Akcja, strzelanie, efektowne sceny – wszystko to bywa w grach wideo świetne, ale czasem człowiek ma po prostu ochotę na coś innego. Na pozostanie w cieniu.
Skradanki nie powstają już tak często jak kiedyś, co nie zmienia faktu, że bez większego problemu możemy polecić sześć tego typu gier, które pozwolą wam poczuć się niczym przemykający w mroku ninja lub tajny agent. Jak zawsze, proponujemy różnorodny zestaw tytułów, by każdy znalazł choć jedną grę dla siebie.
Splinter Cell: Chaos Theory
Chaos Theory ukazało się dwadzieścia lat temu. To szmat czasu, ale produkcja Ubisoftu wciąż pokazuje, jak powinno się robić świetne gry skradankowe. Robi to na tyle dobrze, że można jej wybaczyć pewne archaizmy. Pozbywanie się wrogów po cichu, wykorzystywanie cieni do ukrywania się, wciągająca infiltracja – tu naprawdę czujemy się jak tajny agent do zadań specjalnych.
Kilka części tej serii oferuje ciekawą fabułę, ale to właśnie Chaos Theory może pochwalić się najbardziej intrygującą, szpiegowską historią. Mamy tu ciekawy rozwój wydarzeń, ekscytujące zwroty akcji i do końca nie możemy być pewni, jak przygoda się zakończy.
Gloomwood
Tu zrobimy mały wyjątek – Gloomwood wciąż bowiem znajduje się w fazie Early Access na Steamie. Trudno byłoby jednak tej gry nie polecać, ponieważ jest to jedna z najlepszych współczesnych skradanek. Zawsze można po prostu dodać ją do listy życzeń i poczekać na premierę finalnej wersji.
Twórcy niezwykle mocno inspirowali się oryginalną odsłoną serii Thief i jej sequelem, co widać na każdym kroku. Mamy tu podobny projekt miasta i system skradania się. Przemykamy po zakamarkach steampunkowego miasta, kradniemy strażnikom klucze i skarby, powoli odkrywamy tajemnice przedziwnej lokacji. Przygotowano też ekscytujący zestaw interesujących broni do wykorzystania w razie potrzeby.
Hitman
W zasadzie to Hitman: World of Assassination – bo to obecnie pełny tytuł produkcji, która łączy w sobie całą zawartość trylogii z Agentem 47 od studia IO Interactive. Tak, chodzi tu o likwidowanie celów, ale jako skradanka ta gra sprawdza się po prostu wyśmienicie.
Każda mapa to wielki plac zabaw, a poszukiwanie przeróżnych możliwych sposobów dotarcia do celu misji sprawia ogrom frajdy. Możemy tu naprawdę dać upust kreatywności w rozwiązywaniu problemów. Skradanie się, podszywanie pod ochroniarzy, likwidowanie wrogów po cichu – możemy tu poczuć się niczym mistrz pozostawania w cieniu… jeśli tylko chcemy i odpowiednio się postaramy.
Mark of the Ninja
Propozycja nietypowa, ponieważ Mark of the Ninja to dwuwymiarowa gra, a trudno raczej kojarzyć taką perspektywę ze skradankami. Jednak właśnie dlatego tytuł ten jest tak wyjątkowy i niepowtarzalny.
Ten tytuł nagradza cierpliwość, planowanie i precyzję. Każdy ruch, każde użycie gadżetu, każdy skok muszą być przemyślane. Przemoc jest ostatecznością, a gra wręcz zachęca do przechodzenia poziomów bez zabijania, nagradzając za to dodatkowymi punktami i osiągnięciami. Nie chodzi o to, by wyeliminować wrogów, ale by ich ominąć i przechytrzyć.
Dishonored 2
Druga odsłona popularnej serii studia Arkane wznosi na wyższy poziom system skradankowy z oryginału. Karnaca to nie tylko przepiękne lokacje, ale przede wszystkim złożony, wielopoziomowy plac zabaw. Każda misja to labirynt możliwości, z licznymi ścieżkami, sekretnymi przejściami i ukrytymi pomieszczeniami.
Można w tej grze stać się cieniem, przemykającym niezauważenie, albo też mistrzem manipulacji, kontrolującym wrogów i zmuszającym ich do wykonywania poleceń gracza. Dishonored 2 nagradza kreatywność i eksperymentowanie.
Metal Gear Solid 5: The Phantom Pain
Ostatnia część kultowej serii Hideo Kojimy może być niezłą strzelanką i grą akcji, ale jednocześnie oferuje też naprawdę imponujący zestaw mechanik, który czyni z niej świetną skradankę. Nawet jeśli nie obchodzi nas dziwaczna fabuła i klimat The Phantom Pain, to warto dać jej szansę dla samego gameplayu.
Gra redefiniuje pojęcie skradanki w otwartym świecie, a rozległe tereny Afganistanu i Afryki oferują niespotykaną dotąd w serii swobodę działania. Wrogów możemy unieszkodliwiać po cichu, przesłuchiwać, a nawet porywać do naszej bazy. Skradankowe podejście sprawia tu ogromną satysfakcję.
Pecetowy Game Pass oferuje setki tytułów do wyboru. Przy takiej liczbie gier, samo ich przeglądanie zajmuje dużo czasu, a co dopiero podjęcie decyzji: co zainstalować? Dziś chcemy więc polecić wam dziesięć produkcji spośród tych absolutnie najlepszych, które są dostępne w ramach usługi Microsoftu.
