W świecie gier wideo, gdzie każdego dnia na Steam trafiają dziesiątki nowych tytułów, przebicie się do świadomości masowego odbiorcy jest nie lada wyczynem. Jednak ARC Raiders zdaje się mieć wszystko, by nie tylko zadebiutować z hukiem, ale i zdominować listy bestsellerów. Gra od Embark Studios (twórców popularnego The Finals) przyciąga wzrok unikalną stylistyką i obietnicą świeżego podejścia do gatunku. Czy ARC Raiders to kolejny król platformy Valve? Oto kluczowe czynniki, które stoją za rosnącym sukcesem i „hype’em” na ten tytuł.
Nie da się mówić o sukcesie ARC Raiders bez wspomnienia o studiu odpowiedzialnym za produkcję. Embark Studios zostało założone przez Patricka Söderlunda i grupę weteranów z EA DICE – ludzi, którzy przez lata tworzyli serię Battlefield. To buduje ogromny kredyt zaufania u graczy. Po sukcesie ich poprzedniej gry, The Finals, która zachwyciła systemem zniszczeń i dynamiką, społeczność wie, że ten zespół potrafi dostarczyć satysfakcjonujący model strzelania, imponującą oprawę audiowizualną oraz stabilną infrastrukturę sieciową. No cóż, to wszystko faktycznie dostarczył.
2. Ewolucja gatunku: Od PvE do Extraction Shootera
Początkowo ARC Raiders zapowiadano jako grę kooperacyjną (PvE), gdzie gracze walczą wyłącznie z maszynami. Jednak w trakcie produkcji twórcy podjęli ryzykowną, ale – jak się okazuje – trafną decyzję o zmianie kierunku na PvPvE Extraction Shooter.
Dlaczego to klucz do sukcesu?
Wysoka stawka: Gatunek extraction shooter (spopularyzowany przez Escape from Tarkov czy Hunt: Showdown) generuje ogromne emocje. Gracz musi wejść na mapę, zdobyć łup i uciec, ryzykując utratę ekwipunku.
Napięcie: Walka z bezwzględnymi maszynami (ARC) jest trudna, ale to obecność innych, wrogich graczy sprawia, że każda runda jest nieprzewidywalna.
Decyzja o dodaniu elementu PvP przyciągnęła do gry miłośników rywalizacji, którzy szukają czegoś lżejszego niż Tarkov, ale bardziej taktycznego niż typowe Call of Duty. Trzeba też zauważyć, że tak zwanych Extraction Shooter jest na rynku stosunkowo mało.
3. Unikalna stylistyka: Retro-Futuryzm
W morzu szaroburych strzelanek militarnych, ARC Raiders wyróżnia się oprawą artystyczną. Akcja rozgrywa się bowiem w przyszłości, ale pośród ruin „dawnej” cywilizacji.
Twórcy postawili na estetykę, którą można określić mianem retro-sci-fi lat 80. Mamy tu więc ciepłe barwy, ziarnisty filtr obrazu, analogową technologię i gigantyczne, dziwaczne roboty zrzucane z orbity.
4. Przystępność
Wiele gier typu extraction shooter jest ekstremalnie trudnych i nieprzyjaznych dla nowych graczy (Tarkov wymaga niemal encyklopedycznej wiedzy). ARC Raiders celuje w „złoty środek”.
Oferuje emocje związane z ryzykiem utraty sprzętu, ale w bardziej przystępnej, zręcznościowej formie. Mechanika poruszania się jest płynna, interfejs czytelny, a zasady zrozumiałe. To sprawia, że gra ma potencjał stać się mainstreamowym hitem w niszy, która do tej pory była zarezerwowana dla hardkorowych graczy.
Poza tym ARC Raiders jest przyjazne zarówno dla tych graczy, którzy chcą grać solo, jak i w drużynie. Poza tym gra stara się parować solowych graczy z innymi solowymi graczami, dbając o balans rozgrywki.
5. Marketing?
No właśnie, mam wrażenie że to nie marketing odpowiada za sukces ARC Raiders? Nie wiem jak Wy, ale my nie słyszeliśmy, by przed premierą ktokolwiek mówił głośno o tej grze, albo aby było ją widać na Billboardach. Studio najpewniej rozpromowało grę przede wszystkim z pomocą szeregu wybranych streamerów.
Wygląda na to, że twórcy zadbali o to, by grę dobrze się oglądało, bo gry, które cieszą się popularnością na takich platformach jak Twitch, często odnoszą też sukces sprzedażowy.
Podsumowanie
Sukces ARC Raiders to nie przypadek. To wynik połączenia doświadczenia twórców Battlefielda z nowoczesnym, agresywnym marketingiem opartym na influencerach. Nie można też zapominać o interesującym przedstawieniu świata gry i satysfakcjonującej rozgrywce.
Obecnie tytuł ten wciąż znajduje się wśród najpopularniejszych gier na Steam i nic nie wskazuje na to, by to miało się zmienić.
Świetna optymalizacja oraz oprawa audiowizualna, wciągający gameplay i wspaniale przemyślany świat gry – Arc Raiders ma to wszystko. To bez dwóch zdań jedna z najlepszych sieciowych strzelanek z ostatnich lat.
Gra szwedzkiego studia Embark, twórców The Finals, reprezentuje gatunek tzw. extraction shooterów, do którego zalicza się także Escape from Tarkov czy Hunt Showdown. Chodzi więc o eksplorowanie mapy i poszukiwanie cennych przedmiotów, by na końcu spróbować wydostać się z obszaru jedną z kilku dróg ewakuacji. Mogą nam w tym przeszkodzić nie tylko inni gracze, ale też przeciwnicy sterowani przez komputer.
