Najlepsze gry z mechami na PC

Najlepsze gry z mechami na PC

Mechy mają w sobie coś wyjątkowego. Są po prostu wspaniałą kwintensencją słowa „cool”. Nie bez powodu gry z metalowymi maszynami w rolach głównych regularnie przyciągają wielu odbiorców.

Doczekaliśmy się sporej liczby różnorodnych gier z mechami, reprezentujących wiele gatunków. Dziś chcemy polecić te nieco bardziej współczesne, dostępne na PC, które zapewnią solidną porcję świetnej zabawy.

Spis treści

Armored Core 6

Zacznijmy od jednej z nowszych gier uznanego studia From Software. Najnowsza odsłona serii rzuca nas w sam środek konfliktu o tajemniczą substancję na planecie Rubicon. To, co wyróżnia tę produkcję, to niesamowicie dynamiczna i widowiskowa walka. Można zapomnieć o powolnych, ociężałych maszynach – tutaj nasze mechy ślizgają się, latają i wykonują błyskawiczne uniki.

Świetnym elementem gry są spore możliwości personalizacji naszego mecha – od wyboru nóg, korpusu i ramion, po montowanie dziesiątek rodzajów broni i wewnętrznych generatorów. Każda, nawet najmniejsza zmiana, ma realny wpływ na zachowanie mecha w walce.

Do tego gra oferuje po prostu naprawdę niepowtarzalny klimat. Minimalizm jest odczuwalny zarówno w warstwie fabularnej, jak też w lokacjach, które przemierzamy. Przez to wszystko trudno porównać Armored Core do innych gier z mechami.

Battletech

Jeśli zamiast zręcznościowej walki wolicie chłodną kalkulację i strategiczne planowanie, to Battletech jest propozycją idealną. To fantastyczna gra taktyczna osadzona w rozbudowanym uniwersum, w której dowodzimy oddziałem najemników pilotujących potężne mechy.

Rozgrywka toczy się w systemie turowym, gdzie każdy ruch trzeba starannie przemyśleć. Ciężar kilkudziesięciotonowych maszyn czuć na każdym kroku – nie ma tu miejsca na szybkie uniki, jest za to pozycyjonowanie, zarządzanie przegrzaniem i precyzyjne celowanie w konkretne części pancerza wroga.

Pomiędzy misjami zarządzamy naszą kompanią najemników, naprawiamy uszkodzone mechy, modyfikujemy ich uzbrojenie i dbamy o finanse. Niesamowitą satysfakcję daje możliwość odzyskiwania części ze zniszczonych na polu bitwy maszyn wroga i montowania ich we własnych jednostkach.

Metal Wolf Chaos XD

To jedna z najbardziej absurdalnych, a jednocześnie napakowanych akcją gier z mechami, jakie kiedykolwiek powstały. Metal Wolf Chaos to tytuł, który pierwotnie ukazał się tylko w Japonii.

Wcielamy się tu w Michaela Wilsona, 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w potężnym mechu bojowym musi własnoręcznie odbić kraj z rąk buntowników. Fabuła jest tu pretekstem do siania totalnej destrukcji.

Ta gra to czysta, nieskrępowana frajda. Nasz mech jest uzbrojony po zęby w arsenał, który obejmuje ponad sto różnych broni – od karabinów maszynowych, przez strzelby i wyrzutnie rakiet, aż po absurdalnie potężne działa. Celem jest zazwyczaj zniszczenie wszystkiego, co widzimy na ekranie, przy akompaniamencie patetycznej muzyki i celowo przerysowanych, komicznych dialogów.

Into the Breach

Into the Breach udowadnia, że do stworzenia genialnej gry strategicznej nie potrzeba fotorealistycznej grafiki, a jedynie fenomenalnego pomysłu. To minimalistyczna, turowa perełka od twórców FTL: Faster Than Light, którą można opisać jako szachy z mechami i potworami.

Dowodzimy tu trzyosobowym oddziałem mechów, broniącym resztek ludzkości przed inwazją gigantycznych bestii zwanych Vek. Każda bitwa toczy się na niewielkiej, ośmiopolowej planszy, a naszym celem jest przetrwanie określonej liczby tur i ochrona cywilnych budynków.

Fenomen tej gry polega na tym, że znamy każdy ruch, który przeciwnik wykona w następnej turze. Naszym zadaniem nie jest więc bezmyślne atakowanie, a inteligentne reagowanie – przesuwanie wrogów za pomocą naszych ataków tak, by strzelali w siebie nawzajem, blokowali się lub wpadali do wody. Każda potyczka to fascynująca łamigłówka.

Titanfall 2

Na końcu małe oszustwo – w końcu w Titanfall 2 sterujemy także człowiekiem, a nie tylko mechem. Jednak z uwagi na to, jak świetnie zaprojektowano rozgrywkę za sterami Tytana, trudno było po prostu pominąć ten wspaniały tytuł od studia Respawn.

Gra oferuje jedną z najlepszych i najciekawiej zaprojektowanych kampanii fabularnych w historii pierwszoosobowych strzelanek, co do tego zgodni są niemal wszyscy. Choćby już dlatego warto po ten tytuł sięgnąć.

Ponadto, multiplayer na PC cały czas jest aktywny – i to właśnie w trybie wieloosobowym możemy przetestować kilka różnych mechów, by stawić czoła innym graczom, wykorzystując szereg efektownych ataków i zdolności wielkich maszyn.

Najciekawsze gry w stylu serii XCOM

Najciekawsze gry w stylu serii XCOM

Kiedy XCOM: Enemy Unknown przypomniał światu o tym, jak wciągające mogą być tego typu taktyczne strategie, a XCOM 2 pobił rekordy popularności, wielu zainspirowało się projektami studia Firaxis.

