Od 13 kwietnia do 30 września 2026 w showroomie Lenovo trwa specjalna akcja dla klientów indywidualnych. Przy zakupie wybranych urządzeń z segmentu consumer otrzymasz rozszerzoną ochronę serwisową 3Y Onsite – całkowicie gratis.
Co to oznacza w praktyce?
Zamiast standardowego serwisu typu courier/carry-in, zyskujesz wygodę naprawy realizowanej bezpośrednio u Ciebie – bez konieczności wysyłki sprzętu.
To rozwiązanie stworzone z myślą o komforcie i czasie użytkownika:
naprawa na miejscu (Onsite) szybszy powrót do pracy i rozrywki mniej formalności i przestojów Jakie produkty biorą udział w akcji?
Promocją objęte są wybrane modele:
komputery All-in-One (AiO) komputery stacjonarne (desktopy – w tym gamingowe) notebooki Dlaczego warto?
Kupując sprzęt Lenovo, inwestujesz nie tylko w wydajność, ale też w spokój na lata. Dzięki tej akcji:
Slay the Spire 2 to dosyć bezpieczny sequel, jednak oferujący tyle nowej zawartości, że nawet najbardziej hardkorowi fani oryginału będą pod wielkim wrażeniem. Ten tytuł zachwyca, chociaż to dopiero początek fazy Wczesnego Dostępu.
Twórcy hitu sprzed niemal dekady postawili sobie jasny cel – chcieli stworzyć grę, która zaoferuje wszystko to, co oryginał, ale też zaproponuje więcej zawartości, która przy okazji będzie bardziej różnorodna. W praktyce działa to świetnie, a gra robi niesamowite wrażenie już teraz, chwilę po premierze wczesnej wersji.
Podstawy rozgrywki pozostają niezmienione. Nadal mamy do czynienia z roguelite’ową karcianką z turowymi pojedynkami i przemierzaniem kolejnych lokacji w drodze do potężnych bossów, ze zdobywaniem artefaktów i ulepszeń w trakcie podróży, by rozwijać nasze możliwości.
Na start dostajemy jedną klasę, typowego wojownika znanego z poprzedniej części. Szybko odblokowujemy jednak kolejne postacie – w sumie w wersji Early Access mamy aż piątkę różnorodnych bohaterów, którzy oferuje zupełnie odmienne style rozgrywki. Wspomniany wojownik polega na sile i zwykłych obrażeniach, ale pozostałe klasy wprowadzają ciekawe urozmaicenia.
Najbardziej interesującą bohaterką jest Nekromantka, którą można budować tak, by zwiększać siłę jej kościanego towarzysza działającego jak jej tarcza. Można też jednak pójść w innym kierunku i dobierać karty oraz ulepszenia w taki sposób, by skupić się na wykorzystaniu mechaniki Zagłady – klątwy, której nakładanie na wrogów może doprowadzić do ich pokonania jeszcze zanim stracą wszystkie punkty życia. Jest to niezwykle satysfakcjonujące.
Powracają też dwie inne postacie znane z pierwszej części – Defekt korzystający z magicznych sfer wyładowujących różne rodzaje energii, a także polegająca na sztyletach lub truciznach zabójczyni The Silent. Bardziej skomplikowany jest ostatni bohater, debiutujący w serii Regent, który wprowadza mechanikę zarządzania nie jednym, a dwoma rodzajami zasobów do wydawania na używanie kart.
Biorąc pod uwagę liczbę klas, w Slay the Spire 2 mamy naprawdę mnóstwo zabawy. Przejście obecnej wersji każdą postacią to świetne wyzwanie na początek, a później przecież mamy kolejne poziomy Wzniesienia – swego rodzaju Nowej Gry Plus z różnymi utrudnieniami.
Imponuje też liczba kart, przedmiotów – chociażby mikstur – i artefaktów, które diametralnie potrafią wpływać na nasz build i na to, jak gramy. Pierwszy rzut oka na grę może prowadzić do błędnych wniosków, że to „praktycznie to samo”, co część pierwsza, jednak spędzenie z sequelem choćby godziny wystarcza, żeby osobiście się przekonać, jak dużo nowości przygotowali twórcy.