Arc Raiders zabiera na do postapokaliptycznego świata, w którym ludzkość żyje w enklawach pod ziemią. Wyruszamy na powierzchnię, żeby zbierać różne cenne zasoby i stawiać czoła niebezpiecznym robotom, które bezwzględnie polują na każdego człowieka, jakiego tylko zobaczą.
Zarówno świat, jak też komputerowi wrogowie, to duże zalety tej strzelanki. Embark stworzyło klimatyczne uniwersum w stylu „low sci-fi”, co zaowocowało świetnie prezentującymi się projektami uzbrojenia i naprawdę niezłą atmosferą. Przeciwnicy z kolei stanowią spore wyzwanie.
W przeciwieństwie do innych gier tego typu, komputerowi wrogowie naprawdę potrafią stanowić poważne niebezpieczeństwo – z tego względu nieraz lepiej po prostu unikać robotów, niż z nimi walczyć. Można też pomyśleć o połączeniu sił z innymi graczami, by pokonać potężniejsze maszyny.
Co ważne, możliwe jest granie w pojedynkę, ponieważ trafiamy wtedy na innych użytkowników, którzy też zdecydowali się na zabawę solo. W takich przypadkach, co ciekawe, nieraz można spotkać się z przyjaznymi interakcjami – nie każde spotkanie z obcym graczem kończy się wymianą ognia. To miła odmiana od, chociażby, Escape from Tarkov.
Zabawa ze znajomymi to już inna bajka, ponieważ granie w grupach tworzy odmienną atmosferę i parcie na rywalizację jest większe. Częściej dochodzi do strzelanin, rzadziej rozmawia się z obcymi, a częściej strzela bez pytania. Walka z innymi graczami jest ryzykowna, ale kusząca – w końcu mogą przenosić cenne łupy.
System strzelania jest świetnie przemyślany. Zdrowie tracimy szybko, ale mamy też energetyczne osłony, które wydłużają tzw. time-to-kill. Z tego względu zawsze mamy czas na reakcję i nie giniemy w ułamku sekundy, nawet jeśli wróg zaatakuje nas z nienacka.
Arsenał jest odpowiednio różnorodny – zaczynamy od broni przypominających samoróbki, a są to na przykład karabiny jednostrzałowe czy pistolety maszynowe. Potem możemy znajdować (lub tworzyć z zebranych zasobów) nieco poważniejsze i bardziej profesjonalne pukawki, rewolwery czy karabiny maszynowe.
Najważniejsze, że model strzelania jest przyjemny i sprawia satysfakcję. Do tego dochodzi wykorzystanie gadżetów, takich jak granaty czy pułapki. W ostateczności możemy nawet wyjąć łom i wykończyć przeciwników bez marnowania amunicji, chociaż to dosyć ryzykowne rozwiązanie.
Po śmierci tracimy cały ekwipunek – taki jest już urok tego gatunku strzelanek. Możemy co prawda schować jeden przedmiot do bezpiecznej kieszeni, jednak w ogólnym rachunku strat to niewielka pociecha. Na szczęście zawsze stać nas na stworzenie nowej, prostej broni. Możemy też wybrać się na misję z darmowym rynsztunkiem – dobieranym losowo.
Między kolejnymi wyprawami na powierzchnię przyjmujemy misje do wykonania, rozwijamy warsztat do craftingu i rozdajemy punkty umiejętności w drzewku pasywnych talentów. System rozwoju nie jest przesadnie rozbudowany, ale wystarczający, byśmy mieli poczucie progresu.
Arc Raiders nie tylko świetnie wygląda, ale – przede wszystkim – jest jedną z najlepiej zoptymalizowanych gier na silniku Unreal Engine 5. Fantastycznie wypada też warstwa audio, co ma spore znaczenie. W końcu w wielu sytuacjach nasłuchiwanie kroków czy innych dźwięków wydawanych przez wrogów może dać nam przewagę.
Nowa strzelanka od Embark Studios wciąga jak bagno. Nieważne czy gramy solo, czy też w grupie, Arc Raiders nawet po wielu godzinach sprawia ogromną frajdę. Nawet jeśli nie przepadacie za extraction shooterami, to temu po prostu warto dać szansę.
Listopad 2025 przynosi ze sobą prawdziwą lawinę gier, od wielkich, wyczekiwanych strategii, przez kolejne strzelanki, aż po intrygujące projekty niezależne. Gracze będą mogli zanurzyć się w zarządzaniu imperiami, poprowadzić ulubioną drużynę piłkarską, a także walczyć z hordami zombie czy koszmarami z lovecraftowskich opowieści. Oto najciekawsze premiery najnowszego miesiąca.
Europa Universalis V [PC]
Gatunek: strategia ekonomiczna
Data premiery: 4 listopada
Piąta odsłona kultowej serii wielkich strategii od Paradox Interactive. Europa Universalis V działa na nowym silniku Europa Engine i wprowadza modularną strukturę, pozwalającą na łatwiejsze dodawanie nowej zawartości. Gracze ponownie pokierują wybranym państwem na przestrzeni wieków (od 1444 do 1821 roku), zarządzając polityką, gospodarką, dyplomacją i wojskiem, starając się zdominować świat.
Football Manager 26 [PC]
Gatunek: menedżer piłkarski
Data premiery: 4 listopada
Kolejna edycja najpopularniejszego menedżera piłkarskiego na świecie. Football Manager 26 od Sports Interactive tradycyjnie zaoferuje zaktualizowane składy i ligi, a także szereg usprawnień w mechanikach zarządzania klubem, taktyki oraz interakcji z mediami i zawodnikami, dążąc do jak najwierniejszego odwzorowania realiów pracy menedżera.
