Kończy się fantastyczny rok dla graczy. Mimo że jeden tytuł zgarnął większość nagród, to minione miesiące obfitowały we wspaniałe gry z przeróżnych gatunków. Kolejny rok zapowiada się co najmniej równie dobrze.
Tutaj chcemy przedstawić sześć tytułów, na które czekamy najbardziej – i tak, zabrakło tutaj GTA 6, ponieważ na premierę wersji pecetowej ponownie będzie trzeba trochę poczekać. Na szczęście nawet bez nowego Grand Theft Auto, nie zabraknie ekscytujących nowości.
Dawn of War 4
King Art Games, studio odpowiedzialne za udaną strategię Iron Harvest, bierze się za kultową markę. Co z tego wyjdzie? Pierwsza zapowiedź z targów Gamescom oraz wypowiedzi twórców sugerują, że będzie – co najmniej – dobrze.
Nie cierpimy dziś na nadmiar wysokobudżetowych strategii czasu rzeczywistego, tym bardziej cieszy, że Dawn of War 4 nadchodzi. Co ważne, gra jest wzorowana przede wszystkim na pierwszej części cyklu, przez wielu uznawanej za najlepszą.
Producenci zdecydowali się na ciekawy zestaw frakcji. Otrzymamy oczywiście Orków i Kosmicznych Marines, ale poza tym pokierujemy też – po raz pierwszy w serii – oddziałami Adeptus Mechanicus. Zestaw czterech armii dopełnią Nekroni. Wszystkimi frakcjami zagramy w obszerne kampanie fabularne.
Slay the Spire 2
Slay the Spire to jeden z największych rogalikowych hitów na Steamie, więc nikogo nie zdziwi fakt, że zapowiedź sequela spotkała się z ciepłym przyjęciem. Premierę zaplanowano na marzec 2026 roku.
Druga część będzie tradycyjną kontynuacją dla konserwatywnych fanów. Twórcy nie planują żadnych rewolucyjnych zmian. Otrzymamy po prostu więcej kart, nowe moce, nowych przeciwników i bossów. Struktura rozgrywki oraz karciane mechaniki walki pozostaną niezmienne.
Warto zaznaczyć, że Slay the Spire 2 zadebiutuje – tak, jak oryginał – jako projekt Early Access, którego rozwój potrwa około dwunastu miesięcy.
Resident Evil Requiem
Kultowa seria od Capcomu wraca do Raccoon City, a jednym z bohaterów będzie Leon Kennedy, którego ostatni raz widzieliśmy w Resident Evil 6 lata temu. Będzie się działo.
Akcja gry osadzona jest około 30 lat po zniszczeniu wspomnianego miasta, a główną bohaterką jest Grace Ashcroft – analityczka FBI, która zostaje wysłana, by zbadać serię tajemniczych zgonów i infekcji. Rozgrywka jako Grace będzie w większym stopniu survivalowa i przerażająca. Leon z kolei, jako wprawiony w boju weteran, pojawi się w misjach pełnych akcji.
Co ciekawe, twórcy od początku zaoferują graczom wybór – możliwa będzie zabawa z perspektywy pierwszoosobowej, lub też z widokiem TPP, wedle uznania.
Phantom Blade Zero
Jedna z najciekawszych i najprzyjemniejszych gier akcji, w jakie można było zagrać na targach Gamescom, doczekała się już daty premiery. Chińskie Phantom Blade Zero ukaże się 9 września.
Ten tytuł to nie kolejny soulslike. Zamiast tego otrzymujemy dynamiczną grę akcji, w której rozgrywka przywodzi na myśl produkcje w stylu Metal Gear Rising. Wszystko to w mrocznym świecie inspirowanym chińskimi mitami.
Gra zaoferuje kilkanaście rodzajów broni, a każdy z nich to zupełnie inny zestaw ciosów oraz kombosów. Walki z bossami mają stanowić spore wyzwanie, ale Phantom Blade Zero nie ma być drugim Wukongiem – przygotowano dwa poziomy trudności do wyboru, a więc każdy dostosuje przygodę do własnych preferencji.
The Blood of Dawnwalker
Rebel Wolves to studio założone przez byłych deweloperów z CD Projekt Red, którzy pracowali między innymi nad Wiedźminem 3. The Blood of Dawnwalker przypomina pod niektórymi względami Dziki Gon, ale też dostatecznie się od tej gry odróżnia.