Ciekawym dodatkiem jest opcjonalny tryb kooperacji. Obecnie gra oferuje możliwość zabawy tylko ze znajomymi, a wyszukiwanie chętnych do gry online pojawi się zapewne w przyszłości. To eksperymentalne rozwiązanie działa zaskakująco dobrze i projektantom udało się nawet zadbać o pewien balans rozgrywki. Cztery osoby mogą tu grać różnymi klasami, operować własnymi kartami i przedmiotami, a wrogowie mają tylko odpowiednio podkręcone punkty życia.
Kwestią gustu pozostaje styl oprawy wizualnej, praktycznie niezmieniony, dopracowany tylko lepszymi animacjami i bardziej jakościowym wykończeniem modeli czy efektów specjalnych. Nie jest to najpiękniejsza gra wideo w historii, ale z pewnością nie można powiedzieć, że nie wyróżnia się na tle innych rogalików.
Slay the Spire 2 to szalenie wciągająca produkcja, którą można śmiało polecać już teraz. Do premiery wersji 1.0 pozostał zapewne rok, jednak nawet obecnie gra może zapewnić dziesiątki, jeśli nie setki godzin doskonałej zabawy.
Marathon to gra bez wątpienia wyróżniająca się, oferująca wyjątkowy charakter oraz styl. To także tytuł, w którym zastosowano parę dziwnych rozwiązań, które potrafią skutecznie zepsuć przyjemność z zabawy.
Bungie przygotowało naprawdę hardkorowego extraction shootera, czego może nie wszyscy oczekiwali po tym studiu. Destiny 2 było w końcu grą niemal dla każdego, tymczasem Marathon bardziej niedzielnych graczy raczej szybko odrzuci. Fani większego wyzwania będą zadowoleni, pod warunkiem, że lubią gatunek ewakuacyjnych strzelanek.
Zasady są proste – trafiamy na jedną z kilku map (kolejne odblokowujemy wraz z postępami), by wykonywać zlecenia od różnych korporacji i szukać łupów, a na końcu dotrzeć do punktu ekstrakcji, by powrócić bezpiecznie z wyprawy. Jeśli zginiemy, stracimy wszystko, co przy sobie posiadamy w momencie zgonu.
Od razu zauważamy, szczególnie grając solo, że komputerowi przeciwnicy – czyli roboty sił bezpieczeństwa – spotykani podczas gry potrafią naprawdę solidnie nam dokopać. Są celni i agresywni, choć czasami też niezbyt mądrzy, bo nie potrafią nawet otworzyć niektórych drzwi. Starcia z nimi jednak zazwyczaj nie są po prostu formalnością, a poważnymi wyzwaniami. Musimy korzystać z osłon i celnie strzelać.
Taki poziom trudności nie przypadnie do gustu każdemu, ale jednak wyzwanie jest przyjemne, a wygrane starcia satysfakcjonujące. Oczywiście każda wymiana ognia to ryzyko, że zwróci na nas uwagę inny gracz – i być może zechce dołączyć do strzelaniny. Starcia PvP są intensywne i emocjonujące, co w dużej mierze jest zasługą dobrego systemu strzelania.
Bungie zna się na rzeczy, dlatego zarówno poruszanie się, animacje trafionych wrogów i korzystanie z różnych rodzajów uzbrojenia jest w Marathon świetne. To główny powód, dla którego regularnie powracamy do gry i podejmujemy się kolejnych misji. Szkoda tylko, że niektóre rodzaje broni trafiają się niezwykle rzadko – choćby genialnie wykonane strzelby.
Podczas eksploracji map trafiamy na różne skrzynie z przedmiotami i zasobami, czasem z uzbrojeniem. Tu pojawia się duży problem gry, czyli niezbyt czytelne ikony symbolizujące różne kategorie lootu. Sprawia to, że spędzamy nieco zbyt dużo czasu na przyglądaniu się łupom po każdemu zajrzeniu do jakiejś szafki czy torby porzuconej przez pokonanego gracza – a w extraction shooterze marnowanie cennych sekund może być bardzo ryzykowne.
Inny problem z czytelnością to kwestia stylu oprawy wizualnej. Chociaż kierunek artystyczny obrany przez Bungie jest świetny i wyróżnia się na tle innych gier, to momentami taka kolorystyka i projekt elementów otoczenia mogą trochę przeszkadzać w dobrym „czytaniu” pola bitwy, co bywa irytujące.
