Nową grę studia Heart Machine trudno z czystym sumieniem polecić w tej chwili, ale to z pewnością tytuł, który warto dodać na steamową listę życzeń.
Roguelite osadzony w uniwersum fantastycznej gry Hyper Light Drifter przeszedł bolesną drogę do premiery. Wielokrotne opóźnienia, strata wydawcy, zmiany koncepcji. Nic dziwnego więc, że wersja Early Access nie jest idealna. Jest tu jednak potencjał na świetną i wciągającą grę.
Założenia przygody są proste. Z głównej bazy przenosimy się do świata gry – sporej, otwartej wyspy. Musimy tam zdobywać materiały zwane Prism, by dzięki nim otwierać areny z bossami. W międzyczasie eksplorujemy okolice, by zdobywać zasoby, broń i ekwipunek. Do bazy możemy wrócić w dowolnym momencie, o ile dotrzemy do punktu ewakuacji i wytrzymamy atak fali przeciwników.
Hyper Light Breaker oferuje nieźle przemyślane systemy związane z roguelite’ową formułą zabawy. Każdy przedmiot – miecz, strzelba, zbroja czy jakieś ulepszenie postaci – ma określoną liczbę punktów „wytrzymałości”. Wyznaczają one, ile dany przedmiot może przetrwać śmierci gracza. Nie tracimy więc całego sprzętu po każdym zgonie.
W bazie możemy ulepszać bohatera i ekwipunek, a także kupować nowe wyposażenie czy zaprosić do gry znajomych (jest tu system kooperacji). Poruszanie się po bazie i korzystanie z usług różnych postaci nie jest jednak na początku zbyt intuicyjne, ponieważ w grze brakuje prostego i przejrzystego tutoriala. Szkoda też, że niektóre upgrade’y postaci wymagające dosyć cennych zasobów są wręcz absurdalnie mało imponujące – choćby takie, które zwiększa możliwość szybowania o… całe pół sekundy.
Kiedy trafiamy na wyspę, miejsce właściwej rozgrywki, mamy totalną swobodę w zakresie wykonywania celów i poruszania się po lokacji. Możemy zdecydować, czy chcemy tylko pozbierać trochę łupów i wrócić do bazy, czy jednak skupić się na dotarciu do bossa. Wyspę eksplorujemy za pomocą przyjemnej w obsłudze deski hoverboard, niczym na futurystycznym snowboardzie.
Wszędzie na naszej drodze stają oczywiście przeciwnicy. To różnego rodzaju jednostki – od żołnierzy z bronią palną po dziwne potwory. Wszyscy są jednak równie niebezpieczni. Hyper Light Breaker jest bez dwóch zdań grą trudną, w której chwilę nieuwagi często można przypłacić życiem.
System walki pozwala nam atakować bronią białą, wykonywać proste combosy i aktywować specjalne, potężne zdolności – inne dla każdego rodzaju broni. Mamy też parę rodzajów broni palnej, lecz amunicję dosyć trudno odzyskiwać, przynajmniej na początku przygody.
Jest też system parowania ciosów, w teorii bardzo przydatny, gdyż pozwala zregenerować nieco utraconego HP. W praktyce jednak, to jeden z najgorszej zrealizowanych mechanizmów tego typu – niezwykle trudno po prostu wyczuć odpowiedni moment, żeby dobrze odbić wrogi cios. Jest to źródłem częstej frustracji. Zresztą, sygnalizacja ataków przeciwników jest ogólnie rzecz biorąc zbyt słabo zrealizowana.
Nie pomaga też obecny system leczenia, który sprawia, że nawet gdy odblokujemy już apteczki, to nie uzupełniamy ich zapasu automatycznie na starcie wyprawy. Żeby mieć przy sobie środki leczące, musimy wcześniej zebrać odpowiednie zasoby z kwiatów i roślin – jest to zbędny i irytujący sposób na sztuczne utrudnienie rozgrywki.
Hyper Light Breaker cierpi też na problemy natury technicznej. Optymalizacja pozostawia wiele do życzenia, a dostępnych opcji graficznych jest przeraźliwie mało – nie można więc za bardzo dostosować warstwy wizualnej do możliwości swojego peceta. Nieraz trafimy też na różnego rodzaju bugi, choćby z wrogami, którzy na nas nie reagują, albo zacinają się w teksturach mapy.
Grę zdecydowanie warto mieć na uwadze, bo widać tutaj potencjał na angażującego rogalika z pięknym, kolorowym światem. Twórcy muszą jednak dopracować jednak największe wady wczesnej wersji, bo obecnie przygoda po prostu zbyt często frustruje.
Targi CES 2025 w Las Vegas, miejsce największych premier technologicznych, stały się sceną dla przełomowych zapowiedzi Lenovo. Marka zaprezentowała nowe urządzenia, akcesoria i oprogramowanie, które wyznaczają kierunki rozwoju branży. Wśród nowości znalazły się przenośne urządzenia gamingowe, laptopy o imponującej mocy i precyzji, desktopy gotowe na wyzwania przyszłości oraz najnowsze technologie optymalizujące doświadczenia graczy. Lenovo Legion po raz kolejny udowadnia, że gaming to nie tylko zabawa, ale także zaawansowana technologia, która otwiera nowe możliwości dla graczy na każdym poziomie zaawansowania.
Lenovo Legion Go S (8”, 1): uniwersalność i moc w kompaktowej formie
Lenovo Legion Go S (8”, 1) to odpowiedź na potrzeby graczy, którzy chcą cieszyć się ulubionymi tytułami bez względu na miejsce. Wyposażony w 8-calowy ekran dotykowy PureSight WUXGA 16:10 z częstotliwością odświeżania 120 Hz oraz procesory AMD Ryzen™ Z2 Go i Z1 Extreme zapewnia płynność i wysoką jakość rozgrywki. Urządzenie waży zaledwie 0,73 kg, co czyni je niezwykle mobilnym, a jednocześnie potężnym. Dzięki obsłudze Wi-Fi 6e, portom USB 4 i czytnikowi kart microSD, Legion Go S może pełnić funkcję zarówno przenośnej konsoli, jak i stacji do gier w domu.