To RPG akcji na nieco mniejszą skalę, choć wciąż zapewniający kilkadziesiąt godzin zabawy. Wcielamy się tutaj w Coena – tytułowego „Dawnwalkera”, człowieka przemienionego w coś pośredniego między śmiertelnikiem a wampirem. Ma on 30 dni i nocy, aby uratować swoją rodzinę, zrozumieć swoją nową naturę i zdecydować, czy walczyć o swoje człowieczeństwo.
System walki przywodzi na myśl Wiedźmina 3, choć mamy tu też zestaw imponujących wampirzych mocy bohatera – w tym teleportację niczym z Dishonored. Podczas kampanii podejmiemy wiele wyborów, które ukształtują dalszy przebieg historii.
007 First Light
Tytuł ten budzi sporo emocji, ponieważ to pierwsza nowa gra studia IO Interactive od wielu, wielu lat. Studio to jest znane głównie z cyklu Hitman, od którego postanowiło na moment odpocząć.
First Light to przygodowa gra akcji, która połączy rozgrywkę w stylu wspomnianego Hitmana z zabawą z typowych strzelanek typu Uncharted. Będziemy się tutaj zarówno skradać, prowadzić śledztwa, ale też brać udział w efektownych pościgach i strzelaninach.
Gra przedstawi początki kariery Jamesa Bonda w MI6. Świeżo zwerbowany bohater będzie musiał udowodnić, że potrafi stanąć na wysokości zadania. Fabuła opowie o niebezpiecznym spisku, który zagrozi przyszłości Wielkiej Brytanii.
Nie będzie przesadą powiedzieć, że nowa gra studia Bitmap Bureau to jedna z najlepszych gier w świecie Terminatora. Szkoda tylko, że nie oferuje nieco więcej zawartości.
Za produkcję odpowiada ekipa, która na retro stylistyce zjadła zęby (stworzyli chociażby świetne Xeno Crisis). Widać to i czuć od pierwszych sekund, bo No Fate to klasyczny, run ‘n gun, który mechaniką i duchem nawiązuje do takich kultowych serii jak Contra czy Metal Slug.
Zasady są proste: idziemy w prawo, strzelamy do wszystkiego, co się rusza, a w międzyczasie staramy się nie zginąć. Gameplay jest więc niezwykle prosty, ale po prostu szalenie satysfakcjonujący.
Trzeba też podkreślić, że wizualnie gra to małe dzieło sztuki. Twórcy nie poszli na łatwiznę, serwując nam tanie retro. Zamiast tego otrzymujemy przepiękny, dopieszczony pixel art, który idealnie oddaje ciężki, industrialny klimat filmu Camerona. Charakterystyczny, niebieski filtr nocny, dym, iskry sypiące się z niszczonych endoszkieletów – wszystko tu ze sobą pięknie współgra.
Animacje postaci są płynne i pełne detali – wystarczy spojrzeć na T-1000, który morfuje z podłogi w policjanta, by poczuć atmosferę rodem z filmów. Do tego dochodzi ścieżka dźwiękowa, wiernie oddająca kultowe motywy. Klimat wylewa się z ekranu i bez dwóch zdań jest to najmocniejsza strona tej produkcji.
Gameplayowo jest równie dobrze. Sterowanie jest precyzyjne, a model strzelania soczysty. Wcielamy się nie tylko w T-800 z potężnym minigunem, ale też w Sarę czy Johna Connora. Twórcy postarali się o różnorodność – nie tylko biegamy i strzelamy. Czekają na nas sekwencje jazdy motocyklem, ucieczka furgonetką przed T-1000, a nawet etap w barze dla motocyklistów. Każda postać ma swój unikalny zestaw broni, co wymusza lekką zmianę taktyki.
Co ciekawe, tytuł wprowadza system „No Fate”, który pozwala podjąć pewne decyzje. Te wybory otwierają alternatywne ścieżki fabularne i prowadzą do różnych zakończeń. To daje nam powód, żeby odpalić grę więcej niż raz, chociaż to i tak za mało, by gra oferowała dobry stosunek ceny do jakości. Największym minusem jest mało zawartości i bardzo krótki czas potrzebny do ukończenia gry.
