W te gry musisz zagrać. Najlepsze dema Steam Next Fest

W te gry musisz zagrać. Najlepsze dema Steam Next Fest

Tutaj chcemy polecić Wam kilka najciekawszych naszym zdaniem wersji demo gier, które ukażą się w najbliższej przyszłości. To wyjątkowo różnorodny zestaw tytułów, więc z pewnością każdy znajdzie wśród nich choć jeden idealny dla siebie. Pamiętajcie, że Next Fest trwa tylko do 2 marca.

Spis treści

Tutaj chcemy polecić Wam kilka najciekawszych naszym zdaniem wersji demo gier, które ukażą się w najbliższej przyszłości. To wyjątkowo różnorodny zestaw tytułów, więc z pewnością każdy znajdzie wśród nich choć jeden idealny dla siebie. Pamiętajcie, że Next Fest trwa tylko do 2 marca.

Replaced

Na ten tytuł czekamy od wielu lat – premierę zaplanowano na kwiecień. To cyberpunkowa przygodowa gra akcji, która pod pewnymi względami przypomina tytuły takie jak Limbo czy Inside, kładąc jednak większy nacisk na walkę i oferując inny, pięknie pikselowy styl graficzny.

Replaced zachwyca przede wszystkim warstwą wizualną i dźwiękową, ale rozgrywka także okazuje się świetna. Choć demo nie jest zbyt długie, to pozwala zapoznać się z systemem potyczek, który jest wyraźnie inspirowany mechaniką walki z cyklu Batman Arkham, co dla wielu graczy może być dużym plusem.

Wyjątkowy, cyberpunkowy klimat buduje nie tylko oprawa graficzna, ale też projekt różnych przedmiotów, choćby tableta informacyjnego, z którego korzysta bohater. Cały świat i wszystkie jego elementy są tutaj po prostu bardzo spójne.

The Eternal Life of Goldman

Produkcja studia Weappy to jedna z najlepiej zapowiadających się platformówek 2D w tym roku. Rzeczą, która od razu rzuca się w oczy jest tu oczywiście przepiękna, ręcznie rysowana oprawa wizualna, ale nie samą grafiką ten tytuł stoi.

Twórcy przygotowali całkiem interesującą fabułę, która powoli odkrywa tajemnice z życia tytułowego bohatera. Poza tym, rzecz jasna, sam gameplay nie odstaje jakościowo od najlepszych gier platformowych.


Z czasem odblokowujemy nowe umiejętności związane z poruszaniem się, które zachęcają do powrotu do poprzednich lokacji, by zdobywać kolejne sekrety. Jest tu więc nawet nutka metroidvanii.

Starship Troopers: Ultimate Bug War

Kto ma ochotę na fantastycznego retro shootera? Dzieło studia Auroch Digital to bez wątpienia jeden z najlepszych przedstawicieli tego specyficznego podgatunku strzelanek, odnoszącego się do klasyków z dawnych czasów. Już od dema trudno się oderwać.

W przeciwieństwie do tzw. boomer shooterów, Ultimate Bug War inspiruje się mocniej grami takimi jak Medal of Honor: Allied Assault niż Doomem czy Quakiem. Czuć to w sposobie poruszania się postaci czy też w ograniczonym arsenale – mamy przy sobie tylko dwie bronie jednocześnie.

Najważniejsze jednak, że rozwałka i eksterminacja hord kosmicznych robali sprawia niesamowitą frajdę. System strzelania jest świetny, a otwarte, duże lokacje to miła odskocznia od liniowych i korytarzowych produkcji tego typu.

Dungeons of DUSK

DUSK to jedna z pierwszych popularnych strzelanek typu boomer shooter, ciesząca się ogromnym uznaniem. Wielkim zaskoczeniem była więc zapowiedź Dungeons of DUSK, które nie jest już strzelanką, a… klasycznym dungeon-crawlerem w stylu Legend of Grimrock czy starych odsłon Might & Magic. Demo udowadnia jednak, że to wcale nie takie szalone.

Sterujemy tu co prawda jednym bohaterem, ale wszystko inne przywodzi na myśl wymienione tytuły. Poruszamy się pole po polu, a wrogowie zawsze wykonują ruch wtedy, kiedy my – niczym w tradycyjnych roguelike’ach sprzed lat. To w praktyce gra turowa, ale opakowana w otoczkę, którą znamy z DUSK-a.

Wersja demonstracyjna pozwala zapoznać się z systemem walki, który oferuje ataki podstawowe i specjalne, broń białą i palną, a przy okazji pokazuje, że ten typ rozgrywki naprawdę potrafi wciągnąć.

Denshattack

Ta szalona produkcja łączy stylistykę Jet Set Radio z rozgrywką, która przypominać może serie OlliOlli, dorzuca do tego szalone tempo oraz fakt, że sterujemy tutaj pociągiem, co jest – trzeba przyznać – dosyć nietypowym rozwiązaniem. Pasującym jednak do absurdalnej otoczki i kreskówkowej oprawy.

Pędzimy po szynach, musimy szybko reagować, zmianiać tory, a przede wszystkim wykonywać triki, niczym w grze deskorolkowej. Gameplay jest stosunkowo prosty, ale osiąganie porządnych wyników punktowych wymaga już skupienia i treningu.

Rozgrywce towarzyszy nie tylko świetna oprawa wizualna, ale też idealnie dopasowany soundtrack. Twórcy przygotowali nawet cut-scenki do trybu fabularnego, które przywodzą na myśl seriale anime.

Vampire Crawlers

Twórcy Vampire Survivors opisują swoją nową grę jako „hiper-turową karcianą demolkę z elementami roguelite”, ale żeby w pełni zrozumieć, o co chodzi deweloperom, po prostu trzeba zagrać w demo. Vampire Crawlers jest jedną z najbardziej nietypowych gier tego Next Festu i trudno opisać ją słowami.

To przygoda FPP, w której czuć lekkie inspiracje dungeon-crawlerami, ale jednocześnie tytuł ten to także turowy rogalik, w którym czujemy zawrotne tempo rozgrywki. Co chwila walczymy z kolejnymi wrogami, umiejętności – reprezentowanych poprzez karty – używamy błyskawicznie, często otrzymujemy kolejne zdolności i ulepszenia.

Jakimś cudem czuć tutaj ducha Vampire Survivors, mimo że gramy w coś zupełnie innego. Znajomy klimat buduje podobny styl oprawy graficznej, a także wykorzystanie przedmiotów i ataków, które znamy z oryginału.

Hot Potato Games z Krakowa podbija Japonię

Hot Potato Games z Krakowa podbija Japonię

Pięcioosobowe krakowskie studio Hot Potato Games zaczyna robić poważny hałas w świecie gier indie. Ich debiutancki projekt Loco: Rails & Tails – kooperacyjna gra akcji inspirowana hitami takimi jak Overcooked czy Unrailed! – nie tylko trafił właśnie na Steam, ale też przyciągnął uwagę dużych mediów z Japonii!