Ponadto Lenovo nawiązało współpracę z Valve, tworząc Lenovo Legion Go S z systemem SteamOS – pierwsze na świecie licencjonowane urządzenie przenośne tej kategorii. Dzięki integracji z platformą Steam gracze mogą łatwo przełączać się między grami na PC i handheldzie dzięki funkcji Remote Play, korzystać z zapisów w chmurze oraz pełnej biblioteki Steam. To idealne rozwiązanie dla graczy ceniących elastyczność i konsolowe doświadczenia w mobilnej formie.
Na targach pokazano także prototyp Lenovo Legion Go (8,8”, 2). Urządzenie wyposażono w 8,8-calowy wyświetlacz OLED PureSight o częstotliwości odświeżania 144 Hz oraz procesor AMD Ryzen™ Z2 Extreme z grafiką RDNA™ 3.5, co zapewnia płynną i dynamiczną rozgrywkę. Udoskonalone kontrolery TrueStrike oraz ergonomiczny design odpowiadają na potrzeby graczy wymagających najwyższego komfortu i precyzji. Wbudowana pamięć SSD do 2 TB oraz bateria o pojemności 74 Whr sprawiają, że prototyp Legion Go to bezkompromisowa propozycja dla miłośników mobilnych technologii.
Seria Lenovo Legion Pro: wydajność na najwyższym poziomie
Lenovo Legion Pro to linia laptopów stworzona z myślą o graczach, którzy potrzebują urządzeń łączących moc, precyzję i niezawodność. Modele Legion Pro 7i, 5i i 5 oferują najnowocześniejsze technologie chłodzenia, imponujące parametry i niezrównaną jakość wyświetlania obrazu. Wyposażone w procesory Intel Core™ Ultra 9 275HX oraz AMD Ryzen 9 9955HX, laptopy z tej serii zapewniają płynność i szybkość działania w najbardziej wymagających grach. Dodatkowo, wyświetlacze OLED PureSight WQXGA o częstotliwości odświeżania do 240 Hz i jasności do 500 nitów gwarantują niezwykle realistyczne i żywe obrazy, co pozwala na pełne zanurzenie w świecie gier.
Technologie chłodzenia Lenovo Coldfront Hyper i Vapor są kluczowym elementem nowej generacji laptopów Legion Pro. Pozwalają one na wydajność do 250 W TDP w modelu Legion Pro 7i, a dzięki powiększonym miedzianym rurkom cieplnym i turbodoładowanym wentylatorom skutecznie odprowadzają ciepło z obudowy. Innowacyjne rozwiązania termiczne zapewniają również cichszą pracę urządzeń, co jest istotne zarówno dla graczy, jak i osób korzystających z laptopów do pracy.
Lenovo Legion 7i to smukły, lekki, w pełni metalowy laptop zaprojektowany z myślą o graczach i studentach dziedzin STEM. Wyposażony w procesory Intel Core Ultra 9 HX i karty graficzne NVIDIA GeForce RTX 5070, laptop świetnie radzi sobie z aplikacjami wymagającymi dużej mocy obliczeniowej, takimi jak SolidWorks czy OBS Studio. Z kolei Lenovo Legion 5i oferuje uniwersalne rozwiązania dla studentów na kierunkach humanistycznych, łącząc mobilność z wydajnością potrzebną do gier i codziennych zastosowań.
Nowa generacja laptopów Legion umożliwia szeroką personalizację dzięki podświetleniu RGB i funkcjom Legion Space, które integrują ustawienia urządzeń, optymalizują wydajność i ułatwiają transmisje na żywo. Wbudowane funkcje AI wspierają dynamiczne dostosowywanie mocy procesora i karty graficznej, co pozwala osiągnąć jeszcze lepszą płynność i jakość rozgrywki.
Lenovo Legion Tower: potęga gamingu w stacjonarnym wydaniu
Seria Lenovo Legion Tower została stworzona z myślą o profesjonalnych graczach e-sportowych oraz miłośnikach gier, którzy poszukują wydajności komputerów stacjonarnych bez potrzeby samodzielnego składania sprzętu. Modele Legion Tower 7i (34L, 10), 5i (30L, 10) i 5 (30L, 10) oferują różnorodne opcje konfiguracji, dostosowane do potrzeb zarówno zaawansowanych, jak i mniej wymagających użytkowników.
Legion Tower 7i wyróżnia się procesorem Intel Core Ultra 9 275HX i kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 4080 SUPER, które zapewniają najwyższą wydajność i niezrównane wrażenia w grach. Modele Legion Tower 5i i 5 wyposażono w procesory Intel i AMD, a także karty graficzne NVIDIA GeForce RTX 4060 Ti, co czyni je doskonałym wyborem dla graczy poszukujących balansu między wydajnością a ceną. Szklane boczne panele w tych modelach umożliwiają łatwą wymianę podzespołów, co sprawia, że komputery mogą służyć przez lata, dzięki możliwości modernizacji.
Modele Legion Tower 7i zostały wyposażone w system chłodzenia cieczą Legion Coldfront, osiągający wydajność do 250 W TDP, co zapewnia stabilną pracę nawet przy najwyższym obciążeniu. Chłodzenie powietrzem w modelach Legion Tower 5i i 5 również oferuje wysoką efektywność, osiągając wartości do 180 W TDP. Dopełnieniem tych rozwiązań są konfigurowalne wentylatory ARGB, które nie tylko efektywnie odprowadzają ciepło, ale również nadają komputerom nowoczesny, gamingowy wygląd.