Pojedyncze przejście kampanii to kwestia około godziny, w zależności od waszych umiejętności i wybranego poziomu trudności. Dla weteranów automatów arcade taka długość może wydawać się naturalna – w końcu te gry projektowano tak, by dało się je przejść w jeden wieczór.
Jednak w kontekście innych gier akcji sprzedawanych za mniejsze pieniądze, nowy Terminator wypada po prostu słabo. Fakt, że grę można przejść kilka razy – by zobaczyć niewielkie zmiany w zależności od wyborów – nie może być usprawiedliwieniem.
Z pewnością otrzymujemy więc naprawdę świetną i wciągającą strzelankę, fantastycznie prezentującą uniwersum Terminatora – jednak najzwyczajniej w świecie za drogą. Wystarczy jednak po prostu poczekać na promocję.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz zbliżającego się Nowego Roku zespół Lenovo Gaming składa wszystkim graczom, partnerom i członkom naszej społeczności najserdeczniejsze życzenia.
Życzymy Wam spokojnych, radosnych Świąt spędzonych w gronie bliskich, chwili wytchnienia od codziennych wyzwań oraz wielu pozytywnych emocji – zarówno offline, jak i przed ekranem.
Niech Nowy Rok przyniesie nowe gamingowe przygody, satysfakcjonujące wyzwania, zwycięstwa na wirtualnych arenach oraz niezawodny sprzęt, który będzie towarzyszył Wam w każdej rozgrywce.
Dziękujemy, że jesteście częścią Lenovo Gaming Community. Do zobaczenia w 2026 roku – w kolejnych grach, turniejach i inicjatywach tworzonych z myślą o graczach.
Lenovo Gaming Community zaprasza graczy do udziału w nowym konkursie kreatywnym, przygotowanym z myślą o zakończeniu 2025 roku w gamingowym stylu. Zadanie konkursowe skierowane jest do wszystkich, którzy lubią łączyć gry z kreatywną formą zabawy.
Na czym polega konkurs?
Uczestnicy konkursu mają za zadanie zaprojektować własną planszę „Bingo Sylwestra Gracza”. Forma pracy jest całkowicie dowolna – może to być grafika, mem, rysunek, kolaż lub nawet tekst. Kluczowe są kreatywność oraz gamingowy charakter projektu.
Zgłoszenia należy publikować wyłącznie w Lenovo Gaming Community, w dedykowanym wątku konkursowym.
Nagrody
Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody:
5 × myszka Lenovo Legion M600
Czas trwania
Konkurs trwa do 31 grudnia 2025 roku, do godziny 23:59.
Tegoroczna gala The Game Awards już za nami. Zgodnie z przewidywaniami i oczekiwaniami, podczas imprezy nie zabrakło naprawdę wyjątkowych i ekscytujących prezentacji.
Chociaż nagrody są istotne, to nie ma się co oszukiwać – większość widzów ogląda galę Geoffa Keighleya tylko i wyłącznie z uwagi na zapowiedzi nowych gier. Jakie tytuły wzbudziły tym razem największe emocje? Oto sześć najciekawszych i najbardziej intrygujących produkcji, które ujawniono podczas The Game Awards 2025.
Larian Games zaprezentowało swój nowy projekt, który ma być największym i najbardziej ambitnym RPG w historii tego studia. Mroczny trailer CGI skupia się na przedstawieniu pogańskich obrzędów, w wyniku których do świata gry przedostaje się tajemnicze zło.
Materiał jasno sugeruje, że nowy tytuł od twórców Baldur’s Gate 3 będzie przeznaczony dla dojrzałego odbiorcy, choć na więcej informacji musimy poczekać. Nie ujawniono daty premiery, ani platform docelowych.
Warto przypomnieć, że przedstawiciele studia Larian zaznaczali w przeszłości, że ich kolejne gry będą debiutować najpierw w dziale Early Access na Steamie – można śmiało przypuszczać, że tak samo będzie właśnie w przypadku nowego Divinity.
Total War: Warhammer 40000
Stało się. Po latach domysłów i przecieków, otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie, że Creative Assembly pracuje nad nową częścią Total War, która zabierze nas do mrocznego świata Warhammera 40000. Zwiastun to przede wszystkim materiał CGI, choć końcówka pozwala przyjrzeć się fragmentom rozgrywki.