Każda z tych gier jest co najmniej świetna, a zestaw skompletowaliśmy w taki sposób, aby każdy znalazł tu coś interesującego dla siebie. To niezwykle różnorodna lista doskonałych tytułów.
Ta kolekcja to nie tylko zbiór gier, to podróż w czasie do złotego wieku strzelanek. Dla weteranów to sentymentalny powrót do kampanii, które ukształtowały ich growe gusta, a dla nowych graczy – unikalna okazja, by doświadczyć klasyki w najlepszym możliwym wydaniu.
Kolekcja zawiera zremasterowane wersje Halo: Combat Evolved, Halo 2, Halo 3, Halo 3: ODST (w tym przypadku samą kampanię), Halo: Reach i Halo 4, oferując dziesiątki godzin świetnej zabawy solo lub w kooperacji. To przekrój przez ewolucję serii, pokazujący, jak zmieniała się rozgrywka, grafika i narracja na przestrzeni lat.
Poza kampaniami, The Master Chief Collection oferuje niezrównaną wartość pod względem zawartości multiplayer. Setki map, różnorodne tryby gry oraz potężny edytor map to gwarancja zabawy przez wiele miesięcy, a nawet lat.
Balatro
Szalenie popularny, rogalikowy poker – trudno go nie polecać. Kluczem są tutaj jokery, czyli dzikie karty z unikalnymi efektami, modyfikujące zasady rozgrywki. To one, w połączeniu z kartami planet (zmieniającymi mnożniki) i kartami tarota (dającymi tymczasowe bonusy), tworzą niezwykle złożony system rozgrywki.
Łatwo tu opanować podstawy, ale zgłębienie wszystkich tajników zajmie nam wiele, wiele godzin. Wszechobecny element losowości sprawia, że każda partia jest inna, ale to gracz, poprzez odpowiednie decyzje, maksymalizuje swoje szanse. To właśnie ta mieszanka strategii i szczęścia tak uzależnia.
Forza Horizon 5
Każda część tej serii to motoryzacyjne święto, nie inaczej jest w tym przypadku. Forza Horizon 5 łączy wspaniałą grafikę z niesamowitą swobodą. Meksykańskie krajobrazy, od kolorowych miasteczek po bezkresne pustynie i bujne dżungle, zachwycają różnorodnością i szczegółowością. Wśród setek licencjonowanych aut każdy znajdzie coś dla siebie, a model jazdy jest po prostu świetny.
To jednak coś więcej niż tylko wyścigi. To gra o radości z jazdy, eksploracji i kolekcjonowania. Festiwalowa atmosfera, ciągłe aktualizacje i wydarzenia sezonowe sprawiają, że zawsze jest coś do roboty. Można po prostu wsiąść do ulubionego samochodu i ruszyć przed siebie, by podziwiać widoki.
Against the Storm
Ta polska produkcja – oceniana niezwykle wysoko przez graczy i recenzentów – to unikalne połączenie city-buildera i roguelike’a, w którym dbamy o rozwój osady wysłanników królowej. Celem jest rozwój i zbieranie surowców, a także opóźnianie nieuniknionej zagłady naszej wioski, która w końcu staje się ofiarą szalejącej, magicznej burzy.
Musimy tu zarządzać zasobami, dbać o zadowolenie mieszkańców i jednocześnie przygotowywać się na przeróżne niebezpieczeństwa i trudności, które prędzej czy później staną na naszej drodze. Warto zaznaczyć, że po porażce wracamy do stolicy królestwa, gdzie odblokowujemy pewne bonusy i nowe elementy do późniejszego wykorzystania w kolejnych osadach.
Persona 3 Reload
Ten tytuł to odświeżona wersja kultowego jRPG, który zgrabnie łączy elementy rozgrywki związane z licealną codziennością w Tokio i walkę z demonicznymi siłami. Za dnia uczymy się, budujemy relacje, rozwijamy umiejętności, a w nocy eksplorujemy Tartarusa – tajemniczą wieżę pełną potworów.
Reload to nie tylko lifting graficzny – to pełnoprawny remake. Dodano nowe interakcje społeczne, sceny fabularne, ulepszono system walki i odświeżono Tartarus. Gra zachwyca stylową oprawą graficzną, świetną ścieżką dźwiękową i charyzmatycznymi postaciami. To idealna propozycja zarówno dla fanów serii, jak i dla nowych graczy, którzy chcieliby poznać ten klasyk w najlepszym możliwym wydaniu.
Battlefield 1
Ta odsłona cyklu Battlefield przenosi nas na fronty I wojny światowej, oferując epickie bitwy na ogromną skalę. Gra w realistyczny sposób oddaje brutalność i chaos tego konfliktu, jednocześnie zapewniając dynamiczną i satysfakcjonującą rozgrywkę. Oprawa graficzna do dziś robi wrażenie, podobnie zresztą jak świetne udźwiękowienie.
Strzelankę wyróżnia tryb Operacji – to sekwencja połączonych map, gdzie atakujący muszą przełamywać kolejne linie obrony, dając poczucie uczestnictwa w wielkiej bitwie. System destrukcji otoczenia pozwala na niszczenie budynków, czego zdecydowanie brakowało w późniejszych częściach cyklu. Warto też dodać, że na PC do dziś bez problemu znaleźć można serwery zapełnione graczami.