7 Days Blood Moons [PC]
Gatunek: gra akcji, tower defense
Data premiery: 4 listopada (wczesny dostęp)
Gra twórców popularnego survivalu 7 Days to Die, ale skupiająca się na elementach tower defense. W „7 Days Blood Moons” gracze, samotnie lub w trybie kooperacji, stawiają czoła falom zombie podczas tytułowych „krwawych księżyców”. Rozgrywka koncentruje się na budowaniu fortyfikacji i odpieraniu coraz silniejszych ataków, a całość bazuje przy tym na silniku Unreal Engine 5.
Dead Static Drive [PC, XSX]
Gatunek: gra akcji
Data premiery: 5 listopada
Opisywana jako „Grand Theft Cthulhu”, Dead Static Drive to gra akcji z elementami survival horroru, przedstawiona w widoku z góry. Gracze przemierzają wersję Ameryki określaną mianem „weird-fiction”, walcząc o przetrwanie, prowadząc samochód i stawiając czoła lovecraftowskim potworom. Kluczowe jest nie tylko zwalczanie zagrożeń, ale także dbanie o własne zdrowie psychiczne w rozpadającym się świecie.
Second Sun [PC]
Gatunek: gra akcji, FPS
Data premiery: 5 listopada
Dynamiczny FPS z elementami roguelite, w którym gracze zasiadają za sterami mecha. Akcja Second Sun toczy się w postapokaliptycznym świecie, gdzie zagrożeniem jest nie tylko wroga sztuczna inteligencja, ale także tytułowe, zabójcze „słońce”. Rozgrywka stawia na szybkie tempo, modyfikowanie maszyny i podejmowanie taktycznych decyzji w walce o przetrwanie.
Egging On [PC, PS5, XSX]
Gatunek: zręcznościówka
Data premiery: 6 listopada
Humorystyczna, trójwymiarowa platformówka oparta na fizyce, inspirowana takimi produkcjami jak Fall Guys czy Human: Fall Flat. W Egging On gracze wcielają się w jajopodobne postacie i, samotnie lub w trybie kooperacji, próbują pokonać fantazyjne tory przeszkód, często z chaotycznymi i zabawnymi rezultatami.
Syberia Remastered [PC, PS5, XSX]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 6 listopada
Tak, kultowa Syberia doczekała się odświeżonej wersji. Syberia Remastered pozwoli graczom ponownie wcielić się w Kate Walker i przeżyć jej pierwszą, niezapomnianą podróż. Tytuł zaoferuje przede wszystkim znacząco ulepszoną oprawę wizualną oraz zmodernizowane sterowanie, dostosowane do współczesnych standardów.
The Last Caretaker [PC]
Gatunek: gra akcji
Data premiery: 6 listopada (wczesny dostęp)
The Last Caretaker to wyjątkowy survival FPP od fińskiego studia Channel37, który odwraca typowe role. Wcielamy się nie w człowieka, lecz w maszynę, na której spoczywa misja ocalenia ludzkości. Akcja toczy się w otwartym, oceanicznym świecie, nad którym górują rdzewiejące megastruktury. Nasze zadanie? Opieka nad ludzkimi zarodkami i wysłanie ich w kosmos, by zapewnić ludzkiemu gatunkowi przyszłość.
Long Drive North [PC]
Gatunek: symulacja, survival
Data premiery: 6 listopada (wczesny dostęp)
Symulator przetrwania skupiony na podróży samochodem. Long Drive North rzuca gracza do proceduralnie generowanego, otwartego świata, a dokładniej mówiąc na północ Stanów Zjednoczonych, gdzie głównym celem jest jazda naprzód. Rozgrywka polega na dbaniu o stan techniczny naszego kampera, szukaniu paliwa i pożywienia (oczywiście podczas pieszych wędrówek) oraz radzeniu sobie z głodem, pragnieniem i zmęczeniem podczas samotnej wędrówki.
Restaurats [PC]
Gatunek: zręcznościówka
Data premiery: 7 listopada
Chaotyczna gra kooperacyjna w stylu Overcooked. W Restaurats gracze wcielają się w tytułowe gryzonie prowadzące restaurację dla innych stworzeń. Zadaniem zespołu jest szybkie przyjmowanie zamówień, gotowanie i serwowanie potraw, a wszystko to w atmosferze pełnej humoru i nieoczekiwanych przeszkód.
Goodnight Universe [PC, PS5, XSX, NS, NS2]
Gatunek: narracyjna przygodówka
Data premiery: 11 listopada
Urocza gra przygodowa o nietypowej fabule. W Goodnight Universe wcielamy się w Isaaca, sześciomiesięczne dziecko, które jest jednocześnie obdarzane zdolnościami parapsychicznymi. Gra skupia się na narracji i eksploracji świata z perspektywy niemowlaka, łącząc uroczą oprawę graficzną z dojrzałą historią.
Assetto Corsa Rally [PC]
Gatunek: wyścigi
Data premiery: 13 listopada (wczesny dostęp)
Realistyczny symulator rajdowy i spin-off docenionej serii Assetto Corsa. Tytuł, tworzony przez Kunos Simulazioni, zaoferuje oficjalne licencje m.in. WRC, ERC i WRX. Gra ma kłaść ogromny nacisk na autentyczny model fizyki jazdy, odwzorowanie tras i zmiennych warunków pogodowych, celując w fanów najbardziej wymagających symulacji rajdowych.
Call of Duty: Black Ops 7 [PC, PS4, PS5, XONE, XSX]
Gatunek: FPS
Data premiery: 14 listopada
Kolejna odsłona popularnej podserii Call of Duty, za którą odpowiada studio Treyarch. Black Ops 7 przeniesie graczy do niedalekiej przyszłości, w latach 30. XXI wieku, i zaoferuje pełen pakiet: kampanię fabularną, rozbudowany tryb multiplayer (w tym odświeżone klasyczne mapy) oraz powracający, uwielbiany przez fanów tryb Zombie.