Otrzymamy klasyczne bitwy na wielką skalę, lecz zupełnie nowy silnik będzie lepiej dostosowany do powszechnie obecnej broni palnej różnego rodzaju. Mapą kampanii będzie tutaj cała galaktyka, a walczyć będziemy na różnych planetach.
Potwierdzono frakcje, które trafią do gry na premierę (której data jest obecnie nieznana). Zagramy jako Space Marines, Orkowie, Eldarowie lub Gwardia Imperialna. Więcej frakcji pojawi się rzecz jasna po premierze w ramach różnych dodatków.
Control Resonant
Nowa gra od studia Remedy ukaże się już w przyszłym roku. W sequelu Control wcielimy się w brata Jesse, bohaterki pierwszej części. „Wykorzystaj przeżycia Dylana z przeszłości, aby zrozumieć jego teraźniejszość. Odkryj źródło mocy, którą musi opanować i podejmuj decyzje kształtujące przejawy i rozwój jego zdolności” – czytamy w opisie na Steamie.
Miejscem akcji będzie alternatywna, spaczona wersja nowojorskiego Manhattanu. Zmierzymy się tam z różnorodnymi przeciwnikami, wykorzystując nie tylko specjalne moce, ale też broń będącą w stanie zmieniać formę – zamieni się zarówno w wielki młot, jak też w dwa ostrza.
Fabuła skupi się na nowym zagrożeniu dla ludzkości, a także na poszukiwaniu Jesse Faden i – rzecz jasna – rzuci więcej światła na wewnętrzną działalność Federalnego Biura Kontroli.
Tomb Raider Catalyst oraz Legacy of Atlantis
Fani Lary Croft mogą być zadowoleni – zapowiedziano bowiem nie jedną, a dwie nowe gry z cyklu Tomb Raider. Legacy of Atlantis to pełnoprawny remake oryginalnej odsłony, wprowadzający dużo zmian i nowości, współtworzony przez polskie Flying Wild Hog. Ukaże się już w przyszłym roku.
Druga gra to z kolei Tomb Raider Catalyst i tutaj mamy już do czynienia z zupełnie nową odsłoną cyklu, sequelem, w którym starsza i bardziej doświadczona Lara trafi do Indii. W przypadku tej produkcji otrzymaliśmy jednak tylko zwiastun CGI, bez fragmentów rozgrywki.
Catalyst zadebiutuje w 2027 roku, a za produkcję odpowiada w pełni studio Crystal Dynamics, związane z cyklem Tomb Raider od wielu lat.
Star Wars: Fate of the Old Republic
Chociaż w przypadku tego tytułu także otrzymaliśmy tylko trailer bez rozgrywki, to nie sposób pominąć tej właśnie zapowiedzi. Fate of the Old Republic będzie bowiem nową, singlową grą RPG w uniwersum Star Wars.
Zapowiedź ta jest o tyle godna uwagi, że nad projektem czuwa Casey Hudson. To doświadczony deweloper, który w przeszłości pracował w BioWare – był reżyserem Knights of the Old Republic oraz trylogii Mass Effect.
Data premiery nie została ujawniona, ale raczej nie należy spodziewać się debiutu Fate of the Old Republic przed 2028 rokiem.
Diablo 4: Lord of Hatred
Blizzard zapowiedział drugie rozszerzenie do Diablo 4. Dodatek Lord of Hatred ukaże się już w kwietniu 2026 roku. Trafimy do nowej lokacji, czyli Skovos – „starożytnej kolebki cywilizacji Pierworodnych oraz dawnej siedziby Lilit i Inariusa, gdzie obecnie rządzą Wyrocznia i Królowa Amazonek”. Opis sugeruje, że jedną z nowych klas postaci może być właśnie Amazonka.
Co ciekawe, druga dodatkowa klasa – Paladyn – została udostępniona od razu. Już teraz można zagrać tą postacią w Diablo 4, pod warunkiem, że złożymy zamówienie przedpremierowe dodatku. Warto zaznaczyć, że zakup Lord of Hatred gwarantuje też dostęp do poprzedniego dodatku.