Chociaż prawdziwy boom na gry w stylu XCOM-a już minął, to przez ostatnie lata na rynek trafiło mnóstwo gier oferujących podobną rozgrywkę. Właśnie dlatego to najlepszy moment, by polecić te najbardziej godne uwagi – i zignorować te nieco gorszej jakości. Oto pięć propozycji, wśród których każdy znajdzie choć jeden świetny tytuł dla siebie.

Spis treści

Battle Brothers

Jedyną wadą tej produkcji, niezwykle mocno docenionej przez graczy, jest oprawa graficzna – twórcy zdecydowali się bowiem na styl, który pewnie nie każdemu przypadnie do gustu.

Rozgrywka jest jednak świetnie przemyślana i niezwykle wciągająca. Budowanie swojej kompanii wojowników od podstaw uzależnia, podobnie jak rozwijanie jednostek i starcia z coraz trudniejszymi wrogami.

Turowa walka jest prosta w założeniach, ale starcia bywają niezwykle wymagające. Każda decyzja na placu boju ma duże znaczenie. Zdobywana z czasem wiedza i umiejętności pozwalają nam grać coraz lepiej, a taka nauka gry naprawdę sprawia frajdę.

Warhammer 40,000: Mechanicus

Pozycja obowiązkowa dla fanów uniwersum Warhammera, choć nie tylko. Mechanicus to po prostu świetnie zrealizowana gra taktyczna z niesamowitym klimatem.

Kierujemy tutaj poczynaniami grupy Adeptus Mechanicus, czyli cybernetycznych Tech-Kapłanów, którzy muszą stawić czoła mrocznym siłom Necronów wybudzonych z wielotysięcznego snu.

Twórcom udało się perfekcyjnie uchwycić charakter frakcji technologicznych fanatyków z marsa, co doskonale słychać chociażby we wspaniałej ścieżce dźwiękowej. Oprawie wideo też nie można nic zarzucić, a rozgrywka po prostu wciąga.

Jagged Alliance 3

Trzecia część tej kultowej serii ukazała się w 2023 roku i udowodniła, że studio Haemimont Games. To fantastyczna gra taktyczna, oferująca wymagającą, ale dobrze zbalansowaną i rozbudowaną kampanię.

Naszym celem jest zbudowanie oddziału najemników o różnych talentach, by odbić tropikalną wyspę z rąk wojskowej junty. Odbijamy kolejne regiony, zarabiamy pieniądze, a później kierujemy nawet kilkoma oddziałami żołnierzy ulokowanymi w różnych obszarach.

To nie tylko gra o walce z wrogiem, ale też z czasem i ograniczonym budżetem. Takie podejście zmusza nas do podejmowania rozsądnych decyzji odnośnie przebiegu kampanii, dbania o nasze jednostki i ostrożności. Całość jest zrealizowana niemal bezbłędnie.

Gears Tactics

Tak, tak – Gears Tactics nie jest grą tak rozbudowaną i głęboką jak choćby XCOM 2 czy niektóre tytuły obecne w naszym zestawieniu. Jest jednak niezwykle przyjemną taktyczną produkcją, która może stanowić idealną propozycję dla wszystkich, którzy chcą w tym gatunku postawić pierwsze kroki.

Wszystko jest tu wygodne, przemyślane i solidnie dopracowane. Gra działa płynnie, skróty klawiszowe są intuicyjne, a wszystkie informacje są zawsze pod ręką. Wraz z postępami rekrutujemy nowych żołnierzy i rozwijamy ich umiejętności. Każda z pięciu klas posiada rozbudowane drzewko talentów, co pozwala specjalizować nawet dwie jednostki tej samej profesji w zupełnie różny sposób.

Na szczególną uwagę zasługują starcia z bossami – choć nieliczne, robią wrażenie. Te potyczki zmuszają do porzucenia utartych schematów i często wymagają wykorzystania ataków samego bossa do eliminowania zwykłych wrogów.

Mutant Year Zero: Road to Eden

Macie ochotę na grę w stylu XCOM, lecz oferującą niebagatelny świat, a także proponująca przemyślane i wyjątkowe rozwiązania w rozgrywce? W takim razie na pewno musicie zainteresować się tym tytułem.

Mutant Year Zero pozwala sterować naszym oddziałem w czasie rzeczywistym. Walka turowa rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy oddamy pierwszy strzał, albo też kiedy dostrzegą nas przeciwnicy. Takie podejście jest naprawdę niesamowicie przyjemnym powiewem świeżości w gatunku taktycznych turówek.

Akcja gry osadzona jest w uniwersum postapokaliptycznym, a członkowie naszego oddziału to różnorodne mutanty – człekokształtny dzik czy też kaczka. Nie zabrakło tu także jednak ludzi, nieraz dysponujących świetną zręcznością. Każdy bohater posiada inne umiejętności, dzięki czemu walka nigdy nie nudzi.

W końcu zagrałam w Helldivers 2 i mam jeden wniosek

W końcu zagrałam w Helldivers 2 i mam jeden wniosek

Helldivers 2 to tytuł, który od momentu premiery wzbudzał niemałe emocje. Mam wrażenie, że większość graczy zachwycała się jego intensywną akcją i satysfakcjonującym systemem walki, a tylko nieliczni narzekali na panujący w nim chaos, wysoki poziom trudności i okazjonalne problemy techniczne. Jednak mimo że o tej grze było tak głośno, nic nigdy nie skłoniło mnie, by ją wypróbować – aż do teraz. W końcu i ja, zachęcona do zabawy przez znajomych, przekonałam się, co Helldivers 2 ma do zaaferowania. Wniosek? To gra, która właśnie dopiero w towarzystwie znajomych osiąga swój pełen potencjał.