Psychonauts 2
Gra studia Double Fine to kontynuacja kultowej platformówki, która zabiera graczy w podróż po… ludzkich umysłach. Tak jest – wcielamy się tu w młodego telepatę, który eksploruje surrealistyczne poziomy, rozwiązuje zagadki i walczy z wewnętrznymi demonami różnych postaci. Podobnie jak oryginał, sequel zachwyca kreatywnością twórców, oryginalnym podejściem do gatunku i humorem.
Każdy poziom w Psychonauts 2 zachwyca, odzwierciedlające osobowość i problemy danej postaci. Mamy tu bibliotekę pełną cenzorów czy też kasyno symbolizujące uzależnienie. Wszystkie elementy platformowe zrealizowano perfekcyjnie, a scenariusz jest niemal idealny. Nie martwcie się, jeśli nie znacie pierwszej części – sięgnijcie po drugą i cieszcie się zabawą.
Doom Eternal
Eternal to kwintesencja gatunku FPS, czyli brutalna, szybka i niesamowicie satysfakcjonująca rozgrywka. Wcielasz się w Doom Slayera i wyruszasz na krwawą krucjatę przeciwko hordom demonów, uzbrojony po zęby w potężny arsenał. Eternal wręcz zmusza do agresywnej gry, nagradzając zabijanie wrogów w określony sposób – piła mechaniczna daje amunicję, podpalenie pancerz, a egzekucje zapewniają zdrowie.
Trzeba nieustannie być w ruchu, żonglować broniami, korzystać z otoczenia i uczyć się słabości poszczególnych przeciwników. Platformowe sekcje dodają grze wertykalności, a nowi wrogowie stanowią poważne wyzwanie. To gra, która rzuca wyzwanie, ale w zamian oferuje niesamowitą satysfakcję z pokonywania kolejnych fal demonów.
Hi-Fi Rush
Hi-Fi Rush to rytmiczna gra akcji, która zaskakuje świeżością i oryginalnością. To unikalne połączenie dynamicznej walki, świetnej muzyki i stylowej grafiki tworzy niesamowicie wciągające doświadczenie. Gra nagradza precyzję i wyczucie rytmu, a perfekcyjne wykonanie sekwencji ataków daje ogromną satysfakcję.
To, co wyróżnia Hi-Fi Rush, to synchronizacja wszystkiego z muzyką. Ataki, uniki, parowania, a nawet ruchy otoczenia – wszystko jest dopasowane do rytmu. Różnorodne utwory, od rocka po elektronikę, wpływają na tempo i dynamikę rozgrywki. Zdecydowanie warto dać tej grze szansę – i obyśmy doczekali się sequela.
Ori and the Will of the Wisps
Ten sequel jest równie piękny, co pierwsza część, zachwyca muzyką i klimatem. Ponownie wcielamy się w tytułowego ducha lasu i wyruszamy w niebezpieczną podróż, by pokonać mroczne siły.
Twórcy ponownie oferują nam fantastyczną metroidvanię, w której pomysły na gameplay dorównują wspaniałej jakości oprawy graficznej. Ori and the Will of the Wisps jest nieco bardziej przystępne niż inne gry reprezentujące ten sam gatunek, dlatego śmiało można polecać ten tytuł wszystkim. Warto też podkreślić, że znajomość poprzedniej części nie jest wymagana, by cieszyć się fabułą w Will of the Wisps.
Najnowsza odsłona popularnej serii Capcomu wciąga jak diabli i oferuje garść ciekawych pomysłów oraz zmian w systemach rozgrywki. Niestety w wersji pecetowej w zabawie przeszkadza nie najlepszy stan techniczny gry.
Powiedzmy sobie wprost – Monster Hunter Wilds to jak na chwilę obecną najgorzej zoptymalizowana gra wysokobudżetowa 2025 roku. Być może to nietypowe, żeby recenzję rozpoczynać od kwestii wydajnościowych, ale w tym przypadku trzeba zrobić wyjątek. Capcom zasługuje po prostu na słowa krytyki.
Otóż, okazuje się, że można grać w Wilds na komputerze przewyższającym zalecane wymagania, a i tak zmagać się z crashami czy dziwnymi, niespodziewanymi spadkami liczby klatek na sekundę. Nie pomaga fakt, że choć pod względem artystycznym gra może się podobać – to jednak nie jest to oszałamiająca pod względem graficznym produkcja. Wielka szkoda. Liczymy na szybką poprawę.
Przechodząc jednak do samej gry, można śmiało powiedzieć, że twórcy zaoferowali nam idealne rozwinięcie formuły, którą otrzymaliśmy w 2018 roku w Monster Hunter World. Wilds jest niemal pod każdym względem lepsze i bardziej wciągające. Nawet wspomniane problemy z płynnością nie są wystarczającą motywacją, by oderwać się od tej przygody.
Podstawą rozgrywki nadal jest ten sam, niezmienny schemat – polujemy na kolejne potwory, by tworzyć z nich pancerze i różne rodzaje broni. Taki gameplay jest jednak opakowany, przez pierwsze kilkanaście godzin, w fabułę. Historia nie jest szczególnie wciągająca, a kolejne rozmowy i scenki to tylko pretekst do kolejnych starć ze świetnie zaprojektowanymi bestiami.
Monster Hunter nigdy nie stał fabułą, więc trudno czepiać się, że nie jest ona interesująca. Trzeba jednak przyznać, że spowalnia trochę zabawę – bo nieraz zdarza się, że poruszamy się powoli w towarzystwie innych postaci, które akurat coś nam opowiadają. Tyle że nas to w ogóle nie obchodzi i chcemy biec do przodu, by zająć się po prostu polowaniem, czyli esencją tej serii.
