Fani od lat prosili o Japonię jako miejsce akcji kolejnej Forzy Horizon i twórcy w końcu spełnili te oczekiwania. Nowa odsłona to świetna ścigałka, choć jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że seria coraz mocniej opiera się na sprawdzonym schemacie zamiast próbować czegoś naprawdę nowego.
Forza Horizon 6 jest oczywiście grą wyścigową z otwartym światem. Trafiamy na wielką mapę inspirowaną Japonią. Pełno tu górskich serpentyn, małych miasteczek i klimatycznych tras ciągnących się między polami czy lasami bambusowymi. Jest też świetnie zrealizowane, choć trochę puste Tokio.
Jak zawsze w serii, nie ograniczamy się wyłącznie do wyścigów (choć tych jest mnóstwo). Bierzemy udział w pokazowych wydarzeniach, wykonujemy wyzwania poboczne, kolekcjonujemy samochody i po prostu jeździmy przed siebie dla czystej przyjemności. To gra, która sprawia frajdę, niezależnie od tego, jaką aktywność wybierzemy.
Największą siłą Forza Horizon 6 pozostaje jednak po prostu czysta frajda z jazdy. Model sterowania jest bardzo responsywny, driftowanie daje ogrom satysfakcji, a eksploracja mapy potrafi wciągnąć na dziesiątki godzin. Twórcom ponownie udało się świetnie wyczuć balans między zręcznościowym a bardziej realistycznym modelem jazdy. Samochody prowadzi się bardzo przyjemnie, a różnice między poszczególnymi klasami aut są wyraźnie odczuwalne.
Jeśli chodzi o rozgrywkę, najwięcej czasu spędzamy oczywiście na wyścigach oraz eksploracji świata. Aktywności jest tutaj ogromna liczba – od klasycznych zawodów ulicznych, przez rajdy terenowe, aż po efektowne wydarzenia pokazowe przypominające sceny z filmów akcji. Są też wyzwania driftowe, fotografowanie samochodów, rozbudowany tuning i mnóstwo aktywności sieciowych.
Szczególnie dobrze wypadają nocne przejazdy po górskich drogach i miejskie sprinty inspirowane japońską kulturą street racingu. Sama mapa natomiast jest doskonała, bardziej zróżnicowana i ciekawsza niż Meksyk z poprzedniej części. Zagęszczenie dróg jest idealnie przemyślane, przez co rzadziej niż w poprzednich częściach mamy ochotę jechać do celu w linii prostej przez łąki i pola.
Twórcy poprawili także część problemów zgłaszanych przez społeczność przy okazji poprzednich odsłon. Progresja jest nieco bardziej uporządkowana, a odblokowywanie nowych aktywności sprawia wrażenie bardziej naturalnego. Pojawiły się też nowe miejsca spotkań graczy inspirowane japońską kulturą motoryzacyjną, co buduje klimat przygody.
Nie oznacza to jednak, że gra jest pozbawiona wad. Forza Horizon 6 nadal momentami przypomina po prostu bardzo rozbudowaną ewolucję poprzednich części, a nie pełnoprawny krok naprzód dla serii. Część aktywności po kilkunastu godzinach zaczyna wydawać się powtarzalna, a festiwalowy klimat i nieustanne zasypywanie gracza nagrodami nadal potrafią męczyć. Trochę boli też słaby model zniszczeń czy dosyć sztuczne dialogi.
Podczas zabawy trudno jednak długo skupiać się na tych problemach, bo Playground Games po raz kolejny dostarczyło absolutny pokaz technologicznych możliwości. Forza Horizon 6 wygląda momentami wręcz fotorealistycznie, szczególnie podczas jazdy nocą albo w czasie deszczu. Modele samochodów prezentują się fantastycznie, a Japonia okazała się idealnym miejscem dla tej serii.
Muzyka również nie zawodzi i dobrze wpisuje się w klimat całej przygody. Soundtrack jest bardzo różnorodny, a odpowiednio dobrane stacje radiowe skutecznie budują atmosferę wakacyjnego festiwalu motoryzacji. Na plus wypada także optymalizacja, której trudno cokolwiek zarzucić.