Każdy komputer Legion Tower jest kompatybilny z oprogramowaniem Legion Space, które pozwala na łatwe zarządzanie ustawieniami sprzętu. Dzięki tej aplikacji użytkownicy mogą dostosowywać oświetlenie, kontrolować wentylatory oraz optymalizować wydajność systemu. To narzędzie czyni z Legion Tower kompleksowe rozwiązanie dla graczy szukających zaawansowanego sprzętu z intuicyjną obsługą.
Lenovo Legion Pro 34WD-10: zakrzywiona doskonałość OLED
Lenovo Legion Pro 34WD-10 to monitor, który przenosi wrażenia z gier na nowy poziom. Zakrzywiony ekran WQHD PureSight OLED o promieniu krzywizny 800R i częstotliwości odświeżania 240 Hz zapewnia niezwykle płynną i dynamiczną rozgrywkę. Parametry takie jak 98,5% pokrycia palety barw DCI-P3, czas reakcji 0,03 ms oraz technologia Delta E<2 gwarantują żywe, realistyczne kolory i niesamowitą szczegółowość obrazu. Monitor został wyposażony w zaawansowane technologie AI, takie jak algorytm Anti-Burn-in, który chroni ekran przed wypalaniem pikseli, oraz funkcję wykrywania użytkownika, automatycznie usypiającą urządzenie, gdy nie jest używane.
Monitor Legion Pro 34WD-10 oferuje liczne funkcje, które zwiększają jego wszechstronność. Tryby Picture-in-Picture i Picture-by-Picture umożliwiają jednoczesne korzystanie z kilku źródeł obrazu, a wbudowany przełącznik KVM pozwala na szybkie przełączanie między dwoma komputerami. Dzięki funkcji TrueSplit użytkownicy mogą podzielić ekran na cztery konfiguracje, co znacząco ułatwia multitasking, zarówno podczas gier, jak i pracy. Dodatkowym atutem jest nastrojowe podświetlenie RGB, które może być synchronizowane z obrazem i dźwiękiem, zwiększając immersję w grach.
Lenovo Legion R34w-30 to monitor gamingowy o ultraszerokim wyświetlaczu UWQHD 21:9 i promieniu krzywizny 1500R. Wyposażony w częstotliwość odświeżania 180 Hz i czas reakcji 0,5 ms, monitor świetnie radzi sobie z dynamiczną akcją w grach. Jego 99% pokrycia sRGB i 90% DCI-P3 gwarantuje dokładność kolorów i głębię obrazu. Dzięki parze portów HDMI 2.1 oraz złączu DP 1.4 monitor pozwala na płynne przełączanie między różnymi źródłami obrazu, co czyni go doskonałym wyborem zarówno dla graczy, jak i twórców treści.
Oba monitory wspierają oprogramowanie Legion Space, które umożliwia dostosowywanie ustawień i personalizację. Funkcje takie jak Dark Boost, ułatwiająca balans ciemnych i jasnych punktów na ekranie, czy lupa celownicza, zwiększają precyzję i przyjemność z grania. Dodatkowo, dzięki złączom USB-C z możliwością zasilania, monitory Lenovo Legion mogą pełnić rolę centrum dowodzenia, ładować inne urządzenia oraz działać jako hub dla peryferiów.
Lenovo LOQ: jakość gamingu na start
Linia Lenovo LOQ została zaprojektowana z myślą o początkujących graczach, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę w świecie gamingu, nie rezygnując z jakości i wydajności. Seria LOQ obejmuje laptopy i desktopy wyposażone w nowoczesne komponenty, które pozwalają cieszyć się płynną rozgrywką w popularnych tytułach. Przystępna cena i szeroka gama konfiguracji sprawiają, że urządzenia LOQ są doskonałym wyborem dla tych, którzy dopiero zaczynają eksplorować możliwości gier komputerowych.
Nowy 17-calowy laptop LOQ 17IRX10: większy ekran, lepsze wrażenia
Największą nowością w serii LOQ jest 17-calowy laptop LOQ 17IRX10. Wyposażony w procesor Intel Core i7-14650HX oraz kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 5070, oferuje świetną wydajność, która sprosta wymaganiom nowoczesnych gier. Duży wyświetlacz zapewnia komfort grania, jednocześnie zachowując smukłą i lekką konstrukcję, która ułatwia przenoszenie urządzenia. To idealna opcja dla graczy szukających większego ekranu w mobilnym formacie.
Seria LOQ obejmuje także inne modele dostosowane do różnych preferencji użytkowników:
LOQ 15IRX10 – 15-calowy laptop z procesorem Intel Core i7-14650HX.
LOQ 15AHP10 – alternatywa z procesorem AMD Ryzen 7 260.
LOQ Tower 17IAX10 – komputer stacjonarny z procesorem Intel Core Ultra 9 280HX, zaprojektowany z myślą o długoterminowej modernizacji.
Urządzenia Lenovo LOQ oferują graczom funkcje znane z bardziej zaawansowanych serii, takie jak technologia chłodzenia Coldfront, wyświetlacze OLED PureSight o wysokiej częstotliwości odświeżania czy wsparcie dla kart graficznych NVIDIA GeForce RTX. Dodatkowym atutem jest możliwość rozszerzenia podzespołów w desktopach, co pozwala użytkownikom rozwijać swój sprzęt wraz z rosnącymi wymaganiami gier.
Większość urządzeń z serii Lenovo LOQ jest dostarczana z darmową, trzymiesięczną subskrypcją Xbox PC Game Pass, która daje dostęp do szerokiej biblioteki gier, umożliwiając graczom szybki start w świecie wirtualnej rozrywki.
