? Z pewnością niemała, ale przecież to nie symulator, więc możemy przymknąć na to oko. Zwłaszcza że samochody można personalizować poprzez zmianę malowania.

W trybie kariery nie ma mowy o tym, żeby wszystko ustawiać pod siebie. To twórcy z góry decydują, ile trwa dany wyścig i na jakich zasadach się odbywa. Raz przejedziecie szybki sprint na trzy okrążenia, a za chwilę gra wrzuci was w dłuższy wyścig z pit stopami i nagle robi się z tego mały endurance. Podczas jednego weekendu potrafi się nazbierać kilka różnych imprez i trzeba się do tego po prostu dostosować. Jest tu co prawda opcja, żeby część startów odpuścić i wynająć kierowcę, który pojedzie za nas w barwach naszego zespołu, ale to rozwiązanie ma swoje ciemne strony. Na początku dostajemy kierowców raczej z łapanki, później pojawiają się lepsi, teoretycznie bardziej ogarnięci, tylko że w praktyce bywa z nimi bardzo różnie. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że słabszy zawodnik przyjedzie gdzieś na końcu stawki, ale gdy drogi, lepszy kierowca jedzie jakby pierwszy raz widział samochód, to człowieka trochę trafia. Tym bardziej że jego wynik wpada na konto naszego zawodnika. A to oznacza zepsute statystyki, gorszy progres i czasem utrudnioną walkę o różne trofea do bazy. Dlatego ostatecznie najlepiej po prostu jeździć samemu i nie oddawać losu w ręce AI.

A co z torami — zapytacie? Są i to nawet takie prawdziwe. To znaczy nie do końca prawdziwe, bo są mocno pomniejszone, ale przypominają swoje realne odpowiedniki.

Bahrain International Circuit
Barber Motorsports Park
Hermanos Rodríguez (Mexico City)
Imola
Knockhill
Kyalami
Lime Rock
Maple Ridge*
Miami International Autodrome
MotorLand Aragón
Paul Ricard
Sachsenring
Sugar Hill*
Tsukuba Circuit

I tu znowu muszę się poskarżyć, że torów tych jest dosyć mało.

Poza samym ściganiem gra próbuje nas jeszcze wciągnąć w rozwijanie własnej bazy. Z czasem rozbudowujemy ten cały obóz, stawiamy nowe budynki, dokładamy drogi, ozdoby i ogólnie robimy wokół tego małe wyścigowe miasteczko. I nie jest to tylko dekoracja, bo poszczególne budynki realnie wpływają na to, co dzieje się potem na torze. Warsztaty od silnika, zawieszenia czy opon generują dodatkowe ulepszenia, które możemy potem przypisać do konkretnych wyścigów. Problem w tym, że miejsca na takie bonusy jest mało, więc przy większej liczbie startów w weekend trzeba już kombinować, gdzie co wrzucić. Jedno ulepszenie poprawi przyczepność, inne da chwilowy zastrzyk prędkości po wyprzedzeniu przez rywala, a jeszcze inne może uratować sytuację w dłuższym wyścigu, kiedy nagle okaże się, że paliwa zaczyna brakować. Po wykorzystaniu tych bonusów gra na koniec tygodnia losuje nowe i cały proces zaczyna się od początku. Im bardziej rozwiniemy budynki, tym lepsze rzeczy dostajemy. Fajnie to wygląda na papierze i czasem rzeczywiście potrafi pomóc, zwłaszcza w trudniejszych wyścigach.

Gra polega więc na karierze i wygrywaniu następnych serii wyścigowych, aby odblokować nowe i ostatecznie wylądować w serii, która udaje F1.