Spis treści

Na wstępie warto wspomnieć, na czym gra w Helldivers 2 polega

W skrócie, wcielamy się w niej w tytułowych Helldiversów – żołnierzy, którzy walczą „w obronie” swojej planety Superziemi. Jako Ci żołnierze wypełniamy misje na przeróżnych innych planetach, walcząc z Terminidami, Automatonami, a także Illuminatami – oczywiście szerząc demokrację jak bohaterowie Żołnierzy kosmosu (ang. Starship Troopers).

W Helldivers 2 nie tworzymy własnych postaci. Otrzymujemy za to własny statek, którym możemy poruszać się po galaktyce, arsenał który możemy spersonalizować, poszerzyć i ulepszyć dzięki zdobytym poziomom doświadczenia i walucie, a także możliwość łączenia się w grupy z innymi graczami i kooperacji.

W tej ostatniej kwestii Helldivers 2 daje pewną swobodę. Jeśli chcemy, możemy zamknąć się na innych graczy i zablokować im dostęp do naszej rozgrywki. Możemy też pozwolić na to, aby w szerzeniu demokracji pomogli nam inni, którzy zechcą do nas dołączyć, czy to z poziomu konsoli czy peceta. Możemy też sami dołączyć do grup innych graczy albo zagrać wyłącznie ze znajomymi.

Ja w Helldivers 2 grałam zarówno sama, jak i z losowymi graczami oraz znajomymi. Najprzyjemniej grało mi się jednak ze znajomymi. Dlaczego?

Kooperacja? Tak, ale tylko z odpowiednią ekipą

Zacznijmy od tego, że rozgrywka w Helldivers 2 jest dosyć… powtarzalna. Tak, trzeba to powiedzieć. Misje przygotowane przez deweloperów są bowiem bardzo schematyczne i mało zróżnicowane. Zatem, łatwo wpaść tu w rutynę, zwłaszcza na niższych poziomach trudności. W przypadku wyższych brak odpowiedniej komunikacji z kolei utrudnia zabawę. Czasami nawet najlepszy sprzęt nie rekompensuje tego, że nikt nie odzywa się na czacie głosowym. Wszystko zmienia się, gdy na polu bitwy stajemy ze „znajomymi twarzami”, które wspólnie z nami siedzą na Discordzie.

Tak, w każdą grę multiplayer gra się lepiej ze znajomymi, ale Helldivers 2 to czołowy reprezentant spełniający tę regułę. Gra w Helldivers 2 ze znajomymi to bowiem nieustanne balansowanie między chaosem a taktyką, gdzie każdy błąd może zakończyć się spektakularną katastrofą – i salwą śmiechu.

Powtarzalność znika w dobrym towarzystwie

Sukces misji w tym tytule szczególnie na wyższych poziomach trudności zależy od zgrania i wzajemnego wsparcia. W drużynie każdy ma zadanie do wykonania – jeden rozstawia wieżyczkę, drugi wzywa nalot, trzeci osłania tyły, a czwarty… no z tym bywa różnie. Ale największą frajdę w Helldivers 2 daje właśnie to, że tu nie wszystko idzie doskonale. System ognia sojuszniczego sprawia, że nie trudno o powód do śmiechu. Kiedy jedna osoba przez przypadek wezwie z orbity zrzut bomb prosto na głowę towarzysza, a inna z paniką stawia wieżyczkę pośrodku starcia, zaczyna się prawdziwa zabawa. To właśnie te momenty, pełne emocji, spontanicznych reakcji i improwizowanej współpracy, tworzą to, co najlepsze w tej grze. A gdy grasz ze znajomymi, to na bieżąco żartujesz z tych momentów, zapominając o powtarzalności samej rozgrywki.

Podsumowując – graj, ale nie samotnie

Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy zagrać w Helldivers 2, weź moje przemyślenia pod uwagę. Jeśli nie masz znajomych, z którymi mógłbyś spędzić w tej produkcji czas, podejrzewam, że ta bardzo szybko Ci się znudzi. Zbierz zatem grupę znajomych, zachęć ich do tego, aby też kupili Helldivers 2 (na dowolnej platformie, bo gra obsługuje crossplay), wyposażcie się w mikrofony, odpalcie Discorda i zacznijcie grać razem.

Dopiero wtedy zobaczysz, jak wiele ta gra ma do zaoferowania – i ile śmiechu potrafi przy tym dostarczyć. Nie chodzi tu tylko o samo wykonywanie misji i strzelanie do przeciwników, ale o te wszystkie nieprzewidziane sytuacje, które powstają z połączenia ognia sojuszniczego, nieporozumień i typowo ludzkich błędów. Każda z takich chwil buduje wspomnienia, które zostają na dłużej. Jedna nieudana misja potrafi dać więcej frajdy niż dziesięć udanych, jeśli kończy się ogólnym chaosem i wspólnym śmiechem.

Helldivers 2 jest trochę jak impreza: możesz pójść na nią sam, ale dopiero w gronie znajomych nabiera sensu. I nawet jeśli na koniec wszyscy skończycie martwi na polu bitwy, to i tak będziecie chcieli wrócić po więcej. Bo w tym całym zamieszaniu i absurdzie chodzi właśnie o zabawę – a ta smakuje najlepiej, gdy współdzielisz ją z innymi.

Ten survival horror z Polski będzie hitem. Wrażenia z Holstin

Ten survival horror z Polski będzie hitem. Wrażenia z Holstin

Holstin od polskiego studia Sonka nie ma jeszcze daty premiery, ale bez wątpienia jest jednym z najciekawszych nadchodzących survival horrorów, który już zdążyli docenić gracze z całego świata.

W ciągu ostatnich trzech lat twórcy w sprytny sposób zwracali na grę uwagę. Udostępnili dwie różne wersje demonstracyjne gry, krótkie fragmenty, które pozwoliły ocenić założenia fabularne, atmosferę i gameplay. Teraz na Steamie obecne jest kolejne, najbardziej dopracowane demo.