Jednym z ważniejszych elementów rozszerzenia, dostępnym w ramach towarzyszącej aktualizacji, będzie gruntowne przebudowanie systemu umiejętności.
Mijający rok obfitował w niesamowite, wysokobudżetowe gry wideo, ale wielkimi hitami okazało się też kilka tytułów od niezależnych, małych studiów. Jakie produkcje indie z ostatnich miesięcy są najbardziej godne polecenia?
Tutaj chcemy polecić pięć najlepszych gier niezależnych, starają się jednocześnie zachować odpowiednią różnorodność zestawienia, by każdy znalazł choć jedną odpowiednią propozycję dla siebie na długie, zimowe wieczory.
Hollow Knight: Silksong
Nie ma co owijać w bawełnę, Silksong to gra fenomenalna. Sequel kultowej już produkcji studia Team Cherry ukazał się po wielu latach oczekiwania, a mimo to w stu procentach spełnił oczekiwania fanów Hollow Knighta.
Ta fascynująca opowieść o pielgrzymce oferuje świetnie przemyślaną rozgrywkę, doskonale zaplanowane potyczki i idealny projekt poziomów, a przy okazji spore wyzwanie, dając jednocześnie przyjemne poczucie satysfakcji ze szlifowania własnych umiejętności i pokonywania przeszkód.
To tytuł momentami wyjątkowo trudny, ale właśnie tak samo trudna jest droga pielgrzymów, którzy przemierzają szlak, na który trafia również główna bohaterka. W tej grze nic nie jest przypadkowe, minimalistycznie opowiadana fabuła zachwyca, a oprawa audio buduje genialny klimat przygody.
Consume Me
To jedna z najbardziej wyjątkowych i oryginalnych gier, jakie kiedykolwiek powstały – nie tylko w tym roku. Szaleństwo i chaos codzienności nastolatki podane w formie humorystycznej, interaktywnej produkcji, w której sednem jest zarządzanie czasem.
Bohaterka musi żonglować obowiązkami, w końcu doba ma tylko 24 godziny. Nauka, obowiązki domowe, chłopak, dbanie o siebie, nauka, czytanie, a do tego różne dodatkowe cele i wyzwania… To przytłaczające, a my musimy sprawić, by udało się zrobić jak najwięcej.
Wszystko jest tu przedstawione w formie minigierek. Jedzenie to chociażby wariacja na temat Tetrisa, a ćwiczenia są zabawnym wyginaniem rąk i nóg, by trafiać w wyznaczane pola. Pod zabawnym i absurdalnym przedstawieniem codzienności kryją się jednak także przemyślenia na różne poważne tematy, czy wręcz źródła traumy naszej bohaterki. Całościowo, Consume Me jest więc doświadczeniem po prostu niepowtarzalnym.
Hades 2
Sequela jednego z najlepszych rogalików w historii nie może tu zabraknąć, ponieważ jest to gra praktycznie pod każdym względem lepsza od części pierwszej. Być może fabuła jest odrobinę mniej wciągająca, jednak rozgrywka przewyższa gameplay z oryginału.
Jest bardziej dynamicznie i bardziej różnorodnie. Nowa bohaterka ma dostęp do większej liczby opcji w boju, dzięki czemu powtarzanie gry i podchodzenie do kolejnych runów ponownie jest szalenie wciągające, tym bardziej że twórcy wprowadzili szereg ciekawych elementów urozmaicających zabawę.
Odblokowywanie nowych elementów gry jest tak uzależniające, że nawet pokonanie finałowego bossa kilkadziesiąt razy nie powoduje potrzeby odłożenia tej gry na wirtualną półkę. Hades 2 to przykład sequela idealnego.
Blue Prince
Blue Prince to jedna z najciekawszych gier logicznych, jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne. Trudno porównać ją z innymi przedstawicielami gatunku, bo tutaj mamy do czynienia z nietypowym połączeniem. Twórcy połączyli rozwiązywanie zagadek z aspektem rogalikowym.
W efekcie otrzymujemy niezwykle angażujące zwiedzanie tajemniczej posiadłości, w której musimy dotrzeć do konkretnego pokoju z ograniczoną liczbą ruchów. Za każdym podejściem odkrywamy coraz więcej sekretów i wskazówek, które pomagają w końcu osiągnąć cel… co okazuje się początkiem czegoś zupełnie nowego.