Teraz samo gęste. Jak się gra w iRacing Arcade? Słabo. Musimy sobie uświadomić, że ta marka już niemal z urzędu powinna być lepsza od konkurencji. A tak nie jest. Formula Legends zjada go na śniadanie i jest głodna przed obiadem. Model jazdy jest… dziwny i niewiele ma wspólnego z przyjemnością. Samochody zachowują się dziwnie, co najbardziej czuć w zakrętach. Ich prowadzenie nie daje satysfakcji. Bardzo dziwnie wyglądają także kolizje i często mamy wrażenie, że producenci odkryli jakieś nowe prawa fizyki. Tory z kolei są w miarę ładne i nawet udane. Zauważyłem także, że producenci starali się przemycić aspekty typowo simracingowe, jak na przykład namiastkę tunelu aerodynamicznego. Większość tych elementów jest jednak bardzo słabo zaimplementowana albo po prostu słaba. Powiem to jeszcze raz — ściganie się w tej grze nie daje żadnej satysfakcji.

Gra jest dosyć droga, bo kosztuje 115 ziko, czyli jest droższa od Formula Legends czy #DRIVE Rally, co przy tej zawartości moim zdaniem jest skokiem na kasę żerującym na popularności marki. Bo mamy tu do czynienia z dużym deweloperem, a nie malutkim studiem produkującym indyki. Odzwierciedlają to także oceny na Steam, które są „mieszane”.

Pewnie dziwicie się, dlaczego nie piszę o zmaganiach sieciowych? No nie piszę, bo poza prywatnym lobby to nie ma się gdzie w sieci ścigać, a nie znalazłem żadnych znajomych, żeby wypróbować ten element. Nie sądzę, aby tryb online był tutaj jakimś game changerem.

Grę ogrywałem na Lenovo Legion Go 1 ze steam OS i muszę wspomnieć o tym że mimo iż gra ma nieskomplikowaną grafikę to optymalizacja w wielu miejscach kuleje. I nie jest to wina mocy konsoli czy Steam OS ale wlaśnie optymalizacji.. 

Czy warto kupić iRacing Arcade? Nie. Naprawdę nie będą to dobrze wydane pieniądze.

Masz Legion Go? Wypróbuj teraz Xbox Full Screen Experience!

Masz Legion Go? Wypróbuj teraz Xbox Full Screen Experience!

Właściciele Legion Go mają wyjątkową okazję przetestować ekskluzywną wersję beta Xbox Full Screen Experience w ramach wczesnego dostępu!

Xbox FSE wprowadza interfejs zaprojektowany z myślą o obsłudze kontrolerem, zapewniając doświadczenie zbliżone do konsoli. Dzięki temu przeglądanie bibliotek gier oraz uruchamianie tytułów staje się szybkie i wygodne.

Posiadacze urządzeń Legion Go mogą skorzystać z wcześniejszego dostępu do wersji beta, aby sprawdzić nowe rozwiązanie w praktyce i podzielić się swoimi opiniami. Dostęp do testów znajdziecie tutaj:

https://gleam.io/YElPk/test-out-the-…een-experience

Jak oceniacie pomysł korzystania z pełnoekranowego trybu Xbox na Legion Go? Wolicie takie rozwiązanie, klasyczny Windows 11, czy może SteamOS?

Serdecznie zapraszamy Was na kolejny Gamingowy Piątek w naszym warszawskim Showroomie Lenovo & Motorola!

Serdecznie zapraszamy Was na kolejny Gamingowy Piątek w naszym warszawskim Showroomie Lenovo & Motorola!

Fani piłkarskich emocji w wirtualnym wydaniu znów będą mieli okazję sprawdzić swoje umiejętności. Kolejna odsłona turnieju w Lenovo Gaming Showroom odbędzie się 20 marca 2026 roku o godzinie 17:00, a uczestnicy zmierzą się tym razem w rozgrywkach EA SPORTS FC26.

Wydarzenie zapowiada się wyjątkowo, ponieważ do wspólnej zabawy dołączy także Krzy Krzyszof, który pojawi się jako gość specjalny turnieju. To świetna okazja, aby nie tylko rywalizować o zwycięstwo, ale też spotkać się z innymi fanami gier i esportowych emocji.

Nagrody dla najlepszych graczy

Na uczestników czekają atrakcyjne nagrody przygotowane przez Lenovo. Nagroda główna – konsola Lenovo Legion Go S.

Jak wziąć udział?