Famitsu – zapowiedź traileru i mechanik gry:
https://www.famitsu.com/article/202602/65714

Denfaminicogamer – szczegółowy news o grze i jej mechanice:
https://news.denfaminicogamer.jp/news/260203g

O czym jest Loco: Rails & Tails?

Loco: Rails & Tails to dynamiczna gra kooperacyjna dla 1-4 graczy, w której gracze wcielają się w antropomorficzne zwierzęta i wspólnie muszą prowadzić pędzący pociąg przez Dziki Zachód. Zadaniem drużyny jest nie tylko dostarczenie ładunku na czas, ale też budowanie torów, walka z bandytami oraz dbanie o to, by pociąg nie wypadł z szyn w najmniej oczekiwanym momencie. Premiera gry ma się odbyć w tym roku.

Będzie można grać lokalnie i online. To kooperacyjne podejście oraz mieszanka strategii i chaosu przypominają Overcooked czy Unrailed!, ale z własnym, zachodnim klimatem i humorem.

Kto za tym stoi? Hot Potato Games (https://www.facebook.com/people/Hot-Potato-Games/61583541644230/) to mały zespół z Krakowa (tylko pięć osób). Przedstawiciela firmy, Filipa Odzierejko, który pełni funkcje Art Director i Concept Artist, podpytaliśmy o kilka szczegółów nadchodzącej premiery.

Lenovogaming.pl: Skąd wziął się pomysł na „pociągowy chaos” i dlaczego akurat jest to tematyka Dzikiego Zachodu i dlaczego są w niej zwierzęcy bohaterowie?

Filip Odzierejko: Uwielbiamy gry kooperacyjne i od początku wiedzieliśmy, że to właśnie na tym gatunku chcemy się skupić. Uważamy, że w co-opach wciąż jest spora nisza dla świeżych pomysłów. Wybór Dzikiego Zachodu był dla nas bardzo osobisty – po prostu wszyscy wychowaliśmy się na westernach i kochamy ten klimat. Zwierzęcy bohaterowie pojawili się w procesie projektowym bardzo naturalnie. Chcieliśmy, aby gra wyróżniała się wizualnie na tle innych tytułów, a zwierzęta dodały jej mnóstwo uroku i sprawiły, że świat gry stał się bardziej przystępny i sympatyczny.

Lenovogaming.pl: Jak wygląda wasz core loop w jednym zdaniu: co gracz robi w każdej minucie rozgrywki?

FO: Nasz core loop najlepiej podsumowuje opis z naszej strony na Steam: „Build rails, protect the train and deliver cargo on time” – w każdej minucie gracze muszą balansować między kładzeniem torów, dbaniem o bezpieczeństwo składu i walką z czasem, by dowieźć ładunek do celu.

Lenovogaming.pl: Jak rozwiązujecie balans kooperacji: co robicie, żeby gra była „śmieszna i chaotyczna”, ale nie frustrująca?

FO: Zastosowaliśmy podejście, w którym gra ma bawić, a nie karać. Na ten moment w naszej grze nie da się „nie skończyć” poziomu – gracz może co najwyżej wykręcić gorszy czas, co odzwierciedla nasz system medali. Same poziomy są krótkie, trwają zazwyczaj 4-5 minut, więc nawet jeśli ktoś chce powtórzyć etap, by zdobyć lepszy wynik, nie czuje frustracji. Krótkie sesje pozwalają utrzymać wysokie tempo bez poczucia zmęczenia porażką.

Lenovogaming.pl: Co było najtrudniejsze technicznie do wykonania?

FO: Mamy duże doświadczenie w gamedevie, ale to nasz pierwszy w pełni autorski projekt. Praca „na swoim” wymusiła dużą wszechstronność: nasz animator tworzy też modele 3D, a Art Director odpowiada za Level Art. Największym wyzwaniem technologicznym było opracowanie stabilnego kodu sieciowego.

Lenovogaming.pl: Bardzo szybko podchwyciła Was Japonia – dlaczego planowaliście wejść ten rynek? Macie pełną lokalizację dla języka japońskiego i dlaczego uznaliście to za priorytet?

FO: Tak, Japonia od początku była na celowniku. Mieliśmy przeczucie, że co-op i urocze zwierzęta to idealne połączenie na ten rynek, dlatego planujemy pełną lokalizację na język japoński.

Lenovogaming.pl: Jaki jest wasz największy „selling point”, którego nie widać na pierwszy rzut oka w trailerze – jedna rzecz, która ma zaskoczyć graczy po 10–15 minutach gry?

FO: Myślę, że jest to moment, w którym gracze zaczynają odkrywać drugie dno znanych im już mechanik. Gracze szybko odkrywają, że przeciwnicy to nie tylko zagrożenie, ale narzędzia – można ich sprowokować tak, by niechcący pomogli nam utorować drogę lub zdobyć surowce. To daje mnóstwo satysfakcji, gdy już opanuje się podstawy.

Recenzja Mewgenics. Najbardziej pokręcona gra roku… ale czy dobra?

Recenzja Mewgenics. Najbardziej pokręcona gra roku… ale czy dobra?

Na nową grę twórcy The Binding of Isaac czekaliśmy wiele lat, ale zdecydowanie było warto. Efekt końcowy zachwyca – nawet jeśli wizualna otoczka, wyjątkowo specyficzna, może niektórych odrzucić.

Mewgenics to dzieło wyjątkowe, które łączy założenia gatunku roguelite z taktyczną walką w turach na stosunkowo małych arenach, mogących przywodzić na myśl rozmiarami plansze z Into the Breach i podobnych tytułów. Kompaktowa forma map sprawia jednak, że rozgrywka zachowuje świetne tempo i nigdy się nie dłuży.

Założenia fabularne nie są szczególnie istotne, ale warto wspomnieć, że wcielamy się w anonimowego miłośnika kotów, który na przestrzeni gry zajmuje się ich hodowlą i rozmnażaniem, a wszystko po to, by wysyłać czworonogi na kolejne wyprawy – podczas których to właśnie zwierzaki zajmują się walką i zdobywaniem ulepszeń oraz coraz to nowszych przedmiotów.

Otoczka Mewgenics jest w podobnym stopniu dziwaczna i nieraz makabryczna, co w The Binding of Isaac. Zdeformowane postacie, odchody leżące sobie na polu bitwy, kopulacja kotów i inne tego typu sceny mogą wydać się niektórym odpychające, jednak szczerze powiedziawszy, bardzo szybko można się do tego specyficznego stylu przyzwyczaić. Pomaga na pewno celny i umiejętnie wpleciony do gry czarny humor.

Wysyłając koty na wyprawy przypisujemy im klasy. Jeden kociak może być magiem, inny tankiem, jeszcze inny łotrzykiem. W drużynie mamy maksymalnie cztery jednostki, a podczas podróży poruszamy się po mapie świata, wybierając kolejne cele niczym w Slay the Spire. Czasem trafiamy na jakieś specjalne wydarzenie, czasem do sklepu, a najczęściej na kolejne walki.