Warstwa audio z pewnością jest natomiast fantastyczna, szczególnie jeśli chodzi o szeroko pojęty ambient. Odgłosy otoczenia pomagają tutaj budować naprawdę niezły klimat, który sprawia, że praktycznie cały czas czujemy, że jesteśmy w niebezpieczeństwie. Pasuje do do hardkorowej otoczki gry.
Rozwój postaci jest ściśle związany z wykonywaniem misji frakcji i zdobywaniem u nich reputacji. Każda frakcja oferuje inne drzewko rozwoju, które w jakiś sposób poprawia możliwości naszej postaci w boju. System ten jest jednak nieco żmudny i sprawdza się gorzej, niż rozwój oparty po prostu na punktach doświadczenia – jak w Arc Raiders.
Marathon to naprawdę niezła strzelanka, choć parę problemów sprawia, że nie rozwinęła jeszcze skrzydeł. Różne niedopatrzenia twórców przeszkadzają w pełnym czerpaniu radości z angażującej rozgrywki – a do tego boli też trochę opóźnienie endgame’owej zawartości na kolejne tygodnie marca. Mimo wszystko, trzymamy za Marathon kciuki, bo miło byłoby, gdyby ostatecznie utrzymał się na rynku.
Highguard spotkało się z wielką falą hejtu zaraz po zapowiedzi, a premiera też przysporzyła grze kłopotów. To wcale nie jest jednak najgorsza sieciowa strzelanka ostatnich lat – tylko po prostu nieco pogubiona.
Podstawowe założenia gry są proste. Bierzemy udział w zmaganiach dwóch trzyosobowych lub pięcioosobowych drużyn na sporych mapach, a głównym celem jest zniszczenie bazy wroga. Sterujemy różnymi bohaterami, ponieważ Highguard należy do gatunku tzw. hero shooterów. Każda postać nie tylko wygląda inaczej, ale dysponuje też innymi zdolnościami specjalnymi.
Na początku każdej rundy mamy minutę na zaplanowanie naszych działań i fortyfikację niektórych ścian w naszej bazie, a dopiero potem możemy ją opuścić, by eksplorować mapę. Priorytetem nie jest wtedy wcale walka z przeciwnikami, a raczej szukanie zasobów, za które można kupić przedmioty oraz ulepszenia.
Podczas poruszania się po lokacji trafiamy też na skrzynie z lootem, niczym w grach typu battle royale. Najczęściej znajdziemy tam broń, a arsenał – klasycznie dla wielu strzelanek z łupem – dzieli się kolorystycznie na różne stopnie jakości (zielone, niebieskie, fioletowe i tak dalej).
W trakcie eksploracji możemy też korzystać z wierzchowca, którego przyzywamy błyskawicznie i dosłownie pojawia się on pod nami, sprawiając, że używanie mountów jest szybkie, wygodne i bardzo przydatne. To ciekawy system, szczególnie że z grzbietu konia czy innego czworonoga możemy też walczyć – nawet strzelać.
Sam model strzelania jest naprawdę niezły. Kiedy już dochodzi do wymiany ognia, można poczuć, że za grę odpowiada część deweloperów, którzy w studiu Respawn odpowiadali kiedyś za Apex Legends. Nawet wizualny projekt broni przywodzi momentami na myśl tamtą właśnie produkcję od EA.
W pewnym momencie meczu na mapie pojawia się specjalny miecz – pierwszy poważny powód do rywalizacji. Oręż ten jest niezbędny, by zniszczyć osłonę bazy wroga, więc jego przechwycenie jest niezwykle istotne. Jeśli uda się go zdobyć, należy następnie przedostać się pod siedzibę przeciwnika i użyć miecza w jednym z kilku punktów – wtedy pojawi się ogromny taran, który w ciągu kilkudziesięciu sekund zniszczy barierę.
W takim właśnie momencie strzelaniny stają się najbardziej intensywne. Drużyna atakująca wpada do wrogiej bazy, starając się podłożyć ładunki wybuchowe przy generatorach, a obrońcy przeszkadzają napastnikom. Tutaj najważniejsza staje się koordynacja i praca zespołowa – i w takich chwilach Highguard naprawdę bywa satysfakcjonujące.