Liczba miejsc w turnieju jest ograniczona, dlatego warto zapisać się jak najszybciej. Rejestracja odbywa się online pod adresem:

www.lenovogaming.pl/showroom

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądała atmosfera podczas poprzedniej edycji, która odbyła się w lutym, koniecznie sprawdźcie przygotowaną relację z wydarzenia.

Zapraszamy do wspólnej rywalizacji i kibicowania!

Lenovo pokazuje przyszłość mobilnego grania na MWC 2026

Lenovo pokazuje przyszłość mobilnego grania na MWC 2026

Podczas targów Mobile World Congress 2026 w Barcelonie Lenovo zaprezentowało jeden z najbardziej nietypowych konceptów gamingowych ostatnich lat – Lenovo Legion Go Fold Concept. To urządzenie, które łączy w sobie cechy przenośnej konsoli, tabletu i mini-laptopa, pokazując, w jakim kierunku może rozwijać się mobilny sprzęt dla graczy.

Konsola, która zmienia się w laptopa

Legion Go Fold to handheld oparty na elastycznym ekranie pOLED, który można złożyć lub rozłożyć w zależności od potrzeb. W podstawowym trybie urządzenie działa jak klasyczna przenośna konsola do gier z 7,7-calowym ekranem i kontrolerami po bokach. Po rozłożeniu ekran zwiększa się do 11,6 cala, oferując znacznie większą przestrzeń do grania lub pracy. Dzięki specjalnemu etui z klawiaturą i touchpadem sprzęt można zamienić w miniaturowy laptop z systemem Windows 11. Kontrolery można wtedy odłączyć i połączyć w jeden gamepad lub używać jednego z nich jako myszy.

Lenovo zaprojektowało Legion Go Fold tak, aby użytkownik mógł korzystać z niego w kilku różnych konfiguracjach.

Najważniejsze tryby pracy to:

  • Handheld – kompaktowa konsola z ekranem 7,7 cala i kontrolerami po bokach
  • Pełny ekran – 11,6-calowy wyświetlacz w proporcjach 16:10
  • Split-screen – ekran podzielony na dwie części, np. gra + czat lub poradnik
  • Laptop – tryb pracy z klawiaturą i gładzikiem

Taka konstrukcja pozwala wykorzystać sprzęt zarówno do grania, jak i do przeglądania internetu, oglądania materiałów czy pracy w podróży.

Specyfikacja bliższa ultrabookowi niż konsoli

Mimo kompaktowej formy urządzenie ma specyfikację, która bardziej przypomina nowoczesny laptop niż typowy handheld.

W środku znalazły się m.in. procesor Intel Core Ultra 7 258V (Lunar Lake), 32 GB pamięci RAM LPDDR5X, dysk SSD 1 TB, bateria 48 Wh, ekran pOLED o rozdzielczości 2435 × 1712 i odświeżaniu 165 Hz. Ciekawym dodatkiem jest także mały okrągły panel dotykowy w prawym kontrolerze, który może działać jako touchpad lub wyświetlać elementy interfejsu gry czy monitorowanie systemu.

Wizja przyszłości mobilnych komputerów

Lenovo podkreśla, że Legion Go Fold jest na razie urządzeniem koncepcyjnym, które ma pokazać możliwe kierunki rozwoju mobilnych komputerów i konsol. Nie wiadomo jeszcze, czy sprzęt trafi do sprzedaży ani jaka byłaby jego cena.

W te gry musisz zagrać. Najlepsze dema Steam Next Fest

W te gry musisz zagrać. Najlepsze dema Steam Next Fest

Tutaj chcemy polecić Wam kilka najciekawszych naszym zdaniem wersji demo gier, które ukażą się w najbliższej przyszłości. To wyjątkowo różnorodny zestaw tytułów, więc z pewnością każdy znajdzie wśród nich choć jeden idealny dla siebie. Pamiętajcie, że Next Fest trwa tylko do 2 marca.