Blue Prince potrafi momentami zirytowac, ale satysfakcja z postępów i zachwyt odkryciami (zarówno fabularnymi i gameplayowymi) wynagradza z nawiązką wszelkie drobne problemy. To nie tylko świetnie zrealizowana gra wideo, ale też niepowtarzalne doświadczenie.
The Drifter
Jeśli jesteście fanami kultowych, klasycznych przygodówek point’n’click, to nie możecie przegapić tej produkcji od studia Powerhoof. To wspaniały przedstawiciel gatunku oferujący świetną fabułę, ciekawe postacie i przyjemne zagadki.
Bohaterem jest Mike, który… już na początku gry umiera, ale zostaje w niewyjaśnionych okolicznościach przywrócony do życia. Musi rozwikłać tajemnicę związaną z pewnym zabójstwem i stojącą za nim organizacją. Wszystko to w retro-pikselowej otoczce, budzącej skojarzenia ze złotymi czasami gier od LucasArts.
Gra w dużej mierze stawia na klimat noir, ale nie braknie tu też świetnie dopasowanego do okoliczności humoru. Warto podkreślić, że wszystkie dialogi są w pełni udźwiękowione, a zagadki po prostu mają sens i nie wymagają od nas szukania rozwiązań na ślepo, klikając po kolei każdy piksel na ekranie.
Społeczność Lenovo Legion ponownie spotyka się na wirtualnym polu bitwy. Przed nami jedenasta edycja turnieju Fortnite – Legion Go Cup XI, organizowanego we współpracy z HAJTV oraz KAMSTAR. To wydarzenie skierowane do graczy, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności w rywalizacji z najlepszymi i jednocześnie powalczyć o atrakcyjne nagrody sprzętowe od Lenovo Legion.
Terminy turnieju
Turniej odbędzie się w dniach 17–19 września 2025 roku. Przez trzy dni uczestnicy zmierzą się w intensywnych rozgrywkach, w których liczyć się będą refleks, strategia i opanowanie mechanik Fortnite.
Nagrody dla najlepszych graczy
Na zwycięzców Legion Go Cup XI czekają nagrody, które doceni każdy fan gamingu:
1. miejsce – Lenovo Legion Go S
2. miejsce – słuchawki Lenovo Legion H600
3. miejsce – mysz Lenovo Legion M600
To sprzęt zaprojektowany z myślą o wymagających graczach, którzy oczekują wydajności, precyzji i komfortu podczas wielogodzinnych sesji.
Dlaczego warto wziąć udział?
Legion Go Cup to nie tylko rywalizacja, ale również okazja do bycia częścią aktywnej społeczności Lenovo Legion. Każda edycja przyciąga graczy na różnym poziomie zaawansowania, oferując esportowe emocje, dobrą zabawę i realną szansę na zdobycie profesjonalnego sprzętu gamingowego.
Studio Digital Extremes od lat z wielkimi sukcesami rozwija i ulepsza darmową grę Warframe, a przed tym tytułem jeszcze dużo – zapewne coraz bardziej imponujących – dodatków i aktualizacji. Firma tworzy także zupełnie nowy projekt. Jak wypada?
Soulframe znajduje się obecnie w fazie alfa, choć postępy graczy nie zostaną skasowane, a całość płynnie przejdzie do wersji beta, a później do premierowej. Gra nie oferuje jeszcze zbyt dużo zawartości, jednak rozgrywka potrafi wciągnąć, a system postępów jest pod pewnymi względami nieco lepszy niż w Warframe.
Zacząć wypada od tego, że mamy do czynienia z grą akcji osadzoną w uniwersum fantasy, a więc otrzymujemy dużą odskocznię od zaawansowanego science-fiction z poprzedniej gry Digital Extremes. Świat w Soulframe jest świetnie przemyślany, a szczątkowa historia zapowiada się interesująco.
Trafiamy do krainy, którą podbiło złowrogie imperium przywodzące na myśl Garlean z Final Fantasy. Korzystający z technologii najeźdzcy starają się utrzymać kontrolę nad spokojną i żyjącą w zgodzie z naturą społecznością wyspy, na której rozgrywa się początkowy rozdział. Wrogowie wykorzystują też zasoby krainy, przy okazji zatruwając środowisko. Podczas różnych misji krzyżujemy im plany, a zajmujemy się też – w misjach opcjonalnych – ratowaniem zwierząt więzionych przez żołnierzy.