Akcja gry osadzona jest roku 1992 w małej, fikcyjnej miejscowości Jeziorne-Kolonia nieopodal Olsztyna. Nieudany eksperyment doprowadził tam do powstanie dziwnej, niebezpiecznej i panoszącej się wszędzie mazi, która zagraża mieszkańcom – a niektórych zamienia w groźne potwory.

Nasz bohater trafia do miasta, by odnaleźć swojego zaginionego przyjaciela. Szybko musi dostosować się do niezbyt idealnych warunków, które zastaje na miejscu. Poznaje pierwszych sojuszników w walce z czającymi się dookoła okropnościami, zdobywa broń, poznaje tajniki eksploracji.

Świat gry jest ponury, ale jednocześnie fascynujący i wręcz przesiąknięty polskością. Choć Holstin spodobał się wielu graczom z różnych krajów, to bez dwóch zdań Polacy docenią tę produkcję najbardziej. Wszelkie odniesienia i nawiązania do znanych postaci, wydarzeń, popkultury lat 90. nie są tu wplecione na siłę, ponieważ idealnie wpleciono je do miejsca akcji i okresu historycznego.

Ten horror nie zwraca jednak uwagi wyłącznie świetnym klimatem, bo oferuje też wciągającą i dopracowaną rozgrywkę. Podczas zwiedzania różnych lokacji i rozwiązywania prostych zagadek środowiskowych akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym, ale to się jednak zmienia, gdy celujemy z broni palnej – wtedy już kamera przenosi się za plecy bohatera. To nietypowe, ale niezwykle udane rozwiązanie, które robi wrażenie.

Odnośnie kamery, warto też dodać, że możemy dowolnie obracać ją dookoła, co sprawia, że zwiedzanie obszarów jest ciekawsze, a twórcy mogli pozwolić sobie na rozmieszczenie w świecie większej liczby przedmiotów, schowków czy elementów zagadek – które mogą polegać na przykład na szukaniu bezpieczników, tajnych przejść czy różnych skrytek.

Walka nie jest przesadnie wymagająca, choć musimy uważnie celować, by nie marnować amunicji. Największym problemem jest konieczność dbania o zapas pocisków, ale też innych przydatnych przedmiotów. W końcu mamy do czynienia z rasowym survival horrorem, więc na nadmiar zapasów nigdy w Holstin nie będziemy cierpieć.

Gra bez wątpienia zwraca też uwagę stylem oprawy graficznej. Grafika jest pikselowa, w stylu retro, jednak ma sznyt nowoczesności. Wszystko to udało się osiągnąć dzięki autorskiemu silnikowi przygotowanemu przez deweloperów. Na dodatek gra działa bezproblemowo, a nawet przedpremierowe dema praktycznie pozbawione są błędów.

Warto też wspomnieć o dubbingu, który jest po prostu fantastyczny. Polscy aktorzy spisali się na medal, a dialogi i wypowiedzi postaci są też świetnie napisane – wszystko to pomaga budować niesamowicie dobry, swojski klimat.

Choć Holstin może ukazać się dopiero w 2026 roku, to bez dwóch zdań jedna z najciekawszych polskich gier, na które warto czekać. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji przetestować dema, koniecznie znajdźcie je na Steamie – nie pożałujecie.

Recenzja Ruffy and the Riverside. Pomysłowa platformówka

Recenzja Ruffy and the Riverside. Pomysłowa platformówka

Niezależne gry platformowe to całkiem popularna nisza na Steamie. Różne niedoskonałości często nadrabiają ogromnymi pokładami kreatywności – i taką właśnie produkcją jest Ruffy and the Riverside.

Debiutancki projekt studia Zockrates Laboratories nie zadowoli wszystkich, a szczególnie hardkorowych fanów gatunku. Jest to bowiem gra platformowa, która nie stawia na pierwszym miejscu dużego wyzwania i walki z poziomem trudności, a przede wszystkim radosną eksplorację.

Trafiamy to nieźle przemyślanego, bajkowego świata, który wygląda jak ręcznie rysowana kreskówka. Założenia fabularne związane są oczywiście z jakimś złem, które zagraża krainie… Powiedzmy jednak sobie szczerze – warstwa narracyjna raczej mało kogo w tego typu produkcjach obchodzi.

Trzeba jednak powiedzieć, że dialogi bywają zabawne, a postaci mają swój urok. Można by powiedzieć, że byłaby to niezła propozycja dla młodszych graczy, lub dla starszych grających z siedzącą obok pociechą, jednak twórcy nie przygotowali polskiego tłumaczenia. To skreśla tę pozycję jako odpowiednią dla dzieci.

Rozgrywka opiera się na zwiedzaniu świata składającego się z kilku obszarów. Gra wskazuje nam aktualny cel na mapie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić każdy kąt, poszukać znajdziek i pobocznych wyzwań, najczęściej związanych z prostymi zagadkami środowiskowymi.

Wiele zadań związanych jest z głównym elementem rozgrywki w Ruffy and the Riverside, czyli podmienianiem tekstur. Możemy na przykład przenieść teksturę drewna na kamienny słup w morzu, by zamienić go w słup z drewna – ten drugi przewróci się i stworzy kładkę, po której przejdziemy.

Zamienione w drewno głazy blokujące przejście możemy zniszczyć pięściami, czasem przyda się zamiana wody w lawę, a czasem po prostu zamieniamy miejscami różne strzałki czy liczby, aby dopasować je odpowiednio – zależnie od aktualnego wyzwania i podpowiedzi, które zawsze czają się gdzieś w okolicy.

Pomysł z zamianą tekstur jest fenomenalny, chociaż w praktyce nieco rozczarowuje fakt, że nie możemy za bardzo eksperymentować z tą mechaniką rozgrywki. Czasem wydaje się, że jakieś rozwiązanie będzie idealne, ale okazuje się, że twórcy go nie przewidzieli. Możemy więc robić tylko to, co zaplanowali w danej sytuacji deweloperzy.