Wilds wprowadza dwie ważne nowości: system ran widocznych na potworach oraz możliwość błyskawicznej wymiany broni na inną. Ten pierwszy mechanizm pozwala w efektowny sposób zadawać potworom większe obrażenia, o ile wycelujemy ciosem w podświetloną na pomarańczowo ranę – i daje to w praktyce całkiem często szansę na mocne nadszarpnięcie zdrowia bestii.
Dostęp do dwóch broni jest natomiast nowością prostą, ale jakże mile widzianą. W każdej chwili możemy przywołać wierzchowca i szybko zebrać z niego dodatkowy oręż – możemy więc zacząć walkę z użyciem potężnego miecza lub młota, a potem w dowolnym momencie przełączyć się na łuk czy szybkie sztylety. To doskonały pomysł i mamy nadzieję, że już na stałe pozostanie w serii Monster Hunter.
Walka jest niesamowicie satysfakcjonująca, a każde celne uderzenie czy strzał to idealna dawka dopaminy. Ponownie otrzymujemy aż czternaście typów broni, więc każdy znajdzie coś idealnego dla własnego stylu gry. Wymiana broni na inną to w zasadzie gwarancja innego typu rozgrywki, ponieważ zupełnie inaczej walczymy z mieczem i tarczą, a inaczej, gdy wyposażymy broń dystansową lub potężną lancę.
Radość z walki jest tym mocniejsza, że wszystkie potwory zaprojektowano bezbłędnie, zarówno jeśli chodzi o ich wygląd, ale też animacje w potyczkach oraz schematy zachowań. Faktycznie mamy wrażenie, że polujemy na dzikie, nieprzewidywalne bestie. Niektóre większe stwory naprawdę budzą respekt.
Trzonem zabawy, szczególnie po napisach końcowych, kiedy zabawa trwa dalej, jest powtarzanie walk z tymi samymi bestiami – tworzenie pancerzy i broni wymaga bowiem często zdobycia różnych części monstrów w większych ilościach. Grind nie jest jednak męczący, ponieważ walka jest wciągająca i nie przestaje sprawiać frajdy.
Oczywiście warto przypomnieć, że w Wilds możemy polować z innymi graczami – choć kooperacja przed zakończeniem głównego wątku nie jest zbyt wygodna. Nie można w wygodny sposób w grupie przejść całej fabuły i łączymy się ze znajomymi (lub nieznajomymi) tylko na czas samych polowań. Możliwe jest też przywołanie postaci sterowanych przez komputer, jeśli na nasze wołanie o pomoc nie opowiedzą żywi gracze.
Kiedy gramy w grupie, rozgrywka jest nieco łatwiejsza niż w poprzednich odsłonach cyklu. Niektórym może to przeszkadzać, lecz poziom trudności z pewnością zostanie podniesiony w przyszłości za sprawą dodatku – tak jak to zawsze bywa w przypadku tej serii.
Podsumowując – Wilds to wspaniały Monster Hunter. Od tej gry naprawdę trudno się oderwać, więc tym bardziej przykro, że tak zaniedbano optymalizację wersji pecetowej. W tę grę zdecydowanie warto zagrać, ale rozsądnie będzie po prostu poczekać na aktualizacje wydajności. Obecnie bowiem w przypadku edycji PC kupujemy kota w worku, jeśli chodzi o kwestie techniczne.
Seria Yakuza doczekała się kolejnego spin-offu, który udowadnia, że deweloperom naprawdę nie brakuje ciekawych pomysłów i potrafią je odpowiednio zrealizować.
Pirate Yakuza in Hawaii wiele zdradza już samym tytułem. Mamy tu zabawę w piratów oraz Hawaje – to niezwykle przyjemna mieszanka, która sprawia, że czas z najnowszą odsłoną serii Like a Dragon spędza się doskonale. Mimo że nie jest to jedna z głównych części cyklu, a tylko poboczna przygoda, zupełnie opcjonalna.
Choć akcja gry dzieje się jakiś czas po zakończeniu Infinite Wealth, które ukazało się rok temu, to znajomość poprzedniej odsłony absolutnie nie jest wymagana. Można nawet powiedzieć, że hawajska opowieść to dobra propozycja także dla tych, którzy za bardzo serii Yakuza nie znają – ponieważ główny bohater rozpoczyna przygodę z amnezją.
Goro Majima nie pamięta kim jest, ani jak znalazł się na małej, hawajskiej wyspie. Po zaledwie godzinie dostaje propozycję zostania kapitanem pirackiej załogi i wypływa z portu, by szukać odpowiedzi dotyczących swojej przeszłości – ale przede wszystkim po to, by szukać kolejnych wyzwań i wrażeń. Wszystko to sprawia, że fabuła nie jest praktycznie wcale osadzona na tym, kim bohater był w poprzednich częściach cyklu, choć oczywiście nie zabrakło odpowiednich nawiązań.
Gra jest oczywiście absurdalna, ale w piękny sposób – w ogóle nie wstydzi się pomysłów, które niektórzy mogliby uznać za… niezbyt mądre. Tak, w tym świecie – we współczesnych czasach – po prostu istnieją piraci, a na okrętach montują między innymi karabiny maszynowe czy lasery. Przyjmujemy to po prostu za fakt i cieszymy się szaloną opowieścią.