W różnych aspektach projektowych, na przykład wyglądzie zbroi, broni, czy nawet skrzyń, przejawia się oryginalny pomysł na charakter różnych frakcji, wrogów czy bóstw i ważnych postaci. Dzięki temu Soulframe nie jest „po prostu kolejnym fantasy”, ale oferuje dosyć unikatowy, intrygujący klimat.
Gra jest spokojniejsza i nie tak szybka jak Warframe, co może być dla wielu plusem. Mamy tu raczej typowe dla gatunku trzecioosobowych gier akcji tempo walki, w której wykorzystujemy różne rodzaje broni białej lub łuki czy magiczne kostury. Zestawy ciosów i ataków są raczej proste i nieduże, ale w potyczkach korzystamy też z magicznych zdolności.
Tak jak w Warframe, umiejętności związane są z klasą (Paktem), którą możemy wedle uznania wymieniać w każdej chwili na inną w naszej bazie, pod warunkiem, że mamy ją odblokowaną. Każda klasa to zupełnie inne talenty i drzewko ulepszeń. Mamy tu pakt skupiający sią na atakach ogniem, na unieruchamianiu wrogów, czy na wykorzystaniu błyskawic. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Najważniejsze, że walka sprawia frajdę już na tak wczesnym etapie rozwoju Soulframe. Szczególnie korzystanie z łuku jest wyjątkowo satysfakcjonujące, chociaż inne rodzaje broni też potrafić zrobić wrażenie. Pokonywani wrogowie mają dopracowane animacje trafień, a wizualne efekty zdolności są wykonane bez zarzutu – choć czasem trafi się jakiś graficzny glitch. W końcu to jeszcze wersja alfa, która nie jest nawet dostępna na Steamie.
Soulframe oferuje już kilka zadań fabularnych, jednak ukończenie wszystkich to kwestia 3-4 godzin. Później większość czasu w obecnej wersji gry zajmują powtarzalna misje frakcji, albo po prostu tzw. grindowanie – pokonywanie bossów tylko po to, by zyskiwać z nich kolejne części ekwipunku, które dostarczamy postaci w bazie, by stworzyć nową broń lub pancerz.
Podobnie jak Warframe, nowa gra Digital Extremes w dużej mierze opiera się na „farmieniu”, czyli spędzaniu czasu na prostych wyzwaniach i walce głównie po to, by zbierać surowce i materiały. Fabuły mamy tu na razie mało, więc ten grind właśnie zdecydowanie przeważa – z tego też powodu trudno polecać zakup Pakietu Założyciela. Dostęp do gry można zdobyć w inny sposób, po prostu zgłaszając się na oficjalnej stronie i czekając na swoją kolej.
Soulframe już na wczesnym etapie robi wrażenie warstwą wizualną, niezwykle ciekawym uniwersum i przyjemną walką. Z każdą kolejną aktualizacją otrzymujemy więcej zawartości, więc można liczyć na to, że wersja beta będzie dosyć imponująca. Nie znamy jeszcze daty premiery, jednak nowy tytuł od Digital Extremes zdecydowanie warto mieć na oku.
Planujesz upgrade swojego stanowiska gamingowego? Teraz możesz otrzymać zwrot części kosztów zakupu. W ramach promocji Lenovo otrzymasz nawet 400 zł cashbacku za zakup wybranego monitora Lenovo w zestawie z laptopem lub komputerem stacjonarnym Lenovo.
Ile możesz zyskać?
50 zł – dla monitorów o wartości do 399 zł
200 zł – dla monitorów o wartości od 400 do 999 zł
400 zł – dla monitorów o wartości od 1000 zł wzwyż
Jak skorzystać z promocji?
Kup wybrany laptop lub komputer Lenovo oraz monitor Lenovo objęte promocją.
Zachowaj dowody zakupu oraz oryginalne opakowania z kodami kreskowymi.
W ciągu 14 dni od zakupu monitora wypełnij formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie promocji.
Po pozytywnej weryfikacji otrzymasz cashback przelewem na konto.