Problem w tym, że w grze jest sporo innych momentów, które nie budzą większych emocji. To na przykład pierwsze fazy meczu, kiedy biegamy po mapie i wydobywamy zasoby. Obrona bazy także jest niedopracowana, bo twórcy oferują bardzo skromne możliwości defensywne. Możemy wzmacniać ściany i… to wszystko. Nie ma tu żadnego zastawiania pułapek, ustawiania dodatkowych fortyfikacji. Można odnieść wrażenie, że zmarnowano tu trochę potencjał walki o bazę.
Optymalizacja gry też pozostawia nieco do życzenia. Spełnienie rekomendowanych wymagań sprzętowych wcale nie oznacza, że bez problemu osiągniemy poziom 60 klatek na sekundę, a sporo graczy narzeka też na irytujące crashe. Sytuacja jest już jednak lepsza niż w dniu premiery, a twórcy pracują w pocie czoła nad łatkami.
Ostatecznie, Highguard jest po prostu niezłą grą, która jednak niczym nie zachwyca. Na pewno widać, że deweloperzy słuchają społeczności, więc można mieć nadzieję, że w kolejnych miesiącach wszystkie elementy, które teraz budzą wątpliwości, zostaną zmienione i poprawione. Wtedy będzie można śmiało polecać dołączenie do sieciowych potyczek.
Na Steamie roi się od gier spokojnych, symulatorów farmy i różnych produkcji, które pozwalają nam się wyciszyć. Czasem jednak dobrze od nich odpocząć – najlepiej przy świetnie zaprojektowanym militarnym shooterze multiplayer, który podniesie nam poziom adrenaliny.
Dziś chcemy polecić Wam pięć najciekawszych gier tego typu, w których nie tylko sprawdzicie swoją celność, ale też wykażecie się zmysłem taktycznym. Przygotowaliśmy, jak zawsze, zestaw mocno różnorodny, więc każdy fan militariów znajdzie tutaj coś dla siebie.
Arma Reforger
Warto zacząć od gry naprawdę wyjątkowej, która cały czas przyciąga sporo nowych użytkowników. Jak inaczej określić bowiem produkcję, która przeniosła kultową serię na zupełnie nowy silnik, oferując oprawę, o jakiej wcześniej fani symulacji mogli tylko marzyć?
Arma Reforger to tytuł, który rzuca nas w realia zimnej wojny na ogromnych wyspach Everon i Arland. To znaczy, że nie tylko biegamy z karabinem, ale musimy opanować nawigację z mapą i kompasem w ręku, dbając o każdy detal naszej operacji w ramach niezwykle realistycznego konfliktu na wielką skalę.
Realistyczna rozgrywka zadowoli wszystkich fanów autentyzmu. Korzystanie z broni, pojazdów i gadżetów wymaga sporej wprawy. To też jedna z najciekawiej rozwijających się gier, która dzięki potężnym narzędziom moderskim pozwala na tworzenie własnych scenariuszy i niemal nieskończoną personalizację rozgrywki.
Squad
Ten tytuł od studia Offworld Industries to w zasadzie jedyna porządna propozycja dla tych, którzy oczekują maksymalnego nacisku na komunikację i współpracę w 100-osobowych bitwach w realiach współczesnego konfliktu zbrojnego.
W tej grze faktycznie można poczuć się jak członek prawdziwego oddziału – i to takiego, w którym każdy ma swoją rolę. Zajmujemy się tutaj nie tylko bezpośrednią walką, ale też budowaniem punktów odrodzenia, logistyką, dostarczaniem zaopatrzenia, a nawet obsługą zaawansowanych systemów przeciwlotniczych.
Do gry niezbędne jest korzystanie z systemu komunikacji głosowej, który wymusza na graczach koordynację działań. To sprawia, że jakość zabawy zależy od wspólnego planowania, co pozwala poczuć prawdziwy ciężar dowodzenia i satysfakcję ze współpracy.
Hell Let Loose
Nie sposób nie umieścić na tej liście tego klasyka, który zna chyba każdy fan okresu II wojny światowej. Jeśli jednak jakimś cudem ktoś nie grał w Hell Let Loose, zdecydowanie musi ten błąd nadrobić, by zobaczyć, jak powinny wyglądać epickie starcia historyczne.
Piękno gry tkwi w skali i chaosie bitwy. Jasne, możemy zająć się precyzyjnym eliminowaniem wrogów jako snajper, ale możemy też skupić się po prostu na obsłudze czołgu z dwoma kolegami czy dbaniu o to, by nasza artyleria celnie wspierała piechotę w zdobywaniu kolejnych sektorów mapy.