Spis treści

Tutaj chcemy polecić Wam kilka najciekawszych naszym zdaniem wersji demo gier, które ukażą się w najbliższej przyszłości. To wyjątkowo różnorodny zestaw tytułów, więc z pewnością każdy znajdzie wśród nich choć jeden idealny dla siebie. Pamiętajcie, że Next Fest trwa tylko do 2 marca.

Replaced

Na ten tytuł czekamy od wielu lat – premierę zaplanowano na kwiecień. To cyberpunkowa przygodowa gra akcji, która pod pewnymi względami przypomina tytuły takie jak Limbo czy Inside, kładąc jednak większy nacisk na walkę i oferując inny, pięknie pikselowy styl graficzny.

Replaced zachwyca przede wszystkim warstwą wizualną i dźwiękową, ale rozgrywka także okazuje się świetna. Choć demo nie jest zbyt długie, to pozwala zapoznać się z systemem potyczek, który jest wyraźnie inspirowany mechaniką walki z cyklu Batman Arkham, co dla wielu graczy może być dużym plusem.

Wyjątkowy, cyberpunkowy klimat buduje nie tylko oprawa graficzna, ale też projekt różnych przedmiotów, choćby tableta informacyjnego, z którego korzysta bohater. Cały świat i wszystkie jego elementy są tutaj po prostu bardzo spójne.

The Eternal Life of Goldman

Produkcja studia Weappy to jedna z najlepiej zapowiadających się platformówek 2D w tym roku. Rzeczą, która od razu rzuca się w oczy jest tu oczywiście przepiękna, ręcznie rysowana oprawa wizualna, ale nie samą grafiką ten tytuł stoi.

Twórcy przygotowali całkiem interesującą fabułę, która powoli odkrywa tajemnice z życia tytułowego bohatera. Poza tym, rzecz jasna, sam gameplay nie odstaje jakościowo od najlepszych gier platformowych.


Z czasem odblokowujemy nowe umiejętności związane z poruszaniem się, które zachęcają do powrotu do poprzednich lokacji, by zdobywać kolejne sekrety. Jest tu więc nawet nutka metroidvanii.

Starship Troopers: Ultimate Bug War

Kto ma ochotę na fantastycznego retro shootera? Dzieło studia Auroch Digital to bez wątpienia jeden z najlepszych przedstawicieli tego specyficznego podgatunku strzelanek, odnoszącego się do klasyków z dawnych czasów. Już od dema trudno się oderwać.

W przeciwieństwie do tzw. boomer shooterów, Ultimate Bug War inspiruje się mocniej grami takimi jak Medal of Honor: Allied Assault niż Doomem czy Quakiem. Czuć to w sposobie poruszania się postaci czy też w ograniczonym arsenale – mamy przy sobie tylko dwie bronie jednocześnie.

Najważniejsze jednak, że rozwałka i eksterminacja hord kosmicznych robali sprawia niesamowitą frajdę. System strzelania jest świetny, a otwarte, duże lokacje to miła odskocznia od liniowych i korytarzowych produkcji tego typu.

Dungeons of DUSK

DUSK to jedna z pierwszych popularnych strzelanek typu boomer shooter, ciesząca się ogromnym uznaniem. Wielkim zaskoczeniem była więc zapowiedź Dungeons of DUSK, które nie jest już strzelanką, a… klasycznym dungeon-crawlerem w stylu Legend of Grimrock czy starych odsłon Might & Magic. Demo udowadnia jednak, że to wcale nie takie szalone.

Sterujemy tu co prawda jednym bohaterem, ale wszystko inne przywodzi na myśl wymienione tytuły. Poruszamy się pole po polu, a wrogowie zawsze wykonują ruch wtedy, kiedy my – niczym w tradycyjnych roguelike’ach sprzed lat. To w praktyce gra turowa, ale opakowana w otoczkę, którą znamy z DUSK-a.

Wersja demonstracyjna pozwala zapoznać się z systemem walki, który oferuje ataki podstawowe i specjalne, broń białą i palną, a przy okazji pokazuje, że ten typ rozgrywki naprawdę potrafi wciągnąć.