Dla samej przyjemności z jazdy i eksploracji świata w Forza Horizon 6 zdecydowanie warto zagrać, choć należy pamiętać, że seria nadal bardzo mocno trzyma się sprawdzonej formuły i raczej nie próbuje rewolucjonizować gatunku. Mimo kilku drobnych problemów jest to jednak niezwykle dopracowana, efektowna i po prostu piekielnie grywalna ścigałka, która bez większego problemu potrafi pochłonąć dziesiątki godzin.
W ostatni weekend maja Łódź stanie się jednym z najważniejszych miejsc na gamingowej mapie Polski. Lenovo pojawi się na CD-Action Expo 2026, czyli wydarzeniu dla fanów gier, nowych technologii, popkultury i społeczności skupionej wokół świata gamingu.
Jednym z elementów obecności Lenovo będzie partnerstwo przy konkursie cosplay, który odbędzie się w sobotę 30 maja. Konkurs organizowany wspólnie z CD-Action jest otwarty dla uczestników wydarzenia i nie wymaga wcześniejszych, skomplikowanych zgłoszeń. To format skierowany zarówno do osób, które od lat przygotowują rozbudowane kostiumy, jak i do tych, które dopiero zaczynają swoją przygodę z cosplayem. Liczyć będą się kreatywność, pomysł, wykonanie, sceniczna prezentacja i dobra energia.
Uczestnicy zaprezentują swoje stroje na scenie w formule catwalku, a po prezentacji odpowiedzą na krótkie pytania prowadzącego i jury. Stroje oceniać będą m.in. pod kątem wykonania, zgodności z postacią, kreatywności, pomysłu oraz energii scenicznej.
Dzięki współpracy Lenovo i CD-Action na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody:
Pierwsze miejsce otrzyma voucher o wartości 1500 zł oraz klawiaturę Lenovo Legion K500 RGB Mechanical Gaming Keyboard. Drugie miejsce zostanie nagrodzone voucherem o wartości 1000 zł oraz zestawem Lenovo Legion H600 Wireless Gaming Headset. Na zdobywcę trzeciego miejsca czeka voucher o wartości 500 zł oraz mysz Lenovo Legion M600S Qi Gaming Mouse.
CD-Action przygotuje również dodatkowe wyróżnienia w kategoriach specjalnych, takich jak najbardziej kreatywny cosplay, najlepsza poza sceniczna, najlepszy rekwizyt czy najbardziej pozytywna energia. Po konkursie uczestnicy będą mogli zrobić zdjęcia przy oficjalnej ściance „CD-Action Cosplay by Lenovo”, a wybrane fotografie wezmą udział w dodatkowym konkursie społecznościowym prowadzonym w social mediach CD-Action.
Twórcy Vampire Survivors zaskoczyli jakiś czas temu wszystkich, zapowiadając Vampire Crawlers – grę pod każdym względem inną od niezależnego hitu. Okazuje się jednak, że ta produkcja wciąga równie mocno i jest po prostu świetna.
Vampire Crawlers: The Turbo Wildcard from Vampire Survivors – bo taka pokręcona jest pełna nazwa nowej gry studia Poncle – to wyjątkowy roguelite. System rozgrywki jest tu bowiem oparty na strukturze nieco zapomnianego już gatunku tzw. dungeon crawlerów. To gry, w których poruszamy się po liniowych obszarach, często w ciasnych korytarzach, obserwując akcję z perspektywy pierwszej osoby i pokonując wrogów w turowej walce.
Tutaj do zwiedzania otrzymujemy dosyć niewielkie lokacje, co pasuje do dynamicznego stylu gry. Starcia są turowe, jednak nie jest to typowy system walki – wykorzystujemy bowiem karty z atakami i umiejętnościami, które wzorowane są na różnych mocach, czarach i przedmiotach znanych z Vampire Survivors. Wykorzystamy więc czosnek, szpinak, magiczne różdżki czy rzucanie toporami.