SpongeBob Kanciastoporty: Tytani toni [PC, PS5, XSX, NS2]
Gatunek: zręcznościówka
Data premiery: 18 listopada
Nowa trójwymiarowa platformówka z ulubieńcem publiczności. W Tytanach toni SpongeBob i Patryk muszą uratować Bikini Dolne przed inwazją robotów. Nowością w serii ma być tryb kooperacji dla dwóch graczy oraz specjalne „tytaniczne” moce, które bohaterowie będą mogli wykorzystywać do pokonywania przeszkód i wrogów.
Moonlighter 2: The Endless Vault [PC, PS5, XSX]
Gatunek: RPG, roguelike
Data premiery: 19 listopada (wczesny dostęp)
Kontynuacja udanego RPG akcji z elementami roguelike. Moonlighter 2 rozwija formułę znaną z pierwowzoru: za dnia gracze ponownie będą prowadzić swój sklep, a nocą wyruszą do proceduralnie generowanych podziemi – tytułowej Bezkresnej Krypty (The Endless Vault). Gra zaoferuje nowe mechaniki walki, głębszy system craftingu i jeszcze więcej skarbów do odkrycia.
Doczekaliśmy się nowej gry od studia Riot Games, co samo w sobie jest sporym wydarzeniem. Tym razem jednak mamy do czynienia z produkcją reprezentującą gatunek nieco bardziej niszowy. Jak udała się bijatyka z postaciami z League of Legends?
Pod wieloma względami 2XKO jest grą bez dwóch zdań świetną – choć warto podkreślić na początku, że jest też grą nastawioną na tryb multiplayer, bez żadnych ciekawych trybów singlowych. Najważniejszy element, czyli rozgrywka i stojące za nią systemy, nie pozostawia wiele do życzenia. Potyczki są dynamiczne i angażujące, sterowanie responsywne, a nauka kombosów wciąga.
Podstawy są stosunkowo proste, tym bardziej, że twórcy świadomie zrezygnowali z wielokierunkowych ataków specjalnych. Przykładowo – zamiast, jak w wielu innych, tradycyjnych bijatykach, wciskać dwa kierunki przed atakiem (chociażby „dół”, „przód” i atak), wystarczy przytrzymać tylko jeden przycisk kierunkowych. Dzięki temu można skupić się na taktyce, odpowiednim dobieraniu ciosów i reagowaniu.
To uproszczenie nie sprawia jednak, że gra jest łatwa. Mnogość mechanizmów rozgrywki związana z faktem, że mamy do czynienia z tzw. bijatyką tagową – sterujemy tak naprawdę dwiema postaciami – skutkuje tym, że musimy stale mieć na uwadze wiele elementów, zmiennych i uważać na różne rzeczy.
Przygotowano nawet opcjonalny system auto-kombosów, które możemy wykonywać jednym przyciskiem. Ogranicza on w pewien sposób możliwości konstruowania zaawansowanych kombosów, jednak to dobre narzędzie, by początkujący nauczyli się fundamentów rozgrywki – pozycjonowania, blokowania – bez martwienia się jednocześnie o poprawne wykonywanie dłuższych serii ciosów.
Jeśli natomiast chodzi o podstawy, mamy atak silny, lekki i średni, a także przycisk odpowiedzialny za wymianę wojowników w trakcie meczu lub też ich ataki, gdy wpadają na moment na arenę, by nam pomóc. Są też dwa przyciski ataków specjalnych – dwa triggery, jeśli gramy na kontrolerze.
Tym, co najmocniej wyróżnia 2XKO, są jednak tzw. Fuses. Można określić je mianem specjalizacji, które możemy wybrać przed każdym meczem. Jedna z nich wzmacnia ataki zespołowe, inne pozwala częściej wykorzystywać asystę, a jeszcze inne umożliwiają skupienie się na sterowaniu tylko jedną postacią, oferując jej większe możliwości.
Wszystko to sprawia, że bijatyka od Riot Games to gra naprawdę rozbudowana i pełna głębi. Można spędzić tu dużo czasu na kombinowaniu i odkrywaniu kolejnych zagrań, synergii i zależności między postaciami oraz wspomnianymi specjalizacjami. Jest to naprawdę niezwykle wciągające, tym bardziej że system walki jest po prostu przyjemny.
Trochę boli jednak dosyć mała liczba postaci. Obecnie w grze mamy tylko 11 wojowników – jest to rozczarowujące, biorąc pod uwagę jaki ogrom bohaterów jest dostępny w League of Legends. Jest przecież z czego wybierać, ale najwyraźniej zespół odpowiedzialny za 2XKO dostał nieco mniejszy budżet, niż by chciał.
Produkcja jest grą Free to Play opartą na systemie znanym z innych gier studia Riot. Grając zarabiamy walutę, która służy do odblokowywania postaci oraz elementów kosmetycznych. Na próżno szukać tutaj jakiegokolwiek elementu „pay to win”.
2XKO zdecydowanie można polecić fanom bijatyk. Gra wygląda świetnie, potyczki sprawiają frajdę, a nauka i rozwój są satysfakcjonujące. Brak jakiejkolwiek poważnej zawartości dla pojedynczego gracza i skupienie się na trybie online mogą jednak sprawić, że sporo osób po prostu zignoruje ten tytuł.
Przygotowaliśmy dla Was nowy konkurs, tym razem we współpracy z Akwamaryną. Zadanie polega na stworzeniu w grze The Sims 4 stanowiska gamingowego dla swojej ulubionej postaci z filmu, serialu, bajki, kreskówki lub książki.
