Gamingowy Piątek w Showroom Lenovo i Motorola (odbył się 20 marca) ponownie udowodnił, że połączenie esportowych emocji, nowoczesnej technologii i społeczności graczy to przepis na wyjątkowe wydarzenie. Tym razem spotkaliśmy się na wirtualnej murawie EA SPORTS FC26, gdzie od pierwszych minut nie brakowało zaciętej rywalizacji, efektownych akcji i głośnego dopingu.
W wydarzeniu wzięło udział aż 60 uczestników, a atmosfera była naprawdę wyjątkowa – część graczy pojawiła się w koszulkach swoich ulubionych drużyn i piłkarzy, przez co czuliśmy się jak na prawdziwym stadionie.
Na miejscu nie zabrakło również gości specjalnych. Wśród nich pojawił się dziennikarz CD-Action, który miał okazję przyjrzeć się wydarzeniu z bliska i sprawdzić, jak wygląda społeczność Lenovo Legion w akcji. Duże zainteresowanie wzbudziła także obecność influencera Krzy Krzysztofa, który podczas eventu testował najnowszy sprzęt Lenovo. Na jego warsztat trafił m.in. Legion Go 2 – mobilna konsola gamingowa nowej generacji, a także Legion Glasses Gen 2, czyli okulary pozwalające zamienić dowolne miejsce w prywatny, wielkoformatowy ekran do grania i oglądania treści. To rozwiązanie szczególnie przypadło do gustu uczestnikom, którzy mogli zobaczyć, jak wygląda immersja na zupełnie nowym poziomie.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się również najnowsze laptopy Lenovo Legion, które reprezentują aktualną generację sprzętu dla najbardziej wymagających graczy. Wyposażone w topowe podzespoły i technologie poprawiające wydajność oraz jakość obrazu, pozwalały na płynną rozgrywkę i maksymalne wykorzystanie możliwości EA SPORTS FC26. Dla wielu uczestników była to okazja, by nie tylko zagrać, ale też przetestować sprzęt, który na co dzień oglądają w materiałach online.
Sam turniej dostarczył mnóstwo emocji – nie brakowało wyrównanych pojedynków, zwrotów akcji i bramek zdobywanych w ostatnich sekundach meczu. Poziom był wysoki, a rywalizacja trwała do samego końca.
Gamingowy Piątek to jednak nie tylko turniej, ale przede wszystkim spotkanie społeczności, która dzieli tę samą pasję. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za obecność, energię i świetną atmosferę.
Już teraz zapraszamy na kolejną edycję wydarzenia – w kwietniu zmieniamy klimat i przenosimy się na tor wyścigowy. Będzie szybko, dynamicznie i jeszcze bardziej emocjonująco. Szczegóły już wkrótce!
Rok 2026 zapowiada się jako przełomowy moment dla wszystkich miłośników mrocznego fantasy i kultowej serii Diablo. Po miesiącach spekulacji, Blizzard Entertainment przygotowuje się do domknięcia epickiej sagi o nienawiści, którą sami twórcy określają mianem „The Age of Hatred”. Rozszerzenie zatytułowane Lord of Hatred nie jest jedynie zwykłym dodatkiem; to fundamentalna przebudowa gry, która ma na celu przywrócenie Sanktuarium jego mrocznej chwały i zaspokojenie oczekiwań najbardziej wymagających weteranów.
Stawka w nadchodzącej kampanii jeszcze nigdy nie była tak wysoka. Gracze staną oko w oko z samym Mefistem, a jedyną nadzieją na ratunek okaże się sojusz, który jeszcze niedawno wydawał się niemożliwy. Przedstawiamy kompletne zestawienie informacji, które pozwolą Wam przygotować się na nadchodzące starcie z Najwyższym Złem.
Oficjalna data światowej premiery Diablo IV: Lord of Hatred została wyznaczona na 28 kwietnia 2026 roku. Blizzard zdecydował się na jednoczesny debiut na wszystkich wiodących platformach, co jest doskonałą wiadomością dla zróżnicowanej społeczności graczy.
Tego samego dnia do walki z hordami demonów ruszą posiadacze komputerów osobistych z systemem Windows oraz użytkownicy konsol PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One oraz Xbox Series X i S. Deweloperzy zapewniają, że dołożyli wszelkich starań, aby optymalizacja na każdej z tych platform pozwalała na płynną rozgrywkę nawet podczas najbardziej intensywnych bitew na nowym, wymagającym obszarze.
Fabuła: Szokujący powrót Lilith i desperacki sojusz
Główna oś fabularna w Lord of Hatred rozpoczyna się niemal bezpośrednio po dramatycznym finale rozszerzenia Vessel of Hatred. Mefisto, Pan Nienawiści, coraz śmielej realizuje swój okrutny plan, dążąc do dotarcia do mitycznych Sadzawek Stworzenia (Pools of Creation). Jego celem jest skąpanie całego Sanktuarium w wiecznej nienawiści, co doprowadziłoby do całkowitej zagłady ludzkości i tryumfu Piekła.
Największym i najbardziej zaskakującym zwrotem akcji jest jednak powrót Lilith, Matki Sanktuarium, o której myśleliśmy, że odeszła na zawsze. W obliczu potęgi Mefista, która zagraża istnieniu zarówno ludzi, jak i demonów, nasz bohater zostaje zmuszony do zawarcia z nią niebezpiecznego i toksycznego sojuszu.
Partnerstwo to opiera się wyłącznie na rozpaczliwej konieczności przetrwania, a nie na zaufaniu, co z pewnością doprowadzi do wielu napiętych i nieprzewidywalnych momentów w kampanii. Okazuje się, że Lilith miała rację co do nadciągającego zagrożenia, a my musimy zaryzykować wszystko, by wspólnie powstrzymać jej ojca przed zniszczeniem świata.
Nowa kraina: Egzotyczny archipelag Wysp Skovos
Dodatek zabierze nas w zupełnie nowy, dotąd niedostępny rejon Sanktuarium – na tajemnicze Wyspy Skovos. Jest to miejsce o ogromnym znaczeniu dla mitologii uniwersum, będące niegdyś domem dla Lilith i archanioła Inariusa. Obecnie terytorium to funkcjonuje jako matriarchat rządzony twardą ręką przez Królową Amazonek oraz tajemniczą Wyrocznię.
Archipelag Skovos zachwyca różnorodnością krajobrazów, które będziemy przemierzać podczas kampanii. Odwiedzimy spalone słońcem wulkaniczne wybrzeża, gęste i mroczne lasy deszczowe, w których nieustannie szaleją burze, oraz upiorne, na wpół zatopione ruiny starożytnych miast.
Eksploracja tych terenów będzie wiązała się z walką z zupełnie nowymi rodzajami przeciwników. Na graczy czekają morskie koszmary wyłaniające się z głębin oraz fanatyczni, zdeprawowani kultyści służący woli Mefista. Wyspy te pierwotnie planowano wprowadzić już w Diablo 3, jednak dopiero teraz gracze otrzymają szansę na ich pełne odkrycie.
Nowe klasy postaci: Paladyn i Czarnoksiężnik
Blizzard zaskoczył społeczność, ogłaszając, że dodatek wprowadzi nie jedną, lecz aż dwie grywalne klasy postaci. Pierwszą z nich jest Paladyn – absolutny faworyt fanów, o którego proszono od momentu zapowiedzi czwartej części gry. To ciężkozbrojny obrońca wiary, który w walce posługuje się młotami, tarczami oraz niszczycielską mocą Świętego Światła.
Paladyn oferuje satysfakcjonującą rozgrywkę opartą na potężnych atakach w zwarciu oraz aurach wspomagających sojuszników. Co ważne, klasa ta jest dostępna jako bonus dla osób decydujących się na przedsprzedaż dodatku, co pozwala na jej rozwijanie jeszcze przed oficjalną premierą rozszerzenia.
Drugą nowością jest Czarnoksiężnik (Warlock), mistrz zakazanej wiedzy i mrocznych sztuk magicznych. Są to postacie potrafiące naginać demony do swojej woli i wykorzystywać potęgę samego Piekła przeciwko swoim wrogom. Warlock zadebiutuje oficjalnie w dniu premiery dodatku, oferując unikalne mechaniki przywoływania sług oraz destrukcyjne czary dystansowe.