Podobnie jak w przypadku najlepszych symulatorów, Hell Let Loose oferuje niesamowitą atmosferę. Dźwięki wybuchów i świst kul są tu niemal namacalne. Gra regularnie otrzymuje nowe teatry działań, co pozwala przenieść się na fronty wschodnie, zachodnie, a nawet brać udział w bitwach na pustyniach Afryki.
Insurgency: Sandstorm
Weźcie klasyczne strzelanki drużynowe, dodajcie do tego brutalny realizm i otrzymacie Insurgency: Sandstorm. To jedna z najlepiej ocenianych gier na Steamie w swojej kategorii, która mimo upływu lat wciąż oferuje jedne z najbardziej satysfakcjonujących mechanik strzelania na rynku.
Gra jest niezwykle intensywna, a do tego nie irytuje zbędnymi uproszczeniami. Poziom realizmu dorównuje temu z Army czy Squad, lecz główną różnicą są mniejsze mapy – to sprawia, że otrzymujemy wyjątkowe połączenie autentycznego systemu strzelania oraz obrażeń ze skromniejszą skalą i krótszymi meczami.
Warto podkreślić, że po premierze twórcy wprowadzili tryb kooperacji, w którym wspólnie ze znajomymi oczyszczamy kolejne budynki z rąk przeciwników, którymi steruje sztuczna inteligencja.
Ready or Not
Ostatnia propozycja to coś dla fanów policyjnej taktyki, ale także nieco bardziej mrocznego klimatu niż w przypadku innych militarnych produkcji. W końcu czasem mamy ochotę na precyzyjne operacje w ciasnych korytarzach zamiast biegania po otwartych polach bitewnych.
Poza rozbudowanym arsenałem, gra oferuje też mocny nacisk na planowanie. Jako dowódca oddziału SWAT, musimy zadbać o to, by twoi ludzie byli odpowiednio wyposażeni w tarcze, granaty hukowe i kamery poddrzwiowe, a w trakcie akcji zachować zimną krew, by nie skrzywdzić cywilów.
Zajmujemy się tutaj jednak nie tylko eliminacją zagrożeń, a rozbudowanym systemem aresztowań i zabezpieczania terenu, co stanowi przyjemną odmianę od wymienionych wyżej wojskowych strzelanek. Ta gra jest po prostu świetnym połączeniem taktycznego shootera z gęstym klimatem współczesnych interwencji policyjnych.
Są takie wieczory, kiedy nie grasz „dla relaksu”. Grasz, żeby sprawdzić refleks. Zgranie zespołu. Decyzje podejmowane w ułamku sekundy.
16 stycznia 2026 roku nadejdzie jeden z nich.
Do świata rywalizacji zaprasza Call of Duty oraz Lenovo Legion, prezentując wydarzenie stworzone z myślą o graczach, którzy lubią grać zespołowo i na poważnie: CALL OF DUTY: Lenovo Team Battle 2026.
Gdzie liczy się drużyna, a nie solo play
To nie jest turniej dla samotnych wilków. To wydarzenie dla zespołów, które potrafią się komunikować, wspierać i reagować szybciej niż przeciwnik zdąży nacisnąć spust.
Przez pięć godzin intensywnej rozgrywki (17:00–22:00) drużyny zmierzą się w emocjonujących starciach, w których każdy frag, każda decyzja i każdy callout mogą przesądzić o zwycięstwie.
Grasz o więcej niż satysfakcję
Zwycięstwo smakuje najlepiej, gdy idzie w parze z nagrodami. Na najlepszych czekają akcesoria Lenovo Legion, stworzone z myślą o graczach, którzy wymagają niezawodności także poza wirtualnym polem walki:
Słuchawki Lenovo Legion H600 – dla pełnej immersji i precyzyjnego dźwięku
Plecak Lenovo Select Targus 16” – bezpieczny transport sprzętu w gamingowym stylu
Mysz Lenovo 300 Compact – szybka, precyzyjna, gotowa na długie sesje
Słuchawki Lenovo E310 – idealne na co dzień i do gry
Dlaczego warto wziąć udział?