Aby wziąć udział, należy zamieścić w komentarzu jedno zdjęcie przedstawiające projekt — widok na jedną ścianę pomieszczenia ze stanowiskiem. Można korzystać z dowolnych dodatków, rozszerzeń, modów i obiektów CC.
Na autorów najciekawszych projektów czekają nagrody: konsola Legion Steam OS oraz słuchawki Legion H600. Konkurs trwa od 24 października do 5 listopada 2025 r.
Japonia to ostatnimi czasy coraz bardziej popularny kierunek wirtualnych podróży. W wielu grach trafiamy do kraju kwitnącej wiśni – ale które tytuły są najlepsze i najbardziej warte uwagi?
Tutaj polecamy Wam pięć najciekawszych gier z akcją w Japonii. Zależy nam na różnorodności, by każdy znalazł coś dla siebie, a więc wymienione tu produkcje to reprezentanci kilku gatunków.
Yakuza 0
Cała seria studia RGG jest warta uwagi i polecenia, ale najlepiej zacząć od tej pierwszej pod względem chronologicznym. W końcu nie ma lepszego punktu startu dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z tą zwariowaną marką.
Yakuza 0 to gra akcji, w której liczą się przede wszystkim efektowne – i potrafiące rzucić wyzwanie – starcia z bandziorami. Do tego naprawdę wciągająca fabuła, choć przedstawiona w sposób mocno przekoloryzowany i często absurdalny.
Ta seria jest mocno specyficzna, można powiedzieć, że to brutalna i dziwaczna telenowela, ale z pewnością warto dać jej szansę – i najlepiej zacząć właśnie od tego prequela.
Persona 5
Ten cykl od Atlus jest nie bez powodu uznawany za kultowy, a piąta odsłona za najlepszą. Oferuje najbardziej rozbudowaną rozgrywkę i złożoną, angażującą historię z mnóstwem interesujących postaci.
Akcja osadzona jest w Tokio, w którym zwiedzić możemy kilka dzielnic i charakterystycznych punktów miasta. Szczególnie za dnia, kiedy nasz bohater spędza na różne sposoby czas wolny po szkole. Pójdziemy do kawiarni, potrenujemy baseball czy spotkamy się ze znajomymi?
Turowa walka w Personie 5 jest atrakcyjna wizualnie, wciągająca, wymagająca na wyższych poziomach trudności i oferuje sporo możliwości modyfikowania postaci i ich talentów. Nie bez powodu to jeden z najlepszych jRPG w historii.
Ghost of Tsushima
Dopiero co ukazało się Ghost of Yotei, jednak na premierę wersji PC jeszcze poczekamy. Jednak nic straconego – ponieważ pierwsza część tej serii od Sucker Punch jest równie dobra, a na pewno równie pięknie przedstawia Japonię.
Wyspa Cuszima zaprezentowana jest fantastycznie i oferuje miłą dla oka, krajobrazową różnorodność. Co prawda okoliczności – czyli inwazja Mongołów – nie sprzyjają bezstresowej eksploracji, ale przynajmniej często możemy poćwiczyć walkę kataną.
Gra oferuje intrygującą fabułą poruszającą wątki honoru i kodeksu samurajskiego, a także lojalności. Walkę zrealizowano niemal perfekcyjnie – każda potyczka jest niezwykle przyjemna, a na trudniejszych poziomach wyzwanie jest idealne i satysfakcjonujące.
Nioh 2
Na każdej liście tego typu przyda się jedna naprawdę trudna gra. Tutaj ten tytuł przypada właśnie drugiej części Nioh. Żadna gra od Team Ninja nie dorównała jeszcze tej pod względem głębi rozgrywki i poziomu trudności.
Akcja dzieje się w Japonii, lecz dużo tu elementów fantasy. Demony, yokai, rytuały i magia, wszystko to jest tutaj normą. W tle rozgrywa się historia związana z unifikacją królestwa, lecz pierwsze skrzypce niezaprzeczalnie gra fantastyczny gameplay.
Dużo broni do wyboru, mnóstwo zdolności do odblokowania, świetny system odzyskiwania energii premiujący agresywną grę i ofensywę – wszystko to sprawia, że Nioh 2 może zaoferować jeden z najlepszych systemów walki w grach wideo. Warunek jest jeden: trzeba lubić wyzwania, bo ten tytuł stawia przed nami naprawdę spore.
Total War: Shogun 2
Na koniec mały powrót do przeszłości. Od premiery Shoguna 2 minęło już co prawda ponad 14 lat, ale to wciąż wspaniała strategia i jedna z lepszych odsłon cyklu Total War od studia Creative Assembly. Szkoda, że wciąż nie doczekaliśmy się bezpośredniego sequela.
Mimo osadzenia akcji w Japonii, mapa imponuje rozmiarami. Otrzymujemy też wielką różnorodność jednostek, świetną oprawę wizualną (mimo upływu lat) i specyficzny styl walki, determinowany przez wyjątkowy setting, uzbrojenie i samurajskie tradycje.
Z pewnością warto też zainteresować się dodatkiem Fall of the Samurai, który oferuje świetną kampanię i większy nacisk na broń palną. To jedno z najwyżej ocenianych przez fanów rozszerzeń, jakie kiedykolwiek ukazały się do gier z cyklu Total War.
W świecie gier wideo, gdzie produkcje AAA dominują na rynku, a kolejne odsłony znanych serii są wyczekiwane przez miliony, istnieje również mroczny zakątek – zakątek zapomnianych tytułów. Istnieją sequele, które z różnych powodów nie zdołały przebić się do masowej świadomości, często pozostając w cieniu swoich potężniejszych poprzedników. Niniejszy artykuł rzuca światło na pięć takich gier – kontynuacji, o których istnieniu wielu graczy mogło nawet nie słyszeć.