Zmiany w rozgrywce: Itemizacja i Kostka Horadrimów
Lord of Hatred przynosi najbardziej fundamentalne zmiany w mechanice rozgrywki od czasu debiutu gry. Deweloperzy wzięli pod uwagę krytykę fanów i całkowicie przebudowali system przedmiotów (itemizację), aby oferował on większą głębię i sensowny rozwój postaci w późniejszych etapach gry.
Wraz z dodatkiem na serwery trafi bezpłatna aktualizacja, która znacząco zmodyfikuje drzewka talentów dla wszystkich klas, wprowadzając dziesiątki nowych wariantów biegłości. Maksymalny poziom doświadczenia zostanie zwiększony, co otworzy drogę do zdobywania jeszcze potężniejszego ekwipunku.
Do gry powraca również legendarny artefakt – Kostka Horadrimów. Zaoferuje ona graczom zupełnie nowe możliwości w zakresie rzemiosła i modyfikacji zdobytego sprzętu, co ma kluczowe znaczenie dla optymalizacji buildów. Dodatkowo wprowadzono wyczekiwany Filtr Łupów (Loot Filter), który pozwoli nam automatycznie namierzać tylko te przedmioty, których realnie potrzebujemy.
Nowym elementem wyposażenia będą Talizmany, które pozwolą na stałe aktywowanie potężnych premii po skompletowaniu określonych zestawów pancerza. Wszystkie te zmiany mają sprawić, że poszukiwanie „tego jedynego” przedmiotu będzie znacznie bardziej ekscytujące niż dotychczas.
Endgame i nowe aktywności
Faza gry końcowej doczekała się solidnej rewizji, której celem jest uniknięcie monotonii. Najważniejszą nowością w tym segmencie są Plany Wojenne (War Plans). Jest to system pozwalający graczom na niemal nieograniczoną personalizację ścieżki postępów, w której sami wybieramy rodzaj aktywności, ich modyfikatory oraz trudność, by maksymalizować szanse na konkretne nagrody.
Dla osób chcących przetestować siłę swoich buildów przygotowano tryb Echoing Hatred, oferujący ekstremalne wyzwania bojowe. Z kolei fani luźniejszej rozrywki ucieszą się z wprowadzenia mechaniki łowienia ryb, dostępnej na wybrzeżach Sanktuarium. To ciekawy sposób na chwilę wytchnienia i kolekcjonowanie unikalnych trofeów między kolejnymi wyprawami do lochów.
Przedsprzedaż, ceny i edycje dodatku
Dodatek Lord of Hatred jest już dostępny w przedsprzedaży w trzech wariantach: Standard, Deluxe oraz Ultimate. Każda z edycji oferuje inne korzyści, jednak wspólnym elementem jest nielimitowany dostęp do klasy Paladyna, którym można grać już teraz.
Oto co można zyskać, decydując się na zakup przed premierą:
Edycja Standard: Gwarantuje dostęp do klasy Paladyna oraz dodatkową zakładkę w skrytce na przedmioty.
Edycja Deluxe: Zawiera wszystkie bonusy ze Standardu, a dodatkowo unikalne zestawy pancerza dla Paladyna i Czarnoksiężnika oraz dwa dodatkowe miejsca na postacie.
Edycja Ultimate: Najbogatszy pakiet, który oprócz powyższych bonusów zawiera ekskluzywnego wierzchowca o nazwie Skartaran Basilisk oraz specjalne elementy ozdobne inspirowane światem World of Warcraft.
Diablo IV: Lord of Hatred zapowiada się na ostateczne odkupienie serii, łącząc mroczny klimat klasyków z nowoczesnymi rozwiązaniami, o które fani prosili od lat. Czy jesteście gotowi, by stanąć ramię w ramię z Lilith przeciwko Panu Nienawiści?
Czasem domowy budżet potrzebuje chwili wytchnienia, a chęć na wieczorny relaks z grami wcale nie maleje. Dobra wiadomość jest taka, że w marcu 2026 roku rynek gier darmowych i tych free-to-play obfituje w świetne tytuły, które potrafią wciągnąć na dziesiątki, a nawet setki godzin – i to bez wydawania ani grosza.
Oto zestawienie najciekawszych darmowych propozycji, które ratują sytuację, gdy portfel musi odpocząć. Oczywiście podejrzewam, że takie tytuły jak League of Legends, Fortnite czy Counter-Strike 2 doskonale znacie i dlatego skupiłam się tu na innych produkcjach.
Był Overwatch 2, znowu jest Overwatch. Ta gra przeszła na przestrzeni lat wiele zmian, ale uwierzcie mi – w Overwatcha nigdy nie grało się lepiej. Jeszcze większa baza dostępnych postaci, dynamiczna i satysfakcjonująca rozgrywka, możliwość zdobycia skrzynek z przedmiotami za darmo. Nie można też zapominać o tym, jak wiele trybów rozgrywki mamy tu do dyspozycji – krótką grę dla tych ograniczonych czasowo, rozgrywkę kompetytywną dla miłośników rywalizacji i co najważniejsze – Stadium, który pozwala w ciekawy sposób ulepszać postaci. Choć system mikropłatności pozwala na zakup elementów kosmetycznych, sama esencja rozgrywki jest w pełni darmowa, sprawiedliwa i dostarcza niesamowitych emocji na długie wieczory pełne sportowej rywalizacji. I tak, uważam, że Overwatch jest znacznie lepiej dopracowany niż Marvel Rivals.
The Sims 4
Wiele osób o tym zapomina, ale tak podstawowowa wersja The Sims 4 jest darmowa. To absolutny ewenement, że gra o tak gigantycznym zasięgu i możliwościach przeszła na model free-to-play, dając nam bezpłatny dostęp do tego niesamowitego, wirtualnego świata. Kiedy portfel domaga się litości, a my odczuwamy ogromną potrzebę ucieczki od codziennych, szarych obowiązków, to właśnie ten symulator życia sprawdza się po prostu najlepiej. Zamiast przejmować się rachunkami w prawdziwym życiu, możecie spędzić długie, relaksujące godziny na budowaniu wymarzonej willi dla swoich wirtualnych podopiecznych. Kreator postaci to potężne narzędzie, w którym bez problemu stworzycie kogo tylko zapragniecie – od idealnych wersji samych siebie, po przedziwne istoty o skrajnych cechach charakteru. Podstawka oferuje naprawdę mnóstwo świetnej zawartości na start: możecie rozwijać karierę, budować skomplikowane relacje międzyludzkie, organizować szalone imprezy czy po prostu obserwować, jak wasi Simowie radzą sobie z prozą życia.
Once Human
Jeśli czujecie przesyt standardowymi grami survivalowymi, w których po prostu rąbiecie drewno i bronicie się przed zombie, Once Human to produkcja, która zdecydowanie odświeży wasze spojrzenie na ten gatunek. To niesamowicie wciągające, postapokaliptyczne MMO wrzuca nas do świata, który został całkowicie skażony przez tajemniczą, kosmiczną siłę zwaną Gwiezdnym Pyłem. Zamiast sztampowych umarlaków, na naszej drodze stają tu przerażające, zmutowane bestie przypominające najgorsze koszmary z powieści grozy. Gra robi gigantyczne wrażenie swoim rozmachem i fenomenalnym, niezwykle swobodnym systemem budowania bazy, który pozwala na wznoszenie imponujących konstrukcji niemal w każdym miejscu na mapie. Zbieranie surowców, tworzenie potężnego uzbrojenia i dbanie o potrzeby naszej postaci niesamowicie angażuje, a eksploracja tego mrocznego, pełnego zagadek świata to czysta przyjemność. Co ważne, możecie w to grać całkowicie samotnie, powoli odkrywając fabułę, lub połączyć siły z innymi graczami, by wspólnie rzucić wyzwanie gigantycznym bossom. I pomyśleć, że tak ogromna, dopracowana produkcja z tak piękną oprawą graficzną jest w całości dostępna za darmo!