Trzeba też podkreślić, że – jak na platformówkę – mało w grze elementów platformowych, a rozgrywka jest po prostu łatwa, co zapewne nie wszystkim przypadnie do gustu. Tytuł nadrabia jednak wyjątkowo przyjemną oprawą audiowizualną i ciekawymi zagadkami. Połączenie trójwymiarowego otoczenia i dwuwymiarowych postaci wygląda w ruchu fantastycznie.

Z pewnością widać też talent twórców do projektowania poziomów. Każdy zakamarek jest przemyślany, żadna przeszkoda, pagórek czy przepaść nie jest tu przypadkowa. Dobry level design odczuwamy szczególnie, gdy staramy się zdobywać wszystkie monety i znajdźki.

Ostatecznie Ruffy and the Riverside to przyjemna i pomysłowa, ale też łatwa – i to warto podkreślić – gra platformowa. Warto dać jej szansę, bo ma swój niepowtarzalny urok, choć najlepiej poczekać, aż będzie lekko przeceniona.

Zacięta walka na Suzuce! Finał Lenovo Simracing Tour rozstrzygnięty

Zacięta walka na Suzuce! Finał Lenovo Simracing Tour rozstrzygnięty

5 lipca na wirtualnym torze Suzuka odbył się długo wyczekiwany finał Lenovo Simracing Tour 2025. Było to zwieńczenie serii wyścigów, które od tygodni przyciągały najlepszych polskich simracerów.

Blisko 100 kierowców rywalizowało w eliminacjach, ale tylko 13 najlepszych zasiadło na starcie finału, by stoczyć ostatnią i najważniejszą batalię – na 27 wymagających okrążeniach jednej z najbardziej kultowych tras w świecie motorsportu.

Zmagania toczyły się w najnowszej odsłonie gry F1 25, która wnosi do simracingu jeszcze więcej realizmu – zarówno pod względem fizyki jazdy, jak i oprawy wizualnej. Uczestnicy mogli w pełni wykorzystać zaawansowane systemy wspomagania, realistyczną degradację opon i dynamiczne warunki pogodowe, co sprawiło, że każda decyzja strategiczna miała ogromne znaczenie.

Najlepiej w tych warunkach odnalazł się zOneSikk (Alpine), który od samego początku narzucił mocne tempo i nie oddał prowadzenia aż do końca. Za swoją znakomitą jazdę został nagrodzony laptopem Lenovo Legion 5i – maszyną stworzoną z myślą o najwyższej wydajności w grach. Drugie miejsce zajął Toro_120 (Alpine), który w nagrodę otrzymał monitor ultrapanoramiczny Lenovo R45w-30 – idealny do śledzenia toru i rywali bez utraty koncentracji. Trzecie miejsce na podium wywalczył MMaxiSky (McLaren), który wróci do domu z konsolą Lenovo Legion Go S z systemem SteamOS – przenośną potęgą gamingową w kompaktowym formacie.

To jednak nie koniec niespodzianek – wszyscy finaliści Lenovo Simracing Tour, bez względu na miejsce na mecie, otrzymali w prezencie od Lenovo bezprzewodowe słuchawki Legion H600. To forma podziękowania za ich pasję, talent i sportową postawę, którą pokazali nie tylko w finale, ale i w całej serii.

Finałowy wyścig był pokazem tego, czym powinien być esportowy simracing: czysta walka, żadne kary, fair play i wysoki poziom rywalizacji. To właśnie dzięki takim wydarzeniom jak Lenovo Simracing Tour, środowisko wirtualnych wyścigów rośnie w siłę i zyskuje coraz większe uznanie zarówno wśród graczy, jak i fanów motorsportu.

Organizatorzy dziękują wszystkim uczestnikom i partnerom wydarzenia – i już zapowiadają, że to nie koniec esportowych emocji w wykonaniu Lenovo. Do zobaczenia na kolejnej linii startu!

Lenovo Legion oficjalnym partnerem Esports World Cup 2025

Lenovo Legion oficjalnym partnerem Esports World Cup 2025

Lenovo zostało oficjalnym partnerem sprzętowym Esports World Cup 2025 – największego na świecie wydarzenia e-sportowego.

Podczas rozgrywek zawodnicy będą korzystać z komputerów i laptopów z serii Legion, a także z urządzeń peryferyjnych zaprojektowanych z myślą o wymagających rozgrywkach turniejowych.

Współpraca została ogłoszona 1 lipca przez Fundację Esports World Cup i Lenovo. Zgodnie z komunikatem, sprzęt Legion zostanie wykorzystany zarówno w strefach turniejowych, jak i treningowych. Organizatorzy podkreślają, że celem jest zapewnienie stabilności, wydajności i komfortu gry na najwyższym poziomie.

Zawodnicy będą korzystać m.in. z komputerów Lenovo Legion Tower 7i oraz Tower 5i, wyposażonych w karty graficzne NVIDIA GeForce RTX odpowiednio 5080 i 5070 Ti. Oba modele dysponują rozbudowanymi systemami chłodzenia (Legion Coldfront), a także szeroką gamą portów, co jest istotne przy konfiguracjach wymagających podłączenia wielu urządzeń jednocześnie.

Na miejscu dostępne będą także laptopy Legion Pro 7i, które mają umożliwić zawodnikom pracę i trening również poza stanowiskami stacjonarnymi. Modele te wykorzystują karty graficzne GeForce RTX 5090 i wyświetlacze OLED o przekątnej 16 cali. Zastosowany system chłodzenia pozwala utrzymać wysoką wydajność nawet przy dużym obciążeniu sprzętu.