Najważniejsze są tutaj tak naprawdę wątki postaci towarzyszących Majimie, członków jego załogi. Te w paru przypadkach są naprawdę dobrze poprowadzone i potrafią dostarczyć emocjonalnych momentów. Nie zabrakło też opowieści i wątków humorystycznych, szczególnie w wielu interesujących side questach.
Rozgrywka dzieli się w tej części na wyraźne dwie części – mamy tu bowiem gameplay tradycyjny dla starszych odsłon serii, czyli potyczki z przeciwnikami, podczas których walczymy wręcz, ale do tego dochodzi nowość, czyli żegluga i bitwy morskie. Ten drugi aspekt jest naprawdę interesujący, a w praktyce przywodzi na myśl nieco bardziej zręcznościową wersję tego, co znamy z Assassin’s Creed 4: Black Flag.
Sterowanie statkiem nie ma nic wspólnego z realizmem, podobnie zresztą jak same bitwy morskie. Zazwyczaj osłabiamy wrogie jednostki ogniem z karabinów, potem dokańczamy dzieła kulami armatnimi, ale możemy też dokonać efektownego – i efektywnego – abordażu, by pokonać wrogą załogę. Wszystko to zrealizowano naprawdę doskonale.
System walki wręcz doczekał się paru usprawnień, jest bardziej efektowny, a bohater dysponuje dwoma zupełnie odmiennymi stylami walki. Starcia z dużymi grupami przeciwników są wciągające i sprawiają frajdę, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że ta część gameplayu w serii Yakuza wymaga dalszych poprawek. Blokowanie ciosów oraz wykonywanie uników pozostaje nieintuicyjne i szkoda, że twórcy nie chcą nic z tym zrobić.
Poza wątkiem głównym i fabularyzowanymi misjami pobocznymi, Pirate Yakuza in Hawaii oferuje oczywiście – jak każda część Yakuzy – mnóstwo dodatkowych aktywności. Od minigier (choćby pokera czy mahjonga), poprzez granie na automatach w stare gry Segi – na przykład Virtua Fightera – aż po żeglowanie na małe wysepki i zdobywanie strzeżonych przez trudnych przeciwników skarbów. Jest tu co robić, a w grze bez problemy spędzimy nawet ponad 30 godzin.
W grze widać też oczywiście, dlaczego powstała stosunkowo szybko. Deweloperzy odpowiedzialni za tę serię ponownie udowadniają, że są mistrzami w recyklingu assetów wykorzystywanych już w innych grach, ale czy to problem? Niekoniecznie, tym bardziej, że nie mamy do czynienia z tytułem wycenianym tak wysoko, jak wiele innych nowości. Sama oprawa graficzna, jak zwykle, nie jest szczególnie imponująca – teksturom i niektórym modelom postaci lepiej nie przyglądać się zbyt uważnie.
Like a Dragon: Pirate Yakuza in Hawaii to po prostu porządna gra i zabawna przygoda, pełna efektownej akcji i absurdalnych pomysłów. Warto dać jej szansę, choć trzeba pamiętać, że w przypadku tej serii warunkiem koniecznym do dobrej zabawy jest pozytywny stosunek do nietypowego, specyficznego dla Yakuzy poczucia humoru.
Po epickim starciu, w którym TommyInnit i EYStreem przewodzili walce, czas na kolejne emocjonujące wyzwanie! Tym razem areną zmagań będzie legendarny zamkowy świat, a w rolach głównych wystąpią ANGELA35 i NAVCIA. To właśnie oni staną do walki, by udowodnić, kto zasługuje na tytuł mistrza!
Oglądaj na żywo!
Już 5 marca o godzinie 20:00 CET rozpocznie się emocjonująca transmisja, podczas której Angela35 i Navcia zmierzą się w serii ekscytujących wyzwań. Liczy się spryt, strategia i refleks! Każdy moment może przesądzić o ostatecznym zwycięstwie.
Wielkie nagrody dla fanów!
Zwycięstwo to nie tylko prestiż i chwała. Widzowie, którzy wesprą swojego ulubionego twórcę, będą mieli szansę na wygranie gamingowego laptopa Lenovo Legion 5i. To sprzęt, który zapewnia płynną i dynamiczną rozgrywkę, dzięki ekranowi PureSight OLED 16” i procesorowi Intel® Core™ Ultra HX.
Dołącz do bitwy!
Nie musisz być tylko biernym obserwatorem. Podczas transmisji Angela35 i Navcia udostępnią link do oficjalnego serwera, na którym będziesz mógł stanąć do walki u boku swojego ulubionego twórcy. Twoja pomoc może przechylić szalę zwycięstwa!
Kto zostanie mistrzem?
Przekonaj się sam! Oglądaj na żywo, kibicuj swojej drużynie i bądź świadkiem kolejnego rozdziału Quest for the Impossible!
Zapisz datę – 5 marca o 20:00 CET!
Nie przegap tego wydarzenia! Oglądaj na kanałach Angela35 i Navcia i przeżyj gamingowe emocje na najwyższym poziomie!
James Gunn, współzarządzający DC Studios, oficjalnie potwierdził, że przyszłe gry wideo osadzone w uniwersum DC będą ściśle powiązane z filmami i serialami.
Oznacza to, że świat znanych superbohaterów stanie się jeszcze bardziej spójny, łącząc różne media w jedną, zintegrowaną narrację. Fani mogą spodziewać się, że wydarzenia przedstawione w grach będą miały bezpośredni wpływ na fabułę filmów i seriali, co umożliwi jeszcze głębsze zanurzenie się w uniwersum DC.