Lenovo na targach CES 2025 udowodniło, że jest liderem innowacji w świecie gamingu. Dzięki nowym urządzeniom, takim jak przenośne Legion Go S, laptopy Legion Pro, desktopy Tower oraz zaawansowanym monitorom OLED, marka redefiniuje możliwości sprzętu gamingowego. Dodatkowo, oprogramowanie Legion Space łączy ekosystem Lenovo, oferując personalizację i optymalizację dzięki AI. Te przełomowe rozwiązania otwierają nową erę w gamingu, odpowiadając na potrzeby graczy na każdym poziomie zaawansowania.
Rozpoczynający się rok obfituje w ciekawe premiery, ale nie chodzi tylko o gry zagranicznych studiów. Doczekamy się bowiem paru naprawdę intrygujących produkcji z Polski.
Tutaj postanowiliśmy wymienić pięć polskich gier, które debiutują w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy i najbardziej zwróciły naszą uwagę. Zdecydowanie warto śledzić ich rozwój.
Powrót bohatera pierwszej części serii to poważna sprawa. Życzenie wielu fanów zostanie spełnione. W The Beast wcielimy się w Kyle’a Crane’a, który po niemal dekadzie ucieka z niewoli oprawców przeprowadzających na nim eksperymenty.
Samodzielny dodatek do Dying Light 2 zabierze nas poza tereny dużych miast. Zwiedzimy były turystyczny region Castor Woods, gdzie trafimy do wiosek, małych miasteczek i gęstych lasów – wszędzie oczywiście spotkamy przerażające zombie.
Najważniejsze nowości związane z rozgrywką to między innymi wprowadzenie samochodu, a także większy niż w poprzednich grach z cyklu nacisk na używanie różnych rodzajów broni palnej.
The Alters
Studio 11bit powraca z zupełnie nową grą. The Alters to wyjątkowo oryginalna produkcja science-fiction, w której zarządzamy stale poruszającą się po obcej planecie bazą badawczą.
Bohaterem jest Jan Dolski, a wszystkie inne postacie to jego klony – altersi. Ważnym elementem rozgrywki jest budowanie relacji między postaciami, dokonywanie wyborów, a także eksploracja planety i pozyskiwanie zasobów.
Premierę The Alters zaplanowano na pierwszy kwartał roku. Warto podkreślić, że na Steamie cały czas dostępna jest wersja demonstracyjna.
Cronos: The New Dawn
Bloober Team nie spoczywa na laurach po wielkim sukcesie remake’u Silent Hill 2. Jeszcze w tym roku ma ukazać się nowy survival horror od krakowskiego studia.
Sam setting zapowiada się niezwykle intrygująco. Akcja rozgrywać ma się w Polsce lat 80., ale też w dalekiej przyszłości – po bliżej nieokreślonej katastrofie, która zniszczyła planetę. Misją bohatera będzie odnalezienie ważnych osobistości w przeszłości i zabranie ich cennych esencji.
Nie otrzymaliśmy jeszcze obszernej prezentacji gameplayu, jednak krótkie fragmenty sugerują, że Cronos położy duży nacisk na walkę dystansową, a całość ma przypominać nieco serię Dead Space.
Dante’s Ring
Twórcy The Invincible zaprezentowali niedawno swój nowy projekt. Dante’s Ring to survivalowe RPG akcji, w którym wcielimy się w badacza eksplorującego pasmo niebezpiecznych wulkanów.
Zgłębiając tajemnice tytułowego archipelagu Dantego wykorzystamy interesujące gadżety – bomby przeciwpożarowe czy nawet gaśniczą strzelbę. Wszystko po to, by poradzić sobie z wszechobecnym żarem, ogniem czy lawą.
Nie będzie to typowa gra survivalowa. Dante’s Ring kładzie duży nacisk na klimat, historię, a nawet dokonywanie ważnych dla świata i innych postaci wyborów. Pojawią się też środowiskowe zagadki związane z pokonywaniem trudnego terenu.
Mouse: P.I. For Hire
Kojarzycie grę Cuphead i klasyczne kreskówki z Myszką Miki z lat 30. ubiegłego wieku? Właśnie taką stylistykę proponuje interesująca strzelanka od studia Fumi Games.
Czarno-biała estetyka, trochę klimatu filmów noir oraz kryminalna intryga, a do tego sporo walki z wykorzystaniem przeróżnych rodzajów broni palnej – to Mouse w pigułce.
Zwiedzimy nieliniowe mapy, na których znajdziemy też sporo sekretów. Zmierzymy się z różnorodnymi przeciwnikami, a także staniemy twarzą w twarz z niebezpiecznymi – i świetnie zaprojektowanymi – bossami.
Polskie gry w 2025 roku
Rozpoczynający się rok obfituje w ciekawe premiery, ale nie chodzi tylko o gry zagranicznych studiów. Doczekamy się bowiem paru naprawdę intrygujących produkcji z Polski.
Tutaj postanowiliśmy wymienić pięć polskich gier, które debiutują w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy i najbardziej zwróciły naszą uwagę. Zdecydowanie warto śledzić ich rozwój.
Dying Light: The Beast
Powrót bohatera pierwszej części serii to poważna sprawa. Życzenie wielu fanów zostanie spełnione. W The Beast wcielimy się w Kyle’a Crane’a, który po niemal dekadzie ucieka z niewoli oprawców przeprowadzających na nim eksperymenty.
Samodzielny dodatek do Dying Light 2 zabierze nas poza tereny dużych miast. Zwiedzimy były turystyczny region Castor Woods, gdzie trafimy do wiosek, małych miasteczek i gęstych lasów – wszędzie oczywiście spotkamy przerażające zombie.
Najważniejsze nowości związane z rozgrywką to między innymi wprowadzenie samochodu, a także większy niż w poprzednich grach z cyklu nacisk na używanie różnych rodzajów broni palnej.
The Alters
Studio 11bit powraca z zupełnie nową grą. The Alters to wyjątkowo oryginalna produkcja science-fiction, w której zarządzamy stale poruszającą się po obcej planecie bazą badawczą.