Vampire’s Fall 2
Dla wszystkich fanów gęstego, mrocznego klimatu i klasycznych gier RPG z rzutu izometrycznego mam fantastyczną wiadomość – Vampire’s Fall 2 to darmowa perełka, obok której po prostu nie można przejść obojętnie. Jako długo wyczekiwana kontynuacja, gra od razu rzuca nas w sam środek bezlitosnego świata dark fantasy, w którym jako nowo narodzony wampir musimy przetrwać i wywalczyć sobie odpowiednią pozycję. Największe wrażenie robi tu niezwykle płynna eksploracja rozległego, mrocznego świata, która odbywa się bez żadnych irytujących ekranów ładowania podczas przechodzenia do walki. Same starcia zostały zrealizowane w fantastycznym, staroszkolnym systemie turowym. Wymaga to od nas nieustannego kombinowania, taktycznego myślenia oraz umiejętnego żonglowania wampirycznymi zdolnościami, cenną maną i punktami życia. Twórcy przygotowali mnóstwo angażujących zadań pobocznych, a mroczna intryga napędzająca wątek główny potrafi przykuć do monitora na wiele długich wieczorów. To jeden z tych rzadkich przypadków darmowej gry, w której w ogóle nie czuć nachalnych mikropłatności, a sama rozgrywka broni się świetną, niesamowicie wciągającą mechaniką od samego początku.
Snowbot
Czasem mam takie dni, kiedy nie mam najmniejszej ochoty na głośne strzelanki czy skomplikowane gry RPG z setkami statystyk. Wtedy szukam czegoś wyciszającego i dokładnie czymś takim jest uroczy Snowbot. Ta niewielka, niezależna przygodówka to istny dowód na to, że w darmowych grach wciąż drzemie ogromna, artystyczna dusza. Przejmujemy tu kontrolę nad przeuroczym, dwukołowym robotem, który z jakiegoś powodu zagubił się pośrodku wielkiego, zjawiskowo zaśnieżonego pustkowia. Rozgrywka opiera się przede wszystkim na bardzo spokojnej eksploracji oraz sprytnym rozwiązywaniu zagadek środowiskowych przy użyciu specjalnego promienia grawitacyjnego, którym nasz blaszany bohater przenosi różne obiekty. Gra ma niesamowicie melancholijny, wręcz odprężający zimowy klimat, który w połączeniu ze świetną, nastrojową ścieżką dźwiękową i minimalistyczną oprawą graficzną, działa na nerwy lepiej niż niejedna sesja medytacji. To stosunkowo krótka produkcja, idealna na jeden czy dwa luźniejsze wieczory, ale gwarantuję wam, że pozostawi po sobie bardzo przyjemne, ciepłe wspomnienia. Świetna, darmowa odskocznia od głośnych, rynkowych gigantów.
Dark and Darker
Zestawienie zamykam tytułem, który zdecydowanie nie należy do gier relaksujących, ale za to dostarcza takich emocji, że trudno o nich zapomnieć. Dark and Darker to bezlitosna hybryda, łącząca w sobie najlepsze cechy gatunku extraction shooter oraz mrocznego, klasycznego dungeon crawlera. To darmowe wyzwanie wyłącznie dla graczy o naprawdę mocnych nerwach. Koncept jest genialny w swojej prostocie: wybieramy jedną z dostępnych klas (takich jak mag, łotrzyk, wojownik czy kleryk), a następnie zanurzamy się w mroczne, niemal całkowicie pozbawione światła lochy, by wynieść z nich jak najwięcej cennych skarbów. Problem polega na tym, że w podziemiach roi się nie tylko od śmiertelnie groźnych pułapek i potworów, ale także od innych graczy, którzy bez mrugnięcia okiem wbiją nam nóż w plecy, by przejąć nasze łupy. Adrenalina skacze tu do granic możliwości, zwłaszcza gdy z pełnym plecakiem szukamy desperacko uciekającego portalu ewakuacyjnego. Każda śmierć boli, bo tracimy wszystko, co udało nam się zdobyć, ale satysfakcja z udanej ucieczki jest po prostu nie do opisania. Warto dać tej grze szansę, bo potrafi wciągnąć jak prawdziwe ruchome piaski.
Solasta 2 zadebiutowała na Steamie w dziale Wczesnego Dostępu. Widać tu obiecujący zalążek porządnej gry RPG, choć trzeba jeszcze poczekać, aż projekt rozwinie skrzydła na przestrzeni kolejnych miesięcy.
Sequel wydanej w 2021 roku produkcji oferuje obecnie pierwszy akt kampanii fabularnej. Na starcie tworzymy czteroosobową drużynę śmiałków, którzy podczas swojej przygody trafią do tajemniczej krainy elfów i spróbują rozwikłać zagadkowy wątek misji zleconej przez pewną boginię.
Każdego bohatera tworzymy sami, tak jak w oryginale. Tym razem jednak wszystkie nasze postacie są powiązane fabularnie – są bowiem przybranym rodzeństwem. To dobre rozwiązanie, które sprawia, że łatwiej nam odczuć bliskość pomiędzy członkami grupy. Nie jest to po prostu zbieranina przypadkowych najemników.
Główny wątek historii rozwija się ciekawie, zahacza nie tylko o wspomnianą tajemnicę bogini światła, ale też o podejrzane działania elfiego królestwa, które stara się pozostać odizolowane od reszty świata. Obecnie w grze fabuły jest jednak za mało, by można było dobrze ją ocenić.
Dialogi są napisane nieźle, a wiele postaci niezależnych, które spotykamy podczas przygody, to ciekawe osobowości. Pomaga fakt, że Solasta 2 oferuje pełny dubbing, więc każdy ma swój charakter. Gra oferuje polskie napisy, jednak jakość tłumaczenia momentami bywa niezadowalająca i wymaga poprawek.
Podczas dialogów podejmujemy czasem różne wybory, które mogą w jakiś sposób wpłynąć na daną sytuację czy przebieg wydarzeń, jednak warto podkreślić, że nie kształtujemy tutaj historii w tak dużym stopniu, jak choćby w Baldur’s Gate 3. Nasze decyzje miewają znaczenie, ale nie są aż tak bardzo istotne w ogólnym rozrachunku – przynajmniej w fabularnej części gry, która jest obecnie dostępna.
W grze zwiedzamy stosunkowo małe lokacje, zaprojektowane jednak tak, żeby zawsze było gdzie zajrzeć w poszukiwaniu jakichś skarbów. Eksplorować możemy jedno większe miasto i poboczne obszary – lasy czy jaskinie. Jeśli chcemy zaskoczyć czających się gdzieś wrogów, możemy włączyć tryb skradania.
Walka to porządne przełożenie mechaniki Dungeons & Dragons (w piątej edycji) na płaszczyznę gry wideo. Starcia są dobrze zbalansowane, wrogowie rzucają przyjemne wyzwanie, a strategiczne myślenie jest niezbędne, by wyjść z każdej potyczki cało. Oczywiście wiele zależy od tego, jak skomponujemy ekipę i jakich zdolności będziemy używać.
To właśnie na walce spędzamy najwięcej czasu – i choć czasem brutalne rozwiązania można ominąć, to nie jest to gra, w której większość sytuacji spornych rozwiążemy za pośrednictwem dialogu czy sprytu. Możliwość uniknięcia walki pojawia się tylko czasami, na przykład po wyborze odpowiedniej opcji podczas rozmowy.
Pierwsza Solasta sprawiała sporo frajdy w kooperacji, dlatego dziwi brak co-opa na premierę wersji Early Access. Momentami irytuje też interfejs, bo niektóre jego elementy są zbyt duże i sprawiają, że podczas rozgrywki na ekranie robi się po prostu niezły śmietnik informacyjny. Trzeba też zaznaczyć, że gra obecnie boryka się z różnymi problemami, choćby nienajlepszą optymalizacją i okazjonalnymi bugami – na szczęście zazwyczaj tylko wizualnymi.
Solasta 2 nie oferuje na razie zbyt wiele do roboty, a twórcy muszą poprawić stan techniczny gry. Przygotowana przez nich zawartość jasno sugeruje jednak, że finalna wersja ma szansę być naprawdę porządnym i rozbudowanym RPG z głębokim, angażującym systemem walki.
Nvidia zaprezentowała DLSS 5, otwierając jednocześnie bramy piekieł. Tysiące wojowników klawiatury ruszyło do ostatecznej walki w mitycznym, socialmediowym Har-Magedonie. Co takiego wywołało to potężne zakłócenie mocy? Nowy DLSS nie spodobał się graczom. Trudno powiedzieć, jak licznej rzeszy, ale z pewnością bardzo głośnej w internecie.
Ad ovo. Nvidia pokazała krótki film prezentujący możliwości nowego DLSS 5, opartego na AI, w kilku grach. Resident Evil, Starfield, Hogwarts Legacy i FIFA to produkcje, w których możemy zobaczyć nowy wynalazek Nvidii. Sam DLSS pojawił się w 2018 roku i od samego początku był oparty na AI. Jego zadaniem było zwiększenie wydajności w grach – początkowo przez skalowanie rozdzielczości, a później także przez generowanie całych klatek. Zaimplementowano go już w setkach głośnych tytułów i nigdy nie był szczególnym punktem zapalnym. Aż do dziś.