W swojej turze możemy wykorzystać tyle kart, na ile pozwoli nasza pula punktów many. Z czasem dążymy więc do tego, by mieć jak najwięcej energii – czy to poprzez odpowiednie ulepszenia, czy też poprzez obniżanie kosztu kart, albo zdobywanie dodatkowej many. Opcji jest wiele, a nasz styl gry zależy chociażby od tego, jaką postacią gramy.
Zaczynamy z jednym bohaterem, lecz szybko otrzymujemy dostęp do kolejnych. Każda postać oferuje nieco inny zestaw początkowych kart i mocy, a także inne pasywne bonusy, które wpływają na to, jaki build chcemy stworzyć. Możemy iść bardziej w kierunku czystych obrażeń, krytyków, albo też w stronę budowania pancerza i negowania ataków przeciwników.
Rozwój postaci następuje przede wszystkim dzięki zdobywaniu punktów doświadczenia pod postacią kryształów – jak w Vampire Survivors. Z każdym poziomem wybieramy nowe karty i moce, ale ulepszenia zbieramy także w trakcie zwiedzania lokacji. Mogą czekać na nas w skrzyniach, które czekają na mapie, albo wypadają z potężniejszych przeciwników.
Każda lokacja ma kilka poziomów, a każdy poziom rzuca nas na końcu do walki z bossem, którego pokonanie otwiera dalszą drogę. Ukończenie całej lokacji oznacza zawsze nie tylko niezłe nagrody, ale też zazwyczaj sporo ulepszeń – nie tylko dla naszej postaci, ale też rozwijających w jakiś sposób naszą bazę wypadową.
W wiosce, czyli wspomnianej bazie, odblokowujemy stałe upgrade’y. Zwiększamy sobie pancerz, maksymalne punkty zdrowia, zasięg czy obszar ataków. Wykupujemy też dostęp do kolejnych bohaterów. To tradycyjny dla gatunku „survivor-like’ów” system meta-progresji, dzięki któremu mamy cały czas przyjemne poczucie, że czynimy konkretne postępy.
Rozgrywka jest niezwykle głęboka, a z każdą godziną zauważamy kolejne metody i sposoby gry. Jest to gameplay szalenie wciągający, a do tego przyodziany w oprawę audiowizualną, która zapewnia potężne dawki dopaminy i satysfakcji z pokonywania kolejnych wrogów, bossów i przechodzenia całych plansz.
Grafika jest pięknym przykładem przeniesienia pikselowej oprawy pierwowzoru do gry z inną perspektywą. Faktycznie czujemy, jakbyśmy byli w świecie Vampire Survivors, a jednocześnie nie jest to męczące dla oczu. Wszystko jest tu też czytelne i intuicyjne, co na pierwszy rzut oka może nie wydawać się takie oczywiste.
Vampire Crawlers to bez dwóch zdań jedna z najciekawszych gier indie ostatnich lat. Niezwykły pomysł na rozgrywkę został zrealizowany praktycznie perfekcyjnie. Jeśli ktoś lubi polegające w dużym stopniu na losowości gry typu roguelite, to jest duża szansa, że się w tej produkcji po prostu zakocha.
Capcom jest w niezwykle dobrej formie. Tegoroczna część serii Resident Evil okazała się świetna, a nowa marka science fiction, czyli wyczekiwana od paru lat Pragmata, wcale nie jest gorsza.
Pragmata to trzecioosobowa gra akcji, która pod względem struktury rozgrywki czy też projektu poziomów może przywodzić na myśl survival horror, lecz na tym podobieństwa się kończą. Nie ma tutaj elementu grozy, na pierwszym planie jest ekscytująca przygoda, a nie strach i walka o zasoby.
Fabułę śledzi się przyjemnie, choć nie jest to historia niezwykle oryginalna czy wyjątkowa. Mamy tu do czynienia z opowieścią o zbuntowanej sztucznej inteligencji, która zagraża placówce badawczej na Księżycu. Nasz bohater – Hugh Williams – przybywa na miejsce, by zbadać problem, a po pewnej katastrofie, w której traci swoich kompanów, dołącza do niego android przypominający małą dziewczynkę.