Partnerstwo obejmuje również wspólne działania promocyjne, transmisje cyfrowe i obecność Lenovo w strefach festiwalowych. Uczestnicy wydarzenia będą mogli wypróbować sprzęt Legion na miejscu oraz wziąć udział w aktywnościach skierowanych do fanów.

Esports World Cup 2025 odbędzie się w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej, w dniach 7 lipca – 24 sierpnia. W programie zaplanowano 25 turniejów w 24 grach, z udziałem około 2000 zawodników reprezentujących ponad 100 krajów. Łączna pula nagród wyniesie ponad 70 milionów dolarów, co czyni tegoroczną edycję rekordową pod względem finansowym.

Oprócz rywalizacji, wydarzenie zaoferuje również atrakcje dla odwiedzających – m.in. koncerty, strefy cosplay, stanowiska retro gamingowe czy kawiarenki tematyczne. Dla widzów śledzących wydarzenie online przygotowane zostaną dodatkowe materiały – także we współpracy z Lenovo, które zapowiedziało m.in. relacje zza kulis i prezentacje sprzętu wykorzystywanego przez zawodników.

Recenzja Lost in Random: The Eternal Die. Przyjemny Hades-like

Recenzja Lost in Random: The Eternal Die. Przyjemny Hades-like

Są gry, które niezwykle mocno inspirują się innymi produkcjami. Tak jak Lost in Random: The Eternal Die inspiruje się hitowym Hadesem. Nie ma w tym jednak nic złego, bo rozgrywka po prostu sprawia frajdę.

Jeśli gameplay jest przyjemny, to czy powinniśmy narzekać, że gra mocno przypomina inną? Raczej nie – szczególnie, gdy twórcy starają się do znajomej formuły i struktury wpleść własne, ciekawe pomysły. W tym przypadku tak się właśnie stało. The Eternal Die nie jest najlepszym roguelitem roku, ale zapewni wiele godzin dobrej zabawy.


Gdy tylko zaczynamy grać, poruszać się, obserwować jak postać płynnie porusza się po mapie, od razu czujemy, że to – brzydko mówiąc – „klon” Hadesa. Taka sama perspektywa, bardzo podobne odczucia towarzyszące temu, jak zachowuje się kontrolowana przez nas postać.

Przemierzamy kolejne pomieszczenia, w którym najczęściej walczymy z wrogami – czasem zamiast tego musimy omijać pułapki. Po wszystkim otrzymujemy nagrodę i przechodzimy do następnej komnaty, by wreszcie dotrzeć do walki z bossem i dzięki temu zyskać szansę na pokonanie go oraz przejście do następnej krainy. Brzmi znajomo, prawda?

Po każdym zgodnie wracamy do bazy wypadowej, gdzie – zgodnie z utrwalonymi już zasadami gatunku – możemy ulepszyć broń, nabyć nowe umiejętności pasywne, czy nawet wymienić garderobę. Z czasem pojawiają się dodatkowe opcje, bo nie wszystko dostępne jest od początku. Przykładowo, najpierw musimy spotkać kowala podczas rozgrywki, by zaprosić go do bazy i być w stanie odblokować nowy rodzaj broni.

Niestety twórcy przygotowali tylko cztery rodzaje broni, czyli podstawowy miecz, a także łuk, buławę oraz włócznię. Każda co prawda zupełnie różni się od pozostałych, jednak w podobnych grach arsenał jest zazwyczaj nieco większy. To jednak w zasadzie jedyna większa wada The Eternal Die.

Walka jest płynna, sterowanie responsywne, a pokonywanie wrogów sprawia sporo satysfakcji, szczególnie w późniejszych etapach i podczas bardziej wymagających potyczek. Starcia urozmaica stosowanie magicznych zdolności, a nawet rzutów kością – magiczną kością, która stale nam towarzyszy niczym wierny psiak.

Kiedy rzucimy kością w wybrane miejsce, zadajemy tam obrażenie obszarowe. W trakcie gry możemy rozwijać bohaterkę i wybierać takie ulepszenia, które zmodyfikują tego typu ataki – sprawiając na przykład, że przy rzucie kością, jeśli wypadnie na niej konkretna liczba oczek, zadamy wrogom dodatkowe obrażenia. Ciekawych upgrade’ów tego rodzaju jest tu kilka.

Rozwój postaci w trakcie jednego podejścia do gry i przemierzania wrogich krain opiera się na układaniu zdobytych ulepszeń na ograniczonym obszarze. Musimy odpowiednio dobierać kolejne wzmocnienia, tym bardziej że niektóre potrafią wchodzić między sobą w interakcje. To dobrze przemyślany system, choć nie pozwala na tworzenie zbyt wielu różnych buildów.

Na uwagę zwraca z pewnością styl graficzny. Podobnie jak w oryginalnym Lost in Random, gra przypomina pod względem wizualnym filmy Tima Burtona. Całość zrealizowano z pomysłem, modele wrogów i postaci potrafią zaciekawić, a jednocześnie rozgrywka i walka są po prostu czytelne. Cały czas widzimy, co się dzieje na ekranie i nic nie odwraca uwagi od pola bitwy.

Lost in Random: The Eternal Die to po prostu dobry roguelite. Znajomość oryginału nie jest absolutnie wymagana – to zupełnie inne gry. Mamy oczywiście do czynienia z grą wyraźnie i mocno inspirowaną serią Hades, jednak w żadnym stopniu nie jest to coś, co przeszkadza w czerpaniu przyjemności z rozgrywki.

Wrażenia z Anvil Empires. Średniowieczne MMO jedyne w swoim rodzaju

Wrażenia z Anvil Empires. Średniowieczne MMO jedyne w swoim rodzaju

Twórcy Foxhole wracają z nową grą sieciową. Zmienia się setting, ale podstawy pozostają niezmienione – ponownie otrzymujemy hardkorową, wymagającą współpracy i przemyślanej taktyki produkcję.