Podczas starć za każdym razem, gdy nadchodzi nasza tura, możemy zarówno wykonać ruch, jak też zwykły atak – a dodatkowo jeszcze, jeśli mamy punkty many, skorzystać z czaru czy specjalnej zdolności. Mamy więc całkiem sporo do roboty, bo nie ma tutaj ogólnego systemu punktów akcji, obejmujących poruszanie się i walkę, jak to czasem bywa w niektórych turówkach.

Starcia są wciągające i przyjemne, szczególnie wtedy, gdy gramy już dłuższą chwilę. Nasze koty zdobywają kolejne poziomy i coraz więcej różnych umiejętności oraz przedmiotów, a synergie między tymi wszystkimi rzeczami potrafią skutkować niesamowitymi efektami do wykorzystania w boju. Zwykły kot-wojownik może stać się zabójczą jednostką teleportującą się za plecy wroga, by zadawać ogromne obrażenia. Mnogość upgrade’ów jest tu tak wielka, że gra przez wiele godzin zaskakuje nas możliwościami.

Właśnie ta różnorodność jest największą zaletą Mewgenics. Podobnie zresztą było w The Binding of Isaac, a w nowej grze McMillena ponownie wiele zależy też – co warto podkreślić – od szczęścia. Losowość ma tutaj bardzo duże znaczenie i zdarzy się niejeden raz, że w nasze ręce oddane zostaną ulepszenia i bonusy, które akurat nie będą pasować do naszego preferowanego stylu gry czy kotów biorących udział w misji.

Aspekt rogalikowy jest tu dosyć interesujący. Jeśli polegniemy w boju, zaczynamy nową wyprawę, ale nawet po udanym powrocie z przygody, nie możemy już w kolejnej ekspedycji wykorzystać tych samych zwierzaków – stają się one automatycznie emerytowanymi kotami, które mogą tylko dalej się rozmnażać, albo możemy je wysłać do jednego z NPC-ów, by zyskiwać różne stałe ulepszenia bazy czy odblokowywać klasy.

Nowych kotów jednak zawsze przybywa w odpowiednim tempie, więc nigdy nie musimy się przejmować, że zabraknie nam jednostek. System rozmnażania zwierzaków ma sporo głębi, ale równie dobrze możemy po prostu dać się sprawom toczyć we własnym tempie – a i tak pojawią się nowe kociaki.

Mewgenics jest dziwne, wulgarne i brutalne, ale też niesamowicie wręcz angażujące. Dzięki ogromowi zdolności, przedmiotów i zmiennych, budowanie potęgi naszych kocich oddziałów wciąga naprawdę mocno. To bez dwóch zdań jedna z najlepszych gier typu roguelite, z jakimi mieliśmy do czynienia.

Gamingowy Piątek z League of Legends!

Gamingowy Piątek z League of Legends!

W piątek 13 lutego w Showroomie Lenovo Legion i Motorola zrobiło się naprawdę gorąco. Wszystko za sprawą turnieju League of Legends, do którego przez stronę rejestracyjną zgłosiło się 50 śmiałków gotowych zawalczyć o prestiż, tytuły i nagrodę główną.

Od pierwszych minut było jasne, że nie będzie to spokojny wieczór. Po inauguracyjnej serii pojedynków drabinka podzieliła się na dwie ścieżki. W górnej zawodnicy walczyli o nagrodę główną – konsolę Lenovo Legion Go S. W dolnej toczyła się równie zacięta rywalizacja o tytuł Underground Champion. Nikt nie odpuszczał – ani na Summoner’s Rift, ani na scenie.

Łącznie rozegraliśmy aż 75 emocjonujących spotkań. Każda runda przynosiła nowe zwroty akcji: clutchowe teamfighty, niespodziewane comebacki i zagrania, które spokojnie mogłyby trafić do highlightów sezonu.

Event poprowadziła Brzoza, która dbała o tempo i energię na scenie. Za mikrofonem komentatorskim stanął Silvan, dostarczając widzom pełnoprawne esportowe emocje. O klimat wydarzenia zadbała również cosplayerka Eidamit, która skutecznie rozgrzewała publiczność między kolejnymi pojedynkami.

Po wielu godzinach rywalizacji na szczycie tabeli pozostał tylko jeden gracz. Zwycięzcą turnieju został Kamil, który – jak sam przyznał – swoim mainem gra już od drugiego sezonu. Lata doświadczenia, perfekcyjna znajomość postaci i zimna krew w kluczowych momentach przyniosły efekt w postaci zwycięstwa i wygranej konsoli Lenovo Legion Go S.

Turniej LoL był kolejną odsłoną cyklu Gamingowe Piątki z Lenovo Legion w Showroomie. Jeśli ominęła Cię ta edycja – nic straconego. Przed nami kolejne wydarzenia, kolejne tytuły i kolejne nagrody.

Śledź lenovogaming.pl oraz lenovogaming.pl/showroom i rejestruj się na następne eventy. Do zobaczenia w Showroomie Lenovo i Motorola!

WOW TBC Anniversary – te addony musisz zainstalować

WOW TBC Anniversary – te addony musisz zainstalować

Witaj w Outland! Premiera WoW Burning Crusade Anniversary to idealny moment na to, by powrócić do świata World of Warcraft, tego sprzed lat. Umówmy się jednak, granie w tę grę bez odpowiednich modyfikacji bywa… trudne. Oczywiście nie chodzi o to, by instalować w WoWie 100 addonów, ale w kilka na pewno warto ten tytuł wzbogacić. Po które naszym zdaniem warto sięgnąć? Oto lista.

Spis treści

Jak zainstalować addony do World of Warcraft?

W 2026 roku proces ten jest prostszy niż kiedykolwiek, ale wersja „Anniversary”, czyli rocznicowa wymaga uwagi, by nie zainstalować przypadkiem do wersji Retail lub Classic Era. Oczywiście to nie będzie jednak problemem, jeśli macie tylko jedną instancję gry, tylko tę rocznicową.

Metoda 1: Aplikacja CurseForge (zalecana)

  1. Pobierz i zainstaluj aplikację CurseForge.
  2. Znajdź w CurseForge zainstalowane na komputerze gry i wybierz World of Warcraft.
  3. Na górnej liście rozwijanej wybierz odpowiednią wersję: BCC Anniversary.
  4. Wyszukaj interesujące Cię addony i kliknij „Install”.

Na marginesie, w aplikacji CurseForge warto założyć konto i się na nie zalogować. Wtedy będziecie mogli zapisać w chmurze listę zainstalowanych addonów, a na innym komputerze z łatwością ją pobrać, bez instalowania modów jeden po drugim.

Metoda 2: Instalacja ręczna

  1. Pobierz plik .zip z zaufanego źródła (np. WoWInterface lub GitHub).
  2. Rozpakuj zawartość do folderu: World of Warcraft\_anniversary_\Interface\AddOns
  3. Pamiętaj, by w grze (w menu postaci) zaznaczyć opcję „Load out of date addons”, jeśli dany mod nie doczekał się jeszcze oficjalnej łatki pod najnowszy patch.