Sam skrót DLSS oznacza Deep Learning Super Sampling – superpróbkowanie oparte na głębokim uczeniu – i aż do wersji czwartej dzięki niemu dostawaliśmy po prostu więcej FPS-ów w grach. Tym razem Nvidia poszła o krok dalej – albo, jak piszą niektórzy głośni komentatorzy, o jeden most za daleko. DLSS 5 ma już nie tylko zwiększać liczbę klatek w grach, ale także wyraźnie poprawiać ich grafikę, czyniąc ją bardziej fotorealistyczną. W miejsce dosyć uproszczonej grafiki twarzy dostajemy więc obraz niemal jak z fotografii – choć z ostatecznym entuzjazmem trzeba będzie poczekać do jesieni, kiedy DLSS 5 pojawi się oficjalnie na rynku, a wraz z nim tytuły, które będą go obsługiwać.
Na statycznych ujęciach wygląda to bardzo dobrze, choć wielu internautów opatruje te materiały hasztagiem #aislop. Czym właściwie jest AI slop? To termin określający niskiej jakości, masowo produkowane treści – teksty, obrazy, filmy czy wpisy w mediach społecznościowych – wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Słowo slop w języku angielskim oznacza pomyje albo odpadki, co dobrze oddaje pogardliwy stosunek do takich materiałów. Są one traktowane jako bezwartościowe, śmieciowe treści zalewające internet.
Z AI slopem stykamy się dziś już codziennie. Zalewają nas filmy generowane przez AI – lew ratujący dziecko, które w zoo wpadło za ogrodzenie, „śmieszne” scenki z babciami w absurdalnych sytuacjach czy bóbr skaczący na nartach na wielkiej skoczni. Filmy te osiągają miliony wyświetleń, a my coraz częściej, oglądając coś w social mediach, zastanawiamy się, czy to jeszcze rzeczywistość, czy już AI. I ten trend pogłębia się każdego dnia. Śmieciowych treści tworzonych przez sztuczną inteligencję powstają setki tysięcy dziennie – i będzie ich tylko więcej. Będą coraz bardziej przypominać prawdziwe materiały, aż w końcu sami przestaniemy odróżniać fikcję wygenerowaną przez AI od realnego świata.
Nic więc dziwnego, że powstał swoisty ruch oporu wobec Skynetu, który zabiera się za podbój ludzkości w zupełnie inny sposób niż jego pierwowzór z Terminatora. To właśnie ta frakcja odsądza Nvidię od czci i wiary, nazywając jej wynalazek największym błędem firmy.
W AI wpompowano już biliony dolarów – w infrastrukturę, badania i aplikacje. Nic też nie wskazuje na to, by prace nad sztuczną inteligencją miały się zatrzymać. Przeciwnie: wszystko sugeruje ich dalszą intensyfikację, a wraz z nią jeszcze większą obecność AI slopu. Czy jednak DLSS 5 można traktować jako slop? Według mnie – przynajmniej na tym etapie – zdecydowanie nie.
Obrazy, które Nvidia pokazała w swoim filmie promocyjnym, zrobiły na mnie duże wrażenie. Efekt DLSS 5 jest bardzo kinowy, a co ważne – działa z grami, które przecież nie były pisane specjalnie pod niego. Zamiast tradycyjnego renderowania oświetlenia i materiałów przez silnik gry, DLSS 5 wykorzystuje sztuczną inteligencję do „nasycania” pikseli fotorealistycznymi efektami świetlnymi i teksturami w czasie rzeczywistym. Ta technologia ma niemal całkowicie zacierać granicę między renderowanym obrazem a rzeczywistością. Odpalamy sobie takiego Starfielda i nagle mamy wrażenie, że oglądamy hollywoodzką superprodukcję.
W tym miejscu znajdą się oczywiście tacy, którzy powiedzą, że jest to raczej zatarcie obrazu przez obryzganie go hałdami AI. I jest w tym sporo prawdy. Tyle że… DLSS od samego początku był oparty na AI. Sztuczna inteligencja powstała właśnie po to, by przyspieszać procesy, usprawniać je i ulepszać. I od początku robiła to również za pomocą DLSS.
Na mnie piąta wersja zrobiła duże wrażenie, mimo że mam już odruch wymiotny, kiedy widzę na Facebooku kolejny film, w którym pies ratuje dziecko albo babcia skacze ze spadochronem z Mount Everestu. Tyle że wykorzystanie AI do poprawiania grafiki w grach uważam akurat za sensowne i właściwe zastosowanie tej technologii.
Studzę jednak entuzjazm do chwili, kiedy zobaczę jakiś tytuł, który rzeczywiście będzie z niej korzystał. Oczami wyobraźni widzę Cyberpunka w DLSS 5 i nie będę ukrywał, że jara mnie ta wizja. Nie jestem jednak niepoprawnym optymistą i zdaję sobie sprawę z tego, że efekt końcowy może wyglądać sztucznie. Ale to będzie można stwierdzić dopiero wtedy, gdy pojawią się pierwsze gry i sami będziemy mogli w nie zagrać.
Hejtowanie i demonizowanie DLSS 5 już na tym etapie wydaje mi się trochę przejawem wymuszonego nonkonformizmu na pokaz.
Lenovo wzmacniając pozycję lidera w dziedzinie AI skupia się na wymianie wiedzy, współtworzeniu rozwiązań oraz aktywnym uczestnictwie w kształtowaniu przyszłości sztucznej inteligencji. Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, powstawanie wyspecjalizowanego sprzętu AI i nieustanne innowacje zgodne z ideą Lenovo „Smarter AI for All” napędzają przeobrażenia branży technologicznej, a najnowsze rozwiązania firmy regularnie prezentowane są na prestiżowych wydarzeniach, takich jak CES, IFA czy MWC. Podczas Lenovo Tech World na CES 2026, Lenovo zaprezentowało Qira – wbudowaną, kontekstową inteligencję działającą w całym ekosystemie urządzeń, która łączy sprzęt i usługi oraz wspiera realizację codziennych zadań w sposób płynny i spersonalizowany.
– Lenovo jest liderem w obszarze sztucznej inteligencji i dysponuje szerokim portfolio innowacyjnych urządzeń opartych na tej technologii. Kolejny etap współpracy z CampusAI, jednym z wiodących ośrodków zajmujących się sztuczną inteligencją, stanowi dla nas ważny kamień milowy, który wzmacnia dotychczasowe działania i otwiera nowe możliwości dalszego doskonalenia kompetencji każdego użytkownika. Chcemy oferować najnowocześniejsze technologie i jednocześnie uczyć ich praktycznego zastosowania, aby każdy mógł bezpiecznie i efektywnie wykorzystać je w życiu codziennym, czy rozwoju zawodowym. – komentuje Wojciech Zaskórski, General Menager w Lenovo Polska.
Roczny dostęp do platformy Campus AI
W ramach projektu, do każdego zakupionego modelu Lenovo Yoga lub Lenovo Legion dołączany jest pełny pakiet kursów CampusAI o wartości 1300 zł, w którym obecnie znajduje się 40 kursów na temat sztucznej inteligencji. Dostęp przyznawany jest na 12 miesięcy od momentu aktywacji kodu na dedykowanej stronie za pomocą formularza.
Platforma oferuje kilkadziesiąt rozbudowanych kursów prowadzących użytkownika krok po kroku – od podstaw po zaawansowane wdrożenia. Każdy z nich opiera się na scenariuszach odpowiadających rzeczywistym wyzwaniom: od analizy danych i tworzenia prezentacji, przez automatyzację powtarzalnych zadań, po rozwiązywanie problemów biznesowych czy przygotowanie do negocjacji.
W ramach platformy użytkownicy mogą testować i porównywać wiele modeli AI w jednym miejscu, ucząc się świadomego doboru narzędzi do konkretnych zadań. Uzupełnieniem są gotowe biblioteki promptów, które przyspieszają pracę i pokazują sprawdzone schematy działania. Nauce towarzyszą cotygodniowe aktualizacje wiedzy w ramach newslettera AI-Flash oraz portal ekspercki hAI Magazine. Kursy obejmują pracę z tekstem, obrazem, wideo, 3D, głosem i automatyzacjami, tworzenie asystentów i agentów AI, a także specjalistyczne ścieżki zawodowe dla menedżerów, HR, sprzedaży, marketingu, finansów, prawa i edukacji. Szkolenia są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania, dzięki czemu są dostępne zarówno dla osób bez doświadczenia technicznego, jak i dla zaawansowanych użytkowników.