Denshattack

Ta szalona produkcja łączy stylistykę Jet Set Radio z rozgrywką, która przypominać może serie OlliOlli, dorzuca do tego szalone tempo oraz fakt, że sterujemy tutaj pociągiem, co jest – trzeba przyznać – dosyć nietypowym rozwiązaniem. Pasującym jednak do absurdalnej otoczki i kreskówkowej oprawy.

Pędzimy po szynach, musimy szybko reagować, zmianiać tory, a przede wszystkim wykonywać triki, niczym w grze deskorolkowej. Gameplay jest stosunkowo prosty, ale osiąganie porządnych wyników punktowych wymaga już skupienia i treningu.

Rozgrywce towarzyszy nie tylko świetna oprawa wizualna, ale też idealnie dopasowany soundtrack. Twórcy przygotowali nawet cut-scenki do trybu fabularnego, które przywodzą na myśl seriale anime.

Vampire Crawlers

Twórcy Vampire Survivors opisują swoją nową grę jako „hiper-turową karcianą demolkę z elementami roguelite”, ale żeby w pełni zrozumieć, o co chodzi deweloperom, po prostu trzeba zagrać w demo. Vampire Crawlers jest jedną z najbardziej nietypowych gier tego Next Festu i trudno opisać ją słowami.

To przygoda FPP, w której czuć lekkie inspiracje dungeon-crawlerami, ale jednocześnie tytuł ten to także turowy rogalik, w którym czujemy zawrotne tempo rozgrywki. Co chwila walczymy z kolejnymi wrogami, umiejętności – reprezentowanych poprzez karty – używamy błyskawicznie, często otrzymujemy kolejne zdolności i ulepszenia.

Jakimś cudem czuć tutaj ducha Vampire Survivors, mimo że gramy w coś zupełnie innego. Znajomy klimat buduje podobny styl oprawy graficznej, a także wykorzystanie przedmiotów i ataków, które znamy z oryginału.

Hot Potato Games z Krakowa podbija Japonię

Hot Potato Games z Krakowa podbija Japonię

Pięcioosobowe krakowskie studio Hot Potato Games zaczyna robić poważny hałas w świecie gier indie. Ich debiutancki projekt Loco: Rails & Tails – kooperacyjna gra akcji inspirowana hitami takimi jak Overcooked czy Unrailed! – nie tylko trafił właśnie na Steam, ale też przyciągnął uwagę dużych mediów z Japonii!

Famitsu – zapowiedź traileru i mechanik gry:
https://www.famitsu.com/article/202602/65714

Denfaminicogamer – szczegółowy news o grze i jej mechanice:
https://news.denfaminicogamer.jp/news/260203g

O czym jest Loco: Rails & Tails?

Loco: Rails & Tails to dynamiczna gra kooperacyjna dla 1-4 graczy, w której gracze wcielają się w antropomorficzne zwierzęta i wspólnie muszą prowadzić pędzący pociąg przez Dziki Zachód. Zadaniem drużyny jest nie tylko dostarczenie ładunku na czas, ale też budowanie torów, walka z bandytami oraz dbanie o to, by pociąg nie wypadł z szyn w najmniej oczekiwanym momencie. Premiera gry ma się odbyć w tym roku.

Będzie można grać lokalnie i online. To kooperacyjne podejście oraz mieszanka strategii i chaosu przypominają Overcooked czy Unrailed!, ale z własnym, zachodnim klimatem i humorem.

Kto za tym stoi? Hot Potato Games (https://www.facebook.com/people/Hot-Potato-Games/61583541644230/) to mały zespół z Krakowa (tylko pięć osób). Przedstawiciela firmy, Filipa Odzierejko, który pełni funkcje Art Director i Concept Artist, podpytaliśmy o kilka szczegółów nadchodzącej premiery.

Lenovogaming.pl: Skąd wziął się pomysł na „pociągowy chaos” i dlaczego akurat jest to tematyka Dzikiego Zachodu i dlaczego są w niej zwierzęcy bohaterowie?