Najlepsze addony do WOW TBC Anniversary

AI VoiceOver (lub VoiceOver)

To prawdziwy “game-changer”. Dzięki sztucznej inteligencji, questy w grze zyskują dubbing. Zamiast czytać ściany tekstu, możesz po prostu słuchać NPC-ów, co niesamowicie buduje klimat gry. Jasne, nie wszystko zawsze brzmi idealnie. Zdarzają się postaci pominięte przez addon. AI Voiceover znacznie ułatwia jednak śledzenie „lore” gry.

Bagnon

Podstawowe torby w WoW to chaos. Bagnon łączy wszystkie Twoje plecaki w jedno przejrzyste okno. Pozwala też na przeszukiwanie ekwipunku za pomocą słów kluczowych oraz podgląd przedmiotów na innych postaciach (altach) oraz w banku bez konieczności jego otwierania. Osobiście instaluję ten addon (albo jego odpowiednik) w każdej wersji gry.

Questie

Jeśli nie chcesz spędzić połowy czasu na czytaniu instrukcji, które nie zawsze są odpowiednio jasne, Questie mocno Ci się przyda. To najlepszy pomocnik do questów, który nanosi na mapę punkty z celami zadań, miejsca znalezienia mobów i przedmioty do zebrania. W TBC, gdzie questy potrafią być rozrzucone po całych mapach, to oszczędność rzędu dziesiątek godzin.

Auctionator

Umówmy się, dom aukcyjny w World of Warcraft, zwłaszcza w tej wersji sprzed lat, pozostawia wiele do życzenia. Auctionator mocno go odmienia. Pozwala na szybkie wystawianie przedmiotów (automatycznie podcinając ceny konkurencji) oraz łatwe kupowanie materiałów w stosach. Dodatkowo dodaje ceny z aukcji do tooltipów przedmiotów w Twoim plecaku.

Vendor Price

Prosty, ale genialny mod. Pokazuje w opisie przedmiotu, ile zapłaci za niego handlarz (vendor). W TBC miejsce w torbach jest na wagę złota – dzięki temu addonowi będziesz wiedzieć, czy wyrzucić szary miecz, czy jednak warto go donieść do miasta, by zarobić kilka dodatkowych sztuk srebra.

Attune

TBC słynie ze skomplikowanych ciągów zadań odblokowujących rajdy (tzw. attunements). Attune to interaktywny przewodnik, który pokazuje, na jakim etapie odblokowywania Karazhan, SSC czy Black Temple aktualnie jesteś. Mod śledzi Twój postęp w questach i reputację, wskazując dokładnie, co musisz zrobić dalej, aby wejść na rajd z gildią.

Half Sword to absolutna makabra. Wrażenia z wersji Early Access

Half Sword to absolutna makabra. Wrażenia z wersji Early Access

Kiedy na Steam trafiło demo Half Sword, tytuł ten zyskał oddane grono wiernych fanów, którzy wyczekiwali premiery wersji Early Access. Ta już zadebiutowała i bez wątpienia potrafi sprawić frajdę. Problem w tym, że stan techniczny pozostawia sporo do życzenia.

To gra dosyć trudna do szybkiego zaszufladkowania. Jest to produkcja dla jednego gracza, jednak pozbawiona jakiejkolwiek kampanii czy trybu fabularnego. Podstawą rozgrywki są po prostu walki na arenach z różnymi przeciwnikami, a głównym celem jest wygrywanie kolejnych pojedynków i potyczek (także grupowych), by odblokowywać starcia z lepszymi rywalami i coraz bardziej profesjonalne wyposażenie.

Zaczynamy bowiem z niczym – w samej koszuli i wytartych spodniach, a za broń służy nam młotek, narzędzia kowalskie czy sierp albo motyka. Dopiero po jakimś czasie mamy dostęp do pierwszych mieczy, poważniejszej zbroi oraz hełmu. Na samym szczycie takiej „kariery” możemy już kupić i wyposażyć pełną zbroję płytową i pobawić się w rycerza z prawdziwego zdarzenia.

Słowo „pobawić” jest tu niezwykle istotne, bo Half Sword to przede wszystkim czysta frajda z mechaniki rozgrywki. System operowania bronią jest oparty na zaawansowanym modelu fizyki – ruszając myszką, sterujemy bezpośrednio ostrzem (czy inną końcówką, zależnie do dzierżonej broni), tak jakby było ono przedłużeniem naszej dłoni.

W praktyce wypada to śmiesznie, gdy rozpoczynamy grę i dopiero zaczynamy się uczyć. Postać szaleńczo wymachuje bronią i zazwyczaj udaje się kogoś trafić. Jednak kolejne godziny spędzone z Half Sword pokazują, że nauka faktycznie czyni mistrza. Kiedy poznamy tajniki sterowania, nawet najmniejsze ruchy myszką sprawią, że wykonamy takie cięcie czy uderzenie, jak chcemy.

W zasadzie każdy rodzaj broni jest tutaj trochę odkrywaniem gry od nowa. Zupełnie inaczej walczy się mieczem półtoraręcznym, a inaczej halabardą – każdy oręż ma swoje plusy oraz minusy. Niektóre sprawują się lepiej w typowych pojedynkach, ale okażą się słabsze, kiedy staniemy naprzeciwko grupy wrogów.

Model obrażeń jest realistyczny, więc wystarczy celne trafienie – przykładowo – w szyję czy głowę, by powalić oponenta, jeśli nie ma odpowiedniej ochrony. Half Sword jest też niezwykle brutalne i krwawe, więc niektóre walki szybko potrafią zamienić się w iście makabryczne sceny. Tu warto nadmienić, że poziom brutalności można modyfikować w opcjach.

Rozgrywka jest więc wciągająca i przyjemna, aczkolwiek na drodze do pełnej radochy płynącej z gry staje optymalizacja. Wczesna wersja Half Sword działa gorzej niż dostępne wcześniej demo i nawet na konfiguracjach spełniających zalecane wymagania sprzętowe potrafi działać po prostu beznadziejnie. Do tego dochodzą okazjonalne crashe.

Deweloperzy są świadomi problemów i w pocie czoła pracują nad poprawkami. Wstępne aktualizacje zostały już wprowadzone, jednak nie ma co się oszukiwać – z zakupem lepiej chwilę poczekać. Pełna wersja i tak zadebiutuje najpewniej dopiero w 2027 roku. Half Sword ma bowiem ogromny potencjał, ale naprawdę satysfakcjonujące będzie dopiero wtedy, gdy możliwe będzie bezproblemowe cieszenie się płynną rozgrywką.

Sprawdziłam Hytale, niemal zapomnianą alternatywę dla Minecrafta

Sprawdziłam Hytale, niemal zapomnianą alternatywę dla Minecrafta

Na rynku nie brakuje gier, które oferują charakter rozgrywki podobny do Minecrafta. Wiecie, jest chociażby Valheim, Vintage Story, Enshrouded, Terraria. Do wyboru jest natomiast zaskakująco mało produkcji, w których świat niczym w Minecrafcie zbudowany jest z dużych wokseli. Niedawno dołączyło do nich jednak Hytale, które mimo wielu przeciwności losu po latach zadebiutowało w ramach wczesnego dostępu. Ale czy warto w tę produkcję zgrać? W skrócie: Tak. Już wyjaśniam, dlaczego.