Wydane w 2004 roku na przenośną konsolę Game Boy Advance, Grand Theft Auto Advance stanowiło ambitną próbę przeniesienia rozbudowanego, otwartego świata znanego z konsol stacjonarnych na mały ekran. Gra, będąca prequelem do Grand Theft Auto III, osadzona została w Liberty City i oferowała widok z góry, nawiązujący do korzeni serii. Mimo solidnej jak na możliwości GBA oprawy i wciągającej fabuły, tytuł ten zaginął w zalewie innych gier. Powodem był przede wszystkim czas premiery – gra ukazała się w tym samym okresie co przełomowe Grand Theft Auto: San Andreas, które całkowicie zdominowało rynek i uwagę mediów. W rezultacie, kieszonkowe Liberty City pozostało jedynie ciekawostką dla najbardziej zagorzałych fanów serii.
Castlevania: Order Of Shadows
W 2007 roku, w erze przed smartfonami, kiedy rynek gier mobilnych raczkował, Konami wypuściło Castlevania: Order of Shadows na telefony z obsługą Java Platform, Micro Edition. Była to próba przeniesienia klasycznej formuły serii, łączącej elementy platformowe i RPG, na ekrany telefonów komórkowych. Gra wprowadzała nową postać, Desmonda Belmonta, i oferowała eksplorację zamku Draculi. Jednakże, ze względu na ograniczenia technologiczne platformy, uproszczoną rozgrywkę i niewielką dostępność (jedynie w USA i UK), Order of Shadows nigdy nie zyskało rozgłosu porównywalnego z odsłonami na konsole przenośne, takimi jak te z Nintendo DS. Dziś jest to w dużej mierze zapomniany rozdział w bogatej historii serii Castlevania
Star Wars Battlefront: Renegade Squadron
Wydany wyłącznie na PlayStation Portable w 2007 roku, Star Wars Battlefront: Renegade Squadron był spin-offem popularnej serii strzelanek osadzonych w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Gra, stworzona przez Rebellion Developments, a nie przez oryginalne studio Pandemic, wprowadzała kilka nowości, w tym rozbudowane opcje personalizacji postaci. Mimo iż spotkała się z umiarkowanie pozytywnymi recenzjami, chwalącymi tryb wieloosobowy i nowe funkcje, jej ekskluzywność dla jednej platformy przenośnej znacznie ograniczyła jej zasięg. W świadomości graczy, seria Battlefront kojarzona jest głównie z dwiema pierwszymi, dużymi odsłonami oraz z późniejszymi grami od studia DICE, co sprawiło, że Renegade Squadron stał się zaledwie przypisem w historii marki.
Crash: Mind Over Mutant
Jako bezpośrednia kontynuacja Crash of the Titans z 2007 roku, Crash: Mind Over Mutant z 2008 roku kontynuowało nową formułę rozgrywki, skupiającą się na ujarzmianiu potworów i używaniu uch zdolności. Gra ukazała się na wiele platform, w tym PlayStation 2, PSP, Wii i Xbox 360. Mimo to, nie zdołała ona zdobyć serc fanów ani krytyków. Oceny były w najlepszym razie mieszane, a wielu graczy tęskniło za klasyczną, platformową rozgrywką z pierwszych trzech części serii. Mind Over Mutant jest często postrzegane jako jeden z ostatnich gwoździ do trumny „starego” Crasha, przed długą przerwą i ostatecznym odrodzeniem serii w postaci Crash Bandicoot N. Sane Trilogy.
Batman: Arkham Origins Blackgate
Wydany w 2013 roku jako gra towarzysząca dla Batman: Arkham Origins, Blackgate miało za zadanie przenieść doświadczenie z serii Arkham na konsole przenośne – PlayStation Vita i Nintendo 3DS. Tytuł ten, będący metroidvanią w 2.5D, kontynuował wątki fabularne z dużej odsłony. Mimo interesującego połączenia eksploracji z systemem walki „Freeflow”, gra spotkała się z mieszanym odbiorem. Krytykowano przede wszystkim powtarzalne otoczenie, frustrujący system nawigacji i kamerę, która nie zawsze sprawdzała się w dwuwymiarowej perspektywie. Chociaż później wydano edycję „Deluxe” na konsole stacjonarne i PC, Blackgate nigdy nie zdołało wyjść z cienia swoich większych i znacznie bardziej dopracowanych braci, pozostając zapomnianym rozdziałem w sadze o Mrocznym Rycerzu.
Każdy gracz to zna: rosnąca kupka wstydu, czyli gry, które zaczęliśmy z wielkim zapałem, by porzucić je po kilku, kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu godzinach. Czasem winna jest przytłaczająca skala świata, innym razem poziom trudności, a nierzadko po prostu proza życia i brak czasu. Poniżej przedstawiamy 10 wyjątkowych tytułów, które wciągnęły miliony, ale równie wiele osób pozostawiło przed napisami końcowymi. To gry, do których warto wrócić, by poznać ich pełne historie.
To monumentalna, powolna i metodyczna opowieść. Wymaga od gracza cierpliwości, a jej celowo ociężałe tempo i przywiązanie do realizmu (np. długie animacje interakcji) mogą zniechęcać. Ogromny, otwarty świat pełen aktywności pobocznych sprawia, że łatwo jest się zatracić i zapomnieć o głównym wątku fabularnym. Historia Arthura Morgana to jednak jedna z najlepiej napisanych i najbardziej poruszających opowieści w historii gier wideo. To agonia Dzikiego Zachodu i dramat człowieka uwięzionego między lojalnością a własnym sumieniem. Ostatnie rozdziały gry to emocjonalny rollercoaster, który redefiniuje całą podróż i zostaje z graczem na długo po jej zakończeniu. To doświadczenie, dla którego warto poświęcić te dziesiątki godzin.