Bohaterem jest Jan Dolski, a wszystkie inne postacie to jego klony – altersi. Ważnym elementem rozgrywki jest budowanie relacji między postaciami, dokonywanie wyborów, a także eksploracja planety i pozyskiwanie zasobów.
Premierę The Alters zaplanowano na pierwszy kwartał roku. Warto podkreślić, że na Steamie cały czas dostępna jest wersja demonstracyjna.
Cronos: The New Dawn
Bloober Team nie spoczywa na laurach po wielkim sukcesie remake’u Silent Hill 2. Jeszcze w tym roku ma ukazać się nowy survival horror od krakowskiego studia.
Sam setting zapowiada się niezwykle intrygująco. Akcja rozgrywać ma się w Polsce lat 80., ale też w dalekiej przyszłości – po bliżej nieokreślonej katastrofie, która zniszczyła planetę. Misją bohatera będzie odnalezienie ważnych osobistości w przeszłości i zabranie ich cennych esencji.
Nie otrzymaliśmy jeszcze obszernej prezentacji gameplayu, jednak krótkie fragmenty sugerują, że Cronos położy duży nacisk na walkę dystansową, a całość ma przypominać nieco serię Dead Space.
Dante’s Ring
Twórcy The Invincible zaprezentowali niedawno swój nowy projekt. Dante’s Ring to survivalowe RPG akcji, w którym wcielimy się w badacza eksplorującego pasmo niebezpiecznych wulkanów.
Zgłębiając tajemnice tytułowego archipelagu Dantego wykorzystamy interesujące gadżety – bomby przeciwpożarowe czy nawet gaśniczą strzelbę. Wszystko po to, by poradzić sobie z wszechobecnym żarem, ogniem czy lawą.
Nie będzie to typowa gra survivalowa. Dante’s Ring kładzie duży nacisk na klimat, historię, a nawet dokonywanie ważnych dla świata i innych postaci wyborów. Pojawią się też środowiskowe zagadki związane z pokonywaniem trudnego terenu.
Mouse: P.I. For Hire
Kojarzycie grę Cuphead i klasyczne kreskówki z Myszką Miki z lat 30. ubiegłego wieku? Właśnie taką stylistykę proponuje interesująca strzelanka od studia Fumi Games.
Czarno-biała estetyka, trochę klimatu filmów noir oraz kryminalna intryga, a do tego sporo walki z wykorzystaniem przeróżnych rodzajów broni palnej – to Mouse w pigułce.
Zwiedzimy nieliniowe mapy, na których znajdziemy też sporo sekretów. Zmierzymy się z różnorodnymi przeciwnikami, a także staniemy twarzą w twarz z niebezpiecznymi – i świetnie zaprojektowanymi – bossami.
Marvel Rivals to, brzydko mówiąc, klon Overwatcha. Nie zmienia to faktu, że oferuje naprawdę przyjemne wrażenia z rozgrywki i wysoką jakość wykonania.
Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem związanym z Marvel Rivals jest system monetyzacji. Otrzymujemy bowiem grę Free to Play, która w żaden sposób nie wymusza na nas – nawet w subtelny sposób – sięgnięcia do portfela. Wyjątkowy jest też fakt, że od samego początku wszystkie postacie dostępne w grze są odblokowane i gotowe do użycia w meczach.
Zasady są proste: w sieciowych potyczkach rywalizują dwie sześcioosobowe drużyny. Potyczki toczą się na ośmiu w miarę kompaktowych mapach, a dostępne tryby rozgrywki to między innymi walka o kontrolę nad konkretnymi obszarami czy eskorta wózka, który przemierza mapę.
Już ten krótki opis od razu przywołuje na myśl Overwatch. Twórcy absolutnie nie wstydzą się faktu, że tak wyraźnie skopiowali pomysły studia Blizzard. Podobieństwo byłoby jeszcze silniejsze, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z grą TPP – akcję obserwujemy zza pleców wybranego bohatera.
Każda postać dysponuje podstawowym atakiem, ciosem lub strzałem alternatywnym, a także pięcioma zdolnościami specjalnymi, z czego ostatnia to potężna umiejętność, na załadowanie której trzeba trochę poczekać.
Gra oferuje już 33 postacie do wyboru. To naprawdę świetna informacja, szczególnie że dostępni bohaterowie to wyjątkowo różnorodny zestaw. Nieważne, czy ktoś woli używać ataków zasięgowych, broni palnej, magii czy może walczyć w zwarciu – wszyscy znajdą ciekawą postać dla siebie.
Standardowo dla gier tego typu, herosi są podzieleni na różne kategorie. Niektórzy są stworzeni do prowadzenia ataku i przyjmowania obrażeń, inni polegają na zręczności i szybkości, a jeszcze inni specjalizują się przede wszystkim w pomaganiu swoim sojusznikom.
Ciekawym dodatkiem są ataki zespołowe. Niektórzy bohaterowie mogą wykonywać specjalne, bonusowe akcje, jeśli są w drużynie z konkretnym towarzyszem. Przykładowo, Rocket może zapewnić Punisherowi chwilowe wzmocnienie ataku i nieskończoną amunicję, a Venom może zaoferować Spider-Manowi i Peni Parker na pewien czas zdolności symbiota.
Najważniejsze jest jednak to, że Marvel Rivals jest niemal bezbłędny pod kątem wykonania. Mapy są zaprojektowane świetnie, oprawa oferuje przyjemny, komiksowy styl, a podczas wielu godzin rozgrywki od premiery nie doświadczyliśmy nawet jednego błędu. Przyczepić można się tylko do optymalizacji wersji PC, która mogłaby być odrobinę lepsza.