Spis treści

Kilka słów o historii Hytale

No właśnie, wspomniałam o przeciwnościach losu, z jakimi Hytale miało do czynienia. O jakich przeciwnościach losu mowa? W skrócie musicie wiedzieć, że jeszcze do niedawna można było pomyśleć, że ta gra nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Prace nad Hytale ruszyły już w 2015 roku. Za grę odpowiadało Hypixel Studios – z tym samym zespołem, który prowadził w Minecrafcie słynny serwer Hypixel. Początkowo studio finansowało proces rozwoju gry samodzielnie, ale wkrótce uzyskało w tym zakresie pomoc od Riot Games.

W 2018 roku ukazał się pierwszy zwiastun Hytale – zwiastun, który w ciągu miesiąca doczekał się 31 milionów wyświetleń, W 2020 roku studio Hypixel zostało w całości przejęte przez Riot. Premiera gry planowana na 2021 została zaś wielokrotnie przesunięta, między innymi dlatego, że skala produkcji cały czas rosła. Ku zaskoczeniu wielu, w 2024 roku ogłoszone przeniesienie gry na nowy silnik, a ten proces miał potrwać do końca roku. Niemniej jednak 23 czerwca 2025 roku, po ponad 10 lat prac, gra został anulowana, a studio Hytale… zamknięte.

Na szczęście nadzieja umiera ostatnia, bo Simon Collins-Laflamme, założyciel Hypixel Studios, postanowił, że nie da swojemu projektowi umrzeć i zaczął starać się o nabycie Hytale od Riot Games. Te starania okazały się owocne, bo w listopadzie minionego roku Collins-Laflamme zdołał prawa do Hytale odkupić. Potem ponownie zapowiedział premierę gry, zatrudnił z wielu deweloperów, którzy dotychczas nad nią pracowali i wkrótce potem, bo 13 stycznia 2026 roku, wydał ją we wczesnym dostępie – na starym, a nie na nowym silniku, ale dla graczy nie powinno mieć to oczywiście większego znaczenia. Wow.

No dobra. Pytanie brzmi, w jakim stanie Hytale ukazało się na rynku. W jakim stopni jest ukończone? O tym mogłam przekonać się tylko grając.

Wczesny dostęp, ale nie taki jak myślisz

To co zwraca uwagę to fakt, że Hytale nie jest dostępne na platformie Steam. Grę można zakupić za pośrednictwem dedykowanej strony internetowej, która zawiera też launcher do pobrania. Collins-Laflamme usprawiedliwia to tłumacząc, że gracze często oceniają gry z Wczesnego Dostępu na Steam jak pełnoprawne produkcje, zostawiając przedwczesne negatywne recenzje. No cóż, trudno nie przyznać mu racji.

Od razu zaznaczę, że Hytale nie kosztuje dużo, bo zakup podstawowej wersji bez szeregu dodatkowych elementów kosmetycznych, to wydatek rzędu około 90 złotych. Co ważnę, tę grę odpalicie nie tyko na Windowsie, ale też na Linuxie i sprzęcie Apple z układami Apple M2 lub nowszymi.

Pierwsze kroki Orbis (bo tak nazywa się świat w Hytale)

Po uruchomieniu gry miałam okazję przejść przez zaskakująco rozbudowany, ale intuicyjny kreator postaci, który pozwala na stworzenie własnego awatara. Jasne, do Minecrafta możemy wgrać dowolną skórkę postaci, stworzoną samodzielnie lub przez kogoś innego, ale wbudowany kreator ma swój urok.

Na ten moment Hytale oferuje dwa główne tryby rozgrywki – eksploracyjny, czyli odpowiednik survivalu z Minecrafta, a także kreatywny. Od razu powiem, że tryb kreatywny oferuje tu znacznie więcej opcji niż w Minecrafcie, ale w tym tekście skupię się na trybie eksploracyjnym, w którym grałam solo, lokalnie. Dostępne są już też jednak internetowe serwery gry i jest możliwość hostowania serwera lokalnie, dla grupy znajomych. W przyszłości mają zadebiutować też minigry i tryb przygodowy.

Co ciekawe, tworząc swój własny świat możemy nieco zmodyfikować pewne zasady rozgrywki. Dokładniej mówiąc, skrócić lub wydłużyć cykl dnia i nocy, a także wpłynąć na stopień konsekwencji wiążących się ze śmiercią postaci – ilość gubionych przedmiotów oraz poziom utraty wytrzymałości przez uzbrojenie i narzędzia.

Po trafieniu do mojego pierwszego świata gry spotkało mnie kolejne zaskoczenie: stary silnik daje radę. Obawy o to, że rezygnacja z nowej technologii Riotu sprawi, iż gra będzie wyglądać przestarzale, okazały się bezpodstawne. Hytale wygląda dokładnie tak, jak zapamiętałam to z legendarnego zwiastuna z 2018 roku, a może nawet lepiej. Stylistyka jest spójna, oświetlenie klimatyczne, a animacje – to one robią największą różnicę. Sposób, w jaki nasza postać się wspina, macha mieczem czy wchodzi w interakcje z otoczeniem, sprawia, że świat wydaje się żywy i dynamiczny, a nie sztywny i statyczny.

Jak wygląda świat gry? Tak jak Minecraft jest proceduralnie generowany, z podziałem na biomy. Tutaj różne biomy charakteryzują się jednak różnym poziomem trudności. Poza tym znajduje się w nim znacznie więcej gotowych struktur i zróżnicowanych mobów. Bardzo szybko poczułam, że eksploracja w tej grze jest ciekawsza niż w Minecrafcie – nie dlatego że Minecrafta już bardzo dobrze znam, bo grałam w niego latami, a dlatego że Hytale zostało zaprojektowane tak, by eksploracja miała sens.

Różne biomy skrywają tu różne zasoby. Można trafić w nich na wioski uroczych Kweebeców albo agresywnych Trorków i innych frakcji. Nie trudno też o katakumby pełne goblinów, wieże zamieszkane przez szkielety, tajemnicze, opuszczone miasta, no ale najlepsza jest niespodzianka, która skrywa się pod ziemią w biomie zalanym lawą. Sory, musicie ją odkryć sami, dla własnej satysfakcji. Czuć, że za tym projektem stoją ludzie, którzy latami analizowali, czego brakuje graczom w Minecrafcie. Warto wspomnieć o ciekawym systemie wspomnień, który pozwala odblokowywać dodatkowe nagrody właśnie poprzez eksplorację. Dodam też, że gra ma wbudowaną mapę.

Więcej niż tylko kopanie

Co możemy robić w Hytale oprócz eksplorowania świata gry? Oczywiście walczyć z przeciwnikami, uprawiać rolę, hodować zwierzęta, a przede wszystkim craftować i budować.