Nie wszystkie gry staną się częścią nowego DCU
Choć strategia integracji wydaje się ambitna, nie wszystkie nadchodzące produkcje znajdą swoje miejsce w nowym, wspólnym uniwersum. Przykładem jest gra „Wonder Woman” od Monolith Productions, która była w produkcji zanim James Gunn i Peter Safran przejęli stery DC Studios. Wszystko wskazuje na to, że tytuł ten pozostanie niezależny od większej narracji DCU, funkcjonując w osobnym świecie.
Krok w stronę jednolitego uniwersum – przewaga nad Marvelem?
Nowe podejście DC Studios różni się znacząco od strategii konkurencyjnego Marvela, którego gry zazwyczaj funkcjonują w odrębnych uniwersach, niezależnych od wydarzeń znanych z filmów czy seriali. Decyzja DC ma na celu stworzenie jednolitego świata, w którym różne media wzajemnie się uzupełniają. Taki ruch może zapewnić fanom pełniejsze doświadczenie, w którym każda nowa produkcja – czy to gra, film, czy serial – będzie mieć realne znaczenie dla całej fabuły.
Co przyniesie przyszłość dla fanów DCU?
Chociaż na razie nie ujawniono konkretnych tytułów gier, które będą powiązane z nowym uniwersum, jedno jest pewne – przyszłe produkcje mają być integralną częścią DCU, co oznacza, że ich wydarzenia mogą kształtować fabułę kolejnych filmów i seriali. Dla fanów to szansa na głębsze poznanie historii ulubionych bohaterów i uczestnictwo w wydarzeniach, które będą mieć realny wpływ na całą narrację uniwersum DC.
Czy to podejście okaże się skuteczne? Przekonamy się już wkrótce, gdy pierwsze gry związane z nowym DCU ujrzą światło dzienne.
Walka o przetrwanie potrafi być angażująca w grach wideo. Gatunek survivalowy w ciągu ostatniej dekady zyskał na popularności niezwykle mocno – ciężko nadążyć za kolejnymi premierami. Chcemy więc przybliżyć te najciekawsze.
W tym artykule przedstawimy pokrótce pięć najbardziej interesujących gier survivalowych, które ukażą się w ciągu najbliższych miesięcy na PC. Wybraliśmy różnorodne tytuły, więc każdy z pewnością znajdzie choć jeden odpowiedni dla siebie.
Terminator: Survivors
Intrygująco zapowiada się produkcja studia Nacon. Akcja osadzona jest w słynnym uniwersum filmowym, a gracze wcielają się w człowieka należącego do jednej z frakcji, które stawiają opór bezwzględnym maszynom ze Skynetu.
Standardowo dla gatunku zajmiemy się rozbudową bazy, zbieraniem surowców i tym podobnymi aktywnościami, ale nie zabraknie walki z wrogimi ugrupowaniami oraz niebezpiecznymi maszynami. Polować ma na nas nawet niebezpieczny Terminator.
Z wyzwaniem zmierzymy się w pojedynkę lub ze znajomymi, maksymalnie w czteroosobowej grupie.
Dune: Awakening
Twórcy Conan: Exiles wracają już 20 maja z nową grą i już teraz twierdzą, że będzie to najbardziej ambitna gra survivalowa w historii. Trzeba przyznać, że to bardzo odważne deklaracje.
Akcja rozgrywa się na planecie Arrakis z uniwersum Diuny, lecz w alternatywnej rzeczywistości, w której Paul Atryda nie istnieje, a nasza postać trafia w sam środek konfliktu między rodami Atrydów i Harkonnenów.
Nasz statek rozbija się na pustynnej planecie – i tak zacznie się przygoda. Czeka na nas powolny rozwój postaci, budowa bazy, formowanie gildii z innymi graczami, odkrywanie kolejnych etapów głównej fabuły i eksplorowanie Arrakis statkiem powietrznym. Nie zabraknie też PvP.
Subnautica 2
Jedna z najlepiej ocenianych serii gier survivalowych doczeka się sequela, który wprowadza między innymi mocno wyczekiwaną przez fanów kooperację – nawet dla czterech graczy.
Trafimy do nowego świata, poznamy nową historię, ale podstawą wciąż będzie eksplorowanie pięknych, podwodnych lokacji. Twórcy obiecują, że otrzymamy większą różnorodność obszarów i sporo niespotykanych wcześniej morskich zwierząt oraz potworów.
Warto zaznaczyć, że podobnie jak oryginał, Subnautica 2 zadebiutuje jako gra we Wczesnym Dostępie. Pełna wersja z wszystkimi elementami rozgrywki i całą zawartością ukaże się później, przed końcem 2026 roku.
Under a Rock
To ciekawa propozycja dla wszystkich, którzy chcieliby zagrać w survivalową grę o nieco lżejszym tonie. Twórcy Under a Rock stawiają na kolorową oprawę rodem z filmów animowanych, która buduje przyjemną atmosferę.
Na tajemniczej wyspie postaramy się przetrwać nawet z dziewięcioma innymi osobami. Wcielamy się w odkrywcę, a akcja toczy się pod koniec XIX wieku – co wpłynie oczywiście na dostępne narzędzia i technologie.
Jednym z najważniejszych aspektów rozgrywki, poza rozbudowywaniem bazy, będzie oswajanie i hodowla zwierząt z gatunków uznanych za wymarłe. Farma ptaków dodo? Czemu nie!