Bo to coś więcej niż kolejny mecz online. To okazja, by:
sprawdzić swoje umiejętności w rywalizacji drużynowej,
zagrać w środowisku wspieranym przez markę Lenovo Legion,
Seria Lenovo Legion Pro 7 ponownie potwierdza swoją pozycję w segmencie laptopów gamingowych. Legion Pro 7 Gen 10 zdobył tytuł Produktu Roku 2025 w kategorii Laptop Gamingowy w prestiżowym konkursie Tech Awards.
To już trzeci rok z rzędu, w którym linia Legion Pro 7 sięga po to wyróżnienie – konsekwentnie wyznaczając standardy wydajności, jakości wykonania oraz rozwiązań tworzonych z myślą o najbardziej wymagających graczach.
Nagroda Tech Awards jest szczególnie cenna, ponieważ przyznawana jest na podstawie głosów użytkowników oraz ekspertów technologicznych. To najlepszy dowód na to, że Legion Pro 7 spełnia realne oczekiwania społeczności gamingowej – zarówno pod względem mocy, jak i niezawodności.
Dziękujemy wszystkim, którzy oddali swoje głosy i od lat obdarzają markę Lenovo Legion zaufaniem. Razem osiągamy niemożliwe.
Społeczność Lenovo Legion ponownie spotyka się na wirtualnym polu bitwy. Przed nami jedenasta edycja turnieju Fortnite – Legion Go Cup XI, organizowanego we współpracy z HAJTV oraz KAMSTAR. To wydarzenie skierowane do graczy, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności w rywalizacji z najlepszymi i jednocześnie powalczyć o atrakcyjne nagrody sprzętowe od Lenovo Legion.
Terminy turnieju
Turniej odbędzie się w dniach 17–19 września 2025 roku. Przez trzy dni uczestnicy zmierzą się w intensywnych rozgrywkach, w których liczyć się będą refleks, strategia i opanowanie mechanik Fortnite.
Nagrody dla najlepszych graczy
Na zwycięzców Legion Go Cup XI czekają nagrody, które doceni każdy fan gamingu:
1. miejsce – Lenovo Legion Go S
2. miejsce – słuchawki Lenovo Legion H600
3. miejsce – mysz Lenovo Legion M600
To sprzęt zaprojektowany z myślą o wymagających graczach, którzy oczekują wydajności, precyzji i komfortu podczas wielogodzinnych sesji.
Dlaczego warto wziąć udział?
Legion Go Cup to nie tylko rywalizacja, ale również okazja do bycia częścią aktywnej społeczności Lenovo Legion. Każda edycja przyciąga graczy na różnym poziomie zaawansowania, oferując esportowe emocje, dobrą zabawę i realną szansę na zdobycie profesjonalnego sprzętu gamingowego.
Wydajność, która przekracza dotychczasowe granice. Styl, który nie idzie na kompromisy. Technologia, która wyprzedza swoją epokę. Tak w skrócie można opisać nową odsłonę laptopa Lenovo Legion Pro 7i w wersji 16IAX10H, wyposażoną w najnowszą kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 5090. To nie tylko aktualizacja specyfikacji – to prawdziwy skok pokoleniowy, który zmienia sposób, w jaki myślimy o mobilnym gamingu.
Nowa generacja kart graficznych opartych na architekturze NVIDIA Blackwell przynosi ze sobą cały zestaw przełomowych technologii, które mają jeden wspólny cel: zapewnić graczowi przewagę. DLSS 4 z Multi-Frame Generation to najbardziej zaawansowane rozwiązanie upscalingowe, jakie do tej pory trafiło na rynek. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego karta graficzna potrafi generować dodatkowe klatki na podstawie istniejących klatek animacji, bez dodatkowego obciążania CPU czy GPU. Efekt? Płynność obrazu znacznie wykraczająca poza możliwości tradycyjnego renderingu – nawet przy najwyższych ustawieniach graficznych.
Ray tracing, czyli technologia śledzenia promieni, również doczekał się kolejnej ewolucji. Dzięki nowym rdzeniom RT, karta NVIDIA GeForce RTX 5090 potrafi generować oświetlenie, odbicia i cienie z niespotykaną wcześniej dokładnością i realizmem – i to bez dramatycznego spadku wydajności. W grach takich jak DOOM: The Dark Ages światło dynamicznie reaguje na otoczenie, tworząc oprawę wizualną, która potrafi zaskoczyć nawet weteranów tej serii.