Jedyne problemy gry są tak naprawdę typowymi bolączkami produkcji nastawionej na tryb multiplayer w okresie premiery. Mianowicie, balans wymaga poprawek. Niektóre postacie i zespołowe kombinacje wydają się po prostu zbyt silne – jak choćby wyjątkowo zabójczy Iron Fist.
Marvel Rivals to po prostu niezła zabawa. Niczym nie zaskakuje i nie oferuje powiewu świeżości, ale jest przyjemnym hero-shooterem. Miłym bonusem jest też obecność niszowych bohaterów Marvela, a nie tylko skupianie się na tych najbardziej znanych i rozpoznawalnych.
PoE 2 jest jak nieoszlifowany diament. Zdecydowanie widać tu ogromny potencjał, a podstawy są świetnie przemyślane – wystarczy tylko trochę poprawek, a od tego przecież jest faza wczesnego dostępu.
Deweloperzy z Grinding Gear Games nie rozczarowują. W ciągu zaledwie tygodnia od premiery gry, zapowiedzieli szereg istotnych zmian, które zaadresują problemy podkreślane przez użytkowników. To jasno pokazuje, że Path of Exile 2 ewoluuje – i proces ten potrwa przez kolejne tygodnie i miesiące. Taka jest natura gier wydawanych w formie Early Access.
PoE 2 oferuje obecnie trzy akty fabularne z planowanych sześciu. Po ich ukończeniu powtarzamy je, tyle że na wyższym poziomie trudności. Dopiero później rozpoczynamy tzw. endgame, a więc praktycznie niekończący się szereg wyzwań w losowo generowanych lokacjach. Samo przejście fabularnych aktów to aż 40-50 godzin rozgrywki.
Dostępne we wczesnej wersji klasy są odpowiednio różnorodne, choć wyzwanie jest nieco większe, gdy decydujemy się grać wojownikiem lub mnichem – postacie walczące wręcz miewają częściej problemy, szczególnie podczas starć z niektórymi bossami, gdzie wymagana jest wysoka mobilność.
Tak czy inaczej, najważniejsze jest to, że rozgrywka jest szalenie wciągająca. Niezależnie od wybranej klasy, mamy dostęp do wielu umiejętności, które wyglądają po prostu niezwykle efektownie – chociaż nie wszystkie są oczywiście równie efektywne.
Powalanie wielkiej grupy wrogów jednym potężnym grzmotnięciem w ziemię, rażenie hordy potworów piorunami czy powodowanie wybuchowej reakcji łańcuchowej granatów… Wszystko to wygląda fenomenalnie. Walka bardzo często pozwala poczuć, że nasza postać dysponuje ogromną mocą, a takie właśnie odczucia są naprawdę istotne w grach typu Diablo.
Rozwój postaci imponuje w Path of Exile 2 jeszcze bardziej niż w oryginale, jest bowiem lepiej zrealizowany. Koniec z szukaniem zbroi czy broni z odpowiednimi slotami na umiejętności – teraz klejnoty skilli instalujemy po prostu w podręcznym menu, gdzie instalujemy także umiejętności modyfikujące główne ataki oraz moce.
Opcji budowania postaci jest mnóstwo, szczególnie gdy otworzymy się na nietypowe połączenie i dobór umiejętności niekoniecznie domyślnych dla danej klasy. W połączeniu z dającym ogrom swobody drzewkiem talentów pasywnych, PoE 2 oferuje mnóstwo możliwości, nawet jeśli nie wszystkie wybory skutkują obecnie dobrze zbalansowanymi wynikami.
Warto podkreślić, że kampania fabularna – rozleglejsza niż w oryginale – jest naprawdę angażująca. Nawet fabuła potrafi zainteresować, a odwiedzane lokacje praktycznie cały czas robią wrażenie. Trudno nie zauważyć nawet lekkiej inspiracji Diablo 2, kiedy pierwszy akt to lasy czy szaro-bure pola i wioski, drugi to pustynne tereny, a w trzecim trafiamy do dżungli. Całość można oczywiście przejść w trybie kooperacji, także na jednym ekranie.
Świetnie zrealizowano walki z bossami. Nie chcemy się tu skupiać na tym, że niektóre są niezbyt idealnie zbalansowane, ponieważ to zapewne szybko się zmieni. Jednak pod kątem animacji, różnorodności ataków i po prostu czystej przyjemności z walki, Path of Exile 2 bez dwóch zdań oferuje najlepsze starcia z bossami w całym gatunku. Potężnych wrogów jest już w grze ponad pięćdziesięciu, a finalna wersja zaoferuje ich dwa razy więcej.
PoE 2 jest też trudniejsze niż pierwsza część. Oferuje zdecydowanie inny styl rozgrywki. Jest bardziej metodyczne, nieco wolniejsze, ale jednocześnie naprawdę satysfakcjonujące. Jeśli niestraszna wam gra ARPG, w której będziecie często ginąć i szukacie dużych wyzwań, to Path of Exile 2 można już teraz z czystym sumieniem polecić. Inni mogą po prostu poczekać na pełną wersję Free to Play, która zadebiutuje najpóźniej w grudniu 2025 roku.
Seria Assassin’s Creed liczy już sobie trzynaście odsłon, nie licząc spin-offów. W które części naprawdę każdy powinien zagrać?
Dziś chcemy zaprezentować pięć najciekawszych naszych zdaniem gier z popularnego cyklu Ubisoftu. Jak zwykle, proponujemy różnorodny zestaw, by wszyscy mogli znaleźć idealną grę dla siebie.
Skull and Bones nie zachwyciło, ale jeśli spodobała wam się idea sterowania pirackim statkiem i bitew morskich, to właśnie Black Flag oferuje taki styl rozgrywki – i to w lepszym wydaniu niż gra Ubisoftu z początku 2024 roku.