Anvil Empires przenosi akcję do czasów średniowiecznych, zamiast realiów przywodzących na myśl I czy II wojnę światową z Foxhole. Wojna i rywalizacja to jednak nadal główne założenia tego nietypowego MMO.

Udostępnione niedawno demo pozwoliło przetestować tylko fragment tego, co zaoferuje pełna wersja i skupiało się na bitwie, oblężeniu sporej twierdzy. Jedna frakcja zajmowała się obroną, a druga ofensywą. W walce brało udział kilkuset wojowników – a każdym, rzecz jasna, sterował inny gracz.

To właśnie stanowi o wyjątkowym charakterze gier studia Siege Camp. Nie liczy się w nich indywidualny poziom umiejętności, nie ma tu miejsca dla pojedynczych bohaterów, najważniejsza jest zespołowa praca od samego początku. Nic nie dzieje się tutaj bez ingerencji i aktywności graczy, nawet produkcja broni. Wytwarzanie mieczy, zbroi, a nawet dostarczanie ich do obozów armii – wszystkim tym, całą logistyką także zajmują się użytkownicy.

Demo nie pozwoliło oczywiście zapoznać się z pełnym wymiarem logistycznego gameplayu, zamiast tego oferując możliwość dokładnego sprawdzenia systemu walki. Dołączając do frakcji nacierającej na zamek szybko można zdać sobie sprawę, jak ważne jest porozumiewanie się z innymi – używanie czatu głosowego jest w Anvil Empires niezwykle ważne.

Krótka rozmowa z nieznajomymi towarzyszami boju, sprawna komunikacja, ustalenie kilku rzeczy – to wszystko wystarczyło, by zaplanować początek oblężenia. Na początku trzeba więc udać się spod wrogiego zamku do bazy, by zbudować tam machiny oblężnicze – taran i trebusze. Można pomagać w tym osobiście, lub – jeśli nie ma takiej potrzeby – poczekać, aż ktoś taką robotę wykona, unikając jednocześnie ostrzału łuczników rozstawionych na murach.

Kiedy gracze przyprowadzą machiny oblężnicze, trzeba je odpowiednio ustawić, przysunąć do murów. Później ktoś musi zająć się ich obsługą, podczas gdy inni zajmują pozycje przed rozpoczęciem ataku na mury – przygotowują się do niesienia i rozstawiania drabin, po których będą się wspinać.

Wreszcie zaczyna się otwarta walka, atakujący wchodzą na mury, a zza ich pleców prosto na obrońców zamku lecą pociski z katapult. Chaos wojny trwa w najlepsze, nie braknie oczywiście obrażeń od sojuszników, którzy nieostrożnie machają mieczami i źle celują z łuków. To wszystko jednak ma swój niepowtarzalny urok.

System walki nie jest przesadnie rozbudowany, ale całkiem wymagający. Jeśli otrzymamy cios w głowę, najpewniej od razu zginiemy – trzeba więc uważać, a pozycjonowanie ma ogromne znaczenie. Podobnie zresztą jak odpowiednie ustawianie się w formacje z naszymi towarzyszami. Akcję obserwujemy, jak w Foxhole, od góry.

W testach brało udział sporo graczy, którzy nigdy nie mieli do czynienia z podobną produkcją – ale zabawa i tak była przednia. Widać tu niesamowity potencjał pełnej wersji, w której konflikt będzie praktycznie nieprzerwany. Wojna jest bowiem podstawą całej rozgrywki i będzie trwała nawet bez nas, gdy wylogujemy się z serwera.

Anvil Empires nie ma jeszcze ustalonej daty premiery. Możliwe, że ukaże się dopiero w 2026 roku – i to najpewniej w dziale Wczesnego Dostępu. Jest to jednak bez wątpienia jedna z tych wyjątkowych produkcji, na które warto czekać. Pod warunkiem, że lubimy być częścią wielkiej społeczności sieciowej gry MMO.

Napędzając innowacje

Napędzając innowacje

Lenovo i F1® wspólnie wkraczają w przyszłość i wykorzystują sztuczną inteligencję, by zwiększyć efektywność działań technicznych

  • F1® i Lenovo podjęły współpracę, w ramach której testują najnowsze komputery Lenovo wykorzystujące sztuczną inteligencję – zarówno na torze, jak i w Centrum Mediów i Technologii F1® w Wielkiej Brytanii
  • Wyniki pierwszych testów modelu ThinkPad X9 Aura Edition są bardzo obiecujące, co oznacza rozpoczęcie kolejnego etapu sprawdzania sprzętu
  • Już wstępne testy pozwoliły zauważyć, w jaki sposób urządzenia wspomagane przez sztuczną inteligencję mogą usprawnić realizację codziennych zadań i ambitnych celów F1® w zakresie zrównoważonego rozwoju
  • To kolejny kamień milowy we współpracy F1® z Lenovo – firmą, która jest globalnym partnerem Formuły 1. Obie organizacje stale proponują innowacyjne rozwiązania, które pozwolą działać szybciej, w inteligentniejszy sposób, by prowadzić do zrównoważonych rozwiązań przyszłości

23 czerwca 2025 roku –PrzedstawicieleF1® i Lenovo ogłosili w Centrum Technicznym Wyścigów pozytywne wyniki testów laptopa ThinkPad X9 Aura Edition, wspomaganego przez sztuczną inteligencję, i przedstawili potencjalne możliwości zastosowania nowych inteligentnych komputerów w sportach motorowych.