System walki jest tu mięsisty – do wyboru jest szereg typów broni, a każda z nich ma swój unikatowy specjalny atak. Są tu też nawet kostury pozwalające operować magią, ale ich jeszcze nie sprawdziłam.

Mechaniki związane z uprawą roli i hodowlą zwierząt na pewno wymagają jeszcze dopracowania, bo zwierząt jeszcze nie można rozmnażać, a kwestia nawadniania roślin budzi wątpliwości – niektórzy gracze podobno są w stanie nawadniać je blokami wody, ale w moim przypadku działała tylko konewka. Do wyboru już jest jednak kilkadziesiąt nasion, z których jest w stanie wyrosnąć mnóstwo przeróżnych roślin.

Wisienką na torcie jest tu jednak kwestia budowania. Na start gra oferuje całe mnóstwo przeróżnych bloków. Przykład? Samych typów drzew jest tu więcej niż w Minecrafcie, a poza tym możemy tu stawiać nie tylko poziome, ale też pionowe „slaby” czyli płyty. Ta gra pozwala stworzyć naprawdę niesamowite budowle, którym klimatu dodaje ambientowe oświetlenie – bo źródeł tego oświetlenia jest tu mnóstwo.

Crafting został tu rozwiązany w inny sposób niż w Minecrafcie, bo nie polega na łączeniu przedmiotów. Jasne, do stworzenia pewnych rzeczy potrzebujemy szeregu zasobów, ale nie chodzi tu o to, aby odpowiednio ułożyć je na siatce 9×9, a dokonać dwóch klików na odpowiednim stole craftingowym – odpowiednim, bo ta gra ma dedykowane stoły do twrzenia narzędzi, broni, zbroi, mebli i budulców. Ba, są też stoły do tworzenia mikstur, a nawet… portali.

Optymalizacja i błędy

Czy jest idealnie? Oczywiście, że nie. To wciąż wczesny dostęp. Zdarzyły mi się w grze drobne błędy, a gra potrafiła nieco zlagować przy generowaniu gęstego lasu, nawet na mocnym sprzęcie. Jednak w porównaniu do wielu innych tytułów startujących we wczesnym dostępie, działa zaskakująco stabilnie.

Werdykt: Feniks powstał z popiołów

Widać, że Hytale nie jest grą ukończoną, ale zawartości ma na pewno mnóstwo. Podejrzewam, że wkrótce, po około dwóch tygodniach rozgrywki, odkryję w niej wszystko, co już mogłam, ale na pewno jeszcze mam w niej dużo do roboty. Przede mną przede wszystkim jeszcze dużo budowania. Chętnie pobawię się też więcej trybem kreatywnym.

Ale czy warto wydać na ten tytuł te 90 złotych? Moim zdaniem tak. To gra bardzo podobna do Minecrafta, ale jednocześnie tak bardzo się od niego różniąca, że nie daje wrażenia deja vu. To projekt stworzony z pasji, która wylewa się z każdego postawionego woksela. Mimo braku Steama i burzliwej przeszłości, Hytale w końcu jest z nami. I wygląda na to, że zostanie na długo. Widać, że twórcy starają się już rozwijać, bo już otrzymała dwie pierwsze aktualizacje, a kolejne są w drodze.

Najciekawsze premiery gier – luty 2026

Najciekawsze premiery gier – luty 2026

Luty 2026 roku zapowiada się jako miesiąc pełen innowacyjnych indyków i wyczekiwanych kontynuacji. Od taktycznych kotów w Mewgenics, przez królewskie intrygi w The Sims 4, aż po mrożące krew w żyłach horrory. Gracze wszystkich platform znajdą coś dla siebie. Oto zestawienie najciekawszych tytułów, które zadebiutują w najbliższych tygodniach.

Spis treści

Jackal [PC]

Gatunek: gra akcji

Data premiery: 5 lutego

Jackal to zupełnie nowa, stylowa rzeźnia od polskiego studia Transhuman Design. Zespół założony przez Michała Marcinkowskiego (twórcę legendarnego Soldat) serwuje nam brutalną grę akcji w widoku top-down, która klimatem łączy Hotline Miami z filmami Quentina Tarantino. Trafiamy do Las Vegas lat 70., by jako naćpany zabójca wypowiedzieć krwawą wojnę mafii. Rozgrywka opiera się na napadach w generowanych proceduralnie lokacjach (kasyna, ulice), gdzie kluczem do przetrwania jest ciągły ruch – tym bardziej że przeładowanie broni spowalnia naszą postać.


Carmageddon: Rogue Shift [PC, PS5, XSX, NS2]

Gatunek: wyścigi

Data premiery: 6 lutego

Seria słynąca z kontrowersji i rozjeżdżania przechodniów wraca w formule roguelite. Rogue Shift stawia mniejszy nacisk na fizyczne taranowanie, a większy na walkę z użyciem broni palnej. Gracze wybierają spośród różnorodnych pojazdów wyposażonych w karabiny, lasery i wyrzutnie rakiet, przebijając się przez drzewko losowych zdarzeń. Czekają nas nie tylko standardowe wyścigi, ale i walki z bossami oraz wyzwania przetrwania. Każda śmierć to nowa lekcja, a system ulepszeń pozwala tworzyć szalone kombinacje, np. wybuchowe taranowanie czy amunicję zamrażającą.


Mewgenics [PC]

Gatunek: taktyczne RPG

Data premiery: 10 lutego

Długo wyczekiwane dzieło twórcy The Binding of Isaac. Mewgenics to absurdalnie głęboki symulator hodowli kotów połączony z turową strategią. Twoim zadaniem jest krzyżowanie kotów w celu uzyskania unikalnych cech i umiejętności, a następnie wysyłanie ich na niebezpieczne misje. Gra oferuje setki klas i tysiące zdolności, a środowisko walki jest w pełni interaktywne. Sukces zależy nie tylko od taktyki, ale i od genetyki – cechy takie jak kształt głowy czy długość ogona mogą realnie wpływać na statystyki twoich futrzastych wojowników.


Crisol: Theater of Idols [PC, XSX, PS5]

Gatunek: gra akcji, horror

Data premiery:  10 lutego

Unikalny FPS osadzony w alternatywnej, koszmarnej wersji Hiszpanii. Wcielamy się w Gabriela, który musi przetrwać na wyspie Tormentosa pełnej ożywionych posągów świętych i kultystów. Najważniejszą mechaniką gry jest zarządzanie własną krwią – służy ona jako amunicja do broni. Każdy strzał przybliża nas do śmierci, co wymusza ciągłe balansowanie między atakiem a przetrwaniem. To mroczna, folklorystyczna opowieść o fanatyzmie i poświęceniu.