Żeglowanie, szukanie skarbów, atakowanie innych okrętów i przeprowadzanie abordaży jest zrealizowane perfekcyjnie. Ponadto otrzymujemy jednak jeszcze tradycyjny dla serii Assassin’s Creed gameplay z walką wręcz, skradaniem się i eksplorowaniem tajemniczych lokacji przy użyciu akrobatycznych zdolności bohatera.
Twórcy przygotowali też całkiem ciekawą opowieść pirata, który wkracza do mitycznego zakonu Asasynów, a oprawa graficzna w Black Flag do dziś potrafi zrobić wrażenie.
Assassin’s Creed II
W drugą odsłonę serii warto zagrać, by poznać korzenie Assassin’s Creed. Klasyczna formuła rozgrywki jest świetnie rozbudowana względem nieco archaicznej już pierwszej odsłony, a do tego jest to otwarcie fantastycznej trylogii skupiającej się na postaci Ezio Auditore.
W drugiej części zwiedzamy Florencję oraz Wenecję – i już tylko ten fakt wystarczy, by grę polecać. Miasta odwzorowano w doskonały sposób i zdecydowanie czuć tutaj klimat renesansowej Italii.
Misje są dobrze przemyślane i zaprojektowane, skradanie się i likwidowanie celów w głównych zadaniach sprawia niemałą satysfakcję, a ścieżka dźwiękowa do dziś pozostaje najlepszą w całej serii.
Assassin’s Creed: Brotherhood
Po zagraniu w część drugą nie można zignorować Brotherhood. To bezpośrednia kontynuacja Assassin’s Creed II, która zwraca uwagę przede wszystkim nową mechaniką zarządzania Bractwem Asasynów.
System ten pozwala wysyłać towarzyszy na misje, a także wykorzystywać ich pomoc podczas konfrontacji z przeciwnikami. W Brotherhood naprawdę możemy poczuć się jak członek potężnego Zakonu, którego obawiają się Templariusze.
Akcja rozgrywa się tym razem głównie w Rzymie, a historia podąża w niezwykle ciekawe rejony. Kolejna część przygód tego bohatera, czyli Revelations, nie jest już równie udana, ale Brotherhood to zdecydowanie jej najlepsza odsłona trylogii Ezio.
Assassin’s Creed Origins
To jedyna odsłona z nowej fali Assassin’s Creed, będąca pierwszą częścią serii, która zmieniła formułę rozgrywki. Od tej pory główne gry reprezentujące tę markę to wielkie, otwarte światy oferujące ogrom zawartości.
Origins jest jednak – w porównaniu do Odyssey i Valhalli, czy zbliżającego się Shadows – grą w miarę kompaktową. Egipską przygodę można ukończyć w 30 godzin, nie jesteśmy też zasypywani milionem znaczników do zbadania na mapie świata.
Gra oferuje naprawdę imponujące lokacje i oprawę graficzną. Twórcom udało się wykreować fantastyczny klimat starożytnego Egiptu, a historia głównego bohatera wciąga od początku, aż do napisów końcowych.
Assassin’s Creed Unity
Być może wyda się to kontrowersyjnym wyborem, ale tej odsłonie serii naprawdę warto dać szansę. Assassin’s Creed Unity szczególnie dziś trzeba polecić, ponieważ nie boryka się już z tyloma problemami natury technicznej, co w momencie premiery.
Unity zwraca uwagę przede wszystkim tym, że po Black Flag czy Assassin’s Creed III jest to gra, w której faktycznie jesteśmy Asasynem-skrytobójcą. Misje główne polegające na eliminowaniu ważnych celów są zaprojektowane świetnie i pozwalają poczuć się niczym XVIII-wieczny Hitman.
Naprawdę warto też zobaczyć Paryż, który przygotowali deweloperzy. To do dziś najlepiej zrealizowana miejska lokacja w całej historii cyklu Assassin’s Creed, choćby za sprawą wielkiej liczby dostępnych wnętrz budynków. Animacje parkouru też wykonano doskonale.
Łazik marsjański Phoenix III stworzony przez zespół studentów z Politechniki Śląskiej (Silesian Phoenix) pojawił się na kilka dni w Warszawie. Zobaczcie, jak się prezentował.
Konstrukcja łazika wykonana została z włókna węglowego, podobnie jak elementy naszych laptopów z serii ThinkPad X1 Carbon.
Phoenix III brał już udział w międzynarodowych zawodach i zajął w nich wysokie lokaty. Trzymamy kciuki za przyszły rok!
Jako Lenovo wspieramy technologicznie projekt. Zespołowi Silesian Phoenix przekazaliśmy między innymi mobilne stacje robocze ThinkPad z serii P oraz monitory ThinkVision, a sterowanie łazika odbywa się z poziomu konsoli Lenovo Legion Go!
Zaawansowana technologia gamingowa znajduje zastosowanie w kosmosie! Mobilna konsola Lenovo Legion Go, znana z wydajności w świecie gamingu, okazała się niezastąpionym narzędziem w sterowaniu łazikiem marsjańskim Phoenix III, opracowanym przez grupę badawczą Silesian Phoenix z Politechniki Śląskiej.
Konsola umożliwiła studentom precyzyjne zarządzanie ruchami łazika podczas prestiżowego konkursu Canadian International Rover Challenge, gdzie zespół zdobył 8. miejsce, rywalizując z drużynami z Kanady i USA. Dzięki intuicyjnemu interfejsowi i niezrównanej wydajności Legion Go zapewnił sprawną komunikację z łazikiem, co pozwoliło na bezproblemowe testowanie i prezentowanie zaawansowanych funkcji urządzenia w trudnych warunkach symulujących marsjański krajobraz.
Phoenix III, stworzony przez interdyscyplinarne Koło Naukowe AI-METH, to nowoczesna konstrukcja wyróżniająca się innowacyjnymi materiałami, takimi jak włókno węglowe. Wsparcie technologiczne Lenovo, w tym wykorzystanie Legion Go, było kluczowe dla przeniesienia projektu na światowy poziom, podkreślając jednocześnie potencjał młodych inżynierów i możliwości zaawansowanych technologii w praktycznych zastosowaniach.