Solarpunk
Macie ochotę na spokojny survival bez walki? Solarpunk może was zainteresować. Zajmujemy się tutaj rozbudową swojej farmy na jednej z powietrznych wysp i wyruszamy zwiedzać inne obszary w poszukiwaniu niezbędnych zasobów.
Ważnym elementem gry ma być crafting oraz stopniowa automatyzacja wszystkich procesów, chociażby nawadniania roślin, które będziemy uprawiać. Świat zwiedzimy natomiast przy pomocy naszego osobistego sterowca. Do zasilania różnych urządzeń wykorzystamy tylko dwa źródła energii – słońce lub wodę.
Jak w wielu innych produkcjach survivalowych, również w Solarpunk zagramy – jeśli chcemy – ze znajomymi. Nie ujawniono jednak, w jak licznej grupie będzie można wspólnie dbać o podniebną farmę.
Nowy RPG od studia Obsidian Entertainment nie jest idealny, ale pozwala przeżyć przyjemną przygodę w pięknej, fikcyjnej krainie.
Akcja Avowed osadzona jest w tym samym uniwersum, co Pillars of Eternity, a historia rozpoczyna się niedługo po zakończeniu drugiej części tej serii izometrycznych RPG. Dzięki temu fani poprzednich gier Obsidianu mogą bawić się tutaj trochę lepiej i czerpać radość z różnych fabularnych nawiązań. Poza tym, gra oferuje jednak po prostu porządną przygodę z interesującą opowieścią, nawet jeśli nie zachwycającą.
Jako wysłannik Imperatora trafiamy do Żyjących Ziem – krainy, którą kraj bohatera powoli zaczyna kolonizować. Pojawiła się tam bowiem tajemnicza plaga, która zagraża nie tylko lokalnej faunie i florze, ale nawet mieszkańcom wyspy. Naszym zadaniem jest znalezienie źródła skażenia.
Po dotarciu na miejsce poznajemy pierwszego towarzysza przygody, ponieważ to właśnie Kai postanawia pomóc nam odszukać imperialnego ambasadora. Wyruszamy więc, by przemierzać w dużej mierze dzikie, niezamieszkane tereny pierwszego regionu.
Fabuła rozwija się w intrygujący sposób i do końca nie wiemy, jak historia się zakończy. Bohater jest tzw. boskim, a więc istotą dotkniętą przy narodzinach przez boga – tyle że nasza postać nie wie, który z wielu bogów Eory jest jej patronem. To także w dużej mierze wiąże się z opowieścią i zainteresuje szczególnie fanów Pillars of Eternity.
Podczas przygody dołączają do nas kolejne postacie – w sumie cztery, a towarzyszyć w rozgrywce mogą nam dwie z nich. Miło jest słuchać dialogów między kompanami, które potrafią w odpowiedni sposób budować historię krainy, którą zwiedzamy. Choć towarzysze ci nie są w żaden sposób rewelacyjni, to otrzymujemy po prostu zestaw dobrze napisanych, naturalnych postaci. Dwójka z nich oferuje też angażujące, małe wątki poboczne.
Świat obserwujemy z oczu bohatera – choć kamera TPP jest dostępna, to nie jest zrealizowana zbyt dobrze. Walka przywodzi na myśl to, co możemy kojarzyć z serii The Elder Scrolls, łącznie z nieco sztywnymi animacjami niektórych ciosów i ataków. Bez względu na to, starcia z potworami naprawdę bawią – głównie za sprawą broni i systemu rozwoju.
W Avowed możemy być potężnym wojownikiem, łucznikiem lub magiem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy stworzyli klasę-hybrydę i połączyli umiejętności różnych archetypów. Nie ma też żadnych ograniczeń co do rodzaju uzbrojenia, jaki możemy dzierżyć. Czarodziej miotający zaklęciami, który szarżuje na wrogów z dwuręcznym mieczem? To jak najbardziej możliwe.
Ponadto, z biegiem czasu – a ukończenie gry zajmuje około 40 godzin lub nieco krócej – odkrywamy coraz więcej interesujących broni unikatowych, które oferują wyjątkowo ciekawe cechy dodatkowe. Możemy znaleźć na przykład pistolet elektryzujący trafione powierzchnie, albo wielki topór, który zamraża wrogów, byśmy mogli ich później rozbić na kawałki.
Wspomnianych wcześniej kompanów wykorzystujemy też, rzecz jasna, w walce. Niczym w serii Mass Effect, wybieramy umiejętności, których mają użyć w konkretnym momencie. Są naprawdę przydatni – szczególnie przyciągający uwagę wrogów Kai czy wspierająca leczeniem i tarczami magicznymi Giatta.
Świat Avowed to cztery duże lokacje, które eksplorujemy. Do kolejnych trafiamy wraz z rozwojem fabuły. To świetna alternatywa dla jednego, ogromnego świata. Obecne w grze obszary oferują sporo przyjemnej eksploracji – szukania sekretów i wykonywania misji pobocznych – ale nie przytłaczają.
Lokacje są też często śliczne, bo Żyjące Ziemie to kolorowe i dziwne miejsce. Jedna z lokacji wygląda niczym wyschnięte dno oceanu, zwiedzamy magiczne bagna albo starożytne ruiny. Szczególnie z ray tracingiem, oprawa potrafi tutaj zachwycić. Niestety, wrażenie psuje optymalizacja, która jest – mówiąc delikatnie – niezbyt imponująca. Niczym niewytłumaczalne spadki płynności to niestety częsta sytuacja, niezależnie od ustawień.