Uczestnicy otrzymują feedback do wykonywanych zadań, a po ukończeniu etapów – certyfikaty potwierdzające zdobyte kompetencje.
– Sztuczna inteligencja nie jest już ciekawostką technologiczną, staje się codziennym narzędziem pracy. Coraz więcej osób ma dostęp do modeli językowych i generatorów obrazu czy wideo, ale wciąż niewielu potrafi wykorzystywać je świadomie, efektywnie i odpowiedzialnie. CampusAI to spójne środowisko budowania kompetencji AI. Platforma daje nie tylko wiedzę, ale pewność, że potrafi się z niej korzystać – świadomie, odpowiedzialnie i z mierzalnymi efektami – komentuje prof. Aleksandra Przegalińska, CampusAI.
Wykorzystaj potencjał AI dzięki najwyższej klasy urządzeniom marki Lenovo
Laptopy Lenovo Yoga zostały stworzone dla osób twórczych i kreatywnych, bez ograniczeń w sposobie korzystania. Urządzenia z tej serii wykorzystują najnowsze procesory oraz funkcje AI, takie jak Smart Modes w przypadku modeli Aura Edition, które automatycznie optymalizującą pracę aplikacji i ustawienia systemu. Wszystko to dopełnia długi czas pracy baterii, bez konieczności ładowania np. w podróży. Z kolei urządzenia Yoga w wersji 2-in-1, z dotykowymi ekranami OLED oferują całkowitą wolność użytkowania. Lenovo Yoga 7 2-in-1 (14ILL10) to 14-calowy konwertowalny laptop z procesorem Intel® Core™ Ultra 5, ekranem PureSight OLED 1920×1200 90 Hz i dołączonym rysikiem Lenovo Yoga Pen, zoptymalizowanym pod rysowanie, edytowanie i prezentacje. Yoga 7 2-in-1 (14AGP11) to 14-calowy model z procesorami AMD Ryzen AI 400 Series jako Copilot+ PC, wyświetlaczem PureSight Pro OLED z Dolby Vision, opcjonalnym rysikiem Yoga Pen Gen 2, długim czasem pracy oraz szybkim ładowaniem z Rapid Charge Express, funkcjami Smart Note i ochrony wzroku. Oba modele oferują konstrukcję 360°, wsparcie dla rysika, wysokiej klasy wyświetlacze OLED oraz mobilność i funkcje AI wspierające twórczą pracę i produktywność.
Natomiast linia Lenovo Legion to propozycja dla wymagających użytkowników, łącząca wysoką wydajność z cichą pracą dzięki dedykowanemu systemowi chłodzenia. Seria oferuje najnowsze karty NVIDIA z serii 50 z wysokim TGP, ekran w proporcji 16:10 z odświeżaniem od 165 Hz oraz inteligentną optymalizację działania komputera wspieraną przez sztuczną inteligencję. Legion 5i (15IRX10) to smukły laptop łączący gaming i pracę twórczą, wyróżniający się procesorami Intel Core Ultra, grafiką NVIDIA GeForce RTX 50 Series, ekranem PureSight OLED i złączami Thunderbolt 4, oferując wydajność zbliżoną do desktopu. Legion 5a (15AHP11) to mobilny laptop dla graczy i twórców, który cechuje się zaawansowanym chłodzeniem Legion Coldfront: Hyper z wentylatorami Falcon i miedzianymi rurami, procesorem AMD Ryzen z jednostką AI, grafiką NVIDIA GeForce RTX 5050 oraz funkcją Acoustic AI Sound Sync. Oba modele to 15-calowe maszyny zoptymalizowane pod gry i pracę kreatywną, z Lenovo AI Engine+ (LA1+LA3) zarządzanym przez Legion Space dla automatycznej optymalizacji wydajności oraz wysokiej klasy wyświetlaczami.
Jak wziąć udział w akcji?
Aby skorzystać z oferty należy kupić wybrany laptop Lenovo objęty ofertą w okresie od 6 marca do 31 maja 2026 r. i zachować dowód zakupu. Formularz zgłoszeniowy powinien zostać wypełniony w ciągu 14 dni kalendarzowych od daty zakupu, po pomyślnej weryfikacji i akceptacji zgłoszenia przesyłana jest wiadomość elektroniczna z kodem aktywacyjnym do platformy CampusAI, którego aktywacja zapewnia roczny dostęp do zasobów platformy. Lista produktów objętych promocją jest dostępna na stronie akcji, a numer seryjny znajduje się na opakowaniu lub w ustawieniach systemu, dlatego konieczne jest przygotowanie zdjęcia dowodu zakupu i numeru seryjnego.
Z oferty można skorzystać w Showroomie Lenovo & Motorola w Warszawie (pl. Powstańców Warszawy 9, wejście od ul. Świętokrzyskiej) oraz u partnerów: Delkom, eLenovo, Komputronik, Media Expert, Media Markt, Morele, Neonet, RTV Euro AGD, Sferis, X-Kom. Regulamin i szczegóły oferty dostępne są na dedykowanej stronie.
W świecie simracingu są marki, które zna każdy, kto jeździ na wirtualnych torach. Assetto Corsa, Automobilista, rFactor czy iRacing to symulatory, które od lat rządzą i na chwilę obecną nie ma na horyzoncie rywali, którzy mogliby im odebrać pałeczkę pierwszeństwa.
Kiedy więc usłyszałem, że iRacing zamierza wypuścić grę wyścigową nastawioną na arcade, jarałem się niczym Joanna d’Arc 30 maja 1431 roku. iRacing Studios to gwarancja dużego realizmu i świetnie odwzorowanych samochodów, choć wiadomo, że w grze arcade to akurat nie jest najważniejsze. Wcześniej dostaliśmy już dwie podobne gry, jak #DRIVE Rally czy Formula Legends, które były naprawdę udane. Zawsze była posucha, jeśli chodzi o gry wyścigowe arcade, w których ścigaliśmy się po torach. iRacing Arcade miał być doskonałym uzupełnieniem tych gier, bo tu mieliśmy dostać nie tylko bolidy, ale także samochody oddające realia GT3 czy LMP2.
Kiedy więc gra ukazała się na rynku, natychmiast ją zakupiłem. I pierwsze zdziwienie to samochody. Jest ich zaledwie dziesięć, co jest liczbą wręcz skandalicznie niską. Większość z nich to pojazdy przypominające daną klasę. Poza Fiatem 500 i Porsche 911 GT3 nie spodziewajcie się żadnych licencji. Listę wszystkich samochodów możecie zobaczyć poniżej.
• Fiat 500 • Formula 4 • Formula GP (F1) • Formula Junior (Ray FF1600) • GTP (fictionalized Porsche 963) • LMP2 • Porsche 911 GT3 Cup • Touring Car
Czy to jednak aż taka duża wada? Z pewnością niemała, ale przecież to nie symulator, więc możemy przymknąć na to oko. Zwłaszcza że samochody można personalizować poprzez zmianę malowania.
W trybie kariery nie ma mowy o tym, żeby wszystko ustawiać pod siebie. To twórcy z góry decydują, ile trwa dany wyścig i na jakich zasadach się odbywa. Raz przejedziecie szybki sprint na trzy okrążenia, a za chwilę gra wrzuci was w dłuższy wyścig z pit stopami i nagle robi się z tego mały endurance. Podczas jednego weekendu potrafi się nazbierać kilka różnych imprez i trzeba się do tego po prostu dostosować. Jest tu co prawda opcja, żeby część startów odpuścić i wynająć kierowcę, który pojedzie za nas w barwach naszego zespołu, ale to rozwiązanie ma swoje ciemne strony. Na początku dostajemy kierowców raczej z łapanki, później pojawiają się lepsi, teoretycznie bardziej ogarnięci, tylko że w praktyce bywa z nimi bardzo różnie. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że słabszy zawodnik przyjedzie gdzieś na końcu stawki, ale gdy drogi, lepszy kierowca jedzie jakby pierwszy raz widział samochód, to człowieka trochę trafia. Tym bardziej że jego wynik wpada na konto naszego zawodnika. A to oznacza zepsute statystyki, gorszy progres i czasem utrudnioną walkę o różne trofea do bazy. Dlatego ostatecznie najlepiej po prostu jeździć samemu i nie oddawać losu w ręce AI.