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Skala gry jest absolutnie przytłaczająca. Setki zadań pobocznych, ogromne mapy usiane znakami zapytania i dziesiątki godzin dialogów. Łatwo o uczucie wypalenia, zwłaszcza gdy po 50 godzinach gry okazuje się, że główny wątek ledwo ruszył do przodu. Dziki Gon ma jednak niesamowity, słowiański klimat. Ponadto to nie tylko opowieść o poszukiwaniu Ciri, ale też kulminacja losów Geralta z Rivii, pełna trudnych wyborów moralnych, które mają realny wpływ na otaczający go świat. Zadania poboczne często dorównują jakością głównej fabule, budując niesamowicie wiarygodny i mroczny świat. Zakończenie, a zwłaszcza fabularne dodatki Serca z Kamienia i Krew i Wino, to absolutne mistrzostwo i satysfakcjonujące zwieńczenie tej wielkiej przygody.
Baldur’s Gate 3
Baldur’s Gate 3 to gigantyczny, niezwykle złożony RPG. Mnogość systemów, klas postaci, zaklęć i decyzji do podjęcia może być paraliżująca dla nowicjuszy. Każdy akt gry jest ogromny, a swoboda działania sprawia, że łatwo zboczyć z głównej ścieżki na dziesiątki godzin. Gra ze świata Dungeons and Dragons to natomiast definicja gry RPG, w której wybory mają prawdziwe znaczenie. Historia, postacie i sposób, w jaki świat reaguje na działania gracza, stoją na najwyższym poziomie. Ukończenie Baldur’s Gate 3 to nie tylko zobaczenie końca historii, ale przeżycie własnej, unikalnej przygody, ukształtowanej przez setki małych i dużych decyzji. To gra, która nagradza zaangażowanie jak żadna inna.
Elden Ring
Dwa słowa: poziom trudności. Jak na grę studia FromSoftware przystało, Elden Ring jest bezlitosny. Otwarty świat, choć piękny, potrafi być również pułapką, prowadząc gracza do starć, na które nie jest gotowy. Frustracja po dziesiątej porażce z tym samym bossem to częsty powód porzucenia gry. Przełamanie niemocy i pokonanie potężnego przeciwnika daje jednak w Elden Ring niezrównaną satysfakcję. To gra o uczeniu się na błędach, cierpliwości i triumfie woli. Odkrywanie tajemnic i składanie w całość enigmatycznej fabuły to nagroda sama w sobie. Każdy pokonany boss to kamień milowy. Warto też wspomnieć, że Elden Ring oferuje sporo sprytnych sposobów na ominięcie wysokiego poziomu trudności.
Hollow Knight
Pod urokliwą, ręcznie rysowaną oprawą kryje się wymagająca i często bezlitosna metroidvania. Eksploracja rozległego, labiryntowego królestwa Hallownest bywa myląca, a trudni bossowie wymagają precyzji i wielu podejść. Łatwo tu utknąć, nie wiedząc, dokąd pójść dalej. Hollow Knight to jednak mistrzostwo w budowaniu atmosfery i opowiadaniu historii poprzez otoczenie. Odkrywanie zapomnianych ścieżek, poznawanie tragicznych losów mieszkańców królestwa i stopniowe zdobywanie nowych umiejętności, które otwierają wcześniej niedostępne miejsca, jest niezwykle satysfakcjonujące. To jedna z najlepszych niezależnych gier wszech czasów.
Grand Theft Auto V
Wielu graczy po przejściu prologu i kilku pierwszych misji rzuciło się w wir sieciowej zabawy, całkowicie zapominając o losach Michaela, Franklina i Trevora. Rozbudowany tryb wieloosobowy stał się dla wielu główną grą. Poza tym to kolejna gra, która stawia przed graczem sporo zapełniaczy. Jej główny wątek fabularny to jednak pełna akcji i czarnego humoru, znakomita satyra na współczesną Amerykę. Przeplatające się losy trzech skrajnie różnych bohaterów, spektakularne misje napadów i błyskotliwe dialogi sprawiają, że to jedna z najlepszych opowieści w dorobku studia Rockstar. To po prostu kawał świetnie wyreżyserowanego kina akcji w formie gry.
RimWorld
RimWorld w teorii (i w praktyce) ma zakończenie, i to nawet nie jedno. Każdy gracz może na przykład zbudować własny statek kosmiczny i uciec z planety. Wielu graczy decyduje się jednak, by tego nie robić. W tej grze jest bowiem tyle do zrobienia, że gracze po wielu godzinach zabawy trudno jest się pożegnać z kolonistami. Moja rada jest jednak taka. Warto to zrobić, bo czeka Cię jeszcze wiele świetnych gier do ukończenia.
God of War (2018)
Choć ta gra jest bardziej liniowa niż inne tytuły na tej liście, jej świat również pełen jest zadań pobocznych, znajdziek i opcjonalnych wyzwań, takich jak walka z Walkiriami. Skupienie się na eksploracji może odciągnąć od głównego, niezwykle wciągającego wątku. Tak się składa, że to jedna z najpiękniejszych opowieści o ojcostwie w grach wideo. Ewolucja relacji między Kratosem a Atreusem, powolne odkrywanie ich wspólnej przeszłości i przeznaczenia, to emocjonalny rdzeń tej produkcji. Finał gry i ostatnia, kluczowa scena na szczycie góry, to potężny i satysfakcjonujący moment, który nadaje sens całej podróży.