W grze widać też średni budżet projektu, choćby po często powtarzających się twarzach postaci z mniej ważnych misji czy ogólnie mizernym poziomie mimiki w dialogach z pobocznymi postaciami, które nie są istotne dla głównego wątku. Problemem jest także powtarzalność wrogów. Pod tym względem całość przypomina innego RPG od Obsidianu – czyli The Outer Worlds. Tam też można było odnieść wrażenie, że produkcja nie kosztowała zbyt wiele w porównaniu do największych erpegów na rynku.
Avowed nie porywa tak, jak chociażby Kingdom Come Deliverance 2. To jednak niezła przygoda z dobrze zaprojektowanymi postaciami kompanów i przyjemnym systemem walki. Szkoda, że gra zawodzi pod paroma względami czysto technicznymi – bez nich o wiele łatwiej byłoby ją polecić.
Mimo wielu lat na karku Minecraft nadal rozbudza wyobraźnię, przyciąga zawartością i pobudza kreatywność coraz to nowych graczy. Jest to też jedna z najchętniej streamowanych gier, a relacje nadal przyciągają rzesze widzów. Dlatego też Lenovo, Intel i topowi twórcy, tacy jak twórców TommyInnit, EYstreem i Leenda Dong zorganizowali akcję, która przenosi fanów Minecrafta na zupełnie nowy poziom rywalizacji.
Misja Niemożliwa – od pierwszych zapowiedzi, które pojawiły się na początku lutego, emocje wokół tej przygody tylko rosną. Cała kampania rozgrywa się tak, by stopniowo budować napięcie – od tajemniczych teaserów, przez emocjonujące bitwy, aż po wielki finał.
O co chodzi w Misji Niemożliwej?
To epicka walka o tron, w której Influencerzy i ich zespoły stają naprzeciw siebie, walcząc o tytuł Władcy Królestw. Cała historia rozgrywa się zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w Minecraftcie, a fani mają realny wpływ na przebieg wydarzeń poprzez interakcje na livestreamach.
Akcja podzielona jest na kilka etapów:
Na początku lutego pojawiły się tajemnicze zwiastuny i unboxingi Mystery Boxów, które rozbudziły ciekawość społeczności.
W dniach 17 lutego – 3 marca będą miały miejsce wyzwania, podejmowane przez regionalnych twórców (w tym także polskich!). Od 10 marca rozegra się finał TommyInnit i EYstreem opowiedzą całą historię swoimi oczami.
Na tym etapie kampanii mamy już za sobą pierwsze bitwy. Teraz uwaga kieruje się na regionalnych twórców, którzy podejmą się tych samych wyzwań. Czy będą lepsi niż globalni streamerzy? Czyje królestwo przetrwa? Kto zdobędzie tytuł? Wszystko wyjaśni się już w marcu – a my będziemy śledzić każdy krok tej epickiej przygody!
Intel® Extreme Masters Katowice 2025 za nami, a strefa RTV EURO AGD GAMING ZONE powered by Lenovo Legion dostarczyła uczestnikom niezapomnianych emocji i wrażeń! Przez trzy dni zarówno fani esportu, jak i casualowi gracze mieli okazję uczestniczyć w różnorodnych atrakcjach, które na długo zostaną w pamięci.
Piątek: rozgrzewka pełna emocji Pierwszy dzień w strefie Lenovo Legion rozpoczął się od dynamicznych rozgrywek w CS2 w trybie 1vs1. Atmosfera nabierała tempa wraz z każdą kolejną rundą, w której uczestnicy rywalizowali o zwycięstwo. W międzyczasie fani mieli okazję spotkać legendę esportu Pashę oraz Fusialkę i Juleqx, którzy zadbali o wyjątkowy klimat i integrację z uczestnikami. Wieczorem na scenie pojawiła się TechnoStrefa, urozmaicając wydarzenie dodatkowymi konkursami i quizami.
Sobota: spotkania z gwiazdami i niezapomniane aktywacje
Sobota rozpoczęła się energetyczną rozgrzewką z Radiem ESKA, a później przyniosła spotkania z idolami gamingu, takimi jak Pasha, Natan Zgorzyk, Juleqx i Fusialka. Dużą atrakcją była aktywacja Among powered by Lenovo Legion, która przyciągnęła zarówno graczy, jak i widzów. Cały dzień wypełniony był emocjonującymi rozgrywkami, quizami oraz konkursami, które angażowały publiczność na każdym kroku.
Niedziela: wielki finał i gamingowe emocje
Ostatni dzień wydarzenia przyniósł kolejne atrakcje. Uczestnicy mogli wziąć udział w turniejach 1vs1, 2vs2 oraz 5vs5, które pozwoliły im sprawdzić swoje umiejętności w starciach drużynowych i indywidualnych. Wielką atrakcją było spotkanie z Izakiem, które przyciągnęło wielu fanów. Wieczorem odbyło się wspólne oglądanie finału IEM Katowice 2025, które zgromadziło rzesze kibiców, zamykając weekend pełen niezapomnianych wrażeń.
Lenovo Legion wraz z RTV EURO AGD stworzyli wyjątkową przestrzeń, gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Od emocjonujących turniejów w CS2, przez quizy i spotkania z gwiazdami, aż po aktywacje i konkursy – strefa GAMING ZONE była miejscem pełnym pasji i zaangażowania. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami, i już teraz zapraszamy na kolejne edycje!