A co z torami — zapytacie? Są i to nawet takie prawdziwe. To znaczy nie do końca prawdziwe, bo są mocno pomniejszone, ale przypominają swoje realne odpowiedniki.
Bahrain International Circuit Barber Motorsports Park Hermanos Rodríguez (Mexico City) Imola Knockhill Kyalami Lime Rock Maple Ridge* Miami International Autodrome MotorLand Aragón Paul Ricard Sachsenring Sugar Hill* Tsukuba Circuit
I tu znowu muszę się poskarżyć, że torów tych jest dosyć mało.
Poza samym ściganiem gra próbuje nas jeszcze wciągnąć w rozwijanie własnej bazy. Z czasem rozbudowujemy ten cały obóz, stawiamy nowe budynki, dokładamy drogi, ozdoby i ogólnie robimy wokół tego małe wyścigowe miasteczko. I nie jest to tylko dekoracja, bo poszczególne budynki realnie wpływają na to, co dzieje się potem na torze. Warsztaty od silnika, zawieszenia czy opon generują dodatkowe ulepszenia, które możemy potem przypisać do konkretnych wyścigów. Problem w tym, że miejsca na takie bonusy jest mało, więc przy większej liczbie startów w weekend trzeba już kombinować, gdzie co wrzucić. Jedno ulepszenie poprawi przyczepność, inne da chwilowy zastrzyk prędkości po wyprzedzeniu przez rywala, a jeszcze inne może uratować sytuację w dłuższym wyścigu, kiedy nagle okaże się, że paliwa zaczyna brakować. Po wykorzystaniu tych bonusów gra na koniec tygodnia losuje nowe i cały proces zaczyna się od początku. Im bardziej rozwiniemy budynki, tym lepsze rzeczy dostajemy. Fajnie to wygląda na papierze i czasem rzeczywiście potrafi pomóc, zwłaszcza w trudniejszych wyścigach.
Gra polega więc na karierze i wygrywaniu następnych serii wyścigowych, aby odblokować nowe i ostatecznie wylądować w serii, która udaje F1.
Teraz samo gęste. Jak się gra w iRacing Arcade? Słabo. Musimy sobie uświadomić, że ta marka już niemal z urzędu powinna być lepsza od konkurencji. A tak nie jest. Formula Legends zjada go na śniadanie i jest głodna przed obiadem. Model jazdy jest… dziwny i niewiele ma wspólnego z przyjemnością. Samochody zachowują się dziwnie, co najbardziej czuć w zakrętach. Ich prowadzenie nie daje satysfakcji. Bardzo dziwnie wyglądają także kolizje i często mamy wrażenie, że producenci odkryli jakieś nowe prawa fizyki. Tory z kolei są w miarę ładne i nawet udane. Zauważyłem także, że producenci starali się przemycić aspekty typowo simracingowe, jak na przykład namiastkę tunelu aerodynamicznego. Większość tych elementów jest jednak bardzo słabo zaimplementowana albo po prostu słaba. Powiem to jeszcze raz — ściganie się w tej grze nie daje żadnej satysfakcji.
Gra jest dosyć droga, bo kosztuje 115 ziko, czyli jest droższa od Formula Legends czy #DRIVE Rally, co przy tej zawartości moim zdaniem jest skokiem na kasę żerującym na popularności marki. Bo mamy tu do czynienia z dużym deweloperem, a nie malutkim studiem produkującym indyki. Odzwierciedlają to także oceny na Steam, które są „mieszane”.
Pewnie dziwicie się, dlaczego nie piszę o zmaganiach sieciowych? No nie piszę, bo poza prywatnym lobby to nie ma się gdzie w sieci ścigać, a nie znalazłem żadnych znajomych, żeby wypróbować ten element. Nie sądzę, aby tryb online był tutaj jakimś game changerem.
Grę ogrywałem na Lenovo Legion Go 1 ze steam OS i muszę wspomnieć o tym że mimo iż gra ma nieskomplikowaną grafikę to optymalizacja w wielu miejscach kuleje. I nie jest to wina mocy konsoli czy Steam OS ale wlaśnie optymalizacji..
Czy warto kupić iRacing Arcade? Nie. Naprawdę nie będą to dobrze wydane pieniądze.
Marzec 2026 zapowiada się na jeden z tych miesięcy, w których doba będzie się wydawać za krótka. Na horyzoncie jest wiele interesujących gier. Czekają nas wielkie powroty do kultowych uniwersów, długo wyczekiwane kontynuacje niezależnych hitów oraz wysokobudżetowe produkcje, które obiecują przesunąć granice oprawy graficznej. Przekonajcie się sami!
World of Warcraft: Midnight [PC]
Gatunek: MMO RPG
Data premiery: 2 marca 2026
To nie jest zwykły dodatek – to drugi rozdział ambitnej trylogii The Worldsoul Saga. W Midnight Blizzard zabiera nas z powrotem do Quel’Thalas, ojczyzny Krwawych Elfów. Tym razem jednak kraina ta nie lśni złotem; siły Pustki (The Void) rozpoczęły inwazję, by zgasić Słoneczną Studnię i pogrążyć Azeroth w wiecznym mroku. Gracze będą musieli zjednoczyć rozproszone plemiona elfów i stanąć do walki z kosmicznym horrorem. Spodziewajcie się ogromnych zmian w starych strefach świata oraz nowych mechanik związanych z mocami Pustki.
Scott Pilgrim EX [PC, PS4, PS5, XSX, NS, NS2]
Gatunek: chodzona bijatyka
Data premiery: 3 marca
Dla fanów komiksów Bryana Lee O’Malleya to pozycja obowiązkowa. Edycja EX to coś więcej niż remaster – to celebracja marki. Oprócz kultowej ścieżki dźwiękowej od Anamanaguchi i pixelartowej grafiki, gra oferuje nowe postacie grywalne (w tym długo wyczekiwane cameo z animacji Netflixa) oraz tryb „World Tour”, pozwalający na wspólną zabawę online z pełnym systemem progresji. Walka jest szybka, chaotyczna i niesamowicie satysfakcjonująca.
Esoteric Ebb [PC]
Gatunek: RPG
Data premiery: 3 marca
Jeśli kochasz Disco Elysium, ale brakuje Ci w nim rzutów kostką z D&D, to gra dla Ciebie. Wcielasz się w urzędnika państwowego w surrealistycznym mieście, w którym magia jest równie powszechna co korupcja. Twoim zadaniem jest rozwiązanie zagadki spisku politycznego tuż przed przełomowymi wyborami. Gra korzysta z mechaniki 5. edycji Dungeons & Dragons, ale interpretuje ją w sposób niezwykle świeży i dziwny. Każdy dialog może zakończyć się sukcesem lub spektakularną porażką, która tylko pcha historię w nowym, nieoczekiwanym kierunku.
Never Grave: The Witch and The Curse [PC, PS4, PS5, XSX, NS, NS2]
Gatunek: platformówka
Data premiery: 4/5 marca
Produkcja, która przyciąga wzrok stylem zbliżonym do Hollow Knight, ale dodaje unikalny twist: mechanikę opętywania przeciwników za pomocą magicznego kapelusza. Możesz przejmować ciała wrogów i wykorzystywać ich specyficzne zdolności do eksploracji. Gra oferuje tryb kooperacji dla 4 osób, co w tym gatunku jest rzadkością.
Dysplaced [PC]
Gatunek: survival, gra akcji [PC]
Data premiery: 5 marca (Wczesny Dostęp)
Mroczna gra o przetrwaniu z widokiem izometrycznym. Trafiasz do tajemniczej, wrogiej krainy i musisz zbudować swój nowy dom od zera. Kluczem do sukcesu jest nie tylko zbieranie surowców, ale też opanowanie zaawansowanego systemu walki i magii, aby odpierać nocne ataki przedziwnych stworzeń.
Kromlech [PC]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 5 marca (Wczesny Dostęp)
Brutalny i stylowy slasher 2.5D osadzony w świecie inspirowanym mitologią celtycką i epoką żelaza. Gra wyróżnia się surowym, „brudnym” stylem graficznym i wymagającym systemem walki, w którym każdy cios ma swoją wagę. Eksploracja świata pełnego megalitycznych budowli łączy się tu z ciężką, gęstą atmosferą.