Promocja obowiązuje od 1 grudnia 2025 r. do 31 stycznia 2026 r. lub do wyczerpania puli nagród.
Gatunek extraction shooterów jest popularny, ale wielu graczy odstrasza. Escape from Duckov to świetna propozycja dla tych, którzy nie przepadają za PvP, ale mają ochotę na solidną porcję wymagającej rozgrywki.
Chińska strzelanka podbiła Steama i zdobyła wielkie uznanie. To nie dziwi, ponieważ oferuje angażującą rozgrywkę, rozbudowany system postępów i satysfakcjonujące potyczki, a jednocześnie możemy tutaj bawić się całkowicie solo – bez potrzeby martwienia się innymi graczami.
W porównaniu do większości extraction shooterów, Escape from Duckov oferuje przede wszystkim inną perspektywę. Tutaj akcję obserwujemy od góry, a nie z oczu bohatera czy zza jego pleców. Wcielamy się też nie w człowieka, a w… kaczkę. Tudzież innego ptaka, zależnie od tego, jak spersonalizujemy wygląd postaci.
Po krótkim tutorialu trafiamy po raz pierwszy z naszej bazy na pierwszą mapę. Eksplorujemy lokacje, zbieramy zasoby, mamy szansę znaleźć nową, lepszą broń i pancerze – no i staramy się przeżyć spotkania z wrogo nastawionymi kurczakami czy innymi wrogami. Po powrocie rozpoczynamy aktywację pierwszych ulepszeń i stopniowo rozbudowujemy bazę.
Założenia rozgrywki są więc jasne i proste od samego początku. Gramy po to, by ulepszać zarówno naszego bohatera – poprzez zdolności pasywne odblokowywane w drzewku talentów – oraz bazę, którą wyposażamy w kolejne stanowiska craftingowe, by po wielu godzinach gry móc wytwarzać nawet całkiem porządne uzbrojenie. Zanim do tego dojdzie, kolejne rundy (w wypadku śmierci) zaczynamy tylko ze skromnym pistoletem.
Rozwój jest dobrze zaplanowany i przemyślany, nic się w tym zakresie nie dłuży. Jednak ten aspekt nie wystarczyłby, żeby Duckov było grą godną polecenia. Na szczęście gameplay związany z wypadami poza bazę jest szalenie przyjemny. Sterowanie jest precyzyjne i wygodne, a strzelanie jest jednocześnie wymagające, ale też po prostu bawi, szczególnie gdy dobrze nam idzie, rzecz jasna.
Twórcy zadbali o sporą różnorodność pistoletów, karabinów czy strzelb, a zabawę urozmaicają granaty, miny czy bomby gazowe. Jest tutaj system obciążenia, więc rzadko kiedy możemy nosić ze sobą wszystko, co byśmy chcieli – co wymusza na nas decyzje związane z wyposażeniem i związaną z nim taktyką odnośnie podejścia do potyczek.
Deweloperom udało się też w ciekawy sposób zadbać o różne poziomy wyzwania. Począwszy od tradycyjnego wyboru trudności, możemy porwać się na coś poważniejszego, jeśli wybierzemy się na misję w nocy – kiedy spotkamy na przykład zupełnie innych wrogów, silniejszych niż ci, którzy występują za dnia.
Brak starć z innymi graczami i skupienie się na rywalizacji z botami wcale nie przeszkadza, ponieważ komputerowi wrogowie często potrafią dać w kość. Jednak nieobecność aspektu PvP z pewnością przekona wielu użytkowników, którzy nie przepadają za ideą „nękania” słabo uzbrojonych graczy przez innych, świetnie wyposażonych, którzy spędzili już w grze setki godzin.
Jedyną większą wadą Escape from Duckov jest nieco irytujący na dłuższą metę system ekwipunku. Zarządzanie wszystkimi zasobami, szczególnie gdy uzbieramy ich sporo, bywa frustrujące – co zresztą jest częstą przypadłością każdego przedstawiciela tej kategorii strzelanek.
Biorąc pod uwagę stosunkowo niską cenę i jakość podstaw rozgrywki, Escape from Duckov to gra bez dwóch zdań warta polecenia. To przyjemny, niezobowiązujący shooter, który jednak potrafi też rzucić spore wyzwanie, a przy okazji oferuje specyficzny, lekki i humorystyczny klimat.