O ile sama główna fabuła nie jest aż tak fascynująca, to z pewnością świetnie wypada przedstawienie relacji między bohaterem i Dianą, czyli wspomnianym androidem. Chemia między postaciami jest świetna, ich relację zaprezentowano bardzo naturalnie i po prostu czuć, że się lubią. To bardzo pozytywne ukazanie więzi dorosłego z dzieckiem i dobrego wpływu, jaki wzajemnie na siebie wywierają.
Gameplay w Pragmacie składa się z dwóch głównych elementów – walki i zwiedzania kolejnych obszarów. Potyczki są wciągające i emocjonujące, po części dlatego, że walkę rozbudowano o nietypowy dla gatunku strzelanek dodatek, czyli hakowanie. To dzięki niemu osłabiamy defensywę wrogich robotów, by móc w ogóle zadać im poważne obrażenia bronią palną.
Za hakowanie odpowiada Diana, podczas gdy Hugh zajmuje się strzelaniem i poruszaniem się. Wszystkim tym sterujemy jednocześnie i jakimś cudem wypada to naprawdę świetnie. Wbrew pozorom, takie rozwiązanie nie jest niewygodne, a raczej intuicyjne i angażujące. Projektanci stanęli na wysokości zadania, by uniknąć ryzyka, że jednoczesna walka i hakowanie będzie nas częściej denerwować niż bawić.
Pojawiające się obok wrogów pole hakowania zawiera różne ikony, a przechodząc przez nie kursorem aktywujemy dodatkowe efekty, które mogą bardziej osłabić wrogów lub wpłynąć na nich w jakiś sposób – na przykład poprzez czasowe wyłączenie lub zmuszenie do atakowania innych robotów.
Arsenał jest całkiem rozbudowany, szczególnie po paru godzinach gry, a dobór odpowiednich modyfikacji związanych z hakowaniem oraz dobrego rodzaju broni bywa kluczowy już na normalnym poziomie trudności. Wyzwanie jest przyjemne, a trudniejsze potyczki sprawiają sporą satysfakcję.
Gra oferuje także dobrze przemyślany rozwój postaci. Ulepszamy zarówno obronę, zdrowie i siłę hakowania, ale też każdą możliwą broń czy węzły hakowania – czyli dodatkowe bonusy, które mogą zaszkodzić przeciwnikom. Regularnie odblokowujemy także specjalne modyfikacje, czyli pasywne umiejętności. Zasoby do ulepszeń zdobywamy w trakcie eksploracji, ale też przykładowo po pokonywaniu opcjonalnych wyzwań w bazie.
Lokacje potrafią być zaskakująco różnorodne, mimo iż jesteśmy w bazie na Księżycu. Droga do celu jest zazwyczaj liniowa, ale twórcy odpowiednio rozplanowali układ pomieszczeń i korytarzy – w efekcie odszukiwanie znajdziek i ukrytych skrzyń sprawia frajdę. Pomaga fakt, że zdobywane w ten sposób rzeczy często są faktycznie przydatne, a nie tylko kosmetyczne.
Pragmata to po prostu świetna gra i jedna z lepszych nowych marek, z jakimi mieliśmy ostatnio do czynienia. Oryginalny pomysł na gameplay i wspaniały poziom wykonania, a do tego udana pod względem technicznym wersja PC. Czego chcieć więcej? Czekamy na sequel.
Kwietniowy Gamingowy Piątek w showroomie Lenovo i Motorola upłynął pod znakiem prędkości i precyzji. Tym razem spotkaliśmy się na torach EA SPORTS F1 2025, gdzie uczestnicy mogli poczuć klimat wyścigowego weekendu – od pierwszych okrążeń testowych aż po finałową walkę o podium.
W wydarzeniu wzięło udział 50 zawodników. Rywalizacja rozpoczęła się od sesji treningowych, które pozwoliły oswoić się z torem i ustawieniami. Następnie, według zasad przygotowanych przez Patryk Krutyj, uczestnicy zmierzyli się na trzech różnych torach. Taki format sprawił, że liczyła się nie tylko prędkość, ale też wszechstronność i umiejętność adaptacji do zmieniających się warunków.