Marathon [PC, PS5, XSX]
Gatunek: strzelanka
Data premiery: 5 marca
Bungie wraca do korzeni, ale w nowoczesnym wydaniu. Marathon to nie kampania single-player, a nastawiony na rywalizację extraction shooter sci-fi. Jako cybernetyczni najemnicy zwani Runnerami, gracze lądują na opuszczonej kolonii na Tau Ceti IV. Celem jest zdobycie cennych artefaktów i ewakuacja, zanim zrobią to inni (lub zanim zabiją nas systemy obronne planety). Gra wyróżnia się niesamowitym stylem graficznym – neonowe barwy mieszają się tu z surowym, futurystycznym designem.
Slay the Spire 2 [PC]
Gatunek: karcianka
Data premiery: 5 marca (Wczesny Dostęp)
Król gatunku powraca. Slay the Spire 2 zostało stworzone od podstaw na nowym silniku, co pozwoliło twórcom na wprowadzenie mechanik, które w „jedynce” były niemożliwe. Nowa klasa postaci – Necrobinder – operuje armią szkieletów, co całkowicie zmienia dynamikę starć. Twórcy obiecują nowe rodzaje przeciwników, potężne artefakty i jeszcze więcej synergii między kartami, które pozwolą tworzyć „zepsute”, absurdalnie mocne talie.
Peregrino [PC]
Gatunek: survival horror
Data premiery: 6 marca
Gęsty, niepokojący horror inspirowany brazylijskimi legendami. Gra stawia na psychologiczny lęk i zarządzanie bardzo ograniczonymi zasobami. Jako zagubiony podróżnik musisz przetrwać w lesie, który zmienia się pod wpływem Twoich działań, unikając istot, których często nie da się pokonać tradycyjną bronią.
1348 Ex Voto [PC, PS5, XSX]
Gatunek: przygodowa gra akcji
Data premiery: 12 marca
To nie jest tylko „przygodówka o dżumie”. To ambitna, trzecioosobowa gra akcji osadzona w średniowiecznej Italii. Wcielasz się w Aetę, młodą rycerkę, która wyrusza na krwawą misję ratunkową, by odnaleźć swoją przyjaciółkę Biancę. Kluczem jest tu system walki, opracowany na podstawie faktycznych europejskich technik.
DarkSwitch [PC]
Gatunek: city builder
Data premiery: 12 marca
To unikalne połączenie city buildera z elementami tower defense. Nie budujesz zwykłego miasta na ziemi, lecz osadę w konarach gigantycznego drzewa. Twoim największym wrogiem jest zabójcza Mgła, która nocą przynosi potwory. Musisz zarządzać Solium (specjalnym surowcem), aby zasilać wieże obronne i oświetlać pionowe ulice swojej metropolii.
GreedFall: The Dying World [PC, PS5, XSX]
Gatunek: RPG
Data premiery: 12 marca
Choć to prequel, gra wprowadza ogromne zmiany w formule. Tym razem nie jesteś kolonizatorem, lecz rodowitym mieszkańcem Teer Fradee, który zostaje uprowadzony do Starego Świata – kontynentu Gacane. Świat ten umiera z powodu plag i wojen politycznych. Gra oferuje znacznie bardziej taktyczny system walki (z aktywną pauzą) niż część pierwsza oraz kładzie jeszcze większy nacisk na relacje z towarzyszami i wpływ naszych decyzji na losy całych narodów.
Solasta II [PC]
Gatunek: RPG
Data premiery: 12 marca (Wczesny Dostęp)
Druga część gry uznawanej za jedną z najlepszych adaptacji zasad D&D 5. edycji. Twórcy skupili się na poprawie oprawy graficznej i jeszcze większym wykorzystaniu pionowości terenu podczas walki. Nowa kampania ma być bardziej nieliniowa, a system relacji między członkami drużyny – bardziej naturalny.
Crimson Desert [PC, PS5, XSX]
Gatunek: gra akcji
Data premiery: 19 marca
Prawdopodobnie najbardziej imponująca graficznie gra 2026 roku. Jako Kliff, lider grupy najemników, przemierzamy brutalny świat Pywel. Gra łączy w sobie swobodę eksploracji znaną z Wiedźmina 3 z widowiskowym systemem walki, który przypomina połączenie Dragon’s Dogma z filmami o gladiatorach. Możesz wspinać się na ogromne stwory, niszczyć budynki i brać udział w bitwach na wielką skalę. To epopeja o honorze, zdradzie i przetrwaniu w świecie, gdzie zima nie wybacza błędów.
Life is Strange: Reunion [PC, PS5, XSX]
Gatunek: przygodówka
Data premiery: 26 marca
Twórcy Life is Strange postanowili na nowo przyciągnąć nas do serii, uderzając w najczulsze struny nostalgii. Nie tylko znowu zagramy jako Max (która nadal dysponuje nadnaturalnymi mocami), ale też znowu zobaczymy Chloe. Wszystko to w otoczcie zbliżającej się katastrofy, wizjami której pierwsza bohaterka jest dręczona.
To wielki wstrząs dla miłośników gatunku MMORPG. Projekt, który od kilku lat rysował się na coś godnego wyczekiwania, ostatecznie upadł w katastrofalnym stylu. Choć przez lata Steven Sharif (twórca gry) zapewniał o pełnej niezależności finansowej, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te obietnice zaledwie dwa miesiące po debiucie we wczesnym dostępie na Steam. Ale jak do tego doszło? Wyjaśniamy.
Sytuacja rozwinęła się w błyskawicznym tempie na przełomie stycznia i lutego 2026 roku:
Grudzień 2025: Gra zadebiutowała we Wczesnym Dostępie na Steam. Mimo ogromnego zainteresowania (ponad 300 tysięcy sprzedanych kopii), gracze skarżyli się na fatalną optymalizację, błędy i plagę botów.
31 stycznia 2026: Bomba wybucha. Steven Sharif, założyciel i dyrektor kreatywny, ogłosił swoje odejście z Intrepid Studios. Jako powód podał „konflikt etyczny” z zarządem i inwestorami.
1-2 lutego 2026: Do sieci trafiły informacje o masowych zwolnieniach. Według doniesień pracę straciło ponad 250 osób – niemal cały zespół. Co gorsza, pracownicy poinformowali, że nie otrzymali ostatnich wypłat ani odpraw.
2 lutego 2026: Steam wycofał grę ze sprzedaży. Karta produktu wciąż istnieje, ale przycisk zakupu został zablokowany.
2. Przyczyny katastrofy: Pieniądze i kłamstwa
Dlaczego tak ambitny projekt „wybuchł” od środka? Głównym powodem wydaje się utrata płynności finansowej, która była ukrywana przed opinią publiczną:
Długi u dostawców: Wyszło na jaw, że studio zalegało z płatnościami m.in. dla dostawcy usług chmurowych (pozew na 850 tysięcy dolarów) oraz zewnętrznym grafikom.
Mit „niezależności”: Sharif przez lata twierdził, że jest jedynym właścicielem i sam finansuje grę Przez niemal dekadę był to fundament marketingu Ashes of Creation. Sharif wielokrotnie podkreślał w wywiadach i streamach, że „nie ma inwestorów, którym musiałby podlegać”. Po rezygnacji Sharifa wyszło jednak na jaw, że kluczową rolę w finansowaniu odgrywali zewnętrzni gracze. Najgłośniejszym nazwiskiem jest Robert Dawson, który według doniesień zainwestował w projekt 80 mln dolarów. Dodatkowo inwestor Jason Caramanis publicznie oskarżył Sharifa o oszustwa finansowe, twierdząc, że sam stracił na projekcie 12,5 mln dolarów.
Zbyt szeroki zakres prac: Próba stworzenia „gry idealnej” z nieskończoną liczbą systemów (węzły, oblężenia, gospodarka) sprawiła, że po 9 latach produkcji gra wciąż była w powijakach pod względem stabilności.
3. Steven Sharif pod lupą: Zarzuty o oszustwo i „sabotaż”
Jak już wspomniałam, jeden z głównych inwestorów, Jason Caramanis, publicznie oskarżył Sharifa o wieloletnie nadużycia finansowe. Caramanis twierdzi, że Sharif w rzeczywistości nie zainwestował własnych środków w rozwój gry. Ujawnione księgi rachunkowe sugerują, że budżet opierał się na funduszach zewnętrznych oraz wpłatach od graczy.