Rogue Point [PC]

Gatunek: gra akcji, FPS

Data premiery: 12 lutego

Studio Crowbar Collective, znane ze świetnego Black Mesa, uderza z nową produkcją. Rogue Point to kooperacyjna strzelanka taktyczna dla 4 graczy, która stawia na regrywalność dzięki systemowi „parametrycznemu”. Każda misja jest generowana dynamicznie, zmieniając rozmieszczenie wrogów, cele i dostępny arsenał. Gra kładzie duży nacisk na planowanie i współpracę, oferując wyzwanie dla zgranych zespołów szukających czegoś więcej niż typowa strzelanka „run & gun”.


The Sims 4: Królewskie dziedzictwo [PC, XSX, PS5]

Gatunek: symulacja

Data premiery: 12 lutego

Prawdopodobnie ostatni, wielki dodatek do czwartej generacji Simsów. Rozszerzenie skupia się na budowaniu dynastii, szlachectwie i zarządzaniu reputacją rodu. Gracze będą mogli tworzyć arystokratyczne rodziny, dbać o linię sukcesji i wpływać na losy całego otoczenia poprzez dekady. Nowe mechaniki obejmują system dziedziczenia, tytuły szlacheckie oraz skomplikowane relacje dworskie, pozwalając na tworzenie historii rodem z „Gry o Tron” czy „Bridgertonów” w simowym wydaniu.


High on Life 2 [PC, PS5, XSX]

Gatunek: gra akcji, FPS

Data premiery: 13 lutego

Kontynuacja hitu od Squanch Games. Ponownie wcielamy się w łowcę nagród uzbrojonego w gadające pistolety, by stawić czoła nowemu, międzygalaktycznemu zagrożeniu. Sequel wprowadza mechanikę jazdy na deskorolce, która pierwotnie została wycięta z jedynki, co znacznie przyspiesza eksplorację i walkę. Możemy spodziewać się jeszcze więcej absurdalnego humoru, nowych, wygadanych broni oraz szalonych planet do odwiedzenia.


Reanimal [PC, PS5, XSX, NS2]

Gatunek: przygodówka, horror

Data premiery: 13 lutego

Twórcy Little Nightmares (Tarsier Studios) powracają z nowym, przerażającym uniwersum. W Reanimal rodzeństwo próbuje uciec z wyspy będącej piekłem na ziemi, poszukując zaginionych przyjaciół. Gra stawia na gęstą atmosferę, kooperację (lokalną i online) oraz wspólną pracę kamery, która potęguje uczucie klaustrofobii. Projekt potworów i świata bazuje na „fragmentach przeszłości” bohaterów, tworząc surrealistyczny i niepokojący obraz dziecięcych koszmarów.


Astrobotanica [PC]

Gatunek: przygodówka, survival

Data premiery: 16 lutego

Co byś zrobił, gdybyś jako kosmiczny botanik utknął na Ziemi 300 tysięcy lat temu? Astrobotanica odpowiada na to pytanie. Wcielamy się w Xela, obcego, dla którego ziemska atmosfera jest zabójcza. Musimy uprawiać rośliny produkujące odpowiednie gazy, dbać o systemy podtrzymywania życia i rozwijać postać w systemie P.R.I.M.A.L. Gra łączy relaksujące ogrodnictwo z walką o przetrwanie w otoczeniu prehistorycznej fauny i neandertalczyków.


Norse: Oath of Blood [PC]

Gatunek: taktyczna strategia turowa

Data premiery: 17 lutego

Taktyczna uczta dla miłośników wikingów. Wcielamy się w Gunnara, młodego wojownika szukającego zemsty za śmierć ojca. Gra łączy zarządzanie osadą z turowymi bitwami, w których kluczowe jest wykorzystanie terenu, flankowanie i synergia jednostek. Każdy wojownik w twojej bandzie ma unikalne umiejętności, a śmierć na polu bitwy może być ostateczna. Fabuła, napisana przez autora bestsellerów Gilesa Kristiana, obiecuje głęboką, sagową narrację.


Nested Lands [PC]

Gatunek: RPG

Data premiery: 25 lutego

Survival RPG osadzony w mrocznych czasach Czarnej Śmierci. Zaczynamy z niczym i musimy zbudować funkcjonującą wioskę, dbając nie tylko o surowce, ale i o zdrowie psychiczne oraz higienę mieszkańców w obliczu zarazy. Gra oferuje system, w którym każda decyzja wpływa na przyszłość osady, a walka z bandytami przeplata się z walką z chorobą.


Reigns: The Witcher [PC, Android, iOS]

Gatunek: RPG

Data premiery: 25 lutego

Geralt z Rivii w formacie „swipe” jak na Tinderze. Znana mechanika serii Reigns (przesuwanie kart w prawo lub w lewo, by podejmować decyzje) spotyka świat Wiedźmina. Tym razem jednak narratorem jest Jaskier, który podczas trasy koncertowej opowiada ballady o czynach Białego Wilka. Nasze decyzje wpływają na przebieg historii, pozwalając na odblokowanie nowych wątków i postaci w lekkiej, humorystycznej oprawie.


Resident Evil Requiem [PC, PS5, XSX, NS2]

Gatunek: gra akcji, survival horror

Data premiery: 27 lutego

Luty zamyka prawdziwa bomba. Choć Capcom trzymał szczegóły w tajemnicy, Requiem zapowiadane jest jako powrót do korzeni serii z nowoczesnym twistem. Plotki mówią o Grace Ashcroft jako protagonistce powiązanej z Raccoon City oraz o grywalnym epizodzie Leona S. Kennedy’ego. Gra ma być samodzielnym doświadczeniem, które nie wymaga znajomości poprzednich części, ale nagradza wiernych fanów. Oczekiwać możemy gęstego klimatu, ograniczonej amunicji i nowego typu prześladowcy (stalkera), który będzie deptał nam po piętach.

Wszystko, co wiemy o Diablo 4: Lord of Hatred

Wszystko, co wiemy o Diablo 4: Lord of Hatred

Drugie rozszerzenie Diablo 4 zapowiada się nie tylko na niezły dodatek, który zapewni wiele godzin dobrej zabawy, ale przy okazji na początek nowego rozdziału w rozwoju hitu od Blizzarda.

Lord of Hatred ukaże się już niedługo, bo 28 kwietnia. Wprowadzi do gry szereg nowości, nawet bardziej imponujących niż poprzednie DLC. Premierze będzie też towarzyszyć wydanie darmowej aktualizacji, która znacząco odświeży i przebuduje niektóre podstawowe systemy rozgrywki.

Fabuła ma kontynuować wątki rozpoczęte w Vessel of Hatred, a więc Mefisto ponownie odegra ważną rolę – i można śmiało przypuszczać, że to właśnie on będzie finałowym bossem nowego dodatku. Na walkę z nim (w prawdziwej formie) czekamy już bardzo długo, bo od potyczki z Diablo 2.

Historia zaprowadzi graczy do nowego regionu. Kraina Skovos to ojczyzna Amazonek i obszar o zupełnie nowym ekosystemie i środowisku. Lokacja ta każe też przypuszczać, że jedną z klas postaci wprowadzanych w Lord of Hatred będzie właśnie Amazonka, co z pewnością ucieszyłoby wielu fanów serii.