Gotowi na ekscytujące rozgrywki w Fortnite? Turniej Legion Santa Cup powraca, aby umilić tegoroczne Mikołajki! W dniach 6-8 grudnia 2024 r. odbędzie się już 8. edycja tego wydarzenia, prowadzona przez znanego gospodarza HajTV, a komentowana przez specjalnego gościa – Kamstar.
Jak się zgłosić? Zapisanie się do turnieju jest proste – wystarczy zamieścić komentarz na stronie wydarzenia https://cutt.ly/8legioncup i podać swój nick z Fortnite. Na udział mogą liczyć pierwsze 200 osób, które spełnią ten warunek. Rejestracja trwa od 22 listopada do 5 grudnia 2024 r., do godziny 23:59. W razie dużego zainteresowania przewidziane są eliminacje otwarte.
Szczegóły rozgrywek:
Format: tryb „zero budowania”.
Każdego dnia rozgrywane będą 3 gry custom, z których 5 najlepszych graczy przechodzi do kolejnego etapu.
Finał odbędzie się w niedzielę, 8 grudnia – wyłonieni zostaną zwycięzcy turnieju!
Wydarzenie będzie transmitowane na żywo na kanale @hajtv.
Deadlock to wyjątkowo ciekawe i wciągające połączenie klasycznej formuły gier MOBA z mechanizmami strzelanek TPP. Czy okaże się ogromnym sukcesem?
Cóż, tego jeszcze nie wiadomo. Ponieważ gra jest obecnie dostępna w dość specyficzny sposób. Nie można jej po prostu pobrać na Steamie bez zdobycia klucza, ale teoretycznie jest to banalnie proste – wystarczy poprosić o dostęp kogoś na oficjalnym Reddicie czy Discordzie.
Pierwsze chwile z Deadlock są lekko przytłaczające. Dużo tu się dzieje. Twórcy przygotowali wiele systemów rozgrywki, a opanowanie zasad oraz mechanik potrafi zająć trochę czasu – dopiero po kilku meczach czujemy się w miarę swobodnie. Sprawa wygląda nieco inaczej, jeśli mamy doświadczenie w grach typu League of Legends czy – szczególnie – Dota 2.
Deadlock jest strzelanką – celne oko i refleks mają tu duże znaczenie. Jednak równie ważne są umiejętności, które można tutaj przenieść z tradycyjnych gier reprezentujących gatunek MOBA. Rozwój postaci w trakcie rozgrywki oraz postęp meczu działają bardzo podobnie.
Zabawa toczy się na jednej, sporej mapie. Ładnie zaprojektowane miasto podzielone jest czterema głównymi ścieżkami, po których regularnie poruszają się sterowane przez komputer jednostki. Pokonując te należące do przeciwnika, zdobywamy walutę – i ona właśnie jest kluczowa. To dzięki niej wykupujemy ulepszenia naszej postaci.
Im lepiej gramy, tym więcej zarabiamy, a w efekcie stajemy się szybciej coraz bardziej potężni. Zwiększamy poziom zdrowia, regeneracji, zadawanych obrażeń i zyskujemy kolejne bonusy. Upgrade’y kupujemy w sklepie znajdującym się w bazie lub w jednym punkcie na mapie – a sam proces zakupów do złudzenia przypomina podobne rozwiązanie z Doty 2. Jest nawet opcja zaimportowania list rekomendowanych ulepszeń do kupienia stworzonych przez innych graczy.
W każdej drużynie walczy sześciu zawodników. W ramach jednego zespołu każdy gra innym bohaterem – herosów do wyboru jest obecnie dwudziestu dwóch. Wszystkie postacie mocno się od siebie różnią. Jedna ma moce ogniste, inna potrafi latać, kolejna ma zdolność kamuflażu i tak dalej. Każdy bohater ma też inną broń palną, a uzbrojenie to może różnić się zasięgiem czy rozrzutem pocisków.
Mapa jest symetryczna, a celem jest stopniowe zbliżanie się do bazy wroga, by ją zniszczyć. Po drodze trzeba jednak pozbyć się wielkich robotów – strażników. Można powiedzieć, że to po prostu odpowiednik wież, które możecie kojarzyć z tradycyjnych gier MOBA. Świetnym dodatkiem są podniebne szyny, które umożliwiają szybkie przemieszczanie się po lokacji.
Dzięki gameplayowi przywodzącemu na myśl strzelanki, wrażenia z rozgrywki nie są jednak identyczne jak w Docie 2 czy LoL-u. Starcia z wrogami wydają się bardziej angażujące i przynoszą więcej emocji. Wiemy, że nie wystarczy trafić w kogoś jakąś zdolnością ofensywną – trzeba też wykazać się celnością i zwinnością.
Gra jest też pełna małych smaczków związanych z rozgrywką. Możemy zapobiegać zdobywaniu waluty przez wroga, jeśli po tym, jak zabije on robociki naszej drużyny, zdążymy szybko strzelić w ich ulatujące “dusze”. Kiedy wykonujemy wślizg, mamy przez moment nieskończoną amunicję. Nauka i poprawne korzystanie z wszystkich systemów zajmuje trochę czasu, ale później wykorzystywanie wszystkiego w praktyce sprawia nie lada satysfakcję.
Deadlock nie przekona raczej graczy, którzy absolutnie nie lubią gier MOBA, lecz wydaje się świetną propozycją dla tych, którzy chcieliby otrzymać pewną ewolucję tego popularnego gatunku. Valve ma sporo świetnych pomysłów, a przyglądanie się rozwojowi nowej gry tego studia będzie z pewnością ekscytujące.