Tuż przed ogłoszeniem rezygnacji, w styczniu 2026 roku, Sharif miał podjąć działania, które inwestorzy nazywają celowym sabotażem. Według zarzutów, Sharif nakazał bankowi przekierowanie wpływów ze sprzedaży gry na Steam (ok. 3,7 mln dolarów) na spłatę osobistego kredytu pod zastaw jego domu. Dzięki temu „uwolnił” własny majątek kosztem wypłat dla pracowników. To właśnie to działanie miało być bezpośrednią przyczyną braku pensji dla ponad 200 deweloperów w lutym.
Wielu graczy przypomina teraz przeszłość Sharifa w firmach działających na zasadzie MLM i piramid finansowych (np. XanGo). Krytycy twierdzą, że model sprzedaży bazujący na „paczkach założycielskich” (Founder’s Packs) za tysiące dolarów był od początku zaprojektowany jako wyrafinowany mechanizm wyciągania pieniędzy, a nie realne wsparcie produkcji.
Steven Sharif odpiera te zarzuty, przedstawiając siebie jako ofiarę chciwego Zarządu. Twierdzi, że zrezygnował w proteście przeciwko decyzjom inwestorów, którzy chcieli wprowadzić drastyczne mikropłatności i zwolnić 70% załogi. Utrzymuje, że pozwy (np. od SADA Systems na 850 tys. dolarów) to jedynie „spory kontraktowe”, a nie dowód na bankructwo.
4. Co z graczami i ich pieniędzmi?
Obecnie dla osób, które zainwestowały w projekt, sytuacja wygląda dramatycznie:
Serwery: Na ten moment serwery Alpha 2 wciąż działają, ale nikt ich nie konserwuje. Bez aktywnego zespołu deweloperskiego ich wyłączenie jest kwestią czasu.
Zwroty pieniędzy: Valve wszczęło dochodzenie w sprawie gry. Użytkownicy masowo ubiegają się o zwroty środków, powołując się na fakt, że produkt „umarł” niemal natychmiast po premierze.
Obietnica Kickstatera: Sharif obiecał kiedyś, że jeśli gra nie powstanie, odda pieniądze z własnej kieszeni. Dziś te słowa są mu wytykane przez tysiące wściekłych fundatorów.
Podsumowanie
Jedno jest pewne: sprawa Ashes of Creation jeszcze się nie zakończyła, mimo że sama gra zaliczyła potężny upadek. Byli pracownicy złożyli pozwy o brak wypłat i nagłe zwolnienie. Nieoficjalnie mówi się też o tym, że sytuacją zainteresowały się organy nadzoru finansowego w USA ze względu na skalę niewypłacalności przy jednoczesnych ogromnych przychodach z przedsprzedaży.
W dzisiejszym zabieganym świecie, pełnym powiadomień i ciągłego pośpiechu, każdy z nas potrzebuje bezpiecznej przystani. Dla wielu osób stały się nią przytulne gry. To specyficzny gatunek, w którym walka i stres ustępują miejsca budowaniu relacji, dekorowaniu wnętrz i spokojnemu rzemiosłu. W tych grach nie możesz „przegrać” w tradycyjnym sensie – możesz jedynie chłonąć atmosferę we własnym tempie.
Jeśli szukasz cyfrowego odpowiednika ciepłego koca i kubka parującej herbaty, przygotowaliśmy zestawienie dziesięciu tytułów na PC, które pozwolą Ci na moment odciąć się od rzeczywistości.
To najnowsza odsłona popularnej serii symulatorów. Tym razem Twoim zadaniem jest zaprojektowanie i zarządzanie muzeum. Gra łączy w sobie uroczy humor z satysfakcjonującą pętlą rozgrywki – wysyłasz ekspedycje po artefakty, aranżujesz wystawy i dbasz o to, by zwiedzający nie nudzili się ani minuty. To idealny wybór dla tych, którzy kochają porządkować i optymalizować przestrzeń.
Tiny Bookshop
Prawdziwa gratka dla moli książkowych. W tej grze prowadzisz mały, mobilny antykwariat w malowniczym nadmorskim miasteczku. Twoim zadaniem jest dobieranie lektur pod gusta mieszkańców, dbanie o zapasy i dekorowanie swojego stoiska. Spokojna muzyka i brak presji sprawiają, że to jedna z najbardziej odprężających gier ostatnich lat.
Research Story
Jeśli lubisz gry o zbieraniu stworzeń, ale męczy Cię walka, Research Story jest dla Ciebie. Jako badacz dokumentujesz lokalną florę i faunę. Budujesz siedliska dla zwierząt, uprawiasz rośliny i pomagasz miasteczku Shimmerbrook w rozwoju. Gra stawia na ciekawość świata i radość z odkrywania nowych gatunków.
Is This Seat Taken
Nastrojowa, narracyjna perełka. Gra skupia się na podróży pociągiem i interakcjach z pasażerami. To pozycja dla osób, które cenią sobie klimat, minimalistyczną oprawę wizualną i głębokie, spokojne dialogi. Idealna na krótki, refleksyjny wieczór z herbatą w ręku.
Unpacking
Fenomen, który udowodnił, że rozpakowywanie pudeł może być terapeutyczne. W Unpacking wyjmujesz przedmioty z kartonów i szukasz dla nich miejsca w nowym pokoju. Gra nie posiada tekstu, a historię życia głównej bohaterki poznajemy wyłącznie poprzez przedmioty, które zabiera ze sobą w kolejne etapy życia. Niezwykle satysfakcjonująca pod względem dźwiękowym i wizualnym.
Spirit City Lofi Sessions
To coś pomiędzy grą a interaktywnym towarzyszem pracy (tzw. „gamified focus tool”). Tworzysz własną postać, personalizujesz przytulny pokój i wybierasz playlistę Lofi. W międzyczasie możesz odkrywać ukryte w pokoju duszki. Gra posiada wbudowany licznik Pomodoro i listę zadań, dzięki czemu pomaga się zrelaksować podczas nauki lub pracy.
Stardew Valley
Niekwestionowany król gatunku. Jako spadkobierca podupadłej farmy, przeprowadzasz się na wieś, by zacząć nowe życie. Uprawa roli, łowienie ryb, wydobywanie rud w kopalniach i budowanie relacji z mieszkańcami – ta gra oferuje ogromną swobodę. Możesz grać we własnym tempie, ignorując upływające dni i skupiając się na tym, co sprawia Ci największą radość.
Coral Island
Duchowy następca klasycznych symulatorów farmy, ale w nowoczesnym wydaniu 3D. Przenosimy się na tropikalną wyspę, gdzie oprócz typowych prac rolniczych, zajmujemy się rewitalizacją rafy koralowej i ochroną środowiska. Gra zachwyca kolorami i różnorodnością postaci, z którymi możemy wejść w relacje.
The Cosmic Wheel Sisterhood
Gra o czarownicy wygnanej na asteroidę, która konstruuje własną talię kart tarota. Unikalna mechanika tworzenia kart pozwala na kreatywność, a nieliniowa fabuła zmusza do myślenia o konsekwencjach naszych wróżb. To gra o przyjaźni, polityce magicznego świata i szukaniu własnej drogi, podana w przepięknej pixel-artowej oprawie.
Dave the Diver
Choć momentami bywa dynamiczna (podczas ucieczki przed rekinem!), ogólny klimat gry jest niezwykle „cozy”. Za dnia nurkujesz w zmieniającym się oceanie, podziwiając jego piękno, a wieczorem prowadzisz klimatyczny bar z sushi. Połączenie eksploracji z zarządzaniem restauracją i zabawnymi przerywnikami filmowymi tworzy mieszankę, od której trudno się oderwać.
Którą grę wybrać?
Wybór idealnej „przytulnej gry” zależy od tego, jak lubisz odpoczywać. Jeśli kochasz porządek i organizację, Twoim numerem jeden będzie Unpacking lub Two Point Museum. Jeśli szukasz ucieczki na łono natury wybierz sprawdzon Stardew Valley lub egzotyczne Coral Island. Jeśli wolisz refleksyjne opowieści The Cosmic Wheel Sisterhood lub Is This Seat Taken zapewnią Ci odpowiednią dawkę emocji. Jeśli zaś potrzebujesz tła do relaksu, to Lofi Sessions będzie najlepszym kompanem Twoich wieczorów.
Niezależnie od wyboru, każda z tych gier to gwarancja obniżonego tętna i uśmiechu na twarzy. Usiądź wygodnie, zaparz ulubiony napój i daj się zaprosić do tych wyjątkowych światów.