Po serii wyścigów wyłoniliśmy najlepszych kierowców:
miejsce – Lenovo Legion Go S
miejsce – monitor gamingowy Lenovo Legion
miejsce – plecak i akcesoria gamingowe Lenovo Legion
Sam turniej to jednak tylko część tego, co działo się tego dnia w showroomie. Na uczestników czekały również dodatkowe aktywności – quizy z nagrodami, strefa cateringowa oraz stanowiska z najnowszym sprzętem Lenovo Legion, gdzie można było testować różne tytuły i grać wspólnie z innymi uczestnikami wydarzenia.
Nie zabrakło też czasu na rozmowy, wymianę doświadczeń i wspólne granie poza turniejem. To właśnie ten element społecznościowy sprawia, że Gamingowe Piątki przyciągają coraz więcej osób.
Cieszy nas, że z każdą edycją wydarzenia frekwencja rośnie, a społeczność Lenovo Legion stale się rozwija.
Do zobaczenia w maju – tym razem przenosimy się do świata Forza Horizon 6.
Zapowiedziana w 2021 roku produkcja od pierwszego trailera budziła ogromne zainteresowanie. Po kilkukrotnym przesunięciu premiery w końcu zadebiutowała – i raczej nie spełnia wszystkich oczekiwań, choć i tak jest warta uwagi.
Replaced jest przygodową grą akcji 2,5D. Przygodę obserwujemy od boku, ale wiele elementów świata jest trójwymiarowych, a czasem też przesuwamy się na pierwszy czy dalszy plan lokacji – przez większość czasu podążamy jednak po prostu w lewo lub w prawo. Trochę na wzór produkcji typu Inside czy Little Nightmares.
Teoretycznie sterujemy człowiekiem, naukowcem o imieniu Warren, jednak tak naprawdę wcielamy się w sztuczną inteligencję o pseudonimie Reach, która przejęła kontrolę nad jego ciałem w wyniku wypadku. Naszym celem jest powrót do laboratorium i przywrócenie dawnego stanu rzeczy – nie jest to proste, ponieważ lądujemy za murem otaczającym miasto Phoenix, a więc przez służby porządkowe jesteśmy traktowani jako wyrzutek, który nie ma wstępu do metropolii.
Fabuła jest całkiem interesująca, także dlatego, że wcielamy się w AI. Reach stopniowo uczy się interakcji z ludźmi, poznaje różne emocje, a po jakimś czasie powoli poznaje prawdę na temat tego, do jakich celów naprawdę została stworzona. Świat Replaced jest dystopijny, ponury i pesymistyczny, jak na cyberpunkowy setting przystało. Twórcom udało się wykreować świetną atmosferę przygody.
Jeśli chodzi o rozgrywkę, najwięcej czasu w Replaced spędzamy na walce i przemierzaniu kolejnych lokacji. Podczas eksploracji mamy nieraz do czynienia z prostymi wyzwaniami i zagadkami – tu trzeba coś przesunąć, tam coś włączyć, by przejść dalej. Są też elementy platformowe, z początku proste, w późniejszych fazach nieco bardziej rozbudowane i trochę frustrujące.
Nasza postać nie reaguje idealnie na komendy – przez dokładne i piękne animacje responsywność na wciskanie przycisków jest dosyć niska. Nie przeszkadza to w spokojniejszych momentach, jednak gdy musimy wykonywać precyzyjne skoki, to już czasem bywa problematyczne i jest źródłem irytacji, niestety.
Podczas walki też chciałoby się nieco bardziej responsywnego sterowania, ale nie jest już tak dużą przeszkodą w czerpaniu przyjemności z rozgrywki, jak podczas wyzwań platformowych. Starcia przywodzą w dużej mierze na myśl rozwiązania znane choćby z serii Batman Arkham. W dużej mierze opierają się na kontrowaniu ataków oponentów.
Potyczki są zdecydowanie efektowne i widowiskowe, szczególnie gdy – po jakiejś godzinie gry – odblokowujemy możliwość wykorzystywania broni palnej, by co jakiś czas oddać strzał w przeciwnika. Można sobie wyobrazić, że tak mogłaby wyglądać dwuwymiarowa gra o cyberpunkowym Johnie Wicku, choć jest tu mniej strzelania. Unikamy, atakujemy, kontrujemy i obserwujemy śmiertelnie piękny balet.