Filip Odzierejko: Uwielbiamy gry kooperacyjne i od początku wiedzieliśmy, że to właśnie na tym gatunku chcemy się skupić. Uważamy, że w co-opach wciąż jest spora nisza dla świeżych pomysłów. Wybór Dzikiego Zachodu był dla nas bardzo osobisty – po prostu wszyscy wychowaliśmy się na westernach i kochamy ten klimat. Zwierzęcy bohaterowie pojawili się w procesie projektowym bardzo naturalnie. Chcieliśmy, aby gra wyróżniała się wizualnie na tle innych tytułów, a zwierzęta dodały jej mnóstwo uroku i sprawiły, że świat gry stał się bardziej przystępny i sympatyczny.

Lenovogaming.pl: Jak wygląda wasz core loop w jednym zdaniu: co gracz robi w każdej minucie rozgrywki?

FO: Nasz core loop najlepiej podsumowuje opis z naszej strony na Steam: „Build rails, protect the train and deliver cargo on time” – w każdej minucie gracze muszą balansować między kładzeniem torów, dbaniem o bezpieczeństwo składu i walką z czasem, by dowieźć ładunek do celu.

Lenovogaming.pl: Jak rozwiązujecie balans kooperacji: co robicie, żeby gra była „śmieszna i chaotyczna”, ale nie frustrująca?

FO: Zastosowaliśmy podejście, w którym gra ma bawić, a nie karać. Na ten moment w naszej grze nie da się „nie skończyć” poziomu – gracz może co najwyżej wykręcić gorszy czas, co odzwierciedla nasz system medali. Same poziomy są krótkie, trwają zazwyczaj 4-5 minut, więc nawet jeśli ktoś chce powtórzyć etap, by zdobyć lepszy wynik, nie czuje frustracji. Krótkie sesje pozwalają utrzymać wysokie tempo bez poczucia zmęczenia porażką.

Lenovogaming.pl: Co było najtrudniejsze technicznie do wykonania?

FO: Mamy duże doświadczenie w gamedevie, ale to nasz pierwszy w pełni autorski projekt. Praca „na swoim” wymusiła dużą wszechstronność: nasz animator tworzy też modele 3D, a Art Director odpowiada za Level Art. Największym wyzwaniem technologicznym było opracowanie stabilnego kodu sieciowego.

Lenovogaming.pl: Bardzo szybko podchwyciła Was Japonia – dlaczego planowaliście wejść ten rynek? Macie pełną lokalizację dla języka japońskiego i dlaczego uznaliście to za priorytet?

FO: Tak, Japonia od początku była na celowniku. Mieliśmy przeczucie, że co-op i urocze zwierzęta to idealne połączenie na ten rynek, dlatego planujemy pełną lokalizację na język japoński.

Lenovogaming.pl: Jaki jest wasz największy „selling point”, którego nie widać na pierwszy rzut oka w trailerze – jedna rzecz, która ma zaskoczyć graczy po 10–15 minutach gry?

FO: Myślę, że jest to moment, w którym gracze zaczynają odkrywać drugie dno znanych im już mechanik. Gracze szybko odkrywają, że przeciwnicy to nie tylko zagrożenie, ale narzędzia – można ich sprowokować tak, by niechcący pomogli nam utorować drogę lub zdobyć surowce. To daje mnóstwo satysfakcji, gdy już opanuje się podstawy.

Recenzja Mewgenics. Najbardziej pokręcona gra roku… ale czy dobra?

Recenzja Mewgenics. Najbardziej pokręcona gra roku… ale czy dobra?

Na nową grę twórcy The Binding of Isaac czekaliśmy wiele lat, ale zdecydowanie było warto. Efekt końcowy zachwyca – nawet jeśli wizualna otoczka, wyjątkowo specyficzna, może niektórych odrzucić.

Mewgenics to dzieło wyjątkowe, które łączy założenia gatunku roguelite z taktyczną walką w turach na stosunkowo małych arenach, mogących przywodzić na myśl rozmiarami plansze z Into the Breach i podobnych tytułów. Kompaktowa forma map sprawia jednak, że rozgrywka zachowuje świetne tempo i nigdy się nie dłuży.