Rozszerzenie wprowadza też drugą nową klasę – Paladyna. W tym wypadku Blizzard zastosował jednak dosyć nietypowe rozwiązanie, udostępniając tego wojownika od razu, dla każdego, kto złożył zamówienie przedpremierowe. Można więc już powiedzieć, że to świetnie zaprojektowana klasa, przywodząca na myśl unowocześnioną wersję Paladyna z Diablo 2. Połączenie mieczy i tarcz z różnorodnymi aurami pozwala na ekscytującą zabawę z przyjemnym powiewem świeżości.

Poza tymi standardowymi nowościami, gracze otrzymają także nowy tryb rozgrywki w fazie endgame. Echoing Hatred będzie odpowiednikiem trybu Hordy ze strzelanek – zmierzymy się z atakami kolejnych fal wrogów, a poziom wyzwania ma wystawić na próbę nawet najlepsze buildy. Zdobędziemy sporo nagród, a w ich przeglądaniu pomoże filtr lootu. W końcu w Diablo 4 możliwe będzie zarządzanie tym, co widzimy na ekranie, gdy z wrogów wysypują się tony itemów.

War Plans to z kolei kolejny system endgame’owy, który, jak twierdzą twórcy, ma pozwolić nam kreować własną ścieżkę progresji. Informacje te są na razie zdawkowe, ale nie da się ukryć, że mechanika ta brzmi jak coś, co może przypominać system Atlasu znany z Path of Exile.

Z mniejszych nowości: wielu graczy zainteresuje z pewnością wprowadzenie mechaniki… łowienia ryb. Twórcy przygotowują wiele rodzajów wodnych stworzeń do schwytania, co ucieszy wszystkich miłośników kolekcjonowania i zbieractwa.

Wreszcie, Lord of Hatred to także wspomniana wcześniej aktualizacja podstaw Diablo 4. Doczekamy się przeprojektowania drzewka talentów dla każdej z klas, bo deweloperzy chcą w ten właśnie sposób pozwolić na planowanie i tworzenie większej liczby buildów. Powróci też znany z serii przedmiot Horadric Cube, który da szansę na przerabianie broni czy elementów pancerza, by nadawać im wyjątkowe cechy.

Czy Blizzard spełni wszystkie obietnice, a nowy dodatek faktycznie odmieni oblicze gry i sprawi, że będzie warto wracać do Diablo 4 na każdy sezon? Miejmy nadzieję, że tak właśnie się stanie.

W jakie MMO warto grać w 2026 roku? Oto lista

W jakie MMO warto grać w 2026 roku? Oto lista

Miłośnicy MMO obecnie nie są najbardziej rozpieszczanym typem graczy na rynków, ale w 2026 roku nie powinni być przesadnie rozczarowani. Na horyzoncie majaczy premiera nowego dodatku do króla gatunku, a długo wyczekiwane projekty wreszcie wychodzą z cienia. Szereg klasyków nadal ma aktywną społeczność i dostaje kolejne aktualizacje. Oto 6 tytułów z gatunku MMO RPG, którym warto poświęcić swój czas w tym roku.

Spis treści

World of Warcraft

Król wcale nie abdykuje. Jesteśmy tuż przed premierą dodatku Midnight (zaplanowaną na marzec 2026), który zabierze nas z powrotem do Quel’Thalas, by zmierzyć się z siłami Pustki. Ale umówmy się – prawdziwym game changerem jest tutaj player housing, który trafił do wczesnego dostępu pod koniec 2025 roku. Gracze wreszcie mogą urządzać własne kawałki Azeroth, co tchnęło w społeczność zupełnie nowe życie. Nie można też zapominać o World of Warcraft Classic, bo w grze nadal nie brakuje hardkorowych serwerów. Ba, obecnie można grać nie tylko na serwerach Classic Era i Mists of Pandaria Classic, ale też The Burning Crusade Classic.

Old School RuneScape

Fenomen, którego nie da się logicznie wytłumaczyć, ale trzeba go kochać. Gra, która wygląda jakby została wyciągnięta z 2007 roku, w 2026 ma się lepiej niż kiedykolwiek. Jagex nieustannie rozwija tytuł w oparciu o głosowania społeczności (poll system). Jeśli szukasz gry, którą możesz odpalić na drugim monitorze podczas pracy (albo na telefonie w autobusie) i czerpać satysfakcję z wbijania cyferek, OSRS nie ma sobie równych. Poza tym prowadzenie do niej nowej umiejętności Sailing (Żeglarstwo) otworzyło przed graczami dosłownie nowe horyzonty.

Guild Wars 2

W 2026 roku Guild Wars 2 pozostaje najlepszą opcją dla ludzi, którzy… mają życie. Brak abonamentu i poziome skalowanie progresu (Twój sprzęt sprzed 3 lat nadal jest użyteczny) sprawiają, że można do tej gry wracać w dowolnym momencie. ArenaNet regularnie dostarcza mniejsze, ale częstsze dodatki, skupiając się na nowych mapach i fabule. To nadal MMO z jednymi z najlepszych wierzchowców w branży i najbardziej przyjazną społecznością.

Ashes of Creation

Po latach oglądania comiesięcznych streamów deweloperskich, wreszcie to się dzieje. Gra weszła w fazę szerokiego Wczesnego Dostępu pod koniec zeszłego roku i choć do pełnej wersji jeszcze daleko, to serwery tętnią życiem. System węzłów (Nodes), który sprawia, że świat zmienia się pod wpływem działań graczy, działa i robi niesamowite wrażenie. To propozycja dla tych, którzy tęsknią za „starymi, dobrymi czasami”, gdzie polityka gildii i otwarte PvP miały realne znaczenie, a nie były tylko dodatkiem. Ashes of Creation zbiera jak na razie mieszane recenzje, ale mimo wszystko warto ją sprawdzić.

Where Winds Meet

Ten tytuł wdarł się na rynek pod koniec 2025 roku. To powiew świeżości w skostniałym gatunku fantasy. Zamiast orków i elfów mamy tu chiński klimat Wuxia – bieganie po wodzie, walkę w powietrzu i niesamowitą, dynamiczną szermierkę. Gra łączy cechy otwartego świata dla singla z mechanikami MMO. Jeśli szukasz czegoś, co wygląda obłędnie (grafika nowej generacji) i oferuje system walki rodem z filmów o sztukach walki, to jest ten moment, by wskoczyć na serwery.

The Elder Scrolls Online

ESO w 2026 roku ugruntowało swoją pozycję jako idealne MMO dla fanów fabuły. Dzięki systemowi skalowania całego świata, możesz iść gdzie chcesz i robić co chcesz, bez martwienia się o poziom postaci. Zenimax Online Studios wciąż trzyma wysoki poziom pisania questów, które są w pełni udźwiękowione. To świetny wybór, jeśli chcesz zwiedzać Tamriel w swoim tempie, traktując innych graczy bardziej jako tło niż konieczność do zabawy, choć endgame’owe Triale nadal stanowią wyzwanie dla zorganizowanych grup.