Walka staje się jednak lekko powtarzalna, bo nie otrzymujemy zbyt wielu elementów, które jakoś by ją mechanicznie rozwijały. Na szczęście grę ukończymy w 8 czy 9 godzin, więc nie czujemy znużenia bijatykami – może poza samą końcówką, gdzie wspomnianej walki jest zdecydowanie za dużo.
Wspomniany wcześniej cyberpunkowy klimat w dużym stopniu buduje fantastyczna oprawa audiowizualna. Twórcy stanęli tu na wysokości zadania, a Replaced jest istnym generatorem screenshotów. Sceny są tak imponujące, że co chwilę mamy ochotę zrobić screena i podzielić się genialnym pixel-artem ze znajomymi. Muzyka także nie zawodzi i pomaga budować świetną atmosferę.
Dla samej oprawy i klimatu w Replaced warto zagrać, choć należy pamiętać, że pod względem rozgrywki jest to tytuł dosyć prosty, a momentami lekko frustrujący. Całościowo to jednak godne uwagi doświadczenie i jedna z najpiękniejszych gier ostatnich lat.
Od 13 kwietnia do 30 września 2026 w showroomie Lenovo trwa specjalna akcja dla klientów indywidualnych. Przy zakupie wybranych urządzeń z segmentu consumer otrzymasz rozszerzoną ochronę serwisową 3Y Onsite – całkowicie gratis.
Co to oznacza w praktyce?
Zamiast standardowego serwisu typu courier/carry-in, zyskujesz wygodę naprawy realizowanej bezpośrednio u Ciebie – bez konieczności wysyłki sprzętu.
To rozwiązanie stworzone z myślą o komforcie i czasie użytkownika:
naprawa na miejscu (Onsite) szybszy powrót do pracy i rozrywki mniej formalności i przestojów Jakie produkty biorą udział w akcji?
Promocją objęte są wybrane modele:
komputery All-in-One (AiO) komputery stacjonarne (desktopy – w tym gamingowe) notebooki Dlaczego warto?
Kupując sprzęt Lenovo, inwestujesz nie tylko w wydajność, ale też w spokój na lata. Dzięki tej akcji:
Fani ścigania w otwartym świecie obchodzą w tym roku swoje małe święto, a wszystko ze względu na premierę nowej odsłony cyklu Forza Horizon. To wyjątkowo ambitny projekt, który zaoferuje mnóstwo zawartości, wyczekiwany przez wielu region świata oraz mile widziane zmiany w rozgrywce.
Zacznijmy od najważniejszego, czyli daty premiery – Forza Horizon 6 ukaże się 19 maja, a najdroższa edycja gry (wzbogacona też o dodatkowe auta i przepustkę sezonową) pozwoli rozpocząć zabawę cztery dni wcześniej. Produkcja będzie dostępna po polsku, choć bez dubbingu, a tylko z napisami.
Deweloperzy w końcu spełniają największe życzenie wielu miłośników serii i za sprawą najnowszej części przenoszą nas do Japonii, skąd wywodzi się zresztą wiele uznanych marek samochodowych. Niestety zabraknie motocykli, choć Yamaha, Suzuki czy Kawasaki wywodzą się właśnie z Kraju Kwitnącej Wiśni. Twórcy, jak zawsze, chcieli skupić się na autach.
Dostępny obszar gry będzie podzielony na kilka stref, co zagwarantuje różnorodność krajobrazów. Ścigać będziemy się chociażby w górzystym terenie w okolicach kurortu narciarskiego, a także na malowniczym wybrzeżu oraz pięknych nizinach.
Trafimy także do Tokio, które ma być największym miastem, jakie kiedykolwiek trafiło do serii Forza Horizon. Deweloperzy podeszli do sprawy ambitnie – projektowaniem Tokio zajął się osobny zespół twórców, który odpowiedzialny był tylko i wyłącznie za tę lokację. Możemy liczyć na duży poziom szczegółowości w czterech dzielnicach, które będzie można zwiedzić.