Założenia fabularne nie są szczególnie istotne, ale warto wspomnieć, że wcielamy się w anonimowego miłośnika kotów, który na przestrzeni gry zajmuje się ich hodowlą i rozmnażaniem, a wszystko po to, by wysyłać czworonogi na kolejne wyprawy – podczas których to właśnie zwierzaki zajmują się walką i zdobywaniem ulepszeń oraz coraz to nowszych przedmiotów.

Otoczka Mewgenics jest w podobnym stopniu dziwaczna i nieraz makabryczna, co w The Binding of Isaac. Zdeformowane postacie, odchody leżące sobie na polu bitwy, kopulacja kotów i inne tego typu sceny mogą wydać się niektórym odpychające, jednak szczerze powiedziawszy, bardzo szybko można się do tego specyficznego stylu przyzwyczaić. Pomaga na pewno celny i umiejętnie wpleciony do gry czarny humor.

Wysyłając koty na wyprawy przypisujemy im klasy. Jeden kociak może być magiem, inny tankiem, jeszcze inny łotrzykiem. W drużynie mamy maksymalnie cztery jednostki, a podczas podróży poruszamy się po mapie świata, wybierając kolejne cele niczym w Slay the Spire. Czasem trafiamy na jakieś specjalne wydarzenie, czasem do sklepu, a najczęściej na kolejne walki.

Podczas starć za każdym razem, gdy nadchodzi nasza tura, możemy zarówno wykonać ruch, jak też zwykły atak – a dodatkowo jeszcze, jeśli mamy punkty many, skorzystać z czaru czy specjalnej zdolności. Mamy więc całkiem sporo do roboty, bo nie ma tutaj ogólnego systemu punktów akcji, obejmujących poruszanie się i walkę, jak to czasem bywa w niektórych turówkach.

Starcia są wciągające i przyjemne, szczególnie wtedy, gdy gramy już dłuższą chwilę. Nasze koty zdobywają kolejne poziomy i coraz więcej różnych umiejętności oraz przedmiotów, a synergie między tymi wszystkimi rzeczami potrafią skutkować niesamowitymi efektami do wykorzystania w boju. Zwykły kot-wojownik może stać się zabójczą jednostką teleportującą się za plecy wroga, by zadawać ogromne obrażenia. Mnogość upgrade’ów jest tu tak wielka, że gra przez wiele godzin zaskakuje nas możliwościami.

Właśnie ta różnorodność jest największą zaletą Mewgenics. Podobnie zresztą było w The Binding of Isaac, a w nowej grze McMillena ponownie wiele zależy też – co warto podkreślić – od szczęścia. Losowość ma tutaj bardzo duże znaczenie i zdarzy się niejeden raz, że w nasze ręce oddane zostaną ulepszenia i bonusy, które akurat nie będą pasować do naszego preferowanego stylu gry czy kotów biorących udział w misji.

Aspekt rogalikowy jest tu dosyć interesujący. Jeśli polegniemy w boju, zaczynamy nową wyprawę, ale nawet po udanym powrocie z przygody, nie możemy już w kolejnej ekspedycji wykorzystać tych samych zwierzaków – stają się one automatycznie emerytowanymi kotami, które mogą tylko dalej się rozmnażać, albo możemy je wysłać do jednego z NPC-ów, by zyskiwać różne stałe ulepszenia bazy czy odblokowywać klasy.

Nowych kotów jednak zawsze przybywa w odpowiednim tempie, więc nigdy nie musimy się przejmować, że zabraknie nam jednostek. System rozmnażania zwierzaków ma sporo głębi, ale równie dobrze możemy po prostu dać się sprawom toczyć we własnym tempie – a i tak pojawią się nowe kociaki.

Mewgenics jest dziwne, wulgarne i brutalne, ale też niesamowicie wręcz angażujące. Dzięki ogromowi zdolności, przedmiotów i zmiennych, budowanie potęgi naszych kocich oddziałów wciąga naprawdę mocno. To bez dwóch zdań jedna z najlepszych gier typu roguelite, z jakimi mieliśmy do czynienia.