W rozgrywce sieciowej ogromne znaczenie ma czas reakcji, a tu z pomocą przychodzi NVIDIA Reflex 2 – druga generacja technologii redukującej opóźnienia. Poprzez synchronizację działania procesora, karty graficznej i monitora Reflex 2 zmniejsza czas między naciśnięciem klawisza a wykonaniem akcji w grze. W tytułach FPS i e-sportowych może to oznaczać różnicę między zwycięstwem a porażką. Nowa wersja Reflex nie tylko obniża latency, ale także daje graczowi narzędzia do jego monitorowania i kontroli.
Kolejnym elementem, który składa się na nową jakość doświadczenia, jest Max-Q – zestaw algorytmów i funkcji zaprojektowanych z myślą o laptopach. Max-Q dba o to, by karta graficzna działała z maksymalną efektywnością energetyczną, nie przegrzewała się i nie hałasowała, nawet podczas intensywnego obciążenia. To właśnie dzięki tej technologii możliwe jest zamknięcie potężnej mocy GeForce RTX 5090 w tak smukłej i mobilnej obudowie jak Lenovo Legion Pro 7i.
Nie sposób nie wspomnieć o technologiach AI, które w tej generacji sprzętu nabierają jeszcze większego znaczenia. RTX AI to zestaw funkcji opartych na zaawansowanej sztucznej inteligencji, które usprawniają nie tylko samą rozgrywkę, ale również tworzenie treści. Dynamiczne skalowanie obrazu, poprawa ostrości, automatyczne dopasowanie ustawień graficznych do preferencji gracza, a nawet pomoc w streamingu i obróbce materiałów wideo – wszystko to działa w tle, wykorzystując moc układów Tensor i dedykowanych jednostek obliczeniowych.
Lenovo Legion Pro 7i z kartą GeForce RTX 5090 nie jest po prostu kolejnym gamingowym laptopem. To urządzenie stworzone z myślą o przyszłości – takiej, w której granice między komputerem stacjonarnym a laptopem zacierają się zupełnie. Dzięki połączeniu mocy obliczeniowej, inteligentnych technologii i doskonale zoptymalizowanej konstrukcji, Legion staje się narzędziem, które pozwala graczom nie tylko wejść do gry, ale zdominować ją od pierwszej sekundy.
Mobilne granie wchodzi na nowy poziom – długo oczekiwana konsola Lenovo Legion Go S SteamOs właśnie trafiła do sprzedaży w Polsce. Urządzenie to jest doskonałą propozycją dla graczy, którzy pragną mieć zawsze przy sobie potężne centrum rozrywki, umożliwiające pełny dostęp do bogatej biblioteki gier Steam.
Lenovo Legion Go S SteamOs to nieco mniejsza, lżejsza i bardziej mobilna wersja popularnej konsoli Legion Go. Zaprojektowana specjalnie z myślą o wygodzie podczas podróży. Sercem konsoli jest system operacyjny Steam OS, opracowany przez firmę Valve, bazujący na platformie Linux i zoptymalizowany pod kątem gier. Dzięki technologii Proton Steam OS pozwala graczom na uruchomienie tysięcy tytułów dostępnych pierwotnie na systemie Windows bez konieczności instalacji dodatkowych programów.
Porty: 2 x USB-C, czytnik kart microSD, gniazdo słuchawkowe 3,5 mm
Bateria: 3-komorowa, 55,5 Wh
System operacyjny: Steam OS
Dodatkowe funkcje: Kontrolery TrueStrike z sensorami Hall, ergonomiczna konstrukcja, obsługa zmiennej częstotliwości odświeżania VRR
Konsola Lenovo Legion Go S dostępna jest m.in. w unikalnym fioletowym kolorze, co dodatkowo wyróżnia ją na tle innych handheldów dostępnych na rynku.
Lenovo Legion Go S Steam Os jest już w sprzedaży – szukajcie u partnerów Lenovo!
A na koniec mała ciekawostka: technologia Proton to oprogramowanie stworzone przez Valve, umożliwiające uruchamianie gier i aplikacji przeznaczonych na system Windows na systemach operacyjnych opartych na Linuxie, takich jak Steam OS. Proton wykorzystuje zestaw narzędzi kompatybilności Wine, wzbogacając go o dodatkowe komponenty i usprawnienia.