Cuphead
Cuphead to gra piekielnie trudna. Ta przepiękna, stylizowana na kreskówki z lat 30. XX wieku produkcja to w rzeczywistości brutalna platformówka. Wymaga niemal perfekcyjnej pamięci do wzorców ataków i zręczności na poziomie automatu do gier. Satysfakcja płynąca z pokonania bossa po kilkudziesięciu próbach to natomiast coś pięknego. To hołd dla klasycznych gier wideo, który testowały cierpliwość i determinację. Ukończenie go to coś, czym można się chwalić.
Darkest Dungeon
Stres, losowość i permanentna śmierć. Ta gra jest zaprojektowana tak, by psychicznie dręczyć nie tylko bohaterów, ale i samego gracza. Utrata wysoko rozwiniętej postaci, na którą poświęciłeś godziny, z powodu serii niefortunnych zdarzeń, potrafi złamać serce i chęć do dalszej gry. Darkest Dungeon to jednak mistrzowska lekcja zarządzania ryzykiem i akceptacji porażki. Uczy, że nie da się uratować wszystkich i że czasem trzeba poświęcić jednostkę dla dobra ogółu. Dotarcie do tytułowego Najmroczniejszego Lochu i pokonanie go to katharsis – ostateczne zwycięstwo nad beznadzieją i okrucieństwem, które ta gra rzuca graczowi prosto w twarz. To doświadczenie trudne, ale niezapomniane.
Niezależne Clover Pit jest naprawdę niebezpieczne – bo po prostu wciąga jak diabli. Tytuł ten świetnie wykorzystuje formułę zabawy z losowością, niczym Balatro, choć w zupełnie innej formule.
Podstawą rozgrywki jest granie na maszynie losującej, czyli popularnym w kasynach jednorękim bandycie. Zaczyna się w sposób wyjątkowo nieskomplikowany, bo widzimy tylko bazową punktację i wiemy, że – przykładowo – wylosowanie w rzędzie trzech symboli da nam konkretną liczbę punktów.
Różne symbole to oczywiście różna punktacja. Szybko do gry wchodzą jednak modyfikatory, czyli klucz do dobrej i wciągającej – oraz uzależniającej – zabawy w grach tego typu. Regularnie otrzymujemy ulepszenia, które wpływają na rzeczoną punktację. Możemy na przykład sprawić, że konkretne symbole będą pojawiać się częściej, albo zwiększyć mnożnik punktów.
Zdobywamy także przedmioty, które możemy kupować za losy. Te bibeloty mogą zwiększać szczęście losowań, liczbę punktów, albo wprowadzać przeróżne zasady typu „15 procent szans, że wylosowane symbole wiśni będą złote” – co sprawi, że symbole te będą więcej warte.
Z każdą rundą musimy zarabiać więcej na wygranych, ponieważ mamy konkretny cel – spłatę stale rosnącego długu. Cel ten cały czas rośnie. Na samym początku musimy spłacić tylko 75 monet, potem liczba ta wzrasta do kilkuset, kilku tysięcy, a wreszcie nawet kilkuset milionów.
Musimy więc planować cały rozwój tak, by stale zwiększać szanse na zdobywanie kolejnych dużych mnożników punktacji. Jest to system w zasadzie identyczny do tego, co widzieliśmy w Balatro – gdzie wymagane progi zarobkowe też mocno się zmieniały i początkowo wydawały się nieraz nierealistyczne.
Przy pierwszych podejściach do gry wydaje nam się, że przecież nie ma mowy, że zdobędziemy takie sumy, ale z czasem uczymy się, jak wykorzystywać konkretne ulepszenia i faktycznie osiągamy coraz lepsze wyniki.
Clover Pit oferuje nie tylko angażujący gameplay, ale też ciekawą oprawę i otoczkę. Akcja rozgrywa się bowiem w tajemniczej, mrocznej celi, w której nasza postać jest ewidentnie uwięziona. Rozwikłanie tej zagadki i podłoża fabularnego może zająć wiele godzin – chociaż równie dobrze możemy się też tym w ogóle nie przejmować i skupić na grze.
Twórcy ze studia Panic Arcade, odpowiedzialni też za inną świetną grę niezależną Yellow Taxi Goes Vroom, stanęli na wysokości zadania. Udało im się przygotować tytuł bazujący na losowości, ale dający też przyjemne poczucie kontroli. Clover Pit nie tylko wciąga, ale też sprawia niesamowitą frajdę – a przy okazji jest też bardzo rozsądnie wycenione.
Największe święto graczy w Polsce zbliża się wielkimi krokami! Poznań Game Arena 2025 już wkrótce połączy tysiące fanów gamingu, nowych technologii i e-sportowych emocji. A my mamy dla Ciebie coś wyjątkowego – bilety na PGA 2025 do wygrania w kilku konkursach!
Weź udział i zgarnij wejściówki:
Na naszym Facebooku Lenovo Legion Polska — zobacz post konkursowy kliknij tutaj
W naszej społeczności Lenovo Gaming Community — odpowiedz na pytanie konkursowe tutaj
U naszych przyjaciół ze społeczności H3.GG
Oraz na streamach u Kamstar i HAJTV, gdzie również możesz zdobyć wejściówki na PGA!
Lenovo Legion jest w tym roku sponsorem Poznań Game Arena 2025. Nasze najnowsze laptopy, komputery i urządzenia gamingowe znajdziesz na stoiskach partnerów handlowych, którzy przygotowali dla odwiedzających mnóstwo atrakcji i okazji, by przetestować sprzęt w akcji!
Nie czekaj — weź udział w konkursach i widzimy się na PGA 2025!