Wieloletnia współpraca obu marek koncentruje się na wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań i poprawianiu wydajności. F1® tym razem przetestowała wspomagany przez sztuczną inteligencję komputer Lenovo w Centrum Technicznym Wyścigów podczas wydarzenia FORMULA 1 Heineken Chinese Grand Prix 2025. Sprzęt wykorzystano do przetwarzania danych wyścigu i wsparcia działań operacyjnych. Testy były przełomowym krokiem dla przetwarzania brzegowego wspomaganego przez sztuczną inteligencję w najbardziej zaawansowanym pod względem ilości danych sporcie na świecie.

Roberto Dalla, dyrektor techniczny Formuły 1, powiedział: „Komputer Lenovo ThinkPad X9 Aura Edition obrazuje postęp w dziedzinie inteligentnych technologii, płynnie łączy zaawansowane funkcje, takie jak Smart Modes, Smart Share i Smart Care, które mieliśmy okazję przetestować podczas wydarzenia FORMULA 1 Heineken Chinese Grand Prix 2025.

Dzięki platformie Intel Lunar Lake i funkcjom Copilot+ urządzenie zapewnia wysoką wydajność i energooszczędność, tym samym wspomaga nasze ambitne plany osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla netto przed końcem obecnej dekady.

W świecie Formuły 1, w którym liczy się każda sekunda, innowacje takie jak ta pozwalają naszym zespołom na szybsze przetwarzanie danych, płynniejszą współpracę, skuteczniejszą komunikację i możliwość prowadzenia wielokrotnie nagradzanych międzynarodowych transmisji dla kibiców na całym świecie”.

„Obserwowanie testów naszego innowacyjnego komputera AI w jednym z najbardziej stresujących środowisk – podczas weekendu F1® Sprint – było dla nas niezwykle emocjonujące” – skomentował dr Tolga Kurtoglu, Chief Technology Officer w Lenovo.

„Dzięki naszej współpracy z F1® jesteśmy w stanie przesuwać granice innowacji technologicznych w sportach motorowych i wspierać nie tylko realizację wyścigów, ale także tworzyć niezapomniane widowisko dla fanów na całym świecie. Przeprowadzone niedawno testy potwierdzają, że sprzęt wykorzystujący sztuczną inteligencję ma potencjał, by usprawnić tworzenie treści i opowiadanie historii oraz przenieść kibiców w samo centrum akcji”.

Centrum Techniczne Wyścigów F1® to tymczasowe, przenośne centrum technologiczne wznoszone na miejscu podczas każdej imprezy. Służy jako centralny punkt pozyskiwania danych i informacji, które są następnie przesyłane do Centrum Mediów i Technologii w Wielkiej Brytanii, czyli serca działalności nadawczej F1®. Centrum Techniczne Wyścigów musi być kompaktowe, wydajne i niezawodne, aby zapewniać nieprzerwane działanie krytycznych usług, takich jak system pomiaru czasu czy system telemetryczny. 

Produkty Lenovo – od laptopów i tabletów, przez stacje robocze, monitory i serwery, po smartfony Motorola – są ściśle zintegrowane z infrastrukturą Centrum i umożliwiają personelowi F1® monitorowanie kluczowych działań podczas wyścigu. Nowe funkcje dostępne w laptopie ThinkPad X9 Aura Edition mogą pomóc F1® usprawnić komunikację i zdalną współpracę, umożliwić płynne udostępnianie treści między różnymi urządzeniami oraz przyspieszyć przetwarzanie danych, co pozwoli na szybszy wgląd w wyniki, a tym samym na podjęcie przemyślanych decyzji strategicznych. Dzięki całodziennej pracy baterii[1] i wytrzymałości zgodnej z normami wojskowymi[2] komputery Lenovo wspomagane przez AI poprawiają wydajność i mobilność oraz wydłużają czas działania, co ostatecznie przełoży się na bogatsze, bardziej immersyjne wrażenia dla kibiców na całym świecie.

Ponadto testy wykazują, że wysokowydajne komputery osobiste Lenovo są nie tylko energooszczędne, ale także przyczynią się do zmniejszenia ilości sprzętu wymaganego podczas każdego wyścigu. Użycie bardziej wydajnych urządzeń sprawia, że nie jest już konieczne transportowanie wielu urządzeń z miejsca jednego wyścigu do drugiego, co ogranicza zużycie energii – także do chłodzenia podczas wydarzenia sportowego – czy emisje powstałe podczas transportu. Tym samym obie marki przyczyniają się do wykorzystania inteligentnych rozwiązań w celu działania w bardziej zrównoważony sposób.

W związku z sukcesem pierwszych testów w Szanghaju Formuła 1 i Lenovo zamierzają dalej rozwijać możliwości komputerów AI i innych zaawansowanych technologii podczas całego sezonu 2025. Choć wydajność na torze pozostaje kwestią kluczową, to głównym celem współpracy jest ciągłe podnoszenie jakości transmisji i dostarczanie wrażeń kibicom, aby mogli poczuć się, jakby byli w centrum sportowych rozgrywek.


[1] Oświadczenia dotyczące czasu pracy baterii są przybliżone i oparte na wewnętrznych testach w optymalnych warunkach przy użyciu zestawu testów MobileMark25. Rzeczywista wydajność baterii jest różna i zależy od wielu czynników, w tym konfiguracji i sposobu użytkowania urządzenia, oprogramowania, warunków pracy, funkcji bezprzewodowych, ustawień zasilania i jasności ekranu. Maksymalna pojemność baterii ulega zmniejszeniu wraz z czasem i użytkowaniem – jest to normalne.

[2] Normy MIL-SPEC Departamentu Obrony USA określają metodologię testowania produktów pod kątem obciążeń środowiskowych w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Firma Lenovo testuje urządzenia pod kątem niebezpiecznych warunków fizycznych i środowiskowych, zgodnie z wybranymi kategoriami i procedurami normy MIL-STD-810H w celu określenia ich trwałości. Takie testy nie stanowią gwarancji przyszłej wydajności w tych warunkach testowych.