Na całej mapie gry możliwe będzie kupienie w sumie ośmiu garaży, a każdy z nich może stanowić punkt szybkiej podróży. Gracze będą mogli też rozbudowywać tereny osobistej posiadłości, wzbogacając krajobraz o różne nowe elementy, które będzie można później dostrzec w danej lokacji podczas jazdy.
Warto też zaznaczyć, że nowa odsłona serii przywraca znany z Forza Horizon 4 system zmieniających się pór roku, którego zabrakło w części piątej. Po japońskich drogach pojeździmy więc wiosną, latem, jesienią i zimą, co zagwarantuje jeszcze większe zróżnicowanie widoków.
Twórcy sięgają też do starszych odsłon serii w trybie kariery, ponieważ – tak jak chociażby w pierwszej części – grę zaczniemy jako turysta. Stopniowo będziemy piąć się po szczeblach kariery, by dopiero później stać się uczestnikiem tytułowego festiwalu Horizon. Taka forma progresji była zawsze zdecydowanie bardziej angażująca, niż rozpoczęcie zabawy jako gwiazda festiwalu z dostępem do wielu mocnych aut.
Projektanci chcą, by sama swobodna jazda bez konkretnych celów była niezwykle wciągająca, lecz przygotowano też rzecz jasna szereg aktywności i wyścigów. Jazda na czas, zmagania typu Togue na górskich drogach, drift, drag racing, a także szukanie ukrytych w różnych miejscach samochodów – bez wątpienia będzie tu sporo do roboty.
Jakiś czas temu ujawniono także, że wizualna customizacja aut ma być najbardziej rozbudowana w historii serii, a więc miłośnicy modyfikacji samochodów i nadawania im wyjątkowego charakteru mogą spać spokojnie.
Forza Horizon 6 zapowiada się na największą i oferującą najbogatszą zawartość odsłonę popularnego cyklu od studia Playground Games. Już w przyszłym miesiącu przekonamy się, czy obietnice twórców nie były nieco na wyrost, ale jesteśmy dobrej myśli – na wszystkich materiałach przedpremierowych gra wygląda naprawdę imponująco.
Już 17 kwietnia o godzinie 17:00 w Showroomie Lenovo i Motorola w Warszawie odbędzie się kolejna odsłona Gamingowego Piątku — cyklicznego wydarzenia, które na stałe wpisało się w kalendarz atrakcji dla fanów gamingu. Tym razem uczestnicy zmierzą się w emocjonującym turnieju F1, w którym liczyć się będą refleks, precyzja i opanowanie na torze.
Gamingowy Piątek to organizowana co miesiąc impreza dla społeczności graczy, łącząca rywalizację, spotkania z influencerami i wspólne spędzanie czasu w gamingowej atmosferze. Każda edycja przyciąga uczestników, którzy chcą nie tylko sprawdzić swoje umiejętności w turniejach, ale też skorzystać z dodatkowych atrakcji przygotowanych na miejscu. Zagra z nami: Patryk Krutyj!
Podczas wydarzenia na gości czeka nie tylko turniej z nagrodami, ale również catering, obecność influencerów oraz quizy z atrakcyjnymi nagrodami. To świetna okazja, by spotkać innych pasjonatów gamingu, zobaczyć showroom Lenovo i Motorola oraz spędzić piątkowe popołudnie w wyjątkowym klimacie.
W turnieju F1 do wygrania będą:
1. miejsce – konsola Lenovo Legion Go S 2. miejsce – monitor Lenovo Legion R27U-10 3. miejsce – słuchawki Lenovo Legion H600
Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego obowiązuje wcześniejsza rejestracja.
To już kolejna impreza z cyklu Gamingowych Piątków i wszystko wskazuje na to, że także tym razem nie zabraknie emocji. Jeśli chcesz poczuć atmosferę gamingowej rywalizacji, spotkać twórców internetowych i spędzić czas w gronie osób, które dzielą tę samą pasję, warto wpaść i dołączyć do wydarzenia.